piątek, 5 lutego 2016

#01 Nie potrzebuję pomocy

          Obudziłem się z potwornym bólem głowy, jakby co najmniej w środku urządzono mi wielkie techno party. Usta miałem suche i spierzchnięte. Cholernie chciało mi się pić. Dźwignąłem się z łóżka, chwiejąc na nogach. Bolał mnie kręgosłup, więc byłem przekonany o tym, że musiałem w drodze do domu zaliczyć, jakieś spektakularne spotkanie z podłożem. W tym momencie mogłem jedynie gdybać, bo po raz kolejny urwał mi się film. Zdarzało mi się to coraz częściej. A ja w dalszym ciągu nie przyznawałem się do tego, nawet przed samym sobą, że potrzebuję pomocy. Że od wypadku pogubiłem się i zaczynam zapadać się w bagno coraz mocniej. Bez jakiekolwiek kontroli.
          Rok temu miałem wypadek. Ja i mój brat. Byłem wtedy w rodzinnym Sydney. Obaj wracaliśmy od babci, która mieszka na obrzeżach miasta. Jack nie chciał tam zbytnio jechać, bo umówiony był na wieczór ze swoją narzeczoną, ale ostatecznie dał się namówić na odwiedziny u staruszki. W końcu i tak przebywałem w Australii od czasu do czasu z uwagi na zespół i karierę, jaką udało nam się z chłopakami rozkręcić. Gdybym wiedział, jak skończy się nasza niewinna wycieczka, nigdy bym go nie przekonywał, aby wsiadł ze mną do samochodu.
           W drodze powrotnej, z wielkim impetem, wjechał w nas pijany mężczyzna. Uderzenie było tak silne, że zaliczyliśmy nie tylko dachowanie, ale bliski kontakt z przydrożnymi drzewami, które zmasakrowały nasze auto. Ja wyszedłem z tego z rozciętą głową, wstrząśnieniem mózgu i połamanymi żebrami. Jack… Mój starszy brat nie przeżył. Gdyby pasy, którymi był zapięty wytrzymały, wszystko może skończyłoby się inaczej. Do tej pory często w nocy prześladuje mnie widok jego niebieskich, pustych oczu i krwi spływającej po twarzy.
           Po tym zdarzeniu wszystko się posypało. Z początku w ogóle nie dochodziło do mnie to, że jeden z moich braci nie żyje. Że już nigdy z nim nie porozmawiam, nie będziemy się kłócić i nie wybierzemy się na wspólną imprezę, dogryzając Benowi  najstarszemu z naszej trójki. Po wyjściu ze szpitala byłem nadal otępiały i nie wierzyłem w to, co się stało. Całą winę brałem na siebie. To ja chciałem, by pojechał ze mną. To ja zmusiłem go, by wracając, zasiadł jako pasażer, choć on chciał kierować. Gdybyśmy zamienili się wtedy miejscami, on by przeżył. A ja… To już nie było istotne.
           Jack miał plany. Dużo planów. Oświadczył się swojej dziewczynie i wspólnie planowali ślub. W sumie mogę się założyć, że teraz byliby już szczęśliwym małżeństwem. Jednak los pokrzyżował jego zamiary, przecinając linię życia. Do czego, jakby nie patrzeć, przyłożyłem rękę.
           Ledwo pamiętam pogrzeb. Byłem odłączony i psychicznie zdany na własną matkę. Zupełnie nie kontaktowałem i nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Potem kiedy wszyscy myśleli, że jakoś udało mi się stanąć na nogi, ja wybrałem ucieczkę. Spakowałem się i wróciłem do Los Angeles. Odciąłem się od rodziny, nie mogąc znieść ich współczującego wzroku, zapłakanych rodziców i wiecznego zapewnienia, że to nie była moja wina. Była, jest i będzie.
           Wtedy wszystko poszło jak z górki. Byłem pewny, że wrzucenie się w wir pracy pomoże mi się otrząsnąć. Myliłem się. Nie potrafiłam skupić się na próbach, o pisaniu kolejnych piosenek mogłem, tylko pomarzyć. Wiedziałem, że zaczynam ściągać zespół na dół. A ja nijak nie potrafiłem tego kontrolować i polepszyć.
           Kolejną ucieczką okazał się alkohol. Alkohol i wieczne imprezy, dzięki którym przestawałem myśleć, odciągając się od brutalnego świata, w jakim tkwiłem. Doprowadziłem do tego, że menadżer zarządził przerwę. Wcale mu się nie dziwiłem. Straciłem kontrolę, odrzucając każdą pomoc. Nawet tą zaoferowaną przez przyjaciół. Byłem pewny, że wszystko jest w porządku, a prawda była całkiem inna. Decyzja Adama była słuszna. Kto wie, czy nie przyszedłby ten moment, w którym nie byłbym w stanie wyjść na scenę czy spotkać się z fanami. W tej sytuacji wszystko było możliwe.
           Jako że nasz zespół 5 Seconds of Summer był naprawdę popularny, nie ominęły mnie liczne artykuły w gazetach czy internecie. Ludzie na początku współczuli mi tragedii, a potem z dokładnością opisywali mój upadek, w którym się pogrążałem coraz bardziej. Chłopaki i Adam wściekali się za każdym razem, gdy jakiś paparazzi przyłapał mnie ledwo przytomnego, wracającego do domu nad ranem. Wiedziałem, że psuję swój wyidealizowany wizerunek, który miałem sprzedawać. Nie dochodziło do mnie jednak to, że jednocześnie ciągnę cały zespół na dno. Stałem się czarną owcą, mającą innych gdzieś i to, co się ze mną dzieje. Z każdym dniem traciłem fanów, którzy rozczarowani, przenosili swoją sympatię na pozostałych członków zespołu. Skłamałbym, gdybym powiedział, że mnie to w jakiś sposób obchodziło. Nie było to dla mnie istotne.
           Od czasu wypadku nie żyłem, a raczej wegetowałem, upadając coraz niżej. Jakby Jack zabrał część mnie ze sobą. Tę część odpowiedzialną także za chęć do życia i siłę, by się podnosić. Poczucie winy wypalało mnie od środka, a ja zagłuszałem je alkoholem. Odsunąłem się od pracy, w której nie potrafiłem funkcjonować. Odseparowałem się od rodziny, uznając, że nie powinni kontaktować się z kimś, kto jest winny śmierci własnego brata. Moje życie uciekało mi przez palce. Tkwiłem gdzieś pośrodku, nie potrafiąc znaleźć odpowiedniego wyjścia z tej sytuacji, aby choć trochę wszystko polepszyć.
           Doprowadziłem się do stanu używalności. Wyszedłem z łazienki. Skierowałem się od razu do kuchni. Dopadłem do lodówki, łapiąc za napój energetyczny. Oparłem się o blat, otwierając puszkę. Wypiłem prawie połowę, mając nadzieję, że mój kac w końcu się skończy, choć z drugiej strony była to dość naiwna nadzieja. Omiotłem wzrokiem pomieszczenie. Mimo wszystko panował tu w miarę znośny porządek. Nie chciałem mieszkać w chlewie, więc czasem udało mi się zmusić do tego, by tu posprzątać. Kuchnia łączyła się z salonem, przez co dostrzegłem na komodzie przewróconą ramkę. Nigdy jej nie podnosiłem. Fotografia pod spodem wywoływała psychiczny ból. Nie potrafiłem spojrzeć na swoją uśmiechniętą rodzinę.
            Wylałem resztkę słodkiego napoju do zlewu, czując, jak robi mi się nie dobrze. Kolejny skutek pieprzonego kaca. Żołądek ścisnął mi się w supeł, a ja przez moment walczyłem z mdłościami, opierając się o blat i mocno zaciskając dłonie na jego kancie. W końcu biorąc powolne i głębokie wdechy, udało mi się opanować i sprawić, by wszystko przeszło.
