sobota, 29 października 2016

Epilog

            Zaczerpnąłem głośniej powietrza, czując, jak cholernie mocno boli mnie gardło. Coś przyciskało mi się do twarzy, a ja nie do końca wiedziałem, co to takiego. Z daleka dochodziło do mnie ciche pikanie. Dopiero po chwili zorientowałem się, że nie jest to jedyny dźwięk, jaki się pojawia. Słyszałem też kroki.
             Kiedy rozchyliłem powieki, wszystko było zamazane i niewyraźne. Skrzywiłem się, kiedy jasność pokoju mnie oślepiła. Przez to byłem zdezorientowany jeszcze bardziej. Ktoś złapał mnie za dłoń. Poczułem, jak coś ugina się niedaleko mnie. Jakby ta osoba usiadła, na czymś miękkim, na czym leżałem od dłuższego czasu.
               Kilkakrotnie zamrugałem, chcąc pozbyć się mgły, która na moment zasłoniła mi widoczność. Wtedy też mój wzrok stopniowo zaczął się wyostrzać. Pierwsze, co napotkałem, to zieleń na tle bieli. Zieleń tak bardzo mi znana. Zieleń, za którą tak cholernie tęskniłem.
- Mikey? – wydusiłem zachrypniętym głosem.
- Leż spokojnie, Lukey. Już wszystko jest w porządku.
- Mikey…
               Nie sądziłem, że zareaguję tak emocjonalnie. Ale z drugiej strony nie widziałem go od pieprzonych trzech miesięcy. W moich oczach pojawiły się łzy, kiedy w końcu w całości mogłem go zobaczyć. Był tu. Siedział obok mnie w swojej czarno-czerwonej koszulce. Na jego ustach widniał ten dobrze znany mi uśmiech. W jego tęczówkach, zaś pojawiła się troska. 
- Mikey…
- Jestem tu z tobą, Lukey.
              Nie wiedziałem, co mi się stało. Nie wiedziałem, jak się tu znalazłem. To jednak nie miało znaczenia. Ignorując ostry ból w kręgosłupie, podniosłem się, a potem ściągnąłem z siebie maskę tlenową. Zakręciło mi się w głowie, ale Michael szybko przybliżył się, pozwalając mi na to, bym oparł się na jego ramieniu. Jeszcze bardziej zmniejszyłem odległość między nami, zaciskając palce na jego koszulce.
- Mikey… Tak… Bardzo…
- Oddychaj spokojnie, Luke.
- Tęskniłem za tobą… Tak… Tak długo… Tak długo cię nie… było.
              Zaczerpnąłem powietrza, bo wyduszenie z siebie tych kilku słów było trudne. Chrypa w gardle powiększyła się, a ja znów poczułem pieczenie. Moje policzki zmoczyły się od łez, kiedy chłopak objął mnie, gładząc delikatnie moje włosy.
- Wszystko już jest dobrze, Lukey.
- Co się… Co się… - Oddychałem ciężko i przerywanie, jakbym zaraz miał się udusić.
- Trzymaj i uspokój się. Musisz się uspokoić, by sobie pomóc – powiedział cicho, przyciskając mi do twarzy silikonową maskę. Dopiero ona pozwoliła mi wziąć głębszy i spokojniejszy wdech.
- Dotrzymałeś obietnicy…
- Spokojnie, już nic się nie dzieje. Wszystko będzie w porządku. Ty i Jack z tego wyjdziecie.
- Co? – Uniosłem głowę, by móc na niego spojrzeć. – Ja i Jack?
- Mieliście wypadek samochodowy. Obaj byliście nieprzytomni. Jack obudził się z dwie godziny temu.
- On żyje?
- Oczywiście – powiedział Michael, zostawiając na moim czole delikatny pocałunek. – Obaj żyjecie.
- Ale… Ale… On… Jak… - Spojrzał na mnie uważnie. – On… tego nie przeżył.
- Śnił ci się wypadek? – zapytał powoli, a ja zacząłem gubić się w tym wszystkim jeszcze bardziej. – Co ci się śniło, kochanie?
- Jak mnie nazwałeś?
- Tak, jak zawsze.
- Jak zawsze?
- Zaczynasz mnie przerażać – powiedział, nerwowo się śmiejąc. – Jesteśmy ze sobą od roku. Jeśli chcesz mnie zostawić w tym momencie, to… Nawet nie mniej takich głupich pomysłów, bo wykopię cię z naszego zespołu.
- Z naszego zespołu?
- Ty, ja, Daniel, Ash i Calum – odparł, przeczesując mi włosy palcami. – 5 Seconds of Summer.
- Jesteśmy razem?
- Luke, błagam, nie mniej amnezji i…
- Kocham cię – wydusiłem, obejmując go.
- Ja ciebie też kocham, słoneczko – odpowiedział z uśmiechem, muskając moje usta swoimi. – A teraz będzie lepiej, jak się położysz. Nie powinieneś w ogóle siadać. Musisz odpocząć.
- Będziesz tu?
- Nigdzie się nie wybieram. Przecież obiecałem, że nigdy cię nie zostawię, prawda?
                Posłałem w jego stronę zmęczony uśmiech. Ten powrót do życia zdążył mnie już porządnie wykończyć. Michael pomógł mi się położyć, raz za razem poprawiając mi maskę tlenową, która w tym momencie była dla mnie zbawienna. Moja płuca potrzebowały wsparcia.
- Posiedzę z tobą. Spróbuj się zdrzemnąć. Zaraz pewnie i tak wpadnie tu twoja rodzinka z chłopakami na czele, więc korzystaj ze spokoju, póki masz okazję.
- Dziękuję.
- Za co?
- Za wszystko.
- O czym ty mówisz?
- Za to, że po prostu jesteś.
- I nigdzie się nie wybieram. 


***
Takim oto akcentem kończymy The Guardian Angel! 
Końcówka, jak widać jest napisana w taki sposób, że można ją interpretować po swojemu. A jak Wam się zdaje? Co się tak naprawdę wydarzyło? Czy to był tylko "sen" wytworzony przez umysł nieprzytomnego Hemmo czy może to Michael nagiął rzeczywistość i cofnął oraz zmienił bieg wydarzeń? Jestem ciekawa Waszego zdania :)

The Guardian Angel było historią, która powstała w wyniku wyzwania, jakie przede mną postawiły dwie kumpele. Wszystkie punkty zostały spełnione, a opowiadanie dobrnęło do końca. Każde koleje ukończone ff jest dla mnie sukcesem, więc cieszę się, że mogę do nich zaliczyć i The Guardian Angel.
Mam nadzieję, że ta historia dobrze się czytała i została dobrze przyjęta. Było to moje pierwsze tego typu ff, w którym to sparowałam dwóch głównych bohaterów - dwóch chłopaków. Chyba nie wyszło, aż tak źle, prawda? Muszę przyznać, że naprawdę dobrze mi się pisało to opowiadanie, co było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie sądziłam, że będzie łatwo. Byłam pewna, że będzie o wiele ciężej. Jednak jakoś poszło i udało się :D 

Dziękuję Wam za te wszystkie pozytywne komentarze, które skutecznie motywowały - i motywują  mnie dalej, do dalszego pisania. Dzięki Wam to, co robię jest sto razy bardziej przyjemniejsze. Dziękuję, że byliście ze mną - bez względu na to, kiedy natknęliście się na TGA. Wasze słowa nie tylko wywołują uśmiech, ale często także bawią i rozśmieszają. 
Dziękuję!

Nie jest to jednak ostateczne pożegnanie - spotkamy się na innych ff (tych nowych, które jeszcze się nie pojawiły i być może się pojawią, jak i tych już trwających). Na razie nie zamierzam rzucać pisania :)

Ostatni raz piszę tu moją znaną i oklepaną formułkę - zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau! 

Pozdrawiam!

#TheGuardianAngelFF