czwartek, 10 marca 2016

#06 Ty i ja jesteśmy teraz zespołem

          Wstałem z łóżka, przeciągając się. Od razu podszedłem do szafy, wyciągając z niej czystą bieliznę i koszulkę. Złapałem jeszcze za szare dresowe spodnie i z tymi rzeczami ruszyłem do łazienki. W połowie drogi, zatrzymałem się. Powoli odwróciłem się w stronę salonu. Dopiero teraz doszedł do mnie odgłos włączonego telewizora. Uniosłem brwi do góry, a potem przekręciłem oczami.
           Michael już był na swojej warcie. Co prawda swoją pozycją nie zdobyłby teraz miana Anioła Stróża Roku. Mianowicie, kolorowy chłopak cicho pochrapywał, rozciągnięty na całej sofie. Wtulił twarz w poduszki. Jedna ręka znajdowała się poza kanapą, a jego szczupłe, długie palce lekko dotykały podłogi. Jego usta były delikatnie rozchylone, a bałagan na głowie jeszcze większy, niż zazwyczaj. Nad czupryną znajdowała się jego aureola. Nie powiem, ale wyglądał całkiem uroczo.
            Zacisnąłem usta, by nie zaśmiać się na głos. Do głowy wpadł mi idealny pomysł uwiecznienia tej sceny. Z pewnością go wkurzę, robiąc fotkę, ale on mnie tyle razy doprowadzał do szału, że nawet zbyt długo się na tym nie zastanawiałem. Odłożyłem rzeczy na stół, a następnie z głupkowatym uśmiechem na twarzy, wróciłem do sypialni. Chwyciłem szybko za komórkę. Idąc do salonu, już wchodziłem w aparat. Ustawiłem sprzęt, pochodząc do niego bliżej. Złapałem idealny kadr, żałując, że Clifford przy okazji się nie ślini, co by dodało temu obrazkowi humoru. Puknąłem palcem w ekran. Nic.
           Wytrzeszczyłem oczy, widząc, że na zdjęciu znajduje się sama kanapa, bez niebieskowłosego chłopaka. Zacisnąłem lekko zęby, ponawiając próbę. A potem raz jeszcze i kolejny. Nic. Guzik. Nie da się. Ten anioł jest chyba zdjęcioodporny. Spojrzałem na niego z wyrzutem. Moje błękitne oczy dłużej zatrzymały się na jego aureoli. Domyślałem się, że to jest właśnie przyczyna mojego niepowodzenia. Gdyby Clifford miał ją na palcu, z pewnością zdjęcia, by się udały.
           Niewiele myśląc rzuciłem telefonem w chłopaka, aby odreagować porażkę. Michael podskoczył w miejscu, niemalże spadając z kanapy. Jęknął coś pod nosem, a ja wyłapałem tylko końcówkę, która była dobitnie skierowana do mnie.
- Popieprzyło cię? – mruknął, wracając na swoje poprzednie miejsce. Poprawił czarną koszulkę, którą miał na sobie. Zielone oczy spojrzały wprost na mnie. Zrobiłem minę niewiniątka. – Co to miało być?
- Może mi spadł?- odpowiedziałem, zakładając ręce za plecy i bujając się na swoich stopach.
- Wyglądasz prześlicznie, gdy tak robisz – skomentował. Warknąłem pod nosem, zaprzestając wszystkiego. Zmrużyłem na niego oczy, niemalże zgrzytając zębami. Czy ja już wspominałem, jak ten cholerny anioł mnie irytuje? – Księżniczka już na nogach?
- Kutas – skwitowałem, odwracając się. 
           Michael wybuchł śmiechem. Zerknąłem na niego. Prawie się głupek tarzał po tej mojej niewinnej kanapie. Trzymał się za brzuch i najwidoczniej to wszystko naprawdę mocno go bawiło. Cmoknąłem pod nosem niezadowolony.
- Dawno wstałeś? – zapytał, kiedy się uspokoił.
- Zastanawiam się, czy w ogóle mam ochotę z tobą gadać.
- Nie złość się na mnie, kotku. – Prychnąłem pod nosem. Dlaczego Niebo nie mogło mi zesłać kogoś mniej wkurzającego?
- Od kiedy anioły śpią? – odparłem, by w końcu ze mnie szedł, zanim się na niego rzucę i go zamorduję. Pewnie byłoby to trudne albo wręcz niewykonalne, ale spróbować zawsze można.
- Nie musimy spać, ale robimy to. To pomaga nam się zregenerować od środka, a także poukładać myśli. Śpimy też czasem z nudów, a ten program, co oglądałem był cholernie nudny.
- Cyjanek też na was działa?
- Co?
- Nie, nic – odpowiedziałem, kręcąc głową.
- Słyszałem to, dupku.
- Cieszę się, że to słyszałeś, dupku.
- To takie słodkie.
- Wal się, idę pod prysznic. – Michael usiadł na kanapie. – Co?
- Potowarzyszyć ci? – zapytał, a na widok mojej wkurzonej czerwonej twarzy znów ryknął śmiechem. Machnąłem na niego ręką i poszedłem do łazienki, zostawiając go w salonie. Miałem tylko nadzieję, że Michael faktycznie nie właduje mi się do środka.

           Pogoda w Los Angeles dalej była paskudna, więc oboje uznaliśmy, że dziś zostajemy w domu. Siedziałem na kanapie, wczytując się w kolejną powieść Stephena Kinga. Miałem wrażenie, że nie trzymałem książki, ani nie czytałem niczego od bardzo długiego czasu. Jakby okres przed wypadkiem i po wypadku był cholernie odległy. Korzystałem z tej wolnej i spokojnej chwili.
           Michael był zajęty swoimi sprawami. Mianowicie, pisał sprawozdanie z początków naszej współpracy. I nie, nie miał pergaminu, ani wielkiego gęsiego pióra i kałamarza z atramentem. Siedział przy moim laptopie, szybko bębniąc palcami w klawisze. Co jakiś czas dochodził do mnie dźwięk stukania, ale szybko mój mózg nauczył się go ignorować, więc przestałem praktycznie zwracać na niego uwagę.
           Przerzuciłem stronę, od razu chłonąc kolejny akapit. Byłem ciekawy, jak to się skończy. Kartek do końca jednak pozostało jeszcze wiele. Niestety po chwili drzwi do mojego mieszkania otworzyły się, a ja musiałem na dobre oderwać się od lektury. Siedzący przy stole Michael, podniósł głowę. Jego zielone oczy spojrzały na wchodzących do środka Irwinów.
- No, nieźle – skwitował Daniel, który jako pierwszy podszedł do sofy. – Hemmo się nawraca. Zamiast butelki ma w dłoni książkę. Postęp stary. Cieszy mnie to.
            Uśmiechnął się szeroko, a następnie padł na kanapę, prawie miażdżąc mi nogi. Przekręciłem oczami, wysuwając kończyny spod jego kościstych czterech liter. Ashton ze śmiechem podszedł do nas, zajmując miejsce na fotelu. Zamknąłem książkę, odkładając ją na stół. Już chciałem się odezwać, ale perkusista raptownie odwrócił się za siebie, marszcząc przy tym czoło.
- Co? – wydusiłem, bo chłopak patrzył wprost na Michaela, choć nie mógł go tak naprawdę zobaczyć.
- Słyszałeś to? – Udałem, że nie wiem, o co chodzi. Daniel zainteresował się stołem i komputerem, wlepiając w niego brązowe oczy. – Stukanie, jakby ktoś pukał ci w klawiaturę.
- Nie zwracaj na to uwagi – powiedziałem, machając ręką. – Od jakiegoś czasu ten komp robi mi takie numery. Chyba oddam go do naprawy.
- Ale teraz przestało – ciągnął dalej Irwin. Spojrzałem na Michaela. Podniósł ręce do góry, a następnie przekręcił oczami. Albo będzie musiał zwolnić pisanie albo poczekać, aż chłopaki sobie stąd pójdą. – No, mniejsza. Opowiadaj lepiej, kto to jest.
- Kto? – rzuciłem, czując, jak przyspiesza mi serce. Widział go?
- Ten koleś, z którym ostatnio cię przyłapali na spacerku – pociągnął ze śmiechem Daniel. – W sumie przystojne z niego ciasteczko.
- Jaki koleś i jaki spacer? 
           Zdążyłem, tylko o to zapytać, a Daniel przysunął mi swoją komórkę pod nos. Musiałem się odrobinę odsunąć, by dokładnie zobaczyć, co mi pokazuje. W internecie pojawiły się moje nowe zdjęcia oraz oczywiście wielki nagłówek, że Luke Hemmings chyba wraca do dawnego stylu życia, porzucając imprezy. Nie to jednak było ważne. Ważna była osoba, która była na zdjęciach obok mnie. Michael. Wiedziałem, że są to fotki z wczoraj. Zastanawiałem się jednak, jakim cudem się do mnie dorwali. Nie były to, bowiem zdjęcia zrobione za pomocą telefonu komórkowego. Wszystko było na nich idealnie widać, więc byłem przekonany, że musiał być to jakiś wścibski paparazzi.
- Ach, ten… To…- zawahałem się. Kompletnie nie wiedziałem, co mogę, a czego nie mogę powiedzieć.
- Kłam – odezwał się Clifford. Otworzyłem usta, ale jak na złość żadna ściema nie przychodziła mi do głowy. – Powiedz, że chodzisz na terapię i tam się poznaliśmy.
- To kolega z terapii – odpowiedziałem od razu. Daniel uniósł jedną brew do góry, mierząc mnie wzrokiem, zaś Ashton pisnął pod nosem i uśmiechnął się szeroko.
- To stąd ta zmiana! – zawołał perkusista. – To świetnie, że w końcu zacząłeś coś ze sobą robić.
- Już widać poprawę – skwitował Daniel. – Nie capisz alkoholem, myjesz się i zmieniasz ubrania. No i przyszedłeś do nas pograć, a teraz czytasz książkę.
- Chyba w końcu zrozumiałem, że naprawę sięgnąłem dna – powiedziałem powoli.
- Więc to twój kolega z terapii – pociągnął Daniel, machając mi telefonem przed oczami. – Ciasteczkowy ciastek. – Uśmiechnąłem się. Nie mogłem się z nim nie zgodzić. Clifford był przystojny. Nie… On był w moich oczach idealny. Oczywiście pod względem wyglądu, bo charakter dobitnie obniżał mu próg punktowy. Ale tak… Był idealny. Był doskonały. Ale nie ma się, co dziwić. W końcu nie był człowiekiem.
- Luke?
- Co?
- Czy on oprócz statusu kumpla, ma status kogoś jeszcze?- odparł Daniel. Spojrzałem na Irwina z niedowierzaniem, a następnie parsknąłem śmiechem.
- Pojebało cię? Michael, to tylko kumpel.
- Ma na imię Michael – odezwał się Ashton, kiwając głową.
- Co? – zapytałem ponownie, bo gitarzysta wpatrywał się we mnie tak intensywnie, że w jakiś sposób zaczynało mnie to krępować.
- Podoba ci się?
- Zgłupiałeś?
- Zmieniasz orientację?
- Pieprz się – mruknąłem, a Daniel ryknął śmiechem.
- Tylko się zgrywam – dodał niewinnym tonem, rozkładając ręce. Przekręciłem oczami. Co za głupek.

           Wizyta bliźniaków trwała prawie trzy i pół godziny. Przez ten czas Michael dalej pracował przy stole. Jednak nie dochodziły do nas żadne odgłosy stukania, więc byłem pewny, że zrobił coś z moim laptopem, by nie było tego słychać. Kiedy chłopaki wyszli, podszedłem do stołu, siadając obok niego. Zielone oczy chłopaka od razu spojrzały na mnie.
- Myślałem, że nadal piszesz – odparłem, wpatrując się w ekran. Michael grał w jakąś grę.
- Skończyłem już dawno. Trochę sobie was posłuchałem, jednocześnie dodając sobie rozrywki – odpowiedział, a następnie odsunął od siebie komputer. – Co jest?
- Czy kłamstwo wobec bliźniaków, nie odejmie mi zdobytych punktów?
- Jak byś nie zauważył, skłamałeś już nie raz. – Uniosłem lekko brwi do góry. – Na przykład na spotkaniu u nich, skłamałeś, że do mnie dzwonisz.
- Przecież kłamstwo jest złe.
- Nie w każdym przypadku. Takie drobne kłamstwa nie podchodzą pod grzechy. Nieraz kłamie się, bo wymaga od tego sytuacja. Kłamstwo, które nie robi nikomu krzywdy, nie jest złe, choć zawsze lepiej jest mówić prawdę.
- Okej…
- Jeszcze jakieś pytania?
           Zdążyłem tylko pokręcić głową, gdy usłyszałem dźwięk dzwoniącego telefonu. Moja komórka podskakiwała na stole, wyrzucając z siebie melodię. Chciałem się podnieść, ale Michael machnął palcem, a urządzenie pojawiło się tuż przede mną. Przełknąłem ślinę, widząc osobę dzwoniącą. Moja mina i drżące dłonie, gdy łapałem za telefon, wystarczyły, by Michael wlepił we mnie oczy, rozpoczynając czujną obserwację. Dzwoniła moja matka.
- Tak? – wydusiłem, chcąc brzmiąc, jak najnormalniej.
- Cześć, Luke – powiedziała ostrożnie. 
           Pamiętam, że ostatnim razem kiedy do mnie zadzwoniła, ja byłem pijany, więc nie powstrzymałem się od tego, by nie zacząć na nią krzyczeć. A z równowagi wyprowadziło mnie jedno niewinne pytanie: co u ciebie?
- Cześć- odpowiedziałem powoli.
- Jak… Jak… Co… Jak pogoda w Los Angeles?
- Teraz jest koszmarna – powiedziałem, czując, jak coś ściska mi gardło. Miałem wrażenie, że moja własna matka boi się ze mną rozmawiać. Działało to też w drugą stronę, bo mnie cholernie przerażała rozmowa z nią. – Co… Co u was?
- Dobrze. Nic się nie zmieniło odkąd wyjechałeś. Tata i Ben są w pracy. A co u ciebie?
- W porządku.
- To… To dobrze. Chciałam się, tylko upewnić…
- Czy nie zapiłem się na śmierć? – wtrąciłem, nie mogąc się powstrzymać. 
            Między nami nastała chwila ciszy. Słyszałem, tylko przyspieszony oddech mojej rodzicielki. Nie zdziwiłbym się, gdybym znów doprowadził ją do łez. Od śmierci Jacka nie robię nic innego, jak tylko bardziej dołuję własną rodzinę.
- Muszę kończyć.
- Do usłyszenia.
- Cześć – rzuciłem, a następnie rozłączyłem się.
            Odłożyłem telefon. Położyłem ręce na stole, opierając o nie głowę. Prawie ze wstydu wcisnąłem się w mebel. Ta krótka wymiana zdań, nawet nie mogła być nazwana rozmową. A tym bardziej rozmową między matką a synem. Znów poczułem złość na siebie oraz gorycz porażki i zawodu, z tego, jakim czasem potrafię być niepohamowanym dupkiem. Musiałem mocniej zacisnąć usta i powieki, by się nie rozpaść. By powstrzymać chęć rozpłakania się, jak małe dziecko, które nabroiło. Wiedziałem, że sporo rzeczy rozwaliłem. Przestałem kontrolować własne życie i teraz musiałem przełknąć to, do czego to wszystko doprowadziło. Chciałem wszystko poskładać z powrotem do kupy, ale kompletnie nie wiedziałem, jak się do tego zabrać.
            Drgnąłem, a na ramionach pojawiła mi się gęsia skórka, w momencie kiedy Michael poklepał mnie po głowie, a potem w uspakajający sposób zaczął gładzić po plecach. Nie odsunąłem się, ani nie zaprotestowałem w żaden inny sposób. Czerpałem z tego gestu psychiczny spokój i rozluźnienie. Dodawało mi to też odrobinę nadziei, że być może wszystko będzie dobrze.
- Mikey…
- Tak, Luke?
- Jak bardzo nienawidzi mnie moja matka?
- Ona cię nadal kocha, Luke. – Pokręciłem głową, ani na moment nie zmieniając pozycji. Łzy znów wcisnęły się do moich oczu, więc ponownie musiałem walczyć z tym, by się nie popłakać. – Jesteś jej dzieckiem. Nawet jeśli po śmierci Jacka wasz kontakt i relacja się zepsuła, to ona nadal cię kocha. Twój ojciec też. Tak samo, jak Ben. Po prostu taka tragedia zawsze odciska piętno na bliskich. Podniesiecie się z tego. Ty i oni. Musicie jednak zacząć małymi krokami.
- Okej… Małe kroki… Jestem potwornym synem i okropnym przyjacielem.
- Nie prawda.
- Miałem ich wszystkich, gdzieś przez tak długi czas – pociągnąłem, przyciskając twarz do rękawa koszulki. Wyłapała kilka słonych łez. – Calum miał rację. Musieli się ze mną użerać, gdy ja olewałem ich totalnie, bo byłem pewny, że tylko tak uzyskam spokój. Odsunąłem się od nich, spychając ich na daleki plan. Ignorowałem pomoc, jaką mi ofiarowywali. Uważałem, że nic nie jest w stanie mi pomóc.
- Ale to się zmienia. Nawet bliźniaki to zauważyli.
- Dziwię się, że w ogóle do mnie jeszcze zaglądali. Chociaż i tak nasze spotkania się ograniczyły. Ale wiesz… Nie dziwię się. Wcale im się nie dziwię. Kto chciałby siedzieć z wiecznie użalającym się pijanym gościem, który potrafił rozpętać piekło o małego gówno. Zasłużyłem sobie na to.
- Luke, popracujemy nad wszystkim. Musisz jednak naprawdę tego chcieć i nie spieprzyć tego po raz kolejny. – Podniosłem się, od razu wpatrując się w jego zielone tęczówki. – Damy radę. Ty i ja jesteśmy teraz zespołem. Nie jesteś z tym wszystkim sam.
- Dzięki, Mikey. Jesteś dobrym Aniołem Stróżem, mimo tego, że nieraz mam ochotę cię zamordować.
- Jestem uzdrowicielem!
- Załapałem.
- Wątpię.
- Wal się.
- Klasyka. – Spojrzeliśmy na siebie, a następnie zaczęliśmy się śmiać. – To, co teraz?
- Chcesz wrócić do gry?
- Chcesz wrócić do książki? – Pokręciłem głową. – To?
- Może pogramy razem na konsoli? – zaproponowałem, a on uśmiechnął się szeroko.
- Pasuje.


***
Jak widać Michael musi pomóc Luke'owi nie tylko z naprawieniem relacji z Hoodem, ale także i z rodzicami. Jednak, jak sam powiedział - są teraz zespołem :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Przypominam również o sondach - nadal zbieram głosy na najlepsze opowiadanie i bohaterkę :) Za wszystkie już oddane, bardzo dziękuję :)

Kolejna standardowa przypominajka - Ask, gdzie możecie pytać mnie o fabułę czy bohaterów :) 

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze do tej historii :)

Pozdrawiam i do następnego czwartku!

6 komentarzy:

  1. Jej pierwsza
    Co do rozdziału to był mega aż mi się szkoda zrobiło Luke'a po tej rozmowie z matką. Co do Michaela to cały czas bawi mnie ten tekst z Aniołem Stróżem. Mam nadzieję że Luke pogodzi się z rodziną ale przede wszystkim musi pogodzić się z Calumem. Może w końcu Luke zejdzie do końca na dobrą drogę kto to wie. Chciałabym mieć takich przyjaciół jak bliźniaki. Moi przyjaciele też są wspaniali ale nie tak jak oni. Mam nadzieję że nie opuszczą Luke'a i mu pomogą. Luke i terapia to było dobre. Nie rozpisuje się dłużej. Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobał :)
      Hehe jak widać Michael nie może dalej tego Anioła Stróża przeżyć :) Może w końcu nastanie ten czas, że relacja z nimi i z Calumem zacznie się zmieniać. A co do bliźniaków, to oni tak łatwo nie popuszczają.
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Wiem, że już to mówiłam, ale kocham Mikey'ego! Rozdział wspaniały, już nie mogę się doczekać tego, co będzie dalej ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podoba :) Michael nadal zdobywa sympatię :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. "Może mi spadł" - LUKEY HAHAHAHAHAHA XD TROLU XD Matko naprawdę uwielbiam tą dwójkę - to opowiadanie z każdym rozdziałem jest coraz ciekawsze, fajniejsze i bardziej wciągające. SERIO! Naprawdę cieszę się, że postawiłyśmy ci to wyzwanie, bo wychodzi ekstra historia.
    Smutno mi się jednak zrobiło, czytając końcówkę i rozmowę Luka z mamą. Mam nadzieję, że chłopak ogarnie i to. No i że Mikey mu w tym pomoże. Podoba mi się, że Clifford uznał ich za "zespół" :) Oby bardziej się zakumplowali:)
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Ci bardzo za tak miłe słowa :) Cieszę się, że historia, aż tak Ci się podoba i że w ciąga. Hehe w sumie, ja też jestem zadowolona, choć pewnie później może być z pisaniem ciężej, jak ich relacja się zmieni. Zobaczymy, jak to będzie :)
      Czas pokaże, jak się potoczą "związki" Luka z rodzicami :)
      Dzięki za cudny komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń