środa, 24 lutego 2016

#04 Mój Anioł Stróż to idiota

          Siedziałem na kanapie. Niepewnie przesuwałem palcem po ekranie komórki. Nie wiem, co mnie naszło, by zajrzeć do galerii, która zwierała mnóstwo zdjęć wykonanych jeszcze przed wypadkiem. Może to przez wczorajsze słowa Michaela, a może złapała mnie najzwyklejsza tęsknota. Być może powodem tego, były obie te rzeczy. Opatuliłem się szczelniej kocem, choć w mieszkaniu było ciepło. Co jakiś czas czułem dreszcze i gęsią skórkę, gdy przed oczami pojawiał się kolejny jego obraz.
           Wielokrotnie zastanawiałem się, co by było, gdyby Jack przeżył wypadek. Mogłem się założyć, że teraz byłby po ślubie, a my z chłopakami dalej jeździlibyśmy po świecie, grając koncerty codziennie w innym mieście. Nie mielibyśmy przerwy, tworzylibyśmy coś nowego. Mama z pewnością jęczałaby mi do słuchawki, abym w końcu zrobił sobie wolne i odwiedził rodzinę w Sydney. Calum marudziłby na poranne wstawanie, Daniel próbowałby znów swoich sztuczek, wkręcając pozostałych w kolejny głupi żart, a Ashton darłby się na nas, gdybyśmy przeginali, zachowując się, jak banda nieodpowiedzialnych dzieci. Tęskniłem za dawnym życiem, na które też potrafiłem wielokrotnie narzekać. Mimo wszystko czułem się w jakiś sposób wolny. Teraz zaś miałem wrażenie, że czegoś mi brakuje. Jakbym był w pewien sposób wybrakowany i niepasujący do całości.
            Po raz ostatni spojrzałem na zdjęcie Jacka. Stał razem z Benem na tle naszego domu w Sydney. W oddali było widać mamę, która rozkłada coś na stole. Już nawet nie potrafiłem sobie przypomnieć, co dokładnie wydarzyło się później. Może jedliśmy na dworze obiad? Może czekaliśmy na kogoś, kto miał pojawić się z wizytą? Wspomnienia te były zamazane, jakby tamto życie było zbyt odległe, by móc je pamiętać.
 Cześć, słoneczko.
            Podskoczyłem, wypuszczając z rąk telefon. Urządzenie upadło na koc, a potem zsunęło się po nim, lądując przy ozdobnej poduszce. Odwróciłem się, spoglądając na uśmiechniętą twarz Clifforda. Jego włosy nadal były niebieskie. Zielone oczy bacznie mnie obserwowały, jakby próbował wyczytać coś z moich myśli, mimo tego, że prosiłem go, by tego nie robił.
 Musisz  jęknąłem z niedowierzaniem, że znowu to zrobił.
 Następnym razem stanę za drzwiami i zadzwonię dzwonkiem.
 Serio?
 Nie  rzucił, a następnie się zaśmiał. Pokręciłem głową, jednocześnie marszcząc nos, by wiedział, że to mi się ani trochę nie podoba.
 Już się nie złość, księżniczko  odpowiedział, rozkładając się na kanapie.  Dam ci cukierka na zgodę.
 Wsadź sobie go tam, gdzie światło nie dochodzi.
 Jaki wulgarny  powiedział rozbawiony, a ja zazgrzytałem zębami.  Nie unoś się.
– Bo?
 Mamy do poruszenia kolejną ważną kwestię.
 Coś jak następna życiowa lekcja?
 Nazwij to, jak chcesz.
 Czy ty nie przesadzasz?  warknąłem, kiedy położył mi nogi na kolanach, by móc się rozciągnąć na sofie jeszcze bardziej. Clifford machnął na mnie ręką.  Dobry Boże…
 Nie wzywaj imienia Szefa nadaremno  powiedział, a potem parsknął śmiechem. Zabębnił rękami w uda, jakby wykonywał werble.
 Jesteś idiotą.
 Jestem aniołem.
– Mój Anioł Stróż to idiota  odparłem, przedrzeźniając się z nim. Clifford zazgrzytał zębami, co tym razem spowodowało śmiech z mojej strony. Zmrużył oczy.  O czym chciałeś rozmawiać?
