środa, 17 lutego 2016

#03 Pamiętaj, wy wszyscy jesteście wyjątkowi

          Spojrzałem w lustro. Zmarszczyłem nos. Roztrzepałem włosy, a potem przejechałem po nich dłońmi, zmieniając ich kolor na niebieski. Teraz było idealnie. Poprawiłem czarną koszulkę. Usłyszałem chrząknięcie. Odwróciłem się, napotykając zielone oczy rudowłosej, która opierała się o framugę drzwi. 
          Boria mieszkała razem ze mną i Samuelem. Była najbardziej rozważna z nas i do tego pełniła funkcję prawdziwego Anioła Stróża, niańcząc małe dzieci. Samuel i ja pracowaliśmy jako Sędziowie. Dobra, ja pracowałem tam do czasu, zanim mnie nie zawiesili i nie przenieśli do innego działu.
 Nowy kolor?
 Pasuje mi?
 Miałeś już na głowie wszystko, co można mieć, Michael  odpowiedziała, przekręcając oczami.  Jak twój podopieczny?
 Hemmings?  Pokiwała głową.
 Pyskaty mały księciunio  skwitowałem, prychając cicho.  Może się dogadamy.
 Oby. Jeśli chcesz wrócić na swoje stare stanowisko, to nie możesz dać ciała.
 Przecież wiem  jęknąłem pod nosem.  Jak na razie jesteśmy na dobrej drodze do współpracy, ale Hemmings często wstawia moją cierpliwość na próbę, a znamy się dopiero jeden dzień  mruknąłem, kręcąc nosem.
 To słodkie. On jest słodki.
 Daruj to sobie.
 Ale nie zaprzeczyłeś.
 Idź podcierać nosy małym ziemskim ludkom.
 Idź podcierać nos swojemu Hemmingsowi  odparła ze śmiechem, a potem zniknęła mi z oczu i to dosłownie. 
            Kobiety… Nigdy ich chyba nie zrozumiem. Przekręciłem oczami, a następnie po raz ostatni spojrzałem w lustro. Zadowolony ze swojego wyglądu, ruszyłem rozpocząć kolejny dzień w nowej pracy.

~***~
            Wtuliłem się bardziej w poduszkę, obejmując ja ciasno rękami. Przebudziłem się, ale w dalszym ciągu liczyłem na małą drzemkę, zanim całkowicie postanowię ruszyć tyłek z łóżka. W pokoju panowała przyjemna cisza, a ja w jakiś sposób rozkoszowałem się nią. W sumie od kilku dni notorycznie budziłem się z mocnym bólem głowy, więc to było całkiem miłe urozmaicenie.
            Przekręciłem się na bok, jeszcze bardziej zakopując się w pierzynie. Nagle poczułem dość znajomy zapach. Rozchyliłem lekko powieki. Wrzasnąłem, a następnie odskoczyłem. Niestety, łóżko miało swój ograniczony zasięg, więc gruchnąłem na podłogę, uderzając w nią plecami. Kołdra opadła mi na twarz. Usłyszałem gromki śmiech.
 Czołem, słoneczko  powiedział Michael, odgarniając mi z oczu kolorową pierzynę.  Mamy cudowny dzień. Idealny do rozpoczęcia pracy i spełniania dobrych uczynków.
 Kurwa… Musiałeś? – warknąłem, siadając i rozcierając sobie tył głowy.
– Nie mogłem się powstrzymać. Ślicznie wyglądasz o poranku, misiaczku  rzucił, a następnie znów parsknął śmiechem, padając na materac. 
             Jak bardzo w tym momencie podpadnę tym na górze, kiedy stwierdzę, że mam ochotę zabić tego cholernego anioła? W sumie i tak mam już przerąbane, więc jedno przewinienie w tą czy w tą różnicy mi nie robi.
           Podniosłem się z podłogi, wyrzucając z siebie przekleństwa, co jeszcze bardziej rozbawiło niebieskowłosego anioła. Moment… Przysiągłbym, że wczoraj jego włosy były fioletowe. Mniejsza, w tych też wyglądał idealnie. Stop! Nie rozpędzaj się tak Hemmings!
 Idź się myć i wkładaj portki. Zjemy śniadanie i ruszamy na podbój Los Angeles  powiedział, rozkładając się na moim łóżku.
 A ty?
 Ja poczekam, aż skończysz się pindrzyć.
 Tu?
 Tylko poleżę, przecież nie ukradnę ci łóżka. 
           Machnąłem na niego ręką. Dalsza dyskusja nie miała sensu. Zabrałem ze sobą czyste ubrania i posłusznie poszedłem do łazienki, aby się ogarnąć.