            Wyprostowałem się, a następnie ruszyłem w kierunku kanapy. Złapałem za pilota, kładąc się na sofie. Zdążyłem kilka razy przeskoczyć z jednego programu na drugi, kiedy drzwi od mojego mieszkania otworzyły się. Nie musiałem podnosić głowy, by sprawdzić, kto wszedł. Tylko chłopaki z zespołu mieli dodatkowe klucze i bardzo często z nich korzystali. Tym razem rozpoznałem po głosie braci Irwin.
            Bliźniaki Ashton i Daniel byli do siebie podobni jak dwie krople wody. Obaj mieli włosy w odcieniu ciemnego blondu, bo Daniel zaprzestał ich farbowania i ciepłe czekoladowe oczy oraz identyczne łagodne rysy twarzy. Kiedyś ciągle ich mylono. Teraz było inaczej, bo młodszy zrobił sobie totalną rewolucję, przez co było łatwo odróżnić go od Asha. Obaj mieli tatuaże, tyle że Daniel pokryty był kolorowymi malunkami niemalże od góry do dołu. Całe ręce, plecy, klatka piersiowa i nogi, aż do łydek ukazywały przeróżne wzory i motywy, a ja zastanawiałem się, jakim cudem zrobił to wszystko. Przecież na to potrzeba w cholerę dużo czasu. Oprócz tego w jego nosie znajdował się kolczyk, a w uszach czarne tunele.
 Co jest smutasie?  zapytał Daniel, przeskakując przez oparcie kanapy. Jęknąłem cicho z bólu, kiedy padł na moje nogi, wciskając je w sofę.
– Musisz, głupku?  rzucił Ash, patrząc na brata z politowaniem. 
            To zawsze on był tym mądrzejszym i rozsądniejszym. Daniel zaś żył chwilą, nie przejmując się praktycznie niczym. Otwarcie wyrażał swoje zdanie, wielokrotnie irytując swoją osobą menadżera, który chciał zrobić z Daniela słodkiego buntownika, aby dziewczyny mocniej na niego leciały. I w sumie to ostatnie mu się udało, ale tylko dlatego, że młodszy Irwin miał niewyparzoną gębę i szybko przyznał się publicznie do tego, że jest gejem. Nasze fanki pokochały go za to jeszcze bardziej. Po tym Adam mu odpuścił, choć i tak miał na niego oko. Dopiero po moich wyskokach, to ja stałem się tym niewygodnym ogniwem 5 Seconds of Summer.
 Hemmo, czyżbyś znów miał kaca?  pociągnął Daniel, wciskając się w moje ciało.  Przytul się do taty!
 Pieprz się.
 Oj, ktoś nie ma humoru… Znowu  rzucił gitarzysta, przekręcając oczami.  Kiedy w końcu zrozumiesz, że chcemy ci pomóc?
 Nie potrzebuję pomocy.
 Nie pierdol. Jesteś cieniem dawnego Luke'a, którego znaliśmy  skwitował Ashton, bębniąc palcami w oparcie sofy. Zawsze wykonywał ruchy dłońmi, jakby grał na niewidzialnej perkusji.
 Przyszliście mnie znowu umoralniać?
 Nie, chcemy ci pomóc – odpowiedział szybko Daniel.  Zależy nam na tobie, bracie Hemmingsie z innej matki i ojca. Jesteś jednym z nas. Martwimy się i to się nie zmieni. Możesz płakać i na nas krzyczeć, ale nie popuścimy. Jesteśmy, jak dwa identyczne wrzody na twojej seksownej dupie, czaisz?
 Ma racje – skwitował starszy Irwin.
 Jeśli chcecie pomóc, to zostawcie mnie w spokoju.
 Żebyś znów się upił do nieprzytomności?  mruknął Ashton, kręcąc nosem.  Bardzo dojrzała postawa dwudziestolatka.
             Westchnąłem ciężko pod nosem, odwracając się na bok, przez co Daniel niemalże spadł z kanapy. Posłał w moją stronę wiązankę soczystych przekleństw, co nieco mnie rozbawiło. Po chwili perkusista, który od dłuższego czasu wisiał mi nad głową, zajął miejsce w szerokim fotelu, wyrywając mi po drodze pilota. Nawet nie miałem siły, by się temu przeciwstawić, więc nawet nie próbowałem go odzyskać. Po chwil siedzieliśmy w trójkę, wgapiając się w jakiś film, którego tytułu mój mózg nie raczył zapamiętać. Zresztą fabuła też nie za bardzo do mnie docierała.

             Nie wytrzymałem w czterech ścianach zbyt długo. A może po prostu nie wytrzymywałem już sam ze sobą. Wieczorem wybrałem się do klubu, ale teraz miałem do towarzystwa pozostałych członków zespołu, którzy chyba próbowali mnie w ten dzień przypilnować, abym znów nie narobił obciachu w mediach.
            Poprawiłem czarną koszulę, którą miałem na sobie, sącząc kolejnego drinka. Ponownie postawiłem na alkohol, aby się wyrwać z paskudnej rzeczywistości, jaka mnie otaczała. Chłopaki nie byli zadowoleni, że znów po niego sięgam. Ashton nawet próbował wyperswadować mi ten pomysł, ale ja zupełnie zignorowałem jego wszystkie argumenty, które z pewnością były słuszne. Jednak byłem dalej na etapie odrzucania każdej pomocy, będąc przekonany, że kontroluję wszystko. Co było totalnym kłamstwem.
            Stojący obok mnie Calum zacmokał pod nosem, gdy zamówiłem następną kolejkę. Ciemnobrązowe włosy zaczesane miał lekko na bok. Spod granatowej koszulki wystawały pojedyncze tatuaże, którymi ozdabiał swoje ciało. Ja jako jedyny nie posiadałem żadnego. Brązowe oczy spojrzały wprost na mnie. Basista zmarszczył czoło, najwyraźniej powstrzymując się od złośliwego komentarza. A Hood potrafił być dobitnie chamski, jak tylko coś mu się nie podobało.
           Wykreowano nasz zespół wedle starych i dobrze sprzedających się standardów. Dużą część naszych fanów stanowiły nastolatki, więc musieliśmy pasować do przyjętego wizerunku, który był najbardziej rozchwytywany. Calum był żartownisiem, Ashton tym dorosłym, Daniel bad boyem, a ja tym grzecznym i tajemniczym. I to naprawdę działało. Niestety, po śmierci Jacka, ja zrujnowałem totalnie swoje zbudowane wcielenie, zastępując go oschłym i mającym wszystko gdzieś wizerunkiem dupka. I nadal miałem to w głębokim poważaniu.
 Może zwolnij  powiedział Hood, odwracając się w moją stronę.  Nie zamierzam taszczyć cię do domu.
 Nie będziesz musiał, sam sobie poradzę  odparłem, a on przekręcił oczami. 
           Cała nasza czwórka znała się od dzieciaka. Chodziliśmy razem do szkoły i traktowaliśmy się jak bracia. Takie odzywki były na porządku dziennym, choć jeden za drugiego oddałby swoje życie. Nawet ja, w tym momencie, w jakim się znalazłem, byłem w stanie ruszyć dupę i pomóc pozostałym, jeśli byłaby taka potrzeba. Szkoda, że nie docierało do mnie to, że oni od dłuższego czasu próbowali robić to samo.
 Już to widzę  skomentował Calum, a potem uśmiechnął się do przechodzącej obok brunetki, która zapatrzyła się na niego, nawet tego nie ukrywając.
 Cześć. – Usłyszałem z boku damski głos. Odwróciłem się, spotykając parę zielonych oczu. Dziewczyna uśmiechnęła się.
 Cześć  powiedziałem, zostawiając za plecami basistę.
 Tak myślałam, że to ty  rzuciła, lekko się przy tym rumieniąc.
 W takim razie nie muszę się przedstawiać  pociągnąłem, wykonując szklanką z drinkiem powolne okrężne ruchy.  Poznam za to twoje imię?
 Ally.
 Miło mi cię poznać, Ally.

             Nie byłem pewny, do jakiej trafiłem toalety. Dziewczyna przyciśnięta do mojego ciała uniemożliwiała mi zobaczenie czegokolwiek. Zresztą nie oszukujmy się, byłem już porządnie narąbany. Nawet bym się nie zdziwił, gdybym znów zaliczył urwany film. Ally, bo chyba tak miała na imię blondynka, wpiła się po raz kolejny w moje usta. Pociągnęła mnie w głąb pomieszczenia, by zaraz zamknąć się ze mną w jednej z kabin.
            Przygryzła mi dolną wargę, w której znajdował się czarny kolczyk. Mruknąłem z aprobatą, wsuwając dłonie pod jej koszulkę. Nie miała stanika, przez co od razu dotarłem do piersi. Jęknęła pod nosem, popychając mnie na ściankę. Zakręciło mi się w głowie, więc kilkakrotnie zamrugałem, by odzyskać utracony obraz. Zachwiałem się, gdy dobrała się do moich spodni. Wziąłem kilka głębszych wdechów, czując, że potrzebuję powietrza.
 Zostaw  powiedziałem, odrywając ją od siebie, gdy chciała klęknąć tuż przede mną.
 Nie chcesz się zabawić?
 Muszę wyjść.
 Ale Luke…
 Nie tym razem  rzuciłem, a następnie wyszedłem z kabiny, zataczając się. Miałem gdzieś to, że zostawiam ją samą. W sumie i tak byśmy się już więcej nie spotkali.
           Przeszedłem przez salę pełną imprezowiczów, a następnie dotarłem do drzwi. Ochroniarz wypuścił mnie bocznym wyjściem. Oparłem się o ścianę, wolno oddychając. Po chwili cieszyłem się, że opuściłem łazienkę. Przynajmniej nie narobiłem sobie obciachu na oczach tej Ally czy jakoś tak. Zdążyłem doskoczyć do śmietnika, a następnie zwymiotowałem.
 Wiedziałem, że tak będzie – skomentował Calum. Nie miałem pojęcia, skąd się tu wziął, ale domyślałem się, że musiał mnie widzieć, jak wychodziłem.  Może jeszcze jednego drinka?
           Odpowiedziałem mu kaszlnięciem i kolejnym odgłosem opróżniającego się żołądka. Czułem, jak cały się trzęsę. Na twarzy pojawiły się kropelki potu. Chyba faktycznie przesadziłem. Wytarłem usta w rękaw koszuli, co było bardzo mądre z mojej strony. Wyprostowałem się, lekko chwiejąc się na nogach. Dopiero teraz zauważyłem pozostałych.
 Masz kierunek dom  rzucił Ashton, machając palcem, jakbym był niegrzecznym ośmiolatkiem.
 Tak, tak… Już sobie idę  odpowiedziałem, grzebiąc w kieszeni.
 Lepiej ci?  zapytał Daniel.
 Lepiej. Wracam do domu.
 Słusznie…  Zaczął perkusista, ale ja szybko mu przerwałem.
– Kumpla się wstydzisz?
 Hemmings, jesteś zalany w trupa  mruknął Ashton, patrząc na mnie z niedowierzaniem. Świetnie, teraz jeszcze się zwraca do mnie po nazwisku.
 Wracam do domu  powtórzyłem, mijając ich. 
            Jednak usłyszałem za plecami odgłosy ich kroków. Przekręciłem oczami, idąc na parking. Wyciągnąłem z kieszeni kluczyki od auta.
 Chyba cię pojebało!  warknął Calum.
 Mam wracać do domu, więc to, kurwa, robię  odparłem, otwierając samochód.
 Padło ci na mózg, Luke  skomentował Daniel, łapiąc mnie za ramię.
 Bo?
 Nie wsiądziesz po pijaku za kierownicę!  ciągnął Hood, a ja dostrzegłem, jak poczerwieniał na twarzy.  Nigdy w życiu.
 Zobaczymy.
 Ej, nie wygłupiaj się stary, to kompletnie nieodpowiedzialne i… – Zaczął Ashton.
– Ja nie jestem odpowiedzialny.
 Właśnie to nam udowadniasz  odparł Daniel.
 Oddawaj kluczyki  rzucił Calum, wkurzony moim zachowaniem. Zanim się obejrzałem, złapał mnie za rękę, próbując wyrwać klucze.
 Odpieprz się!
 Nie ma mowy, byś wsiadł do środka!
– Bo?  Nawet nie wiem, kiedy doszło do tego, że zaczęliśmy się przepychać.
 Chcesz mieć powtórkę sprzed roku? Chcesz znów zaliczyć wypadek? Jack…
           Wystarczy, że połączył ze sobą dwa słowa: Jack i wypadek, abym dostał furii. Kompletnie straciłem nad sobą kontrolę, przez co zrobiłem coś, czego zrobić nigdy nie powinienem. Zamachnąłem się, uderzając go z pięści w twarz. Co jak co, ale my nigdy nie używaliśmy wobec siebie przemocy. 
           Calum zachwiał się i upadł na asfalt. Zauważyłem wypływającą z jego nosa krew. Daniel stanął, jak wryty, zaskoczony tym, co się stało. Ashton od razu podbiegł do Hooda. Chłopak spoglądał na mnie jak na najgorszą osobę na świecie.
 Pierdol się  syknąłem, choć powinienem był zamknąć jadaczkę. 
           Zanim którykolwiek z nich zdążył się zorientować, wsiadłem do samochodu i z dziecięcą łatwością, mimo płynącego w moich żyłach alkoholu, odpaliłem silnik. Daniel rzucił się w moją stronę, aby mnie powstrzymać, ale ja z piskiem opon wycofałem i ruszyłem pustą drogą, zostawiając ich na parkingu.
           Nie wiem jakim cudem dotarłem do domu w jednym kawałku. Ledwo mogłem skoncentrować się na drodze, ale i tak dojechałem do celu, nie zarysowując sobie nawet samochodu. Wysiadłem i ruszyłem w kierunku budynku, telepiąc się na całym ciele. Byłem wściekły i rozgoryczony. Nie powstrzymałem cichego szlochu, jaki wydarł się z mojego gardła. Łzy spływały mi po policzkach, wrzucając mnie w jeszcze większe poczucie winy. Byłem skończony. Teraz ewidentnie to udowodniłem.


***
Pierwszy rozdział za nami. Jak widać narratorem został Hemmo, ale raz na jakiś czas może się to zmienić. Od razu postanowiłam zarysować całą sytuację, a także jego kumpli. Brakuje kogoś z podstawowego składu? Nie, nie... Jaki Michael? To Daniel jest gitarzystą, co ty 5SOS nie znasz? :)

Mam nadzieję, że rozdział wypadł nie najgorzej i w miarę się podobał :)

Przy okazji przypominam o możliwości zadawania mi pytań odnośnie fabuły i bohaterów na Asku - wiem, powtarzam się, ale może komuś się to kiedyś przyda :) Link w kolumnie Menu.

Rozdziały The Guardian Angel będą pojawiać się w każdy czwartek. Myślę, że takie rozłożenie części jest do ogarnięcia :)

Pozdrawiam i do czwartku!

#TheGuardianAngelFF

8 komentarzy:

  1. Jest świetny ❤ szkoda mi Luka...
    Szczerze sama nie wiem co by się stało gdyby Łukasz (mój starszy brat ) zginą w wypadku. Wolę nie myśleć...
    Czekam na następny roździał.:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :) Też wolę nie myśleć, co by się stało, gdybym straciła kogoś ze swojego rodzeństwa. Lepiej odsunąć od siebie tak paskudne myśli :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Ten rozdział jest GE-NIAL-NY!!!
    Wczoraj byłam ciekawa co stanie się dalej, ale dziś ciekawość po prostu zżera mnie od środka! Szkoda mi Luke’a, pogubił się w tym wszystkim … A co do nowego składu 5SOS, skoro braci Irwin przybywa, to chyba nikt nie zauważy jak pożyczę sobie Ash’a tak na dwa tygodnie :D Chociaż kogo ja chcę oszukać? Jak go już dostane to nie oddam hahahaahah:’)
    Serio, chyba pęknę z ciekawości do następnego czwartku;)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Naprawdę się cieszę :) Mam nadzieję, że drugim rozdziałem się nie zawiedziesz. A co mi tam... bież go hahah :D Ash jest twój :) Pozwól mu chociaż występować w moich ff, bo jest ważną postacią w każdej historii :)
      Dziękuję za tak miły komentarz oraz za wenę :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. To się zapowiada rewelacyjnie! Jak przeczytałam o Danielu, to zaczęłam się zastanawiać gdzie jest u licha Michael, ale na szczęście się ogarnęłam :D No, jakby nie patrzeć Lukey się stacza. I jeszcze to, jak potraktował Caluma na parkingu i wsiadł pijany PIJANY do samochodu. Oj, Hemmo... Hemmo...
    Z niecierpliwością czekam na kolejny. :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe byłaś pewnie nie jedną osobą, która zaczęła się zastanawiać w kwestii Michaela :) Hemmo się pogubił, ale może się chłopak w końcu ogarnie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. W końcu znalazłam czas i na to ff ♥
    Powiem ci że jestem pozytywnie zaskoczona :) bardzo mi się podoba a to początek :D
    Rozdział... cud miód i szok polany karmelem i wiórlami kokosowymi :D
    Hemmo+alkochol=bardzo zryta bania :/
    Czemuuu on nie chce pomocy, czm musi być uparty jak osioł ? :)
    No nic ide czytać dalej :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteś pozytywnie zaskoczona :) Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz. Oby mi ta historia jakoś normalnie poszła, bo jest to pierwsze tego typu opowiadanie :)
      To Hemmo - czyli uparciuch, w tej historii (choć w PJD też należy do upartych osób :D)
      Dzięki za komentarz!

      Usuń