 Wzięło cię na wspomnienia?
 Można tak powiedzieć.
 Myślałeś o nim.  To nie było pytanie, ale stwierdzenie. Mimo wszystko i tak kiwnąłem głową.
            Przez chwilę między nami zapanowała cisza. Złapałem za telefon, omijając wzrokiem fotografię, której się wcześniej przyglądałem. Wyszedłem z galerii, a następnie zablokowałem urządzenie. Zagryzłem lekko wargę, czując, jak Michael uważnie mnie obserwuje. Zerknąłem w jego stronę, od razu napotykając zielone tęczówki.
 Wyduś to z siebie  powiedział spokojnym tonem.
 Dlaczego… Dlaczego on musiał zginąć?
 Pamiętasz, jak mówiłem ci o wolnej woli?  Pokiwałem głową, przenosząc wzrok na podłogę.  Kierowca też ją miał. Wybrał ten dzień na upicie się. Być może też coś go ku temu popchnęło…
– Coś?
 Są Demony Kusiciele  zaczął powoli, a ja zrobiłem wielkie oczy.  Skoro istniejemy my, istnieje też ta druga strona. Dokładnie nie wiem, jak to się stało. Nie wnikałem w historię tego człowieka. Wsiadł do auta i akurat wy stanęliście na jego drodze. Wypadki się zdarzają. To jest nieuniknione.
 Myślałem, że tak ustaliliście wy  powiedziałem cicho.
 Nie, nie ma żadnego wielkiego planu odnośnie waszego życia. Przeżywacie je według własnych zasad. My tylko od czasu do czasu w nie ingerujemy. Demony też. Może ktoś złośliwie szeptał mu na uszko, by wsiadł za kierownicę, pomimo tego, że pił. Jednak naszym celem nie było zabranie Jacka. To się po prostu stało.
 A choroby? Kataklizmy? To też są przypadki?
 To natura i ewolucja. To część waszego świata. Nie mamy na to wpływu  pociągnął Michael, a ja ponownie zagryzłem wargę.  Nie myśl sobie, że jesteśmy szczęśliwi, gdy cierpicie. Jednak nie możemy zbyt mocno ingerować w to, co się z wami dzieje. U nas są Aniołowie Losu.  Pokiwałem głową z zaciekawieniem. Naprawdę lubiłem, gdy Michael opowiadał mi o tych wszystkich rzeczach.  Zazwyczaj zrzucają na przypadkowe osoby okazję szczęścia. Nie w kwestii emocjonalnej, oczywiście. Chodzi o to, że wskazują drogę do dobrego rozwiązania, dają tchnięcie intuicji, by na przykład obstawić taki, a nie inny los na loterii. Nigdy jednak nie ingerują bezpośrednio. To od was zależy, czy chwycicie to szczęście i czy pójdziecie wskazaną przez nich drogą. Nieraz coś takiego przydarza się chorym, podsyłając rozwiązania lekarzom czy nawet dając iskierkę nadziei na lepsze jutro. Aniołowie Losu mają jednak swoich przeciwników w Piekle. Chociaż może słowo przeciwnik jest nazbyt wygórowane. U nich są Demony Kusiciele. Działają na podobnej zasadzie, co nasi. Wybierają sobie losowo człowieka, a potem podpuszczają go z każdej możliwej strony, by porządnie namieszał i nabroił. Jednak w dalszym ciągu to jego wola, czy pójdzie za tym głosem, czy odpuści.
 Czyli te wszystkie złe rzeczy, to naprawdę czyste wypadki?
 Złe decyzje ludzi, którzy nie koniecznie muszą być źli w środku. Zbyt nadmierna prędkość, która może zabić, bo człowiek z własnej głupoty chce zaszarżować i popisać się przed kolegami, co może doprowadzić do prawdziwej tragedii. Albo…  Spojrzał na mnie, unosząc jedną brew.
 Albo?
 Albo decyzja pijanego dwudziestolatka, który postanawia po imprezie wsiąść od razu za kierownicę, mimo tego, że jego przyjaciele próbują go od tego odwieść  powiedział, a ja spuściłem głowę. Podciągnąłem nogi pod klatkę piersiową, obejmując je ramionami.  Wasza wolna wola, to wasze decyzje. Nie mamy na nie wpływu. Możemy was tylko kierować na odpowiednie ścieżki, ale nie zawsze słuchacie.
            Niepewnie kiwnąłem głową, czując palące poczucie winy i wstyd. Wstyd za to, co robiłem. A raczej, co robił ze mną alkohol. Dodawał mi odwagi, zacierał złe wspomnienia, ale jednocześnie wrzucał w szpony durnych decyzji, które nigdy nie powinny mieć miejsca. Jazda po pijaku, uderzenie Caluma. Byłem idiotą, postępując w taki sposób. Dlaczego nie mogłem przejrzeć na oczy wcześniej? Dlaczego to dotarło do mnie, dopiero po jego słowach?
 Dziwiłem się, że akurat ty coś takiego robiłeś  pociągnął, a jego głos nadal brzmiał ciepło i spokojnie.  Ty, który w wypadku spowodowanym przez pijanego kierowcę, straciłeś brata.
 Byłem pijany.
 To żadne usprawiedliwienie  skwitował powoli. Chyba wolałbym, by na mnie po prostu nakrzyczał. W tym momencie ten spokój, który od niego płynął, działał na mnie jeszcze gorzej.  Wiesz dobrze, co robi z tobą alkohol, a mimo tego sięgałeś po niego za każdym razem, gdy było ci źle. Wybrałeś złą drogę ucieczki, wpadając w kolejne problemy.
 Mogłem zrobić to samo  wyszeptałem, czując napływające do oczu łzy. Michael usiadł blisko mnie, tak że niemalże czułem jego gorący oddech na policzku.  Nigdy nie spojrzałem na to z tej strony  dodałem drżącym głosem.
 Z jakiej strony, Lukey?
 Mogłem sam przyczynić się do śmierci czyjegoś brata, syna, wnuka… Nie ważne. Mogłem po prostu kogoś zabić, bo byłem bezmyślny.
 Przez co byłeś bezmyślny?
 Przez nadmierne picie  wydusiłem z siebie, pociągając jednocześnie nosem. 
             Nie wiem skąd ją miał, ale Michael wcisnął mi po chwili w dłoń białą chusteczkę. Wytarłem mokre policzki i oczy, zdając sobie sprawę z tego, że najnormalniej w świecie doprowadziłem się do łez. Z drugiej jednak strony mówiąc to wszystko na głos i to w dodatku jemu, poczułem się lepiej. Z każdym wypływającym z moich ust słowem, czułem się lżejszy, jakbym uwalniał się od jakiegoś niewidzialnego ciężaru.
 Alkohol jest dla osób, które umieją rozsądnie z niego korzystać  opowiedział Michael, klepiąc mnie po ramieniu.  Które umieją się kontrolować, będąc pod jego wpływem. Możesz się nawet urżnąć, jak świnia, bylebyś nie krzywdził siebie i innych. Ty się w tym zgubiłeś. Ale zauważyłeś ten błąd i mam nadzieję, że teraz będzie inaczej.  Spojrzałem na niego. Uśmiechnął się, dodając mi tym małym gestem pewności, że naprawdę dam radę to zmienić.
 Masz rację.
            Zdążyłem to powiedzieć, a w pokoju zabrzmiał znajomy dźwięk przychodzącego powiadomienia. Michael klasnął w dłonie, a następnie zanurkował do kieszeni. Wyciągnął tablet i odblokował go. Jego zielone oczy skupiły się na ekranie.
 Brawo, Lukey  powiedział, a ja dopiero teraz zorientowałem się, jak ponownie mnie nazwał. Zostawiłem to bez komentarza.  Dostałeś kolejne pięć punktów do uczynków.
 Co? Za co?
 Za przyznanie się do błędu, który zdarzało ci się popełniać.
 Jeszcze z tą kwestą nie skończyłem  odpowiedziałem, wstając z kanapy.
 Co robisz?
 Likwiduję to, co jest dla mnie niedobre  powiedziałem, idąc do kuchni.
            Podszedłem do szafki, która znajdowała się pod zlewem. Otworzyłem ją. Wyciągnąłem z niej kosz na śmieci. Ściągnąłem pokrywę. Wrzuciłem do niego zużytą chusteczkę. Czułem na sobie zaciekawione spojrzenie Michaela.
 Pomożesz mi? 
           Odwróciłem się, stając z nim twarzą w twarz. Był ode mnie odrobinę niższy, a przy takiej odległości, mogłem w końcu dokładnie przyjrzeć się jego zielonym tęczówkom, które były dla mnie wręcz idealne. 
 Musisz ciągle to robić?  mruknąłem, ale mimo wszystko uśmiechnąłem się lekko.
 Pomogę ci  odparł, odbierając ode mnie kosz.
           Kiwnąłem tylko głową, a następnie zabrałem się za opróżnianie szafek i lodówki z nagromadzonego w nich alkoholu. Butelki lądowały w śmietniku, a ja z każdym kolejnym wyrzucanym trunkiem, miałem wrażenie, że powoli odzyskuję kontrolę.
 Co teraz?  zapytał Michael, odkładając na bok wypełniony po brzegi kosz.  Chyba dostałeś kolejny punkt!  powiedział, gdy znów usłyszeliśmy dźwięk powiadomienia.  Dokładnie dostałeś dwa – skwitował z szerokim uśmiechem, wpatrując się w tablet.  Oby tak dalej.
 Pytałeś mnie, co teraz  odparłem, a on pokiwał głową.  Nie mam pojęcia, co powinienem zrobić dalej.
 Nie myślałeś, by wrócić do muzyki? To jest w końcu coś, co kochasz, prawda?
 Prawda.
 Wiesz  powiedział, przyglądając się mi z uśmiechem.  Chłopaki dalej robią próby.
 Co?
 Mimo przerwy, nadal ćwiczą i tworzą.  Zrobiłem wielkie oczy.  Co prawda bez ciebie. Nie ma się im, co dziwić. To też ich pasja. A na ciebie ostatnio pod tym względem nie mogli liczyć.
 Dałem ciała po całości.
 Zawsze możesz wrócić.
 Myślisz?
– Jestem pewny, że w jakimś stopniu jesteś na to gotowy. I cholernie za tym tęsknisz. To, jak będzie?  Michael poruszał brwiami i zaśmiał się.  Idziemy po twoją gitarę? Tylko najpierw wypadłoby ich uprzedzić, że masz zamiar się zjawić.
 Tak… W sumie ostatnio nie zasługiwałem na miano Kumpla Roku  odpowiedziałem, krzywiąc się.
 Zadzwonisz?  zapytał Clifford, wyciągając przed siebie moją komórkę.  Może będą mieli ochotę pograć razem z tobą?

           Miałem wrażenie, że nie trzymałem gitary od wieków, choć tak naprawdę minęło tylko kilka miesięcy. Jednak i tak był to zmarnowany czas. Nie tylko dla mnie, ale przede wszystkim dla chłopaków. Zachowywałem się dość egoistycznie. Nie powinienem porzucać i odsuwać się od tego, co stworzyliśmy. Nawet mimo tragedii, jaka się wydarzyła. Byłem wręcz przekonany, że gdyby Jack widział to, co wyprawiam ze swoim życiem po tym, jak go straciłem, czułby się zawiedziony moim postępowaniem. W sumie nigdy nie pytałem o to Michaela. Jednak teraz nie było ku temu okazji.
            Zaparkowałem samochód na podjeździe. Bliźniaki mieszkali w niewielkim, dwupiętrowym domu. Postawili właśnie na niego z uwagi na wielką piwnicę, w której mogliśmy ćwiczyć i tworzyć, nikomu przy tym nie przeszkadzając. Odpiąłem pas, zagryzając lekko wargę. Zerknąłem na siedzącego obok Michaela. Uśmiechnął się.
 Idziesz tam ze mną?
 Przez pierwsze dni muszę być obok. Potem dostaniesz więcej swobody.
 Nie mam nic przeciwko. Dzięki za wszystko.
 Jeszcze nie skończyliśmy pracy, to dopiero początki.
 Wiem, ale i tak…
 Dobra, bo się popłaczę  przerwał mi ze śmiechem, pukając jednocześnie w ramię.
            Uśmiechnąłem się, a następnie wysiadłem z samochodu. Z tylnego siedzenia wyciągnąłem futerał z gitarą. Wziąłem głęboki wdech, po raz kolejny spoglądając na dom. Nie byłem w nim od długiego czasu. Praktycznie ostatnio bujałem się między swoim mieszkaniem a klubami i sklepami spożywczymi, nie chodząc nigdzie indziej. Była to całkiem przyjemna odskocznia od tego, co się działo.
            Michael popchnął mnie lekko w stronę drzwi, robiąc przy okazji niewinną minę. Standardowo przekręciłem oczami, ale posłusznie ruszyłem w ich kierunku. Po chwili staliśmy u celu. Zadzwoniłem dzwonkiem, przystępując z nogi na nogę. Gdzieś w środku denerwowałem się tą wizytą, mimo że składałem ją przyjaciołom. Dość mocno narozrabiałem, więc nie zdziwiłbym się, gdybym nie był tu mile widziany, choć Ashton przez telefon zapewniał mnie, że naprawdę się cieszą z mojego przyjścia.
            Drzwi otworzyły się. Spojrzałem na Daniela. Chłopak przeżuwał kanapkę. Spod koszulki z krótkim rękawkiem wychodziły jego tatuaże. Przechylił głowę, biorąc kolejny większy gryz. Zmarszczyłem lekko brwi.
 Luke Marnotrawny Hemmings powrócił  skomentował, a potem parsknął śmiechem, na widok mojej miny. Usłyszałem chichy chichot Michaela.  Witaj z powrotem, stary!  dodał z uśmiechem, obejmując mnie i klepiąc po plecach.  Dobrze cię widzieć.
 Ciebie też.
            Wszedłem do środka. Młodszy Irwin machnął na mnie ręką. Oboje, a raczej we trzech, choć on nie widział Clifforda, podążyliśmy do piwnicy. Jak tylko znalazłem się na schodach, usłyszałem pojedyncze uderzenia w perkusję. Ashton najwidoczniej już się rozgrzewał.
 Daniel jest słodziutki  skomentował Michael, który szedł na samym końcu.
 Jesteś gejem?  mruknąłem.
 Jakbyś nie wiedział, geniuszu  odpowiedział Daniel, odwracając się do mnie.
 Ja… Umm… Seksowny tyłek  rzuciłem, pierwsze, co przyszło mi do głowy.
 A ty co? Zmiana orientacji na biseksualną czy też wkraczasz w świat homoseksualistów?
 Zgrywam się tylko  pociągnąłem, posyłając Michaelowi zdenerwowane spojrzenie. Chłopak parsknął śmiechem.
 Jestem gejem – odezwał się ponownie Michael, kiedy znaleźliśmy się na dole. To będzie ciężka wizyta, jeśli mój Anioł Stróż nie zamierza stulić dzioba i siedzieć cicho. Spojrzałem na niego, próbując ukryć zaskoczenie.
 Luke!  Musiałem jednak oderwać od niego wzrok, by odwrócić się w stronę Asha. Uśmiechnął się szeroko. Tak myślałem. Już siedział za bębnami.  Nareszcie!
 Czas na poprawę i zmiany – powiedziałem, kładąc gitarę na sofie. Zauważyłem na stoliku puszki z napojami i talerz kanapek, które pewnie przyszykował perkusista.
 Jak chcesz, to się częstuj. Mój brat zaserwował nam właśnie taki obiad  skwitował Daniel, patrząc złośliwie na swojego bliźniaka.
 Ja przynajmniej umiem gotować.
 To zupełnie nie rozumiem, czemu nie wykorzystałeś dzisiaj swoich umiejętności.
 Jedz albo ci to zabiorę.
 Muszę zadzwonić. To będzie chwila  przerwałem im, a następnie wyciągnąłem komórkę. 
           Udałem, że wykręcam numer. Od środka zjadała mnie ciekawość i granie z chłopakami, musiało trochę poczekać. Odszedłem na drugi koniec pomieszczenia, wlepiając oczy w Clifforda.
 Odbierz, no  wymamrotałem niby do siebie, ale jednak do niego.
            Michael usiadł na biurku. Z rozbawieniem zamachał nogami. Zmrużyłem oczy, a on westchnął pod nosem. Spojrzałem na niego z niedowierzaniem, kiedy przyciągnął do twarzy dwa palce, które miały imitować telefon.
 Tak, słucham  powiedział, a ja miałem ochotę walnąć siebie i jednocześnie jego w czoło.
 Serio?
 Wysłów się.
 Jesteś upierdliwy.
 To ty do mnie dzwonisz. Zresztą myślałem, że już się kochamy  dodał, robiąc smutną minę.
 Jedno pytanie.
 Słucham.
 Mówiłeś z tym tamtym serio?
 Mówiłem poważnie. Jestem gejem. Nie mów, że ci to w jakiś sposób przeszkadza.
 Nie, nie przeszkadza. Ale… Jak? Przecież ty…
 Co? Anioły nie mogą być homoseksualistami? Szefunio kocha nas wszystkich tak samo, jak was. Jest mu to obojętnie, czy w jego szeregach są geje.
 Ale jak…
 Tak, Luke, jesteśmy bardziej ludzcy, niż ci się wydaje. I tak, uprawiamy seks.  Moje oczy prawie wypadły mi na podłogę, po tym, co powiedział. Daniel parsknął śmiechem, najwidoczniej rozbawiony moją miną. Wcale mu się nie dziwiłem.
 Ale…
 Serio? Myślę, że to nie czas na takie rozmowy. Miałeś się zająć muzyką.
 Ale powiesz mi potem?
 Powiem, a teraz spadaj i weź się do roboty, słoneczko.
 Uch… Nie nazywaj mnie tak  burknąłem do telefonu. Michael zaśmiał się.
 Jakoś wcześniej ci to nie przeszkadzało.
 Na razie – rzuciłem, a następnie udałem, że się rozłączam.
           Wsunąłem telefon do kieszeni, posyłając ostatnie oburzone spojrzenie w kierunku siedzącego na biurku chłopaka. Zaśmiał się z zadowoleniem. Odwróciłem się, podchodząc do kanapy. Usiadłem obok Daniela, sięgając po jedną z kanapek.
 O której przyjdzie Calum?  To był ten moment, kiedy bracia szybko wymienili spojrzenia, którego chyba nie miałem zauważyć. Ale widziałem to.  Co?
 Bo… Jakby ci to...  zaczął Daniel, podgryzając dolną wargę.
 On nie przyjdzie  odpowiedział Ashton, patrząc na mnie niepewnie.
 Jak to nie przyjdzie?  I wtedy zaskoczyłem.- Nie przyjdzie, bo ja tu jestem?
 Coś w tym…
 Dokładnie w tym stylu  dokończył Daniel.  Ale nie przejmuj się. Na razie jest na ciebie wściekły i wcale mu się nie dziwię. Jednak przeżyliśmy razem wiele wzlotów i upadków, więc w końcu się pogodzicie.
 Jasne… Z pewnością  powiedziałem z nieukrywanym zawodem. 
            Teraz dopiero poczułem się, jak skończony dupek i śmieć w jednym. Doprowadziłem do tego, że mój przyjaciel nie chciał przebywać ze mną w jednym pomieszczeniu. Chyba sobie pogratuluję.
 Popracujemy nad tym  odezwał się Michael. 
             Pokiwałem mu tylko głową, robiąc to, w jak najdelikatniejszy i najmniej widoczny sposób. Mimo wszystko i tak czułem się koszmarnie. 



***
Michael i Luke współpracy ciąg dalszy :) Choć to dopiero początki. Mamy w tle braci Irwin, a także małą wzmiankę o Calumie. Może Hood i Hemmo w końcu się dogadają? Czas pokaże :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, które motywują mnie do dalszego pisania - szczególnie tej Mukowej historii :) W końcu to moje pierwsze takie opowiadanie :)

Przypominam również o możliwości zadawania mi pytań odnośnie bohaterów i fabuły na Asku - link w kolumnie Menu.

Następny w kolejny czwartek.

Pozdrawiam!

#TheGuardianAngelFF

13 komentarzy:

  1. Ja to bym już z chęcią przeczytała całość, eh.. :D Do czwartku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, niestety się nie da, bo historia nie skończona :D
      Do czwartku!
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  2. Hejka! Po prostu nie mogę. Jak ty możesz pisać tak wspaniałe rozdziały i wogóle opowiadania. Podziel się z innymi talentem. Rozdział wyszedł ci świetny jak zwykle. To jest tak świetne że by się nadawało na książkę. Nie wierzę że na nowy rozdział muszę czekać aż do czwartku. Ale jak to mówią jak mus to mus. Mam nadzieję że Calum i Luke się pogodzą. Nie widzę innego rozwiązania. A Michael on mnie po prostu rozwala i jeszcze ten jego telefon. To było boskie. Wyobraziłam sobie minę Luka i sama parschnęłam śmiechem. Kończę. Pozdrawiam i życzę weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa - cieszę się, że Ci się podoba nie tylko historia, ale także sposób, w jaki jest pisana. Czy ja wiem czy to talent? Wyćwiczone - chociaż i tak to nie jest nie wiadomo, jaki poziom. Dla mnie dość zwyczajny :)
      Widzę, że Mikey zdobywa zwolenników :)
      Dziękuję za tak świetny komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. SUPER ROZDZIAŁ!!!
    Jejku, jak ja się cieszę, że Lukey wraca do gry :)Mam nadzieją, że Cal z czasem się odfochnie, ale z drugiej strony to mu się nie dziwię… Michael i jego telefon, do tej pory mam z tego powodu banana na twarzy:) Wyobrażam sobie miny chłopaków z 5SoS gdyby dowiedzieli się, że Luke ma Anioła Struża (i aż do teraz śmieję się z mojej zrytej wyobraźni XD)… Przepraszam Mikey, już się poprawiam- Anioła Uzdrowiciela;)
    Czekam na następny!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobał :) Haha dobrze, że się poprawiłaś, bo Mikey byłby zły XD
      Dzięki bardzo za tak miły komentarz.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Muke forever ♥ Genialny rozdział, cieszę się, że Lukey powoli zmienia się na lepsze. Kocham Mikey'ego w tym opowiadaniu, jest wspaniałym aniołem STRÓŻEM.. Wybacz Mike, ale nie mogłam się powstrzymać. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Michael nie walnął by focha za tego stróża, chociaż z nim nigdy nie wiadomo :D
      Cieszę się, że Ci się podoba.
      Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Michael i te jego pojawianie się znikąd :D Lubię te ich gadki między sobą :D Już nie mogę się doczekać, kiedy coś między nimi będzie się dziać - bo będzie nie? W końcu o to chodziło :D Michael ma do niego dobre podejście mimo wszystko :) Liczę też, że Lukowi uda się szybko naprawić przyjaźń z Hoodem.
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie - no, w końcu musi skoro takie były wymogi wyzwania :P Cieszę się, że się podobało i podoba :D
      A co do Hooda, to czas pokaże ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Jej *0* tak wspaniały, cudny, świetny rozdział ^^
    Luke robi restart życia, odświeżenie, w końcu ktoś dotarł do niego ^-^
    Ciekawi mnie jak będzie z Lukiem i Calumem... mam nadzieję , że Hood odpuści , wybaczy ... może ;#
    Oczywiście Clifford jak zawsze rozwala system bo jakże by inaczej :") ···> i lofe ju Michel ^^
    Pozdrawiamm 8)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dzięki bardzo - naprawdę się cieszę, że Ci się podoba :)
      A co do Caluma - to czas pokaże, czy Hood się ogarnie i czy będzie miął ochotę rozmawiać z Hemmo :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Jej *0* tak wspaniały, cudny, świetny rozdział ^^
    Luke robi restart życia, odświeżenie, w końcu ktoś dotarł do niego ^-^
    Ciekawi mnie jak będzie z Lukiem i Calumem... mam nadzieję , że Hood odpuści , wybaczy ... może ;#
    Oczywiście Clifford jak zawsze rozwala system bo jakże by inaczej :") ···> i lofe ju Michel ^^
    Pozdrawiamm 8)

    OdpowiedzUsuń