           Wszedłem do kuchni, czując przyjemny zapach kawy. Michael postawił na stole dwa talerze z kanapkami oraz dwa parujące kubki. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a następnie usiadł na wolnym krześle. Dopiero po chwili zorientowałem się, że włączył wieżę, która stała przy telewizorze. Właśnie leciał jeden z utworów All Time Low. Nie ma co, mój Anioł Stróż ma bardzo dobry gust muzyczny.
            Usiadłem naprzeciwko niego. Moje błękitne oczy na dłużej zatrzymały się na jego aureoli, która w dalszym ciągu mieniła się i lśniła. I tak samo pewnie wyglądałaby, gdyby było ciemno albo i jeszcze lepiej. Bez słowa przysunąłem sobie talerz pod nos, dokładnie przyglądając się kolorowym kanapkom.
 Nie są zatrute  odezwał się Clifford.  Mam uzdrowić twoją duszę, a nie potajemnie cię wykończyć.
 To miłe  mruknąłem.  Wyczarowałeś je?
 Spójrz na mnie  powiedział, wskazując na swoją twarz. Przez dłuższą chwilę zagapiłem się w te jego zielone oczy.  Widzisz, bym miał okulary?  Pokręciłem głową.  A bliznę w kształcie błyskawicy?
 No… Nie.
 Nie jestem pieprzonym Potterem i nie czaruję. Hogwartu szukaj gdzie indziej.  Już otwierałem usta, by mu odpowiedzieć, ale Michael był szybszy.  I też ich nie ukradłem. Kupiłem w sklepie na rogu. Mają tam gotowe żarcie.
 Jak mogłeś to kupić?
 Dysponujemy każdą możliwą walutą  odpowiedział, wzruszając ramionami.
 Ale ciebie nikt nie widzi oprócz mnie  jęknąłem, nic z tego nie rozumiejąc.
– Jak chcę, by mnie widzieli, to mnie widzą.
 Jak?
 Nie ważne.
 Jesteś tajemniczy, mój Aniele Stróżu.
 Uzdrowicielu! Kurwa, tak trudno to zapamiętać?  warknął, a ja zaśmiałem się pod nosem.  Ładnie… Wiesz, że to niegrzeczne robić sobie jaja z własnego anioła?
 Kajam się.
 Udław się.
 Wtedy nici z uzdrawiania mej duszy.
 Zaryzykuję.
 Czemu taki jesteś?
 Ty jesteś taki dla mnie  odpowiedział, a ja przekręciłem oczami.
 Czemu zostałeś Uzdrowicielem?  zapytałem, a Michael podniósł od razu głowę. Wlepił we mnie zielone oczy. Zamrugał.  Chyba możemy rozmawiać w trakcie jedzenia?
 Pewnie… Możemy.
 Więc? Tylko szczerze. Widzę, że nie lubisz swojej pracy.
 Szczerze, to jest to moje pierwsze zdanie jako Uzdrowiciela i z całym szacunkiem, Hemmings, ale nie ułatwiasz mi zadania.
 Myślałem, że masz w tym doświadczenie  odpowiedziałem, kręcąc nosem.
 Nie, mam za to doskonałe doświadczenie Sędziego, które tu się przyda.
 Sędziego?
 W Niebie jest trochę podziałów i obowiązków, ale o pozostałych później. Uzdrowiciele, jak sama nazwa wskazuje, uzdrawiają ludzkie dusze, które zbłądziły. Pomagają wrócić zagubionym owieczkom na dobrą drogę. Mają wtedy szansę na poprawę, ale to od nich zależy, czy na tym skorzystają. Po śmierci jednak i tak czeka was coś w rodzaju rozprawy sądowej w Czyśćcu.
 Że, co? Taki… Sąd Ostateczny?
 Można tak powiedzieć, ale nie chodzi o ten, który jest napisany w Biblii. Taka dusza zjawia się na rozprawie i anioły oraz demony badają jego złe i dobre uczynki. Trochę debatują, aż w końcu przydzielą gdzieś takiego delikwenta. Dusza trafia wtedy albo do Nieba, albo do Piekła, w zależności co i ile ma taka osoba za uszami.
 Ty… Ty byłeś Sędzią?  wydusiłem z siebie, bo jakoś nie potrafiłem wyobrazić sobie Michaela w todze. Dobra, miałem obraz naszego ziemskiego sądu, ale i tam ciężko mi było go wstawić. Szczególnie biorąc pod uwagę to, jak wygląda.
 Byłem.
 Czemu już nie jesteś?
 Zaniedbywałem swoje obowiązki. Można powiedzieć, że sam zbłądziłem, oddając się w wir zabawy.
 Anioły się bawią?
 Mówiłem, że jesteśmy bardziej ludzcy, niż ci się wydaje  skwitował z uśmiechem. Odpowiedziałem tym samym, co mnie samego lekko zdziwiło.  A teraz wsuwaj to, Hemmings, nie mamy całego dnia.

          Wyszliśmy z mieszkania. Poprawiłem okulary przeciwsłoneczne, które miałem na nosie. Nie rozumiałem, po co mamy łazić po Los Angeles, ale Michael uznał, że uczynki praktycznie leżą na ziemi. Trzeba tylko uchwycić dobry moment i po nie sięgnąć. Nie sprzeciwiałem się temu, skoro uważał, że wystarczy się rozejrzeć, aby dostać to, czego się chce.
          Czułem się dziwnie, idąc chodnikiem tuż obok niego. Szczególnie że nie zamykała się mu buzia, a ja mu od czasu do czasu odpowiadałem, wyglądając przy tym, jak kretyn, który mówi sam do siebie. Byłem pewny, że ludzie nadal go nie widzą, bo zwracali czasem uwagę na mnie, ale nigdy nie na niego. A nie oszukujmy się, Michael wyróżnia się z tłumu bardziej, niż ja.
 Czemu milczysz?  rzucił, odgarniając z czoła niebieskie włosy.
– Bo czuję się, jak idiota, gadając sam do siebie  odpowiedziałem cicho, a starsza kobieta, która nas mijała, spojrzała na mnie ze zdziwieniem.  Widzisz  mruknąłem, wskazując ją palcem, gdy znalazła się już za naszymi plecami.  Nie możesz czegoś zrobić? To takie…
 Jakie?
 Wkurzające.
            Michael zatrzymał się, jednocześnie cicho śmiejąc się pod nosem. Choć w większości czasu anioł potrafił mnie skutecznie irytować, to dźwięk jego śmiechu sprawiał, że człowiek sam chciał się uśmiechnąć. Powstrzymałem się jednak od tego, mocniej zaciskając usta. Dokładnie przyjrzałem się temu, co robi. Uniosłem ze zdziwieniem brwi, gdy ot tak złapał za wiszącą nad jego głową aureolę, a potem wcisnął ją sobie na palec. Zmniejszyła się ona do małego rozmiaru, przypominając teraz złoty, gładki pierścionek bez ozdób. W sumie wyglądało to, jak obrączka.
 Podnieś gały z ziemi, Hemmings  powiedział Michael.  Teraz lepiej?
 Jak… Jak… Co to miało być?
 Teraz widzą mnie inni. Mała sztuczka  rzucił, a potem machnął na mnie ręką. 
            Miałem wrażenie, że nikt nie zauważył, że nagle na środku chodnika pojawił się młody mężczyzna z kolorowymi włosami. Przecisnął się przez niewielki tłum ludzi, okupujący pobliski przystanek autobusowy. Przeprosił jedną kobietę, która uśmiechnęła się do niego. Faktycznie, teraz ludzie go widzieli.
 Nie mogłeś tak od razu?
 Nie. Nie byłoby wtedy zabawy  skwitował, a ja przekręciłem oczami. – Dodatkowo dzięki temu małemu trikowy ściągam z siebie anielski radar.
– Co ściągasz?
 Radar. Nie widzą, co robię, chociaż przeważnie mało nas to obchodzi. Jednak ja jestem pod obserwacją, bo to moja nowa funkcja. Może w końcu ze mnie zejdą. Pokładam też w dużej mierze nadzieję w tobie, że nie przyniesiesz mi wstydu i będziesz dobrym chłopcem.
 Dokąd idziemy?
 Co powiesz na dodatkową kawę?
 Może być  odpowiedziałem, wzruszając ramionami.
 Ekstra, wejdźmy tutaj.
            Lekko się wzdrygnąłem, gdy złapał mnie za rękę, ciągnąc w stronę kawiarni. Nie było to jednak nie przyjemne, a całkiem miłe i inne, jakby jego skóra stworzona była całkowicie z czegoś innego, niż nasza tkanka. Rozejrzałem się po ciemnobrązowym pomieszczeniu. Michael stanął w kolejce, więc podszedłem bliżej.
 Jesteś Luke Hemmings? 
            Odwróciłem się na dźwięk delikatnego głosu. Obok mnie stała niewysoka brunetka z przyjaznym uśmiechem na ustach. Kiwnąłem głową, domyślając się, że musiałem trafić, na jakąś fankę. 
 Mogę zrobić sobie z tobą zdjęcie?
 Jasne.
 Super. 
             I zanim dążyłem się zorientować, już obejmowała mnie w pasie. W drugiej dłoni trzymała telefon, robiąc klasyczne selfie. Starałem się przybrać naturalny uśmiech i sądząc po fotce, chyba mi się to udało. Brunetka podziękowała, a następnie szybko ruszyła w stronę drzwi.
 Ach, to życie gwiazdy  rzucił ze śmiechem Michael. Odwrócił się od lady, wciskając mi w dłonie tekturowy kubek z gorącą kawą.  Może wrócisz w łaski swoich starych fanów.
 Nie mieliśmy dzisiaj robić uczynków?  odparłem, kiedy wyszliśmy z powrotem na zewnątrz.
 Mieliśmy.  Rozejrzał się, a potem wskazał na pobliski park.  Chodźmy tam.
 Trzeba było powiedzieć, że chcesz wyciągnąć mnie po prostu na spacer, a nie sprzedawać mi ściemę na temat uczynków  pociągnąłem niezadowolonym tonem.
 Zgodziłby się?
 Oczywiście, że nie.
 Właśnie. Zresztą nie zamierzam chodzić z tobą na spacerki. Chciałem wyciągnąć cię z domu, bo od dawana tego nie robisz.
 Czego?
 Nie cieszysz się małymi rzeczami  powiedział, gdy znaleźliśmy się na deptaku. 
            Na jednej z ławek siedział bezdomny mężczyzna. Był mocno opalony, zapewne od ciągłego słońca, które przez ostatnie dni nie schodziło ze sklepienia Los Angeles. Uniosłem lekko brwi, spoglądając na Michaela. Chłopak bez słowa odłączył się ode mnie, a następnie z miłym uśmiechem podszedł do nieznajomego. Wymienił z nim kilka słów, by po chwili oddać mu swoją kawę. Bezdomny podziękował, obdarzając go delikatnym uśmiechem. Machnął na odchodnym do niego ręką i wrócił do mnie.
 Dlaczego to zrobiłeś?  wydusiłem z siebie, co zaraz wydało mi się być kompletnie bzdurnym pytaniem. 
             Clifford spojrzał na mnie, a ja wyczułem pojawiające się na moich policzkach rumieńce. Czułem się zażenowany swoim własnym zachowaniem.
 Zwyczajny odruch  powiedział, wzruszając ramionami.  To są małe, drobne uczynki, które często świadczą o człowieku  dodał, gdy ruszyliśmy ponownie wzdłuż alejki.  Zresztą miał ochotę na kawę, a ja już jedną dzisiaj wypiłem.
 Skąd wiesz?  Uśmiechnął się do mnie.  Matko… Czytałeś mu w myślach? Miałeś tego nie robić!
 Miałem tego nie robić tobie  skwitował, zerkając na mnie.  Zapach kawy przypomina mu o zmarłej żonie i domu, który stracił.
 Czemu go stracił?
 Długi. Po jej śmierci nie poradził sobie z utrzymaniem tego wszystkiego, co mieli i ze spłacaniem na czas kredytów. Szybko poszło, a on stracił dorobek swojego życia, lądując na ulicy.
            Odwróciłem się, by zerknąć na siedzącego mężczyznę, który z każdym naszym krokiem robił się coraz mniejszy. Uśmiechał się pod nosem, powoli sącząc kawę z tekturowego kubka. Moje kąciki ust same podjechały do góry, widząc ten obrazek.
 Dobre uczynki, to nie są wielkie rzeczy. To także drobnostki, które sprawiają, że wasz świat jest piękniejszy. Bo tak naprawdę nie wiele potrzeba, by wywołać u drugiego człowieka uśmiech.
 Byłem pewny, że to raczej ma być coś wielkiego.
 Może, ale nie musi. Ważne, by było to robione z własnej woli i z czystego serca, a nie, że tak trzeba, bo człowiek chce, jak najszybciej się oczyścić. Dobre uczynki pochodzą stąd  powiedział, dotykając mojej klatki piersiowej na wysokości, na której znajduje się serce.  O to w tym wszystkim chodzi. Drobne gesty, podarowanie komuś kawy, pomoc w niesieniu zakupów, to tak niewiele, a bardzo dużo daje przy zmianie obrazu danej osoby. Twoje czyny mówią o tym, kim jesteś.
 Czyli, jeśli bym chciał wpłacić dużą sumę pieniędzy na konto jakieś fundacji, to byłby to dobry uczynek?
 Jeśli masz zamiar to zrobić tylko po to, by zyskać potrzebne ci punkty do uzdrowienia duszy, to nie. Musisz naprawdę tego chcieć, a nie robić coś pod przymusem  wytłumaczył, a ja szybko pokiwałem głową.
            Skręciliśmy w bok, mijając kolejnego bezdomnego mężczyznę, który siedział na pustej ławce. Ludzie mijali go, nawet nie zaszczycając spojrzeniem. Dopiero po chwili zorientowałem się, co trzyma w dłoniach. Miał brudny szkicownik i zaostrzony nożem złamany ołówek. Rysował park, który miał przed sobą. 
             Spojrzałem na swoją kawę, a następnie na niego. Słowa Michaela naprawdę do mnie dotarły, a ja zrozumiałem tę małą lekcję, którą mi dawał. Uśmiechnąłem się, a następnie podszedłem do nieznajomego. Kiedy nachyliłem się w jego stronę, ciemne oczy mężczyzny spojrzały wprost na mnie.
 Ma pan ochotę na kawę?  zapytałem dość bezmyślnie, ale sam nie wiedziałem, co w tym momencie mogę powiedzieć.
 Naprawdę?
 Proszę.  Podałem mu kubek, na szczęście z jeszcze ciepłą kawą.
 Dziękuję, młody człowieku.
 Miłego dnia.
 Zaczekaj, proszę. 
            Odwróciłem się, widząc, jak grzebie w rozerwanej torbie. Wyciągnął zgiętą kartkę. Rozprostował ją, przejeżdżając po niej wolną dłonią. Podał mi ją, a ja wlepiłem oczy w czarno-biały rysunek. Było to kolejne ujęcie parku, w którym byliśmy.
 Przyjmij to w ramach podziękowań.
 Ma pan prawdziwy talent. Naprawdę mogę?
 Oczywiście.
 Dziękuję.
 Miłego dnia  powiedział z uśmiechem. 
             Odpowiedziałem tym samym, a następnie wróciłem do szczerzącego się Clifforda. Chłopak klasnął w dłonie, by po chwili poklepać mnie po plecach. Zanim zdążyłem się odezwać, rozległ się krótki dźwięk, jakby powiadomienia.
 Och! Chyba to mamy!  zawołał Michael, wyciągając z kieszeni tablet. Nawet nie próbowałem zrozumieć, jak on tam go wcisnął. Pewnie było to kolejne jego anielskie hokus-pokus.  Mamy to. Masz punkt za dobry uczynek  odparł zadowolony, znów mnie klepiąc, tym razem jednak po ramieniu.  Szybko załapałeś. Zaskakujesz mnie, Hemmings i to pozytywnie. Myślę, że nasza współpraca może przynieść dobre owoce.
 Mówisz metaforami.
 Jesteś muzykiem, powinieneś je rozumieć  skwitował, chowając tablet z powrotem do kieszeni. Ruszyliśmy dalej.
 Czy ty myślałeś, że praca ze mną będzie katorgą?  zapytałem ze śmiechem, mrużąc dodatkowo oczy. 
              Michael zerknął na mnie w ten sam sposób, a potem zachichotał pod nosem. Uniosłem jedną brew. Mój Anioł Stróż chichotał. I to tak na serio.
 Myślałem, że będzie ciężko, ale ty jak chcesz, to umiesz wysilić mózgownicę  odpowiedział, wkładając dłonie do kieszeni.  Wy ludzie jesteście naprawdę czasem nieprzewidywalni. To chyba dlatego tak nas wszystkich na swój sposób fascynujecie.
 Fascynujemy? Co w nas jest niby takiego specjalnego?
 My żyjemy w ustalony porządku. Od czasu do czasu się zabawimy, ale mamy jasny podział obowiązków, które musimy spełniać.
 Coś jak rozkazy?
 Coś jak rozkazy – odpowiedział z uśmiechem, wpatrując się w deptak przed nami.  Wy zaś zawsze się zmieniacie. Obieracie nowe kierunki, zmieniacie na ostatnią chwilę plany, rzucacie coś, by za jakiś czas do tego wrócić. Jesteście jak jedna wielka niewiadoma. Dodatkowo każdy z was jest tak inny i ciekawy.
 Ciekawy?
 Każdy człowiek jest ciekawy. Nie musisz być muzykiem czy aktorem, by być kimś wyjątkowym. Każdy z was jest taki. Każdy ma swoją własną historię, nabyte doświadczenia i talenty. Jedni uwielbiają czytać książki i mogą z zapałem o tym rozmawiać godzinami. Inni mają niesamowicie wielką wiedzę w jakieś dziedzinie, ktoś inny jest dobrym krytykiem filmów i publikuje to w internecie. Nie tylko wielkie rzeczy robią z człowieka kogoś wyjątkowego. Zobacz na tego gościa  powiedział, wskazując na biznesmena z teczką.  Ma własną firmę i kochającą żonę. Może myślisz, że takich, jak on jest wielu. Oczywiście, ale nikt nie będzie miał identycznej historii i przeżyć, jakie ma on. A właśnie zaraz dowie się o tym, że jego żona jest w szpitalu.
 To raczej nie jest nic przyjemnego  rzuciłem, nie odrywając błękitnych oczu od mężczyzny, który powoli wyciągał z kieszeni dzwoniący telefon.
 Będzie przyjemne, bo właśnie się dowie, że jego żona trafiła na porodówkę. Rodzi się jego pierwszy syn.
 Serio?  wydusiłem z siebie. 
             Mężczyzna w garniturze podskoczył, a następnie szybko zaczął coś mówić. Puścił się pędem w stronę wyjścia z parku, pewnie pragnąc znaleźć się już w taksówce.
 Jest wyjątkowy  skwitował Michael.- Do tego zdenerwowany i to bardzo, ale będzie za niecałe trzy godziny najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Będzie wspominał to wydarzenie wielokrotnie, że musiał odwołać ważne spotkanie, by zdążyć na czas.
 A zdąży?
 Zdąży  odpowiedział z uśmiechem Clifford.  Pamiętaj, wy wszyscy jesteście wyjątkowi. 


***
Można śmiało powiedzieć, że Luke i Michael oficjalnie rozpoczęli współpracę :) Może nie będzie tak źle, jak jeden i drugi myślał na początku - a raczej, jak myślał Hemmo.
Pojawiła się też perspektywa Michaela - i od czasu do czasu Clifford będzie przejmował inicjatywę, jednak to Luke dalej pozostaje głównym narratorem.
Muszę też przyznać, że całkiem sprawnie i płynnie mi się piszę tą historię, a z początku miałam pewne obawy, że będzie gorzej. Na szczęście nie jest :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziękuję za wszystkie komentarze i miłe słowa! Cieszę się, że historia zaczyna Wam się podobać :)

Przypominam, że można zadawać mi pytania odnośnie historii i bohaterów na Asku - link w kolumnie Menu.

Kolejny rozdział pojawi się w następny czwartek.

Pozdrawiam!

#TheGuardianAngelFF

11 komentarzy:

  1. Jest super, czekam niecierpliwie na kolejny czwartek! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hahahah Michael i jego pobudka :) Uwielbiam go w tym opowiadaniu, serio :) I Hemmo jak potrafi go szybko wkurzyć :D Uwielbiam to, jak Michael opisuje ludzi i świat - nie tylko swój, ale i Luka. Aż dostaje się wiary w ludzi :) Naprawdę ta historia podoba mi się coraz bardziej - dobrze, że podjęłaś się wyzwania :)
    Chcę już nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba coraz bardziej. Mam nadzieję, że nie zawiedziesz się dalszym ciągiem :) Tak, Michael jest jedyny w swoim rodzaju XD
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Haha ten rozdział jest wspaniały zresztą jak całe opowiadanie. Nie mogę się doczekać następnego rozdziału. Jestem ciekawa czy chłopaki w końcu zobaczą Michaela i jak to się skończy. Mam nadzieję że się polubią. Może Luke w końcu powie im prawdę. Najbardziej lubię jak Michael za każdym razem poprawia Luka że on jest uzdrowicielem a nie aniołem stróżem. Mam nadzieję że do następnego. Pozdrawiam i życzę weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że wyzwaniowe opowiadanie Ci się podoba :) To wyjdzie w praniu, czy go zobaczą w końcu :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. HAHAH pobudka ala Michael :D Uwielbiam go tutaj :) Hemmo głowa do góry, to dopiero początek hahah :)
    Podoba mi się sposób w jaki Michael patrzy na świat. Ma w sobie tyle optymizmu. Choć to dopiero początek to ja już uwielbiam tą historię, tak samo, jak twoje inne opowiadania.
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się tu postać Michaela :)
      Dzięki bardzo za tak miły komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Genialny ♥ To opowiadanie jest bardzo mądre i uczy wielu rzeczy. Michael jest wspaniały, bardzo mi się podoba jego sposób patrzenia na świat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki wielkie :) Cieszę się, że Ci się podoba i mam nadzieję, że się nie zawiedziesz :)

      Usuń
  6. Śubździu !! ^^ też chcę mieć takiego Anioła Stróża.. toznaczy się Uzdrowiciela :D
    Ta bobudka:") heh banan na ryju all the time :D
    Po pierwsze bo ten blog i ten rozdział są zajebiaszcze ^-^
    Po drugie ten rozdział daje też dużo do myślenia *-* Michel potrafi przemówić do człowieka ^^
    I po trzecie jeszt sztrasznie szweed *-*
    Poozdrawiam :3 i ide czytać dalej ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzdrowiciela, Uzdrowiciela, bo Michael będzie na Ciebie krzyczał XD
      Dzięki bardzo za tak miłe słowa. Cieszę się, że Ci się podoba :)

      Usuń