środa, 16 marca 2016

#07 Przestrzegaj reguł

           Spojrzałem na Michaela, który siedział po drugiej stronie stołu. Obaj zajadaliśmy się zamówioną wcześniej pizzą. Zauważyłem, jak odrobina sosu zatrzymała się na jego pełnych ustach, tuż przy ich kąciku. Kiedy chłopak podniósł głowę, a jego zielone tęczówki znalazły się na mnie, wskazałem to miejsce, lekko się przy tym uśmiechając. Niebieskowłosy podniósł rękę, a następnie otworzył ją. Uniosłem brwi do góry, gdy w jego dłoni pojawiła się biała chusteczka. Wytarł się szybko, dokańczając nadgryziony wcześniej kawałek.
- Mikey – rzuciłem, a on kiwnął głową, łapiąc za szklankę ze słodkim napojem. – Cały czas gadasz, że jesteś Aniołem Uzdrowicielem.
- Bo jestem.
- To znaczy, że Anioły Stróże nie istnieją?
- Istnieją – odpowiedział powoli. 
           Wsunąłem ostatni kawałek pizzy do ust. Wytarłem dłonie w koszulkę i oparłem się o rękę, by dokładnie wsłuchać się w to, co będzie mówił. Nawet nie kryłem ciekawości tym tematem. Zresztą, uwielbiałem te jego historię i byłem pewny, że on doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Chętnie udzielał mi tego typu informacji, opisując wszystko z jego perspektywy. Byłem, więc przekonany, że może uchylić mi rąbka tajemnicy tego świata, który poznamy po śmierci.
- Co z tymi aniołami? – dopytałem, kiedy Michael przyssał się do szklanki. Wyzerował ją, a następnie odstawił na stół. Uśmiechnął się.
- Wśród nas są Anioły Stróże – zaczął, splatając ze sobą ręce. Oparł na nich brodę, nie odrywając ode mnie zielonych oczu. – Ale Anioły Stróże nie zajmują się osobami dorosłymi.
- Myślałem, że każdy z nas ma takiego anioła.
- Nie. Anioły Stróże służą dzieciom. Są z nimi, aż do momentu kiedy wykształci się u nich wolna wola. Kiedy zaczynają podejmować o sobie sami decyzje. Zazwyczaj jest to w granicach czternastu-piętnastu lat, gdy jest się w pełni dorosłym duchowo.
- Duchowo?
- Wtedy już odpowiadasz za swoje czyny, bierzesz na barki odpowiedzialność za decyzje, które wybrałeś. Choć taki nastolatek nie jest do końca świadom, co robi, często się myli, uczy na błędach, to jednak wie, jak odróżnić dobre rzeczy od złych. Ma wykształconą wolną wolę i nie potrzebuje dodatkowych wskazówek. Pozwalamy mu wtedy funkcjonować samemu i patrzeć, jak sam się rozwija.
- To czemu dzieciakom przydarzają się złe rzeczy?
- Decyzje dorosłych. My anioły nie jesteśmy na posterunku przez cały czas. To wy dorośli wychowujecie swoje pociechy. Na nie wpływają wasze decyzje. Możesz zostawić dwulatka samego, a on w tym momencie zrobi sobie krzywdę. Na to ma wpływ decyzja jego opiekuna. Nieraz anioł jest w stanie uchronić go przed przykrymi rzeczami, ale nie zawsze może na to zareagować. Głównie chodzi o to, by takie dziecko od małego uczyło się rozróżniania dobrych rzeczy od złych. Anioły Stróże zazwyczaj w tym pomagają, wskazują drogi, przecierają szklaki. Nie są jednak od tego, by chronić dziecko przed fizycznym niebezpieczeństwem, choć gdy mogą, potrafią zainterweniować. Mimo wszystko nadal wisi nad nimi zakaz zbytniej ingerencji w życie i los ludzi.
- Dzieciom nie powinna dziać się krzywda – wydusiłem z siebie, przypominając sobie jedną z wizyt w dziecięcym szpitalu. Pojawiliśmy się tam całym zespołem, aby spotkać się z naszymi chorymi fanami.
- Nie mamy na to wpływu. Często krzywdę wyrządzają im dorośli. Pobicia, nieuwaga i nieostrożność, psychiczne znęcanie się.
- Decyzje – mruknąłem, kiwając głową.
- Właśnie. Wszystko zaczyna się od decyzji i wybranej drogi. Zazwyczaj jest to pasmo połączonych ze sobą zdarzeń. Wszystko ma wpływ na wszystko. Tak już jest i tego nie da się zmienić. A teraz przejdźmy do ciebie – pociągnął, wskazując na mnie palcem.
- Do mnie? – Kiwnął głową. – Co to ma wspólnego ze mną?
- Nic – rzucił ze śmiechem. – Chodzi o to, że jest piątek i zaczyna się weekend. A co za tym idzie, zaczynam wolne.
- Jak to wolne?
- Przecież też potrzebuję przerwy od pracy. A jakby nie patrzeć, jesteś moją pracą.
- Świetnie. Naprawdę mnie zostawiasz? – odparłem, kręcąc nosem. 
             Mimo tego, że Michael często mnie denerwował, to jakoś nie uśmiechała mi się perspektywa zostania samemu. W jakiś sposób przyzwyczaiłem się do Clifforda. Ale… W końcu byłem, tylko jego pracą.
- Dasz sobie radę. W ciągu tego tygodnia zrobiłeś wielki krok do przodu. Postaraj się to utrzymać lub choćby zostań w miejscu. Ważne, byś się nie cofnął. Przestrzegaj reguł.
- Pamiętam.
- Tak? Powtórz je.
- Żadnego alkoholu i innych używek, zero przypadkowego seksu, mam być miły i się pilnować, by nie wychodzić na dupka i nie krzywdzić innych. Wybierać mądrze.
- Łał, wykułeś to na pamięć? Jestem pod wrażeniem, księżniczko.
- Nie nazywaj mnie tak! – Michael zaśmiał się, a ja przez moment wsłuchiwałem się w ten przyjemny dla ucha dźwięk. Zamrugał z rozbawieniem. – A ty, co zamierzasz robić?
- Jestem umówiony z przyjaciółmi w Limbo. Idziemy na imprezę.
- Świetnie – rzuciłem, opierając się o krzesło. Wygląda na to, że mój Anioł Stróż ma bujniejsze życie towarzyskie, niż ja. Ale czego się spodziewałem? Jestem na radarze pierzastych i muszę być grzeczny. Wygląda na to, że ten wieczór spędzę solo, a do towarzystwa będę mieć telewizor i komputer.
- W razie problemów możesz się ze mną skontaktować – pociągnął, przyglądając się mi uważnie.
- Dasz mi numer telefonu czy coś?
- Nie – rzucił ze śmiechem. – Pomódl się do mnie, a wtedy cię usłyszę.
- Co?
- Nasza anielska linia telefoniczna nie jest kompatybilna z waszą ziemską.
- Robisz sobie ze mnie jaja, prawda?
- Masz mnie – rzucił, wskazując na mnie ze śmiechem. – Nie używamy telefonów. Kontaktujemy się ze sobą poprzez myśli. Wy to nazywacie modlitwą. Po prostu użyj mojego pełnego imienia i nazwiska i wygadaj się, co ci leży na serduchu, a wtedy się zjawię. Tylko postaraj się tego nie wykorzystywać dzisiaj. Mam w planach odrobinę poszaleć, a nie chcesz mnie tu w stanie wskazującym.
- Będziesz pił?
- Jak się bawić to bawić. W Limbo mają dobre nalewki, których nie można sobie odmówić. Więc tak… Mogę być dzisiaj w stanie imprezowym – skwitował z uśmiechem. Spojrzałem na niego spod łba. Mimo wszystko lekko się uśmiechnąłem. Trafił mi się dość rozhulany aniołek.

~***~
           Jak tylko minąłem próg naszego wspólnego mieszkania, dostrzegłem na kanapie Samuela. Brunet wyciągnął się na całości mebla, trzymając przed swoim małym nosem biały tablet. Wiedziałem, że pewnie gra w kolejną grę, próbując nie wkurzać się na to, że Boria jeszcze nie jest gotowa do wyjścia. Podszedłem do niego bliżej, a ciemne oczy kumpla spojrzały wprost na mnie.
- W końcu zszedłeś z warty – rzucił, podnosząc się do pozycji siedzącej. – Gotowy czy masz się zamiar pindrzyć, jak nasz rudzielec?
           Zdążył tylko to powiedzieć, a coś uderzyło go w plecy. Skutek tego był taki, że tablet wyleciał mu z rąk, upadając na sofę. Chłopak runął na ziemię, uderzając kolanami w twardą podłogę. Wyrzucił z siebie wiązankę soczystych przekleństw, w akompaniamencie mojego gromkiego śmiechu.
- Powaliło cię do reszty?! – warknął, podnosząc się. Odwrócił się, spoglądając na roześmianą Borię, która stała w przejściu, opierając się o framugę drzwi.
- Jesteś cholernym dupkiem do kwadratu!
- Ja tylko stwierdzam pieprzone fakty!
- A ty – rzuciła, wskazując na mnie. 
            Wzruszyłem ramionami i kręciłem się wokół własnej osi, by szybko zmienić ubranie. Na moich nogach pojawiły się czarne klasyczne dżinsy, bez dziur na kolanach, a koszulka z zespołem All Time Low zmieniła się w czarną koszulę, zapinaną od góry do dołu na guziki.
- Zaliczę, tylko łazienkę i możemy wychodzić – powiedziałem, przechodząc przez nasz wspólny salon.
- Ruszcie dupy, chce już być w Limbo!
- Przestań się cisnąć, Sam – mruknęła Boria. – Kurwa, jeszcze rozmazała mi się szminka! – W wyobraźni mogłem zobaczyć to, jak kumpel teatralnie przekręca oczami. Widziałem to u niego nie raz, więc łatwo przywołałem ten obraz.
             Wpadłem pospiesznie do łazienki, układając niebieskie włosy. Wrzuciłem szybsze tempo, aby nie wkurzać bardziej Sama, który najwidoczniej dzisiaj miał ciężki dzień w pracy i koniecznie chciał  już iść się odchamić, szalejąc na imprezie. Po chwili byłem gotowy. Wróciłem do salonu. Rudej jeszcze nie było.
- Nigdy nie zrozumiem kobiet – mruknął niezadowolony Samuel.
- Ja też nie. Może dlatego wolę facetów. Jesteśmy mniej skomplikowani.
- Łatwiejsi w obsłudze – dodał ze złośliwym uśmieszkiem. – Nam nie potrzeba dużo.
- Wam by się przydały nowe mózgi – skwitowała Boria, wracając do salonu. – Ale po co ja marnuję oddech na tą bezsensowną dyskusję z wami. – Zmierzyła nas wzrokiem. – Poniżej mojego poziomu.
- U… Clifford chyba też wszedłeś na cenzurkę u naszej drogiej przyjaciółki.
- Pieprz się, Sam.
- Jak słodko – odparł brunet, wstając z kanapy. – Możemy już iść? – zapytał, kierując te słowa głownie do rudej.
- Możemy, palancie – skwitowała i jako pierwsza podeszła do drzwi.
- Mam przejebane, a starałem się być grzeczny – mruknął Sam. 
             Parsknąłem śmiechem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by mu uwierzyć. Sam uwielbiał się z nią droczyć. W sumie byli by ładną parą, chociaż z tego, co było mi wiadomo Boria ma na oku innego skrzydlatego, a Sam ostatnimi czasy woli zabawiać się z Morganą. I nawet nie przeszkadza mu to, że laska raczej stoi po drugiej stronie płotu. Najwidoczniej pociągają go niegrzeczne dziewczynki z rogami. 

             Trafiliśmy do klubu Ruletka. Nazwa jednak była zwodnicza, bo w tym miejscu nie było żadnego hazardu. Po prostu całość stylizowana była na ziemskim kasynie. Zamiast stołów do pokera i ruletek, znajdował się tu wielki parkiet do tańczenia i długi bar w kształcie litery L, przy którym zbierali się klienci, chcący skosztować drinków z rąk naszych barmanów, którymi byli zarówno anioły, jak i demony. Właścicielem miejsca był Evamel, który sam produkował swoje wypasione napoje, które potrafiły zwalić z nóg niejednego twardziela.
- Czołem, Michael – rzucił Aajoel, jeden z aniołów zajmujących się barem. Sam wybrał sobie na miejsce pracy Limbo i był zadowolony z tej fuchy. – To, co zawsze? Czy może skosztujesz nowości?
- Raz, jak zaproponowałeś mi swoją nowość, przez dwa dni umierałem i nie poszedłem do pracy, więc daj to, co zwykle.
- Się robi – odparł ze śmiechem, odwracając się w stronę kolorowych butelek. – Morgana was szukała.
- I znalazła. Już grucha z Samuelem.
- Nie wiem, czemu koleś nie trzyma się swojego gatunku. Jakoś połączenia z demonami niezbyt są w dobrym smaku.
- Wszyscy jesteśmy dziećmi Szefa – odezwał się drugi barman, Hagos, który reprezentował Piekło.
- Czy ja mówię, że nie? Ale ty brałbyś się za anielicę?
- Są jeszcze bardziej niegrzeczne, niż nasze panny – skwitował czarnowłosy ze śmiechem.
- Spadaj, bo brukasz mi mój czysty umysł – mruknął Aajoel, przekręcając oczami. – Z kim ja do chuja pracuję?
- Słyszałem to, kutasie! – Anioł zaśmiał się melodyjnym śmiechem, podając mi pełną szklankę z niebieskim drinkiem. – Życzy pan sobie do tego parasolkę?
- Nie, dzięki.
- Więc spadaj, bo mam kolejnych klientów – odparł, udając ostry ton. Po chwili jednak znów się uśmiechnął. – Widzimy się później. Uderzaj bez kolejki, Mikey.

~***~
           Leżałem na kanapie, wpatrując się w ekran telewizora. Przygryzłem wargę, nie mogąc skupić się na fabule filmu. Zmarszczyłem lekko nos, widząc, jak główna bohaterka zbija swojego męża, który okazał się być wcześniej seryjnym zabójcą kobiet. Fascynujące w chuj…
           Musiałem to przyznać sam przed sobą, że nie tylko się nudziłem. Bardziej od nudy doskwierała mi czysta samotność. Nagle moje mieszkanie w Los Angeles stało się dla mnie zbyt wielkie i ciche, a moja podświadomość podpowiadała mi, że czegoś tu brakuje. Czegoś, co miałem wcześniej, a teraz to coś nagle zniknęło.
            Próbowałem walczyć z tym irracjonalnym uczuciem, które stawało się nazbyt upierdliwe i niewygodne. W pierwszej chwili pomyślałem o Calumie, jednak szybko przypomniałem sobie, że przecież Hood ma mnie w głębokim poważaniu i chciał, bym dał mu święty spokój. Szanowałem jego decyzję, która mimo wszystko cholernie bolała. Wiedziałem jednak, że przyjaciel potrzebuje czasu, by sam to wszystko przegryźć. Dopiero wtedy będę może miał szansę na to, by z nim porozmawiać i w jakiś sposób załagodzić i naprawić to, co spierdoliłem.
            Próbowałem uciec od samotności dzwoniąc do bliźniaków. Ci jednak dzisiaj – tak samo, jak Clifford – wybierali się na imprezę. Wolałem tak szybko nie kusić losu. W końcu ponoć zrobiłem widoczne postępy i nie chciałem tego zniszczyć. Dlatego życząc im dobrej zabawy, rozłączyłem się, padając na kanapę. I takim oto sposobem leżałem na niej już od bitych czterech godzin, pogrążając się w negatywnych odczuciach. Samotność jest chujowa, szczególnie, gdy zdajesz sobie sprawę, że wokół ciebie nie ma bliskich ci ludzi. Nie było tak, że Daniel, Ashton i Calum byli jedynymi moimi kumplami w Los Angeles. Jednak byli jedynymi przyjaciółmi, a ja często traktowałem ich, jak braci. No, może nie przez ostatni czas, kiedy zamiast być przykładnym kumplem, ja robiłem wszystko, by oni śmiało mogli kopnąć mnie w dupę. Miałem znajomych, z którymi łączyły mnie imprezy i picie. Jednak w tym momencie nie potrzebowałem takiego towarzystwa. Byłem sam.

~***~
           Impreza rozkręciła się na dobre. W Ruletce pojawiło się jeszcze więcej osób, a mieniący się od kolorowych świateł parkiet, zapełnił się tańczącymi. Dopiłem kolejnego już drinka, czując, jak zaczyna szumieć mi w głowie. Wiedziałem, że dobrnąłem do swojego limitu. Gdybym go przekroczył z pewnością straciłbym kontrolę, a to wiązałoby się z tym, że odpieprzyłbym coś głupiego. I tak miałem już przekichane, więc wolałem nie ryzykować.
- Michael, jeszcze jednego? – zapytał, siedzący obok mnie, Nelion. 
            Był aniołem z burzą blond włosów, które skręcały mu się w lekkie loki. Jego oczy zaś były szare i chłodne. Miał dość wygórowane mniemanie o sobie, a to wiązało się z funkcją, jaką pełnił. Uważał się za lepszego od innych, bo zajmował się tworzeniem Nieba. Nie zasiadał tam jednak na żadnym ważnym stanowisku, jedynie pomagał tym bardziej zaawansowanym skrzydlatym dokształcać wymyślone przez nich projekty. To jednak wystarczało, by ego Neliona rosło.
- Ja już dziś podziękuję – rzuciłem, wciskając się bardziej w oparcie kanapy.
- Jesteś… pewien? – zapytał, wędrując palcami po mojej ciemnej koszuli. – Może chcesz się zabawić w inny sposób? – Spojrzałem na niego, unosząc jedną brew do góry. Blondyn uśmiechnął się szeroko, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie dzisiaj.
- Ale się święty zrobiłeś.
- Nie mam nastroju na takie… - Ale urwałem, bo twarz Neliona znalazła się kilka milimetrów od mojej.
- Jesteś pewien? Ja z chęcią zabawiłbym się tak, jak kiedyś – wyszeptał, a ja mimo głośnej muzyki doskonale go słyszałem.
- Nie, dzięki.
- Ktoś wpadł ci w oko? – zapytał, prostując się.
- Nie, po porostu nie mam ochoty na seks.
- Nawet ze mną? Zawsze ci się podobało – rzucił, przyciskając dłoń do klatki piersiowej, udając urażonego moimi słowami. 
           Przekręciłem oczami. Nelion również był gejem, więc czasem, gdy sobie mocniej pofolgowaliśmy na imprezie, lądowaliśmy razem u niego lub u mnie, by zabawić się jeszcze konkretniej. Nic jednak nas nigdy nie łączyło. Nic, co by można było nazwać poważną sprawą.
- Nie dzisiaj.
- Dobra, załapałem – prychnął, kręcąc nosem. – Przez ciebie muszę znaleźć sobie innego, który pomoże mi pozbyć się zbędnego napięcia.
- Błagam cię.
- Jaki niewinny. Bycie Uzdrowicielem cię tak odmieniło?
- Wal się – rzuciłem, uderzając go w ramię. Blondyn zaśmiał się na głos, a następnie poklepał mnie po udzie.
- Spoko, rozumiem. Idę do baru – odparł, wstając z miejsca. 
           Odprowadziłem go wzrokiem, a potem rozejrzałem się po lokalu. Nigdzie nie było widać moich współlokatorów. Westchnąłem ciężko pod nosem, marząc o tym, by wrócić do domu. Chciałem paść na łóżko i spać. W końcu znalazłem w sobie dość siły, by podnieść tyłek z miękkiej kanapy. Sformułowałem w myślach wiadomość, o tym, że wracam do Nieba, przesyłając ją na końcu brunetowi. Następnie zniknąłem z Ruletki, by po chwili pojawić się w swoim domu.



***
Tym razem więcej perspektywy naszego aniołka Michaela, który poleciał na imprezę. Kontrastuje to z samotnym wieczorem spędzonym przez Hemmo. Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Zachęcam tych, którzy jeszcze nie brali udziału w sondach, aby oczywiście zostawili swój głos - do końca marca wybieracie Wasze ulubione opowiadanie i bohaterkę :) Za wszystkie już oddane głosy bardzo dziękuję!

Standardowo przypominam także o Asku!

Dziękuję Wam również za wszystkie komentarze! :)

Następny rozdział w kolejny czwartek!

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Świetny! Chodź jakoś zbyt szybko przeczytało mi się ten rozdział.
    A gif jest genialny XD aż sobie go zapisałam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że się podobało :) Też, jak go znalazłam, to musiałam dodać do swojej kolekcji :D
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Hej rozdział jest świetny. Czemu akurat samotny wieczór musiał spędzić Luke. Mam nadzieję że się w końcu pogodzi z Calumem i wszystko będzie cacy. Niecierpliwie czekam na kolejne rozdziały bo w każdym zaskakujesz nas czymś innym i mam nadzieję że tak będzie do końca. Co do bloga to jest on niesamowity ale także inny. Pierwszy raz czytam bloga tak innego i naprawdę mi się podoba. Pozdrawiam Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo - cieszę się, że Ci się podobało :) No, niestety samotny wieczór padł na Hemmo. Ale przynajmniej nie zrobił niczego głupiego :)
      Dziękuję bardzo za tak miłe słowa i opinię :) Mam nadzieję, że się nie zawiedziesz dalszymi rozdziałami
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Genialny, czekam na następny

    OdpowiedzUsuń