środa, 2 marca 2016

#05 Lubisz mnie

          Z jednej strony po wczorajszym spotkaniu u bliźniaków czułem się lepiej. Muzyka skutecznie mnie rozluźniła, a ja jeszcze bardziej zdałem sobie sprawę z tego, że cholernie za tym tęskniłem. Za tym i za takimi spotkaniami. Z drugiej strony czułem narastające poczucie winy i złość przez to, co zrobiłem po imprezie na parkingu. Postawa Caluma wcale mnie nie dziwiła, choć byłem nią rozczarowany. Wiedziałem jednak, że Hood jest uparty i zanim mu ta złość przejdzie na tyle, by ze mną porozmawiać, minie trochę czasu. Musiałem, więc uzbroić się w cierpliwość.
          Wstałem dzisiaj dużo wcześniej, niż zazwyczaj. Pewnie było to spowodowane tym, że odkąd pojawił się w moim życiu Michael, zaprzestałem imprez i upijania się do niemalże nieprzytomności. Poranny kac, mdłości i bóle głowy minęły, a ja czułem się tak, jakbym powoli odzyskiwał kontrolę nad samym sobą. Mimo tego, że minęło zaledwie kilka dni, ja już widziałem małą poprawę.
          Stałem w kuchni, szykując śniadanie. Postawiłem na coś innego, niż zwykłe kanapki, którymi raczyłem się przez tak długi czas. Zrobiłem jajecznicę. Wziąłem głęboki oddech, odwracając się za siebie, jakbym liczył, że ktoś będzie stał za moimi plecami. Prawda była taka, że trzeźwość przynosiła ze sobą też dziwne poczucie samotności. Cisza i pustka panująca w mieszkaniu, zaczynała być na swój sposób dość przytłaczająca. Możliwe, że w gdzieś w środku budował się we mnie strach, że i tak po wszystkim skończę sam. Może uda mi się naprawić relację z Calumem. Może nawet i kontakty z rodziną ulegną polepszeniu. Z pewnością podchodziłem do tego zbyt egoistycznie, wmawiając sobie, że to i tak nie jest wystarczające. Jakby do szczęścia brakowało mi jednego elementu, którego sam nie potrafiłem jeszcze odnaleźć i w pełni go zrozumieć.
          Przełożyłem jajecznicę na talerz. Zalałem wrzątkiem kubek z herbatą. Dorzuciłem do wszystkiego dwie świeże bułki, które kupiłem rano. Byłem sam z siebie zadowolony, że nawet nie musiałem się zmuszać do tego, by ruszyć tyłek i iść po zakupy oraz by przygotować sobie coś innego na śniadanie. Po prostu miałem ochotę to zrobić. Mały sukces, zważywszy na to, że wcześniej wolałem nie wysuwać nosa z domu, a do sklepu chodziłem, gdy lodówka świeciła pustkami i nie było, co jeść. Wtedy też od razu kupowałem alkohol, który bunkrowałem w szafkach.
          Odwróciłem się, czując, jak robię się coraz bardziej głodny. Jednak, jak tylko to zrobiłem, przed oczami pojawiła mi się niebieska czupryna. Odruchowo wrzasnąłem, odskakując do tyłu. Wpadłem na blat, uderzając o niego tyłkiem. Talerz z jajecznicą i bułkami wypadł mi z dłoni, roztrzaskując się na podłodze i brudząc ją resztkami jedzenia. Moje palce mocniej zacisnęły się na kubku, ale i tak oblałem siebie i kafelki. Warknąłem z bólu, gdy gorąca ciecz spotkała się z moją skórą. Skutkiem tego było to, że i kubek zleciał na dół. Huknęło, a on rozleciał się na małe kawałeczki.
- Kurwa, Michael! – krzyknąłem, nawet nie ukrywając wściekłości.
- Ups – rzucił, chichocząc pod nosem. – Nie chciałem cię wystraszyć. – Spojrzałem na niego, ani przez chwilę nie wierząc w jego słowa. - Może odrobinę – sprostował, z miną niewiniątka.
- Przez ciebie w końcu padnę na pieprzony zawał – wysyczałem, mrożąc na niego oczy.
- Nie pozwolę ci umrzeć, dopóki ty nie pomożesz mi wrócić na dawne stanowisko.
- Tekst godny Anioła Stróża – prychnąłem z niedowierzaniem.
- Uzdrowiciela!
- Pieprz się – mruknąłem, a potem skrzywiłem się, kiedy poczułem mocne pieczenie na ręku. Oparzenie dało o sobie znać. Skóra zrobiła się czerwona, a ja wiedziałem, że kwestią czasu będzie to, jak pojawią się tam białe bąble.
- Bardzo boli?
- Wal się, kutasie.
- Ej, nie bądź taki niemiły, bo ci nie pomogę.
- Och, tak zapomniałem, że martwisz się, tylko o swoją posadkę. Matko, jak ty szybko potrafisz spieprzyć komuś humor. 
           Clifford zacisnął usta, poruszając nimi lekko. Zerknął na mnie z miną zbitego psa, a ja przekręciłem oczami. Wyglądał przesłodko w takim wydaniu… Ale i tak byłem na niego wkurwiony.
- Martwię się też o ciebie.
- Nie próbuj udawać, to nie jest nikomu do szczęścia potrzebne – odwarknąłem, chcąc skrzyżować dłonie na klatce piersiowej. Jednak, jak tylko moja dłoń otarła się o koszulkę, syknąłem cicho pod nosem. Pieczenie narastało z każdym momentem.
- Przepraszam – powiedział poważnym tonem.
- Oczywiście.
- Nie bądź taki.
- Jaki?
- Taki – rzucił, wskazując na mnie palcem. Prychnąłem w odpowiedzi pod nosem.
           Już chciałem się odwrócić, by włożyć bolącą rękę pod zimną wodę, ale w tym momencie Michael złapał mnie za dłoń. Uniosłem brwi do góry, chcąc się zaraz mu wyrwać, ale zaprzestałem, gdy przybliżył się do mnie jeszcze bardziej. Uważnie zacząłem obserwować to, co robi. Jego palce lekko dotknęły oparzenia, co nie było zbytnio przyjemne, bo zapiekło jeszcze mocniej. Zakrył je całe, a następnie zabrał dłoń. Zrobiłem wielkie oczy. Wszystko zniknęło i ustało. Nie było nawet śladu po oparzeniu.
- Proszę.
- Ja… Dzięki.
- Teraz zjedz śniadanie. – Machnął za siebie ręką.
- Niby, jakie? – odparłem z wyrzutem, choć złościłem się na niego znacznie mniej, niż chwilę temu.
- Te, co stoi na stole.
           Odsunął się, bym mógł zobaczyć stół. Na nim stał parujący talerz z jajecznicą i bułkami oraz kubek z herbatą. Spojrzałem w dół. Podłoga była czysta, jakby to, co stało się zaraz po jego pojawieniu się, zupełnie nie miało miejsca.
- Dzięki i… przepraszam.
- Łał, przeprosiłeś mnie. Chyba to sobie gdzieś zapiszę.
- I wszystko zjebałeś na nowo – powiedziałem, podchodząc do stołu. Mimo wszystko uśmiechnąłem się pod nosem.
- Czy to był uśmiech? – Kurwa, on ma jakiś nadludzki wzrok czy co? W sumie by mnie to nie zdziwiło.
- Wal się, dupku.
- Też cię kocham, moja ty blond księżniczko – wymruczał, siadając na blacie. 
           Obrzuciłem go niezadowolonym spojrzeniem, na co zareagował melodyjnym śmiechem z domieszką chrypki, która była naprawdę… Głupi mózg! Jestem hetero i o żadnym facecie, nawet takim, który spadł na łeb z Nieba, nie mogę myśleć w takich kategoriach.
- Ty… Nie chcesz jeść?
- Martwisz się o mnie?
- Jesteś dzisiaj bardziej nieznośny, niż zazwyczaj. A byłem pewny, że po ostatnim spotkaniu udało mi się cie polubić, ale…
- Lubisz mnie – skwitował z uśmiechem.- Mimo tego, co mówisz to i tak mnie lubisz. – Przekręciłem oczami po raz kolejny. Ta dyskusja nie miała sensu. Zająłem się śniadaniem, będąc nadal pod czujnym okiem Clifforda.

          Michael zrobił swój trik z aureolą już w domu. Wychodząc na klatkę schodową, był już widzialny dla wszystkich innych ludzi. Nie wiedziałem, po co po raz kolejny wyciąga mnie na miasto, ale nie protestowałem. Dzisiaj szczególnie nie miałem ochoty siedzieć w domu. Byłem jednak pewny, że może będzie chciał mi udzielić kolejnej życiowej lekcji. Może przy okazji nadrobię kilka uczynków, których potrzebowałem do osiągnięcia celu.
          Wychodząc z klatki schodowej, minąłem się ze swoim sąsiadem, z którym przywitałem się kiwnięciem głowy. Odwróciłem się, zdając sobie sprawę z tego, że Clifford został za moimi plecami. On z uśmiechem przetrzymał mężczyźnie drzwi, a ten podziękował mu głośno, zerkając na mnie wymownie. No, tak… Ja ruszyłem przed siebie, nawet nie myśląc o takiej pierdole, jak trzymanie drzwi, które później on by musiał otwierać kluczem. Byłem, aż tak złym sąsiadem w jego oczach? Najwidoczniej.
           Michael po chwili zrównał się ze mną. Bez słowa ruszyliśmy w stronę centrum Los Angeles. Tym razem pogoda nie była tak ładna, jak przez ostatnie dni. Ciemniejsze chmury zasłoniły słońce, przez co na zewnątrz zrobiło się szaro. Miałem tylko nadzieję, że nie złapie nas deszcz.
           Spojrzałem na idącego obok chłopaka. Wcisnął dłonie do kieszeni spodni. Jego zielone oczy, co jakiś czas spoglądały, to na budynki, to na mijających nas ludzi, kończąc na przejeżdżających po ulicy samochodach. Pod nosem znajdował się delikatny uśmiech, który praktycznie nie schodził mu z twarzy.
- Wiem, że się na mnie gapisz.
           Spuściłem głowę, koncentrując się na swoich czarnych butach i na jasnym chodniku, po którym szliśmy. Poczułem lekkie rumieńce na policzkach, kiedy złapał mnie na tym, co robiłem. W pewien sposób się zawstydziłem. Ja, Luke Hemmings zawstydziłem się przez ten jeden komentarz.
- Co jest?
- Nic – odpowiedziałem szybko, prostując się. – Mamy, jakiś konkretny cel?
- Podziwiaj to, co cię otacza.
- Jestem pod wrażeniem – mruknąłem, kręcąc nosem.
- Ciesz się małymi rzeczami. Niekoniecznie takimi, które otrzymujesz. Spróbuj to miasto zobaczyć w nowy sposób.
- W nowy sposób?
- Zobacz na te budynki. Może nie wszystkie są ładne, choć każdy z nas ma inne pojęcie słowa ładne. Ładne, to coś co tworzy ład, jakiś porządek. Coś, na co chce się patrzeć. Określenie czegoś pięknym, zbliża to już do ideału.
- Nie ma ideałów.
- To prawda, ale to nie znaczy, że ktoś lub coś nie może się w czyjś oczach do tego zbliżyć. Piękne jest wtedy, gdy nie możesz oderwać od tego wzroku. Coś, co wywołuje przyjemne uczucia. Moim zdaniem prawie każdy człowiek ma w sobie coś pięknego. Nie musi być to cecha zewnętrzna, ale także wewnętrzna. – Poklepał mnie ze śmiechem po ramieniu. – Naucz się patrzeć na nowo. Zobacz na nowo. Odkryj na nowo. Zacznij cieszyć się drobnostkami.
- Wiedziałem, że twoja mowa będzie do tego zmierzać.
- Pamiętasz tego bezdomnego, któremu podarowałeś kawę, a on odpłacił ci się rysunkiem? – Pokiwałem głową. Jak mogłem zapomnieć. Szkic parku stoi nadal na moim biurku, oparty o głośniki komputera. – Nie wmówisz mi, że nie było to przyjemne.
- Było.
- Cieszyłeś się małą rzeczą. Mogę się założyć, że byłbyś zadowolony nawet wtedy, gdybyś za kawę otrzymał, tylko jego podziękowanie i szczery uśmiech. – Pokiwałem głową. Miął rację. Rysunek był tylko dopełnieniem. – Odkryj takie małe rzeczy na nowo. Ułatwiają i rozświetlają życie.
           Zdążył to powiedzieć, a usłyszeliśmy dźwięk rozrywanego papieru. Obaj odwróciliśmy się w momencie, kiedy obok nas przeszedł mężczyzna około trzydziestki. Jego dwie papierowe siatki z zakupami rozerwały się od dołu, a na ziemię posypały się produkty spożywcze. Ja i Michael od razu rzuciliśmy w ich stronę, by pomóc mu je pozbierać. Kątem oka zauważyłem, jak Clifford machnął lekko dłonią na rozbite dwa słoiczki z dziecięcym jedzeniem. Byłem pewny, że nikt tego nie zauważył.
- Na szczęście się nie zbiły – powiedział niebieskowłosy, oddając mu je.
- Dziękuję. – Spojrzał na mnie. – Zaraz to od ciebie wezmę, tylko wyciągnę sobie kluczyki do samochodu.
- Nie ma pośpiechu – odparłem, uśmiechając się do niego lekko.
- Nie wiem, jak to się stało. Chyba mam dzisiaj pecha – dodał mężczyzna, ze śmiechem.
- Który to twój samochód?- zapytał Clifford. Mężczyzna wskazał na czerwone Audi.
- Pomóc ci zanieść to do bagażnika? – odezwałem się.
- O tak, dziękuję.
           Michael posłał mi rozpromieniony uśmiech, kiedy ruszyliśmy w stronę auta. Mężczyzna otworzył bagażnik, a my włożyliśmy ówcześnie pozbierane zakupy do środka. Nieznajomy podziękował nam po raz kolejny, a następnie podszedł do drzwi od strony kierowcy. Machnął nam ręką, a Clifford z entuzjazmem odpowiedział tym samym.
- Zdobyłeś punkt – oznajmił mi, gdy czerwone Audi zniknęło nam z oczu. – Dobra robota, Lukey.
- Nie wiedziałem, że coś takiego zapunktuje – odparłem, wzruszając ramionami.
- Idealnie – skwitował, ponownie klepiąc mnie po plecach.- To oznacza, że takie gesty zaczynasz robić automatycznie.
- To chyba normalne. Każdy by tak zrobił, nie?
- Pewnie tak. Jednak i tak nie przetrzymałeś drzwi sąsiadowi, co podpisuje się też pod sąsiedzkie odruchy względem siebie.
- To taki mały szczegół.
- Sąsiedzki savoir vivre – odpowiedział, a ja uniosłem jedną brew do góry. Michael zaśmiał się pod nosem. – Idziemy dalej?

            Nie miałem nic przeciwko temu, byśmy w drodze powrotnej z naszego dłuższego spaceru wstąpili na pizzę. Zresztą Michael tak się na nią nakręcił, że byłby to prawdziwy cud, gdybym zdołał go odciągnąć od lokalu. Sam byłem głodny, więc chętnie przystałem na jego propozycję.
            Weszliśmy do środka. Clifford kazał mi zająć miejsce, a sam zabrał się składanie zamówienia. Wzruszyłem ramionami, siadając w kącie pomieszczenia. Oparłem się łokciami o jasno brązowy kwadratowy stół, wlepiając jednocześnie oczy w chłopaka, który stał przy ladzie i rozmawiał z jedną z pracownic pizzerii. W końcu wrócił, opadając na krzesło naprzeciwko mnie.
            Nagle jednak odwrócił się w bok, a potem uśmiechnął się. Uniosłam brwi do góry, kiedy przywitał się z kimś kogo zupełnie nie widziałem. Podrapałem się zdezorientowany po głowie, zastanawiając się, czy spotkał kogoś od siebie. Może to kolejny anioł? Jakiś jego kumpel? Jak tylko o tym pomyślałem, Michael spojrzał na mnie.
- Spotkałem koleżankę – odpowiedział, a ja zmrużyłem na niego oczy.- I nie, nie czytam ci w myślach. – Odwrócił się do niej. – Siadaj.
- Dlaczego ja jej nie widzę? – wydusiłem z siebie.
- Widziałbyś ją, gdybym nie był w swojej ludzkiej postaci – odpowiedział Clifford, a następnie odwrócił się w stronę dziewczyny. Kiwnął jej głową, by po chwili ponownie zwrócić się do mnie. – Nieoficjalnie ci zniknę.
- Pewnie, rób co chcesz –odparłem, wzruszając ramionami. Byłem pewny, że sobie stąd pójdzie. On jednak ściągnął aureolę z palca, która od razu wróciła do swojej pierwotnej wielkości. Umieścił ją nad głową.
            Podskoczyłem, niemalże wciskając się w krzesło, kiedy w końcu mogłem zobaczyć jego koleżankę. I nie… To nie był, ktoś z Nieba. Kobieta miała burzę czarnych włosów. Z jej czoła wystawały małe rogi. Zauważyłem wijący się za jej plecami czarny ogon. Ubrana była w obcisłą czerwoną bluzkę z dużym dekoltem i skórzane spodnie. Gdzie nie gdzie jej skóra pokryta była brunatnymi łuskami. Bałem się wychylić i przyjrzeć temu dokładniej, ale byłem święcie przekonany, że dostrzegłem fragment czarnego skrzydła. Jednak nie takiego, jakie mogły mieć anioły. Bardziej przypominały nietoperza. Najgorsze i tak były jej czerwone oczy, które prawie przeszywały cię na wylot. Przełknąłem ślinę, a ona zaśmiała się.
- Ale masz minę – skomentowała, a jej głos był delikatny, ale na swój sposób cholernie kuszący. Zupełnie nie pasował do jej wyglądu. – Pierwszy raz widzi Demona Kusiciela?
- Pierwszy – odpowiedział rozbawiony Michael. – Luke, to Morgana. 
            Pokiwałem głową, nie mogąc wydusić z siebie słowa. Wiedziałem, że zachowuję się, jak kretyn, ale kurwa… Ona tak mocno odbiegała od normalnego wyglądu. Przypominała postać, z jakiegoś horroru. Aureola nad głową Clifforda była niczym w porównaniu z jej całym wizerunkiem.
- Miło mi – wydusiłem z siebie, jednocześnie rozglądając się po lokalu. Nie chciałem, by ktoś mnie wziął za wariata, który gada sam do siebie.
- Jest uroczy – skwitowała kobieta, uśmiechając się. Dostrzegłem małe kły. Miałem tylko nadzieję, że ten obraz nie wryje mi się w głowę, a ja nie będę mieć przez to koszmarów. - Więc cię przenieśli?
- Dokładnie. Teraz robię za nianię – odpowiedział ze śmiechem Michael, a ja zazgrzytałem zębami. – Ale wrócę tam.
- Oby. Lubiłeś swoją robotę.
- Tak, jak ty swoją.
- Lubię podpuszczać ludzi – rzuciła z cichym chichotem. – Widzimy się w weekend w Limbo?
- Pewnie. Daj znać reszcie.
- Ty też. Dawno nie rozmawiałam z Borią.
- Nie było cie ostatnio, jak poszliśmy na szybkiego drinka.
- Ja niedobra – skwitowała. – Dobra, spadam. Muszę zdać raport prezesowi. Do zobaczenia, Mikey.
- Do zobaczenia.
- Cześć, Luke. Powodzenia w zdobywaniu uczynków.
- Um… Dzięki. - Kobieta puściła mi oczko, a potem od tak zniknęła. Michael ściągnął aureolę, by znów nałożyć ją na palec. Nikt z klientów, ani z pracowników pizzerii nie zauważył, że pojawił się znikąd.
- Limbo? – zapytałem, czując, jak ze stresu zdrętwiało mi całe ciało. Pochyliłem się, by wrócić do opierania się łokciami o stół.
- Jest, jakby pomiędzy Niebem, a Piekłem, ale omija Ziemię. Takie główne miejsce dla wszystkich nas.
- Nas?
- Dla aniołów i demonów. To jedyne miejsce, poza Ziemią oczywiście, gdzie możemy się wspólnie spotkać i rozerwać po całych dniach pracy. Jest tam niemalże każdego rodzaju rozrywka.
- Bawicie się też na Ziemi?
- Macie dobre kluby – skwitował ze śmiechem. – To całkiem niezła odskocznia. Jest dużo aniołów i demonów, które lubią spędzać czas między wami.
- Myślałem, że trzymacie się swojego miejsca i nie schodzicie tu bez potrzeby.
- Niespodzianka – rzucił z uśmiechem, rozkładając ręce.- Idzie nasza pizza.

           Oparłem się o parapet. Spojrzałem przez okno. Szyba była zamazana od bębniącego w nią deszczu, ale mimo wszystko widać było mokre ulice Los Angeles. Jasna błyskawica przecięła sklepienie, a zaraz po niej pojawił się głośny grzmot. Na zewnątrz rozpętała się burza. Na szczęście ja i Michael zdążyliśmy dotrzeć do domu, zanim na dworze rozpętał się ten Armagedon.
           Podskoczyłem, a następnie zacisnąłem mocniej usta. Coś cicho wybuchło. Przymknąłem oczy, licząc do dziesięciu. Nie byłem pewny, czy chcę wiedzieć, co tym razem zmalował Clifford. Jednak przypomniało mi się, że urzęduje w kuchni, więc odwróciłem się. Zobaczyłem otwarte drzwiczki mikrofali, z której wydostawał się szary dym. Doszedł do mnie zapach spalonego popcornu. Przekręciłem oczami, ruszając w kierunku chłopaka, który stał nad urządzeniem, pukając się palcem w dolną wargę.
- Nie wiem, co zrobiłem źle – powiedział, przenosząc na mnie swoje zielone oczy.
- Miałeś to nastawić na półtorej minuty, a nie przekręcić na całą parę – odpowiedziałem, siląc się na spokój.
- Ups. Naprawię to – rzucił zadowolony. Pstryknął palcem, a wszystko wróciło do dawnego stanu. Nawet pozbył się tego śmierdzącego duszącego zapachu.
- Może ja to zrobię.
- Możesz? – Kiwnąłem głową. – Dzięki.
            Przejąłem od niego całą paczkę popcornu, która została przez niego naprawiona przez te jego anielskie hokus pokus. Wrzuciłem ją do mikrofali, a następnie odpowiednio nastawiłem urządzenie. Michael czujnie śledził każdy mój ruch. Uśmiechnął się, gdy doszedł do nas cichy dźwięk powiadomienia. Spojrzałem na niego, kiedy zamachał mi tabletem przed nosem.
- Nie mów, że coś takiego zaliczono do uczynków?- odparłem z niedowierzaniem.
- Zaliczyli. Dobrze ci idzie. Oby tak dalej. Jaki film obejrzymy?
- Jaki chc…
- Króla Lwa.
- Co?
- Obejrzyjmy Króla Lwa. – Zamrugałem oczami, nie bardzo wiedząc, czy nie robi mnie w balona. Clifford uśmiechnął się szeroko, co tylko utwierdziło mnie w tym, że mówi prawdę.
- Okej… Niech będzie Król Lew.

           Po obejrzeniu Króla Lwa oraz jego drugiej części, nadal siedzieliśmy na kanapie. Miski po popcornie były opróżnione do ostatniego zjadliwego ziarna. Na stole stało kilka pustych puszek po Coli. Odwróciłem się, spoglądając na chłopaka, który znajdował się tuż obok. W sumie niemalże stykaliśmy się ramionami. Michael od razu złapał ze mną kontakt wzrokowy.
- Co?
- Mogę cię o coś zapytać?
- Już to zrobiłeś – rzucił, a następie zaśmiał się. – Pytaj.
- Jak wygląda Niebo?
- Jest, jak… Połączenie wszystkich miast, miasteczek i wsi ze sobą. Jest ogromne, wiecznie się rozbudowujące. Masz tam wszystko, co możesz wykorzystać do swojej rozrywki. Lunaparki, kina i teatry. Możesz mieszkać w centrum albo w uroczym domku na obrzeżach.
- Mieszkać?
- Dusze mają swoje własne domy i mieszkania, w których egzystują razem ze swoimi przyjaciółmi i bliskimi. Poznają nowe osoby. Możesz tam robić to, co lubisz. To, co robiłeś za życia. Niektórzy gotują, inni uprawiając jakiś sport, inni wybierają się na wycieczki.
- Kto to tworzy?
- Anioły Porządku i Ładu – odpowiedział, poprawiając pozycję, w jakiej siedział. To sprawiło, że otarł się o mnie ramieniem. – Tworzą całe Niebo. Dbają o każdy najmniejszy szczegół. Opiekują się nim i utrzymują porządek. Przewodniczy im Ariel, Anioł Tworzenia i Budowy. Są w stanie stworzyć wszystko, czego się zapragnie. Są, niczym architekci i budowniczy w jednym.
- Czyli faktycznie jest to Raj?
- Dla was na pewno. Nie chorujecie, nie czujecie głodu, ani zmęczenia. Macie swoich bliskich obok, z tą świadomością, że nigdy nie odejdą. Czasem się pewnie pokłócicie, bo i w Niebie potraficie drzeć z sobą koty, ale to zdarza się naprawdę sporadycznie. Przez większość czasu jesteście grzeczni i zajęci tym, co lubicie robić. Albo szukacie nowych rozrywek.
- Wy też mieszkacie w domach?
- Tak, też mamy swoje miejsca. Ja mieszkam z przyjaciółmi. Zajmujemy niewielki dom na wzgórzu. Zresztą nasze domy są położone wyżej, niedaleko Edenu.
- A Eden, to nie Raj?
- Tam nie. To olbrzymi ogród, z którego korzystają Anioły, by wypocząć, spotkać się lub pracować. Miejsce, do którego nie mają wstępu dusze. Zresztą, do naszego wzgórza też nie macie wstępu. To obszary zarezerwowane, tylko dla nas.
- Morgana miała skrzydła – odparłem powoli, a Michael skinął mi głową. – Byłem pewny, że anioły też je mają.
- Mamy, ale na Ziemi nie są kompletnie widoczne.
- Masz skrzydła?
- Pokazać? – Pokiwałem głową.
            Michael wstał z kanapy. Machnął ręką, a w całym pomieszczeniu nastała ciemność, jakby nagle zabrakło w moim mieszkaniu okien. Pstryknął palcami, a stojąca w kącie lampa włączyła się. Ustawił ją w taki sposób, by świeciła na niego. Przesunąłem się na sam koniec sofy, aby lepiej wszystko widzieć. Chłopak odwrócił się, a ja zrobiłem wielkie oczy, lekko rozszerzając przy tym usta.
            Widziałem, jak powoli rozsuwają się, by w końcu przybrać całość kształtu. Dostrzegłem zarys, jakby coś na wzór piór. Faktycznie za jego plecami niczego nie było, ale cień zdradzał wszystko. Były duże, o wiele większe, niż on sam. Nie wiedziałem, jakiego są koloru. Byłem jednak pewny, że musza być białe. Przynajmniej tak podpowiadała mi logika i to w jaki sposób anielskie skrzydła są prezentowane na obrazach.
- Zazwyczaj je chowamy – pociągnął, kiedy wszystko w salonie wróciło do normy. – Nie są zbyt wygodne.
- Możecie je schować?
- Nikt ich nie używa.
- Latacie na nich?
- My nie latamy – powiedział ze śmiechem.
- Ale ty się przenosisz. Pojawiasz się i znikasz.
- Tak się poruszamy –odpowiedział, siadając obok mnie.
- Teleportacja?
- Możemy to tak nazwać – rzucił ze śmiechem.
- Musisz mieć wyciągnięte skrzydła, by się teleportować?
- Nie. Ja zawsze mam je schowane. Wtedy na całości obu łopatek pojawia nam się coś, jak ciemne znamię w ich kształcie. Tego nie da się pozbyć, ale i tak to nie przeszkadza. Jeszcze jakieś pytania?
- Obejrzymy jeszcze jeden film? – zapytałem z lekkim uśmiechem.
- Pewnie. Teraz ty wybierasz.
- Barbie i 12 tańczących księżniczek.
- Co? – rzucił, a jego oczy zrobiły się wielkie, jak spodki. Parsknąłem śmiechem. Po chwili jęknąłem, kiedy przyłożył mi rozpędzoną ozdobną poduchą prosto w twarz. – Wiem, że jesteś księżniczką, Lukey, ale nie będziesz katować mnie taką bajką. Zresztą nie masz, na co liczyć, że będziesz hasał razem z nimi. – Roześmiałem się jeszcze głośniej. 


***
Ciąg dalszy nie tylko współpracy, ale także wystawiania cierpliwości Luke'a na ciężką próbę :D Do tego mamy demona we własnej osobie i trochę opowieści o Niebie. 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dzisiaj się tak zastanawiałam, które opowiadanie lubicie najbardziej oraz jaką bohaterkę możecie lubić najbardziej. Dlatego powstały dwie sondy (z boku w kolumnie), które będą działać, aż do końca miesiąca. Prosiłabym o głosowanie, bo naprawdę jestem ciekawa całościowego wyniku :) Zrobicie to dla mnie? Dzięki bardzo :*

Przypominam również o Asku, gdzie możecie zadawać mi pytania odnośnie historii - link w kolumnie Menu.

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze :) Widzę, że Michael zdobywa swoich zwolenników :)

Pozdrawiam i do następnego czwartku!

12 komentarzy:

  1. Zakochałam się w tym opowiadaniu, poprostu jest cudowne. Teraz kiedy zaobserwowałam Cię na wattpadzie, dostaje powiadomienia o nowych rozdziałach wiec jestem na bieżąco z ulubionymi ff. A co do rozdziału widzę u Luke'a niezłe postępy. Uwielbiam jego i Michaela i jestem ciekawa ich dalszych losów, nie wiem jak wytrzymam do kolejnego czwartku hahaha. Wzięłam udział w sondzie ale wybieranie najlepszego opowiadania? To był ciężki wybór, zwłaszcza, że każde jest inne i piękne na swój własny sposób.
    Pozdrowiam Pati ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super, cieszę się, że tak Ci się podoba :)
      Mam nadzieję, że kolejne rozdziały też przypadną Ci do gustu :)
      Hehe nie sądziłam, że będzie to ciężki wybór, ale to cholernie miłe :D Dziękuję bardzo za tak pozytywne i miłe słowa :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. O mój Boże. To opowiadanie jest po prostu mega razy 1000. Nie wiem jak ty to robisz ze tak świetnie piszesz kilka blogów. Jest to zdecydowanie moje ulubione opowiadanie. Może dlatego,ze różni się od pozostałych. A rozdział po prostu niesamowity. Sama chciałabym mieć takiego Uzdrowiciela jak Michael. Jestem ciekawa kiedy reszta chłopaków Zobaczy Michaela i jak zareagują. Czuję że będzie się działo i wiem że się nie zawiodę. Pozdrawiam i życzę weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że Ci się aż tak podoba :)
      Fakt różni się, ale takie były wymogi wyzwania i musiałam coś wymyślić - dobrze, że pomysł w miarę trafiony :)
      Może kiedyś go zobaczą - to zależy czy on będzie chciał, by go widzieli :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Super rozdział!
    Hahahaha! Mikey, nie miał byś konkurencji w konkursie do sąsiada roku! Fakt, cierpliwość Luke’a została wystawiana na ciężką próbę, ale jest dobrze! Jego mina musiała być bezcenna, kiedy zobaczył Morgan:3
    Serio, super opowiadanie i z każdym rozdziałem jestem coraz bardziej ciekawa co czeka na Nas w następnym! Czekam na wiecej!
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cały Mikey :) Z pewnością była, bo już z początku można zauważyć, że Luke raczej do najbardziej cierpliwych osób to nie należy :)
      Dziękuję bardzo!
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Świetny rozdział, naprawdę uwielbiam Mikey'ego. To opowiadanie jest bardzo ciekawe. Czekam z niecierpliwością na następny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo :) Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. No zrozdział bomba ! ^^
    Gratulalacje dla Luka zmiana zachowania, myślenia o życiu no i w kuchni też rewolucje hih :)
    Ogułem jak najszycbiej - Też chce mieć takiegi Anioła Uzdrowiciela *-* Mike zawładnoł moimi myślami ( oglądam Tv nagle coś mi sie kojarzy z tym aniołkiem i rozmyślam co będzie dalej się dziać ;3 ) Cud Miód i Tęcza z Posypką ^-^

    Napewno zagłosuje... tylko muszę się zastanowić ^^ bo jak tu wybrać jak wszystko co piszesz jest zajebiste *-* każda historia jest wyjątkowa, inna i zajebisto zajebista :) podziwiam cię za to ;)
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe dobrze, że taki Michael przypadł Ci do gustu :)
      Cieszę się, że rozdział się podobał :)
      Dzięki bardzo za tak miłe słowa i cały komentarz. Naprawdę jestem mega zadowolona, że lubisz także inne moje historie :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  6. Jezu... Oni są genialni razem! XD Uwielbiam podejście Michaela - nie tylko do życia i ludzi, ale przede wszystkim do Luka :) Aż śmiałam się sama do siebie czytając tą ze śniadaniem, choć dla Hemmo wcale zabawnie nie było. I to z demonicą było dobre. Luka aż wcięło XD
    Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy. Oczywiście oddaję głos na ulubione opowiadanie, ale będzie ciężko wybrać. Bohaterkę też. Kurde... To naprawdę trudny wybór :P
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe z pewnością Luke nie był zadowolony XD Mam nadzieję, że jednak uda Ci się wybrać :)
      Dzięki za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń