środa, 10 lutego 2016

#02 Dlaczego siedzisz w mojej kuchni?

           Tej nocy miałem dziwny sen. W sumie mało, co z niego pamiętam. Jedyne, na co zwróciłem uwagę, to mocno białe pomieszczenie, które aż raziło, zapowiedź jakiegoś spotkania, o którym nie miałem pojęcia i tajemnicze oczy. Ich kolor był tak piękny, że nie byłem pewny, czy kiedykolwiek widziałem tak idealny i intensywny odcień zieleni. Nie zmieniało to jednak faktu, że po obudzeniu się stwierdziłem, że był to jeden z bezsensowniejszych snów, jakie można mieć.
           Dźwignąłem się do pozycji siedzącej. Jęknąłem pod nosem, czując nasilający się ból głowy. Do tego dochodził istny kapeć w buzi. Chyba nie umyłem zębów po powrocie do domu. Skrzywiłem się na nieprzyjemny posmak, który został na moim języku. W tym momencie zamarzyłem o prysznicu i szczoteczce do zębów z dużą ilością miętowej pasty. Wygrzebałem się z pościeli, a następnie ruszyłem do łazienki, by doprowadzić się do normalniejszego stanu. O ile to w ogóle było możliwe.
           Po prysznicu i porządnym wyszorowaniu zębów wcisnąłem się w szare dresy i luźną białą koszulkę. Mokre włosy oklapły mi na czoło, więc przeczesałem je dłonią, aby nie wchodziły mi do oczu. Zerknąłem w lustro, kręcąc nosem. Wyglądałem jak siedem nieszczęść. Ale czemu się dziwiłem. Znowu zaliczyłem urwany film, choć tym razem miałem pewne przebłyski z wczorajszego wyjścia. Pamiętałem, że wylądowałem z jakąś dziewczyną w toalecie. Zupełnie zaś nie wiem, jak wyglądała ani jak miała na imię. Byłem pewny, że do niczego nie doszło, bo kolejnym wspomnieniem było rzyganie do stojącego przed klubem śmietnika. Chyba że działo się to dużo później niż wizyta w łazience. Mam też migawki z parkingu, na którym byli chłopaki. Co tam się stało? Tego do końca nie wiedziałem. Byłem jednak przekonany, że doszło między nami do jakieś sprzeczki.
          Próbując sobie przypomnieć wczorajszą imprezę, sprawiłem, że ból w głowie odezwał się z podwójną siłą. Miałem wrażenie, że zaraz rozsadzi mi czaszkę. Jedyne, czego zapragnąłem w tym momencie to podwójna dawka środków przeciwbólowych.
          Wyszedłem z łazienki, mrużąc lekko oczy. W Los Angeles mocno świeciło słońce, które wdzierało się do salonu, jednocześnie skutecznie uniemożliwiając mi dokładne widzenie. Minąłem po drodze siedzącego na blacie chłopaka z rozczochranymi, fioletowymi włosami. Podszedłem do szafki, otwierając ją. Szybko odnalazłem opakowanie tabletek. Odkręciłem wieczko i wtedy stanąłem jak wryty. Dopiero teraz mój mózg zaskoczył.
           Odwróciłem się powoli, a następnie podskoczyłem w miejscu, uderzając bokiem w blat. Moje ciało zaprotestowało tępym bólem. Ledwo utrzymałem się na nogach. Pudełko tabletek wypadło mi z dłoni, a białe pigułki rozsypały się po podłodze. Zrobiłem wielkie oczy, spoglądając na uśmiechniętego chłopaka, który parsknął melodyjnym śmiechem. Zamachał nogami. Nosił czarne trampki za kostkę.
 Cześć – rzucił jak gdyby nigdy nic. 
           Rozchyliłem lekko wargi, dostrzegając znany kolor tęczówek. To była identyczna intensywna zieleń z mojego snu. Zmierzyłem go wzrokiem raz jeszcze, zatrzymując się dłużej na czarnej koszulce z AC/DC i dżinsach z dziurami na kolanach. Miał kilka tatuaży i kolczyk w brwi. Zmrużyłem oczy, wpatrując się w to, co ma nad głową. A tuż nad jego fioletowymi włosami lekko mieniła się idealnie złota aureola.
 Kurwa, więcej nie piję  wydusiłem z siebie, mrugając.  Mam pieprzone halucynacje  ciągnąłem dalej, czując, jak zaczynają trząść mi się dłonie.  Ciebie tu nie ma, a ja… Ktoś na pewno dosypał mi coś do wczorajszego drinka i teraz mam kompletne omamy. Muszę odstawić alkohol, bo… Ty nie istniejesz.
 Skończyłeś?  odpowiedział, przekrzywiając z rozbawieniem głowę.
– Dlaczego siedzisz w mojej kuchni?
 Przecież się zapowiedziałem, idioto – mruknął, przekręcając oczami. Zatkało mnie.  We śnie? Rozjaśnia ci się coś pod tą blond czupryną?  Otworzyłem usta, by odpowiedzieć, ale żaden dźwięk nie wydostał się z mojego gardła, więc skapitulowałem, zamykając je z powrotem.  Okej, widzę, że to będzie o wiele trudniejsze niż myślałem.
 Kim… Kim ty jesteś?
 No, tak… Nie przedstawiłem się.  Zeskoczył z blatu i podszedł do mnie. Jeszcze bardziej wcisnąłem się w kuchenny mebel.  Jestem Michael Gordon Clifford, twój osobisty Uzdrowiciel Duszy, zesłany do ciebie, aby pomóc ci wrócić na dobrą drogę.
– Że… Że co?
 Masz szczęście, Hemmings, ktoś na górze cię lubi  pociągnął, wyciągając do mnie rękę.  Nie przywitasz się ze mną?  Byłem w takim szoku, że bałem się poruszyć.  No, mniejsza… Wybrano cię, bo masz jeszcze szansę naprawić to, co spierdoliłeś. A ja mam ci w tym pomóc.
 Jesteś moim Aniołem Stróżem?
 A ty, co? Masz pięć lat?  odpowiedział z kpiną.  Przecież mówiłem, że jestem Uzdrowicielem. W sumie od niedawna.  Odwrócił się i znów wskoczył na blat.
 Nie… Nie… To jakiś popaprany i nieśmieszny żart  wydusiłem z siebie, kręcąc szybko głową. Ból w skroni znów się odezwał, ale teraz byłem zbyt pochłonięty tym dziwnym kolesiem, który się pojawił żeby koncentrować się na czymś takim, jak ból głowy.
 To żaden żart. Powinniśmy szybko wziąć się do roboty. Im szybciej skończę, tym szybciej się z tobą pożegnam. Ty wrócisz do swojego idealnego życia gwiazdy, a ja do mojej pracy sędziego.
 Sędziego?
 O tym później, najpierw trochę formalności  zaczął, a następnie zamachał dwoma palcami.
           Wciągnąłem ze świstem powietrze, kiedy znikąd w jego dłoniach pojawił się biały tablet. Poczułem, jak moje serce przyspiesza. Chciałem stąd uciec, zaszyć się pod kołdrą, mając nadzieję, że to tylko durny sen, z którego zaraz się obudzę. Anioły do cholery nie istnieją!
           Kiedy Michael skupił swoją uwagę na ekranie tabletu, odwróciłem się, by czmychnąć do sypialni i spełnić swój plan. Zdążyłem jednak się odwrócić i zrobić kilka kroków, kiedy coś mocno szarpnęło mnie za ramiona. Zacząłem wierzgać rękami i nogami, a potem krzyknąłem, zdając sobie sprawę, że nikt tak naprawdę mnie nie trzyma. Dziwna siła rzuciła mnie na pobliski fotel, który znalazł się w kuchni zupełnie znikąd. Przecież przed chwilą stał w pieprzonym salonie! Naprawdę zaczyna mi siadać na mózg. Chyba pora wybrać się do jakiegoś specjalisty. Gorzej, jak powiem mu, że widzę anioły, wtedy dopiero dostanę jeden kierunek i śliczny pokój bez klamek.
 Siadaj na tyłku, Hemmings  powiedział Michael.  Jeszcze z tobą nie skończyłem.
 Jak… Jak ty to…
 Taka jest wola Szefa  odparł, a potem parsknął śmiechem.  Jestem aniołem, więc mam kilka asów w rękawie. Wracając jednak do ciebie. Masz sporo przewinień na swoim koncie. 
          Wlepiłem w niego błękitne oczy, kiedy ten przesuwał palcem po ekranie. Moje ręce i plecy były jakby przytwierdzone do fotela. Za nic nie mogłem się ruszyć.
 Skąd ty… Używacie tabletów?
– A mamy dalej posługiwać się zakichanymi pergaminami? U nas też weszła nowoczesna technologia. Jesteśmy na czasie. Co my tu dokładnie mamy…
 Przypomnij mi, jak się nazywasz?
 Michael Gordon Clifford.
 Jak ten pies z bajki dla dzieci?
 Ej, tak samo, jak ty, tak i ja nie mogłem wybrać sobie nazwiska  mruknął.  Otrzymałem je z góry, więc się nie czepiaj, Hemmings.
 Macie nazwiska?  Przekręcił oczami.
 Jest nas od zajebania, więc musimy mieć dodatkowo drugie imiona i nazwiska, by jednego nie mylono z drugim.
 Ty przeklinasz. Czy anioły nie powinny… Nie wiem… Świeci dobrym przykładem?
 A co ja papież?  mruknął, a zielone oczy spojrzały wprost w moje. Matko, były niesamowite. Zresztą jak on cały.  Jesteśmy bardziej ludzcy niż ci się wydaje.
 Zaskocz mnie.
 Już to wielokrotnie zrobiłem, Panie Trzęsę Portkami Przed Aniołem.  Skrzywiłem się, co go rozbawiło.  Możemy wracać do twojej sprawy?
 Mogę o coś jeszcze zapytać?
 Nie, czas na pytania będzie później.  Kiwnąłem tylko głową. Chłopak odchrząknął.
 Czy jeden z archaniołów też nie nazywał się Michael?
 Miałeś się przymknąć  wymamrotał, znów skupiając wzrok na ekranie urządzenia. Prychnąłem niezadowolony pod nosem.  Jesteś najbardziej irytującym człowiekiem, jakiego spotkałem.
 Nawzajem.
 O, spotkałeś jeszcze jakiegoś anioła?
 No, nie…
 Więc twoje nawzajem jest do dupy  skomentował, wzruszając ramionami.  Wróćmy do twoich grzechów, Panie Irytujący Hemmings. Mamy wiele do naprawy. Główne zarzuty…
 Zarzuty?
 Możesz zamilknąć albo ci w tym pomogę, a ty nie chcesz, bym ci w tym pomógł  warknął, lekko poirytowany.
 Mów.
 Główne zarzuty, jakie postawili ci Uzdrowiciele, to nadużywanie alkoholu i innych używek, cudzołóstwo, wsiadanie za kierownice po pijaku, wielokrotne kłamstwa, odtrącenie, oschłość i krzywda względem drugiego…
 Krzywda?
 Ludzi można krzywdzić na wiele sposobów, Hemmings. Nie musi być to tylko krzywda fizyczna, ale także i psychiczna. Słowa nieraz ranią o wiele bardziej niż mocny cios w zęby  wytłumaczył, a ja uniosłem z zaskoczeniem brwi.  No i trzeba zwalczyć poczucie winy, które niszczy cię od środka. To tylko skrótowa lista twoich wybryków.
 Wybryków?
 Dokładnie  odparł, a następnie podrzucił tabletem, a on rozpłynął się w powietrzu.
 To się nie dzieje naprawdę  wymamrotałem, kiedy znikąd w jego dłoni pojawiła się zapisana kartka papieru i złoty długopis.  Ty… Ty nie istniejesz!
 Świetnie, zostańmy przy tym, że padło ci na mózg. Może wtedy łatwiej będzie ci się ze mną współpracowało. Zresztą nieważne. Podpisz tu.
 Niczego nie będę podpisywał.
 Podpisz albo cię do tego zmuszę.
 Aniołek z koziej dupy.
 Hemmings!  warknął, a ja poczułem, jak cała kuchnia się zatrzęsła.
 Żartowałem. Na żartach się nie znasz  wymamrotałem. 
          Chłopak przekręcił oczami, a następnie usiadł na oparciu fotela. Nachylił się w moją stronę. Poczułem od niego przyjemny zapach. Jakby jaśmin czy coś podobnego. Była to dość łagodna i uspakajająca woń. Podsunął mi kartkę pod nos. Zobaczyłem coś na wzór umowy.
 Musisz to podpisać, aby wyrazić chęć współpracy. W Niebie też mamy biurokrację i wszystko chcą mieć udokumentowane.
 Chęć współpracy? Mam wrażenie, że możesz mnie po prostu do niej zmusić, mając gdzieś to, czy mam na to ochotę, czy nie.
 Wy ludzie macie coś takiego, jak wolna wola, na którą nie możemy wpływać. Dlatego grzecznie się pytam: podpiszesz to czy wolisz olać całą sprawę i wrócić do swojego upadającego życia i trafić do Piekła?
 Do Piekła?
 Jesteś na dobrej ku temu drodze  odpowiedział, machając mi przed nosem kartką.  Podpiszesz?
 Co będę z tego miał?
 Uzdrowię twą duszę, przez co będziesz miał szansę na Niebo.
 A co ty będziesz z tego miał?
 Wrócę do roli sędziego, na czym mi cholernie zależy. Tylko mam takie szczęście, że dostaję same ciężkie przypadki  odpowiedział, mierząc mnie wzrokiem.
– Nazywasz mnie ciężkim przypadkiem?
 Czy kiedykolwiek zamykasz jadaczkę?  Prychnąłem z oburzeniem. Pewnie skrzyżowałbym też dłonie na klatce piersiowej, czując się dogłębnie urażony, ale nie mogłem tego zrobić, bo fioletowy anioł idiota przytwierdził mnie do fotela.  Więc, jak będzie? Po śmierci zobaczysz się z rodziną. Chyba że zawalisz i będziesz przez wieczność znosił to, co ci urządzą w Piekle. A wierz mi, że tam nie ma sielanki.
 Dobra, podpiszę  mruknąłem, zrezygnowany. 
          W sumie w jakiś sposób przestraszyłem się perspektywy gnicia w Piekle, choć z drugiej strony nadal sądziłem, że Michael to wytwór mojej chorej wyobraźni. Jednak kiedy podawał mi długopis i umowę, na której widziałem jego ładne, nieco pochylone i staranne pismo, w miejscu, w którym wpisał siebie jako mojego Uzdrowiciela, nasza skóra zetknęła się ze sobą. Lekko podskoczyłem, czując przyjemne mrowienie w tym miejscu. Gdyby był tylko pijackim omamem, to chyba bym go w ogóle nie poczuł, nie?
 Elegancko  skwitował, kiedy podpisałem się w wyznaczonym miejscu. Zwinął kartkę i długopis, a one nagle zniknęły z jego dłoni.  Wieczorem porozmawiamy o konkretach. Dzisiaj trochę cię poobserwuję, bo takie są przeklęte wymogi.
 Obserwacja?
 Ta, jakby mi była potrzebna. Wiem o tobie wszystko. Wiem więcej niż ty sam wiesz o sobie.
 Zaczynasz mnie przerażać.  Zaśmiał się, wstając z fotela.  Możesz mnie puścić? Będę grzeczny.
 Ja cię wcale nie trzymam  dodał rozbawiony, a ja zorientowałem się, że faktycznie jestem wolny. Niepewnie wstałem z fotela.
 Zanieś to z powrotem na swoje miejsce  powiedziałem, wskazując na mebel.
 Nie rozkazuj mi, nie jesteś moim szefem. 
            Wziąłem głęboki wdech, a potem ciężko wypuściłem powietrze z płuc. Jeśli ten dupek ma pomóc mi uzdrowić duszę, to będzie to trudna współpraca, zważywszy na jego charakter. I mój przy okazji też.
– To może inaczej  zacząłem.  Michael, mógłbyś sprawić, by ten fotel wrócił na swoje miejsce, proszę?  wydusiłem przez zaciśnięte zęby.
 Gotowe  odparł, machając palcem. Mebel zniknął i znów pojawił się w salonie.  A teraz zrób mi kawę.
 Nie jesteś moim szefem  powiedziałem, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
– Zrób mi kawę, proszę  pociągnął. 
          Przekręciłem oczami, odwracając się do blatu. Kątem oka spojrzałem na Michaela, który przeszedł do salonu i rzucił się na kanapę. Serio? Najwidoczniej zyskałem upierdliwego współlokatora, który pojawił się u mnie wbrew mojej woli. Wiedziałem jednak, że z nim nie wygram. Wstawiłem więc wodę, a następnie pozbierałem rozsypane wcześniej tabletki. Przynajmniej przestała mnie boleć głowa.
 Nie musisz mi dziękować  rzucił z salonu, a następnie się zaśmiał.
 Czytasz mi w myślach?
 Tylko odrobinę.
 Kurwa, więcej tego nie rób!  krzyknąłem poirytowany.
 Oczywiście, to był ostatni raz, skoro sobie tego nie życzysz. Ej, stary, na jakim kanale znajdę trochę sportu?
 Zapowiada się długi dzień  pomyślałem, przekręcając oczami.

          Siedziałem na fotelu. Michael dalej tkwił na kanapie. Przyglądałem mu się z uwagą, jak powoli popija przygotowaną przeze mnie kawę. Jego pełne, różowe wargi, co jakiś czas znikały za białym kubkiem. Aureola nadal połyskiwała w świetle, rzucając lekką poświatę na jego fioletowe włosy. W jakiś sposób cała jego postać była niezwykła, wręcz idealna. Ciężko było oderwać od niego wzrok. 
          Jednak nie tak wyobrażałem sobie anioły. Byłem pewny, że to małe, pulchne ludki, które mają mięciutkie skrzydełka i harfy w dłoniach. Do tego złotowłose loki i białe szaty. Michael był jednak zupełnym przeciwieństwem kogoś takiego. On wyglądał jak wyrwany z jakiegoś ośrodka dla trudnej i zbuntowanej młodzieży. Chociaż do nastolatków nie mógł się porównywać. Był z pewnością dużo starszy. Mnie zaś wyglądał na dwadzieścia parę lat.
 Wszystkie anioły tak wyglądają? – zapytałem, nadal dokładnie mu się przyglądając.
 Wyglądamy, jak chcemy. Ja lubię być kolorowy  odpowiedział, a ja mimo wszystko uśmiechnąłem się lekko pod nosem.
 Ilu was jest?
 Tylu, że twój ograniczony mózg tego nie udźwignie. Musimy w końcu zapanować nad duszami, których ciągle przybywa.
 Nie wszystkie jednak trafiają do Nieba?
 Dokładnie. Wiele z nich trafia do Piekła.  Odstawił kubek na stół.
 Jak…
          Ale nie zdążyłem dokończyć, bo drzwi od mieszkania się otworzyły. Do środka wpadli bliźniaki Irwin. Daniel jako pierwszy podszedł do kanapy i rzucił się na miejsce, siadając obok Michaela, który zmierzył go czujnym wzrokiem. Ashton wszedł w głąb salonu z poważną miną. Teraz byłem pewny, że stało się coś złego. Tylko nie wiedziałem, co.
 Przegiąłeś wczoraj, stary  skwitował gitarzysta, wlepiając we mnie swoje ciemne oczy.
 Łagodnie powiedziane  dodał jego brat.  Co ci się stało? Nigdy nie zachowywałeś się w taki sposób.
 Ja…
 Mówiłem, że masz przejebane? Posłuchaj, co zrobiłeś  odezwał się Michael.
 Musisz się wtrącać?
– To mój zakichany obowiązek, kotku  odpowiedział, ze śmiechem.
 Coraz mniej cię lubię.
 Zraniłeś me anielskie serducho. Chyba się posmarkam.
 Luke? Z kim ty do cholery rozmawiasz?  wydusił z siebie Ashton, unosząc brwi. 
           Spojrzał na swojego brata. Daniel wzruszył ramionami, a następnie pokręcił palcem przy skroni, dając mu jednocześnie znać, że definitywnie padło mi na łeb.
 Nie widzicie go?  wypaliłem, pogrążając się jeszcze bardziej.
 Brałeś coś?  zapytał Ashton, spoglądając na mnie podejrzliwym wzrokiem.
 Oni cię nie widzą?  rzuciłem z pretensją w stronę Clifforda. 
            Chłopak parsknął śmiechem, będąc najwidoczniej mocno rozbawiony tą całą sytuacją. Zacisnąłem usta, czekając, aż skończy. W końcu wyprostował się i odchrząknął.
 Nie, nie widzą.
 Nie mogłeś mnie uprzedzić!
 Luke, cokolwiek brałeś, powiedz nam o tym, a wtedy będziemy mogli ci pomóc  powiedział przerażony Ashton.
 Może przyda mu się wizyta u psychiatry  skomentował Daniel.
 Nie jestem chory na głowę!
 Gadasz z niewidzialnym przyjacielem? To się leczy, stary- pociągnął gitarzysta, przejeżdżając dłonią po swoich loczkach. Michael parsknął śmiechem po raz kolejny, niemalże tarzając się po kanapie. Bosko, zrobili ze mnie prawdziwego kretyna.  
 Możemy przejść do tego, co się wydarzyło wczoraj?  zapytałem, ignorując Clifforda, który wycierał palcami kąciki oczu. Ze śmiechu się prawie popłakał. Matko, jak on mnie wkurza. Bliźniaki spojrzeli na mnie, jakby wątpili w moje zdrowie psychiczne. Ashton w końcu się zlitował i otworzył buzię.
 Wsiadłeś po pijaku do samochodu. Jednak zanim do tego doszło, zacząłeś się szarpać z Calumem. Wydarłeś się na niego, a potem uderzyłeś, kiedy wspomniał o wypadku i Jacku.
– Ja… To niemożliwe. Nigdy bym go nie uderzył.
 Zrobiłeś to  powiedział Daniel, zerkając na kubek stojący na stole. – Miałeś gościa czy pijesz kawkę z niewidzialnym kumplem?
 Kawa mi ostygła, więc zrobiłem sobie nową – skłamałem, a Clifford przekrzywił głowę, co wyglądało dość uroczo. Nie, stop! Powiedziałem uroczo? Chyba serio pada mi na głowę.  Wracając jednak do Hooda…
 Zalał się krwią. Padł na ziemię, a ty wsiadłeś do samochodu i pojechałeś mimo to, że ledwo trzymałeś się na nogach!  rzucił z pretensją Ashton. Kierowanie pod wpływem alkoholu nie zdarzyło mi się po raz pierwszy, dlatego to olałem. Gorzej przejąłem się tym, że skrzywdziłem swojego przyjaciela.
 Powinieneś do niego zadzwonić i go przeprosić  powiedział powoli Daniel.
 Macie… Macie rację. Nigdy nie powinienem podnosić na niego ręki. Na nikogo z was.
 Na nikogo w całym tego słowa znaczeniu  dodał Michael, rozwalając się na kanapie. Dziwiłem się, że Daniel go nie czuje, w końcu prawie stykał się z nim udami. Ale bliźniaki mieli rację. Muszę naprawić to, co schrzaniłem.

           Jak tylko bracia Irwin opuścili moje mieszkanie, złapałem za telefon. Usiadłem na kanapie. Michael krzątał się po kuchni, grzebiąc w moich szafkach w poszukiwaniu, czegoś słodkiego. Zupełnie teraz nie miałem ochoty się z nim sprzeczać, by tego nie robił. Teraz priorytetem była dla mnie rozmowa z Calumem.
          Dłoń, w której trzymałem urządzenie, zatrzęsła się pod wpływem stresu. Słowo przepraszam, zawsze ciężko było wypowiedzieć, jeśli miało być one szczere. Prawda była taka, że wolałbym to zrobić w cztery oczy i to był mój następny zamierzony krok, ale musiałem usłyszeć jego głos i zapewnienie, że chce mnie w ogóle widzieć. Wykręciłem znany numer. Odczekałem, a pod dwóch sygnałach odezwał się Hood.
 Czego chcesz, Hemmings?
 Cal, ja…
 Wiesz, co… Odpieprz się.  Zrobiłem wielkie oczy, nie mogąc uwierzyć w jego słowa.  Nie daję już sobie z tobą rady. Mam tego dość. Rozumiem, że straciłeś brata, ale nie musisz traktować nas, jak nic nieznaczące dodatki. Przez prawie rok miałeś nas w głębokim poważaniu, szczególnie że przez cały czas wciągaliśmy w twoją stronę pomocne dłonie. Ale ty nigdy nie chciałeś z tego skorzystać. Nie pomożemy ci, dopóki ty sam nie będziesz w stanie, czegoś ze sobą zrobić. Ja odpadam… Na ten moment nie mam już siły. Dlatego nie przyłaź do mnie, nie kontaktuj się ze mną i najlepiej by było, gdybyś na jakiś czas w ogóle o mnie zapomniał. Odwal się i daj mi spokój!  I rozłączył się.
          Mówiąc, że byłem w szoku, to dość delikatne ujęcie tego, jak się czułem. A czułem się tragicznie. Uczucie żalu i porażki wypełniło mnie całego, a ja byłem wściekły na siebie i na Hooda. Że nie dał mi dojść do słowa, że nie pozwolił mi tego naprawić. Zacisnąłem mocniej powieki, czując zbierające się pod nimi łzy.
 Popracujemy i nad tym.
          Podskoczyłem po raz kolejny tego dnia, gdy Michael zmaterializował się na mojej sofie, siadając tuż obok. W rękach trzymał tabliczkę czekolady. Nawet nie wiedziałem, że dysponuję mlecznym łakociem. Spojrzałem na niego z wyrzutem.
 Co?
 Musisz to robić? Nie możesz podejść jak normalny człowiek.
 Nie jestem człowiekiem  rzucił z uśmiechem. 
          Podniosłem palca, wychylając się w jego stronę. Puknąłem go w aureolę. Była jednocześnie ciepła, jak i zimna. Jej powierzchnia była idealnie gładka, bez żadnej rysy i jakby delikatna, a zarazem twarda. Zrobiłem to po raz kolejny. I kolejny.
 Możesz do cholery przestać?
 Jak to działa?
 Zabieraj łapy  powiedział, odpychając mnie od siebie.
 To jakoś się trzyma?  pociągnąłem, ponownie pukając w aureolę.
– Odwal się!
 Tylko pytam!
 Zabieraj łapę, bo ci ją urwę! Zostaw!
 Dobra, już nie będę  odpowiedziałem tonem małego dziecka. Wbiłem się w oparcie kanapy, krzyżując ręce na klatce piersiowej.  Co z naszą umową?
 Umową?
 Jesteś moim Aniołem Stróżem i masz mnie naprawić, tak?
 Poprawka, jestem Aniołem Uzdrowicielem.
 Jak zwał, tak zwał. Jesteś Aniołem Stróżem…
 Uzdrowicielem!
 Niech ci będzie!  warknąłem, a następnie przekręciłem oczami.  Co dalej?
 Gotowy do poznania reguł?
– Bardziej już nie będę. Mój przyjaciel mnie nienawidzi, a dwójka innych ma mnie za psychicznie chorego. Po prostu cudownie.
 Nie bądź taki zgryźliwy, sam jesteś sobie winien  odpowiedział, pochłaniając czekoladę. Spojrzałem na niego z niedowierzaniem.
 Od kiedy anioły jedzą?
 Lubimy wasze jedzenie. Lubimy jeść, choć nie musimy. Jest to jednak przyjemne. Te wszystkie smaki, różnorodne potrawy  zaczął wyliczać, z uśmiechem. Nagle jednak spoważniał, wpatrując się we mnie.  Wracajmy jednak do twojej duszy i jej uzdrawiania.
 Jasne, Aniele Stróżu.
 Uzdrowicielu!
 Oczywiście!
 Nie wytrzymam z tobą.
 Musisz, chcę podjąć współpracę, Clifford! Więc mów, co mam zrobić. 
            Chłopak przekręcił oczami. Dokończył czekoladę, a następnie zgniótł opakowanie w dłoniach. Zniknęło ono tak szybko, jak wcześniej tablet czy umowa.
 Ogólne zasady są proste i musisz ich przestrzegać.  Kiwnąłem głową.  Zero alkoholu i innych używek, zakaz przypadkowego seksu z pannami…
 Ale…
 Seks nie jest zły w oczach Szefa. Chyba że mówimy o zdradzie. Ludzie, którzy chcą się uzdrowić, mogą to robić, o ile uprawiać go będą z osobą, którą kochają. Ty nie dysponujesz kimś takim, a że jesteś na cenzurowanym, to masz zakaz tego typu zabaw. I nie rób takiej miny, będziesz rozluźniał swe napięcie w inny sposób.
 W niby jaki?  mruknąłem, kręcąc nosem. 
          Michael złapał mnie za dłoń, co nie ukrywam, było naprawdę przyjemnym uczuciem. Jego skóra była gładka, miękka i w jakiś sposób elektryzująca.
 Poznaj swoją nową dziewczynę, Hemmings.
 To moja ręka  rzuciłem, patrząc na niego, jak na idiotę.
 Właśnie. Dopóki nie przejdziemy przez cały proces, jest to twoja jedyna metoda rozluźnienia seksualnego napięcia. Chyba że się nagle w kimś mocno zakochasz, wtedy jestem pewny, że będziesz miał większe pole do popisu.
 Ty sobie jaja ze mnie robisz.
 Nie, jaja zrobili sobie ze mnie, wysyłając mnie do ciebie  skwitował, a ja prychnąłem pod nosem. Puścił mnie, a ja znów przybrałem pozę obrażonej księżniczki.  Masz także się opanować i zacząć być miły dla innych. Wsłuchuj się we wskazówki, wybieraj mądrze.
 Wybieraj mądrze?
 Masz własną wolną wolę – przypomniał mi  więc kieruj się tym, co uważasz za słuszne. Nie rób głupstw, a to ci pomoże. Jasne?
 Jak długo to potrwa?
 Aby naprawić swoją duszę, musisz wykonać dziewięćdziesiąt dziewięć dobrych uczynków.
 Co?! Ile?!
 Dziewięćdziesiąt dziewięć  powtórzył ze śmiechem.  To do zrobienia, więc przestań się puszyć. Jak byli u ciebie twoi kumple już zarobiłeś jeden punkt.
– Za co?
 Za przyznanie się do winy przed samym sobą, że zrobiłeś źle, uderzając Caluma.
 Takie rzeczy też się liczą?
 To podchodzi pod dobry uczynek względem siebie. Uczynki też mają różne stawki. Nieraz za jeden zaliczasz dwa, a nawet i więcej punktów. Uzbieraj takich dziewięćdziesiąt dziewięć, a dojdziesz do celu.
– Bosko  jęknąłem pod nosem, a następnie padłem na kanapę, zakrywając twarz poduszką.
 Zaczniemy od rana.
 Nie mogę się doczekać  wymamrotałem zrezygnowanym głosem.
– Twój entuzjazm mnie powala – skomentował Michael.  Do jutra.
           Podniosłem się, ale jego nigdzie już nie było. Zamrugałem oczami, wsłuchując się, czy nie kręci się czasami po kuchni. Jednak w mieszkaniu panowała cisza. Clifford naprawdę zniknął. Westchnąłem ciężko pod nosem, a następnie padłem z powrotem na poduszki. Czuję, że jutro będzie ciężki dzień.  


***
Pierwsze spotkanie za nami. Nie chciałam za bardzo tego przeciągać, więc Michael pojawia się dość szybko. I jak wnioskować można po ich rozmowie, będzie dość częstym gościem w mieszkaniu Hemmo. Jak widać nie jest on tytułowym Aniołem Stróżem, a Aniołem Uzdrowicielem, jednak... Luke wie przecież lepiej - stąd tytuł :D
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję również za pozytywne komentarze :) Mam nadzieję, że dalsze rozdziały też się spodobają :) 

Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań na Asku - link w kolumnie Menu. Wiem... Się powtarzam :D

Kolejny rozdział The Guardian Angel pojawi się w następny czwartek.

Pozdrawiam!

#TheGuardianAngelFF

8 komentarzy:

  1. Genialnie się zaczyna, od razu pokochałam to opowiadanie. Michael jest świetny, uwielbiam go w tym opowiadaniu.
    Czekam na następny rozdział
    Pozdrawiam ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że historia cię zaciekawiła :) Mam nadzieję, że będzie tak dalej.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Wcale mnie nie dziwi reakcja Hemmo - Ale MIKEY WYGRAŁEŚ TEN ROZDZIAŁ! Chociaż Luke też jest wyczepisty - ten moment z aureolą lub, jak wpadli bliźniaki po prostu mnie rozwalił i te ich odzywki do siebie - jak typowi faceci ahahhaah Bardzo lubię Daniela, tak samo mocno, jak Asha. Mam nadzieję, że Calum wybaczy Hemmo.
    Hemmo i Mikey są słodcy w swojej upierdliwości względem siebie. Są słodcy z tymi ciężkimi charakterkami, jakie prezentują, ale cholera - nie da się ich nie lubić.
    Ta historia podoba mi się coraz bardziej i cieszę się, że podjęłaś się tego wyzwania, bo dzięki temu mam takie cudo przed nosem!
    Chcę już nn, a to dopiero za tydzień :(
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że chłopaki Cię rozbawili :) Podjęłam się wyzwania, choć nie powiem, że pewnie będzie trudniej, gdy już wejdę bardziej w fabułę. Na razie jest spoko, ale jak będzie dalej? Się okaże - czy to wyzwanie nie okaże się być naprawdę wielkim wyzwaniem, chociaż już w jakimś stopniu jest :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. SUPER ROZDZIAŁ!!!
    Mikey rozwala system, cały czas:’) Hemmo- kac morderca nie ma serca, głowa boli, rura pali Po co żeście tyle chlali?- to idealnie opisuje jego dzisiejszy poranek:) Mam nadzieję, że to co Luke zrobił Calum’owi poprzedniej nocy, nie oznacza rozpadu 5SOS oraz , że jako tako się pogodzą w przyszłości, jeśli Michael ‘naprawi’ Luke’a:).
    Jestem strasznie ciekawa następnego rozdziału!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie idealnie opisuje jego stan XD Podoba mi się ten tekst :) Calum na razie ma big focha - czemu się też z drugiej strony nie dziwię, ale zoczymy co los im zgotuje - jemu i Hemmo :)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Świetnie się zaczyna! Tyle razy się uśmiałam, jak i również było mi tak smutno z powodu sytuacji w jakiej znalazł się Luke. Główni bohaterowie są niesamowici szczególnie Luke i Michael. Ten moment z aureola, ich kłótnie hahaha.
    Juz nie mogę się doczekać kolejnego, jestem ciekawa jak potoczy się ta historia.

    Pozdrawiam Pati

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że udało mi się Cię rozbawić - a raczej, że udało się to głównym bohaterom :) TGA to właśnie taka mieszanka, trochę smutku, ale i też odrobina komedii :)
      Dziękuję bardzo za tak miły komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń