środa, 30 marca 2016

#09 To była zła decyzja

          Ze snu wyrwała mnie głośna muzyka Nirvany, która zabrzmiała tuż przy mojej głowie. Zerwałem się do pozycji siedzącej, nie udając nawet tego, że jestem wystraszony. Chciałem wyskoczyć z łóżka, ale zaplątałem się w pierzynę, co skutkowało tym, że padłem twarzą na białą pościel, jęcząc pod nosem. Kiedy udało mi się uspokoić przyspieszony ze stresu oddech, podniosłem głowę do góry.
- Czy ciebie popieprzyło?! – warknąłem, przekrzykując wokalistę.
           Michael stał po drugiej stronie łóżka, grając na niewidzialnej gitarze. Podskakiwał w miejscu, wprawiając materac w ruch, a ja przez moment poczułem się, jakbym płynął mało stabilną łódką. Jeszcze chwila i nabawię się choroby morskiej. Chłopak parsknął śmiechem, a następnie pstryknął palcami. Wszystko ustało i w pokoju zapanowała cisza.
           Mruknąłem niezadowolony pod nosem, przekręcając się na plecy. Przejechałem po twarzy rękami, czując suchość w ustach. Dodatkowo rozbolała mnie głowa. Przez te kilka dni zdążyłem odzwyczaić się od kaca, a teraz to cholerstwo znowu do mnie wróciło. Ale wróciło nie tylko to. Mój mózg został zaatakowany wydarzeniami z wczoraj.
            Zadowolony z siebie Michael, usiadł na łóżku, rozkładając się niedaleko mnie. Poczułem, jak oblewam się szkarłatem, gdy moja głowa raz za razem wałkowała to, co działo się w nocy w hotelu. Pierwszy raz żałowałem, że nie urwał mi się film. To było cholernie żenujące. Moje zachowanie i słowa były żenujące.
            Pamiętałem dokładnie to, jak zmusiłem Clifforda do tego, by mnie przytulił. Czułem się, jak małe bezbronne dziecko, które się pogubiło i nabroiło. Jego ramiona dawały przyjemne uczucie spokoju i ciepła. Nie wiem, ile tak staliśmy, ale w końcu Michael zarządził mi kierunek łóżko. Biadoląc pod nosem, jakim to jestem nieudacznikiem, próbowałem się rozebrać ignorując drżenie rąk. Porażką po całości było to, że chłopak w końcu się nade mną zlitował i pomógł mi się pozbyć koszuli i spodni. Następnie wymusiłem na nim, by położył się ze mną. Nie wiem, dlaczego zmieniłem się w totalną przylepę, ale po raz drugi przylgnąłem do Clifforda, mamrocząc o tym, jak to wszyscy mnie nienawidzą. Że nienawidzi mnie moja cała rodzina, bo zabiłem Jacka. Że w szczególności nienawidzi mnie mój ojciec, bo od mojego wyjazdu z Sydney nie zadzwonił, ani razu. Że nienawidzi mnie Calum, którego potraktowałem w taki, a nie inny sposób. W końcu doszedłem do tego punktu, w którym to zacząłem nienawidzić sam siebie. No i oczywiście znów się popłakałem. 
             Zanim jednak do tego doszło, mój mózg skupił się na leżącym obok chłopaku, do którego się przyczepiłem, jak rzep. Na głos zaczynałem się zastanawiać, czy Michael nie jest może przypadkiem kobietą, bo zaczynam na niego lecieć. Do tego uznałem, że wyglądałby gorąco w różowej sukience. Kompletnie padło mi na głowę. Więcej nie piję. Nigdy więcej już nie piję. Alkohol robi mi papkę z mózgu, a ja wtedy tracę panowanie nad sobą, co doprowadza do tak popieprzonych sytuacji.
- Wstawaj, księżniczko – powiedział, pukając mnie w udo. Wzdrygnąłem się pod wpływem jego dotyku, czując kolejną falę zażenowania. – Załatwiłem ci śniadanie. Kawy czy coli?
- Oba – odpowiedziałem zachrypniętym głosem. – Ja… Michael?  
- Tak?
- Przepraszam za wczoraj – wydusiłem z siebie, nadal unikając jego zielonych oczu.
- Byłeś upierdliwy, ale to było z drugiej strony dość słodkie. – Skrzywiłem się. Złapałem za poduszkę i zakryłem nią twarz. – Byłeś, jak miś koala, którego nie można było się pozbyć.
- Przepraszam.
- Chociaż później trochę cię poniosło – kontynuował dalej, a ja już w myślach wyszukiwałem tego wydarzenia. – Zacząłeś się do mnie dobierać.
- Co?!
- Powiedziałeś, że chcesz spróbować z chłopakiem.
- Co?! – powtórzyłem, podnosząc się do pozycji siedzącej.
- Mówiłeś, że jestem tak seksowny, że nie możesz się oprzeć.
- Ale… Ja niczego takiego nie pamiętam? - jęknąłem, robiąc się jeszcze bardziej czerwony. Chociaż nie sądziłem, że jest to w ogóle możliwe. Mogłem się założyć, że moje błękitne oczy przypominają teraz wielkością wielkie spodki. Michael dokładnie zlustrował moją twarz. Z jego ust wydobył się cichy pisk, a potem chichot, który po chwili przerodził się w olbrzymi ryk śmiechu.
- Ale masz minę!
- Wkręcasz mnie, tak? Powiedz, że mnie wkręcasz – pociągnąłem, nic już nie rozumiejąc.
- Wkręcam – skwitował Clifford, a ja na dłużej zatrzymałem wzrok na jego pełnych rozchylonych wargach, które wykrzywiły się w pogodnym uśmiechu.
- Nienawidzę cię – syknąłem, padając z powrotem na pościel. Znowu zasłoniłem twarz poduszką, mając nadzieję, że kolejna fala zażenowania i wstydu szybko odejdzie. – Michael?
- Tak, księżniczko? – Warknąłem cicho pod nosem, słysząc to cholerne określenie, którego nienawidziłem.
- Jak… jak dużo punktów straciłem?
- Z tego, co widziałem to z osiem – powiedział, a ja usłyszałem, jak kręci się na swoim miejscu. – Na szczęście nie spadłeś poniżej zera. Musimy to nadrobić.
- Nigdy nie powinienem był dać się namówić na to wyjście.
- Wyjście samo w sobie nie było złe – pociągnął, a ja zacisnąłem usta. – Wszystko skończyłoby się inaczej, gdybyś powstrzymał się od picia alkoholu. Mogłeś siedzieć o coli czy innym bezalkoholowym soczku i wszystko było by okej. Ale ty… Ty jak zwykle wiedziałeś lepiej.
- Źle wybrałem.
- To była zła decyzja. Ale nic… Nie ma co płakać, a trzeba spiąć dupę i wziąć się do pracy. – Klepnął mnie w klatkę piersiową. – Rusz swój seksowny tyłek, Hemmings. Zjedz śniadanie, idź pod prysznic i wracamy do domu. A i warto by było zagadać do obsługi, by wypuściła cię tylnym wyjściem, bo przy głównych drzwiach czai się dwóch fotoreporterów.
- Skąd wiedzą, że tu jestem?
- Victoria.
- Podła mała gnida – wysyczałem ze złością.
- Sam nie byłeś wobec niej święty. – W sumie miał rację. – Chociaż nie powinna napuszczać na ciebie mediów. A wystarczył, tylko jeden obraźliwy komentarz do ciebie zamieszczony na Twetterze. No, dajesz, blondi! Nie mamy całego pieprzonego dnia!

           Po powrocie do domu, poszedłem od razu się przebrać i wziąć kolejny prysznic. Mimo tego, że zaliczyłem go w hotelu, to moje ubrania śmierdziały alkoholem i papierosami, więc nadal czułem się brudny. Zdecydowanie powinienem sobie na jakiś czas odpuścić tego typu wypady, szczególnie, że zawsze kończą się dla mnie porażką.
           Siedziałem w salonie, trzymając w dłoni telefon. Michael postanowił, że powinniśmy zabrać się za sprawę z Calumem. Od dobrych piętnastu minut gapiłem się na komórkę, czując się, jak kompletny tchórz. Bałem się wykonać kolejnego kroku, a czujny wzrok chłopaka siedzącego obok, mnie nie dodawał mi odwagi, a dodatkowo paraliżował jeszcze bardziej. Wstrzymałem powietrze, gdy mój palec lekko drgnął, muskając gładki ekran.
- Zrobisz to w tym miesiącu? – zapytał Clifford, a ja mocniej zacisnąłem usta. – Kim dla ciebie jest Calum?
- Co? – Odwróciłem się, spoglądając na niebieskowłosego.
- Proste pytanie. Kim dla ciebie jest Calum Hood? Opisz go, nakreśl relację, jaką mieliście – pociągnął spokojnym tonem, a ja przełknąłem ciężko ślinę.
- Calum… Calum jest moim przyjacielem. Poznaliśmy i zakumulowaliśmy się w szkole – powiedziałem, a Michael pokiwał głową z lekkim uśmiechem, dając mi tym znać, bym mówił dalej. – Traktuję go, jak brata. Jego i Irwinów. Był zawsze, gdy go potrzebowałem. Potrafił mnie rozbawić, ale też skutecznie mnie irytował, ale mimo wszystko zawsze mogliśmy na siebie liczyć. Teraz… teraz to ja zawaliłem, doprowadzając do tego wszystkiego. Nie dziwię się, czemu miał dość.
- Jaki jest Calum?
- Zabawny i towarzyski. Czasem, gdy ma zły humor potrafi być naprawdę chamski. Ale jest dobrym przyjacielem i nie zamieniłbym go na nikogo innego.
- Jest dla ciebie ważny?
- Jest jedną z ważniejszych dla mnie osób.
- Skoro jest tak ważny, to czemu zwlekasz z wybraniem jego numeru i próbą porozmawiania z nim?
- Ja… Boję się tego, że on skreślił mnie na zawsze – wyszeptałem, spuszczając głowę.
- Przyjaciele nie skreślają się tak szybko, nawet jeśli jedna osoba tak mocno dawała ciała przez tak długi czas. Jednak nie wykonując żadnego ruchu w jego kierunku, nie dowiesz się tego, czy jest już gotowy na to, aby przyjąć twoje przeprosiny. Im bardziej zwlekasz, tym bardziej on może myśleć, że to ty sobie odpuściłeś. W końcu to nie on powinien dążyć do zgody, bo nie on zawinił. Zależy ci na nim? – Od razu pokiwałem głową.- Więc, jak będzie z tym telefonem?
            Spojrzałem na komórkę, którą dalej trzymałem w dłoni. Zagryzłem lekko wargę, a następnie wziąłem kolejny głęboki wdech. Odblokowałem urządzenie i szybko odszukałem numer do Hooda. Robiłem wszystko od razu, bojąc się tego, że jak się zawaham, to znowu stchórzę. Przyłożyłem telefon do ucha, wsłuchując się w jeden, a potem drugi sygnał. Calum jednak nie odebrał. Ponowiłem próbę skontaktowania się z Mulatem, jednak ta, jak i trzy kolejne, nic nie dały.
             Jęknąłem z zawodem, odkładając komórkę na stół. Zasłoniłem twarz rękami, lekko pocierając nimi skórę. Byłem rozczarowany i wściekły sam na siebie, bo to wszystko było moją pieprzoną winą, a to dlatego, że byłem jednoczenie tępym dupkiem bez wyobraźni.
- I?
- Nie odbiera.
- Tego się domyśliłem. Daj mi chwilę – rzucił, a potem od tak zniknął.
             Oparłem się o oparcie kanapy, wlepiając oczy w sufit. Liczyłem w myślach od jeden do stu, aby zająć czymś mózg. Aby nie skupiać się na przykrych i negatywnych emocjach. Dotarłem do liczby sześćdziesiąt dwa, gdy Michael pojawił się ponownie. Spojrzałem na niego, a on delikatnie uśmiechnął się.
- Gdzie byłeś?
- Sprawdzałem, co dzieje się z Calumem – odpowiedział powoli.
- Nic mu nie jest? – Michael zaśmiał się cicho, jednocześnie kręcąc głową. – Czyli dalej mnie nienawidzi.
- On cię nie nienawidzi – pociągnął Clifford. – Przyjechała do niego siostra. On i Mali pojechali do San Francisco. Z tego, co się zorientowałem, z jakieś dwa dni temu. Nie ma go w mieście.
- Ale i tak nie odbiera.
- Wyciszył telefon, jak zadzwoniłeś pierwszy raz. Najwidoczniej nadal jest na etapie odcinania się od ciebie. Niemniej jednak, to się zmieni. Hood potrzebuje więcej czasu. Jak tylko wróci do Los Angeles, zajmiemy się nim. Ale wtedy zaatakujemy dwa razy mocniej.
- Co przez to rozumiesz?
- Zmusimy go do rozmowy.
- Co? Nie chcę go do niczego zmuszać.
- Oczywiście, że chcesz, Luke. Chcesz się z nim pogodzić, a to, że on unika kontaktu, tylko bardziej niszczy cię od środka. Musimy załatwić tę sprawę. Odrobinę go przydusimy. – Uniosłem jedną brew do góry. Michael uśmiechnął się niewinnie, podnosząc do góry ręce. – W bezpieczny i bezbolesny dla niego sposób.
- Pocieszające.

           Spojrzałem z politowaniem na Michaela. Oglądaliśmy razem horror, a chłopak nie tylko podskakiwał na każdej mocniejszej scenie – które często były do przewidzenia – to jeszcze komentował to na głos. Siedział na podłodze, oparty o kanapę, na której znajdowałem się ja. Wzdrygnął się po raz kolejny, gdy morderca zaatakował kolejną swoją ofiarę.
- A mówiłem, że tak będzie! Po, co ona tam w ogóle poszła!
- Mikey, to film – rzuciłem, ze śmiechem.
- Ale to nie znaczy, że bohaterowie muszą zachowywać się, jak idioci! Jak coś jest nie tak, a wiesz, że poluje na ciebie psychopata, to nie schodzisz do piwnicy, bo coś tam hałasuje. Odwracasz się i spierdalasz, jak najdalej – pociągnął, z przejęciem. – I widzisz! Na chuj tam lazła! A teraz… 
            Był tak wpatrzony w ekran i całą akcję, że nie mogłam sobie odpuścić małego numeru. Przybliżyłem się do niego, czekając na odpowiedni moment. Clifford dalej nadawał, nie odrywając oczu o filmu. Nagle złapałem go za ramiona, a on podskoczył tak raptownie, że prawie wysypał miskę z popcornem, którą trzymał na kolanach. Z jego ust wydobyło się głośne i soczyste o kurwa. Odwrócił się, obrzucając mnie niezadowolonym spojrzeniem.
- Mały zawał? – skwitowałem ze śmiechem.
- Udało ci się - mruknął, a ja zaśmiałem się jeszcze bardziej. – Gratuluję, geniuszu.
- O, tak! Aż przybiję sobie sam piątkę – pociągnąłem zadowolony. Michael uniósł jedną brew do góry, gdy ja uderzyłem dłonią o dłoń.
- Jesteś idiotą.
             Zdążył to powiedzieć, a drzwi do mojego mieszkania otworzyły się. Odłożyłem swoją miskę z popcornem na bok, by móc odwrócić się do osoby wchodzącej. Nawet nie zdziwiło mnie to, że zjawił się Ashton. W końcu tylko on i Daniel ostatnio do mnie zaglądali.
             Irwin podszedł bliżej, dokładnie lustrując mnie wzrokiem. Gdy jednak zobaczył, że zamiast piwa czy innego alkoholu na stoliku znajdują się dwie puszki z colą, odetchnął z ulgą i lekko uśmiechnął się. Minął stół, jednocześnie obchodząc Michaela, a następnie usiadł obok mnie. Jego orzechowe oczy nawet na moment nie oderwały się od mojej twarzy.
- Mogłeś chociaż powiedzieć, że wychodzisz – powiedział, przechodząc od razu do tematu imprezy. – Telefon po pijaku, że poszedłeś się zabawić w hotelu, nie jest dobrą wymówką. Miałeś się pilnować, ale…
- Wiem, po raz kolejny zawaliłem i wiedz, że nie jestem z siebie zadowolony.
- Dobrze, że chociaż to jest jasne. Ja i Daniel martwiliśmy się o ciebie. W sumie… Dalej się martwimy.
- Po wczorajszym zdałem sobie sprawę, że znowu wróciłem do punktu wyjścia. Nie powinienem pić. Wyjście z wami nie było złe, ale mogłem darować sobie alkohol.
- Jestem pod wrażeniem.
- Wiem, że nawaliłem. Wiem, że nie trzymałem się postanowień – ciągnąłem dalej, a Ash, co jakiś czas kiwał głową. – Chcę to zmienić. Nie chcę być… Nie chcę już taki być.
- Okej… Pomożemy ci.
- Co?
- Jesteśmy przyjaciółmi, a przyjaciele sobie pomagają. Masz nasze wsparcie. W końcu wrócisz na prostą. – Zerknąłem kątem oka na Michaela, który wyszczerzył się triumfalnie.
- Dzięki, Ash.
- Och, tak! – krzyknął Clifford, a ja lekko drgnąłem, bo zrobił to dość gwałtownie, czym całkowicie mnie zaskoczył. Irwin na szczęście tego nie zauważył, bo jego wzrok przez moment zatrzymał się na lecącym horrorze. – Nadrobiłeś trzy punkty – dodał, wyciągając tablet.
- Jak?- wydusiłem, poruszając tylko ustami.
- Zsumowało się przez cały dzień. Przyznanie się do błędu przed ważną ci osobą oraz przed samym sobą – pociągnął, nie kryjąc zadowolenia. – Nie schrzań tego po raz kolejny. – Już chciałem mu odpowiedzieć, ale Clifford znowu się odezwał. – Wiem, wiem… Będziesz się podwójnie starał. Mi pasuje. A teraz byłbym wdzięczny, gdybyście zamknęli jadaczki i pozwolili mi obejrzeć film w spokoju do końca. – Przekręciłem tylko oczami, a perkusista spojrzał na mnie.
- Co?
- Chcesz coś do picia lub jedzenia? – zaproponowałem, aby dać Michaelowi możliwość dokończenia tej zacnej krwawej produkcji.
- Chętnie.
- Chodź do kuchni – rzuciłem, machając na niego ręką. Takim o to sposobem zaszyliśmy się w drugiej części pomieszczenia, a Clifford rozłożył się na kanapie, kontynuując oglądanie filmu.


 


***
Luke po raz kolejny ma poczucie winy i wyrzuty sumienia. Może teraz w końcu będzie się trzymał wcześniejszych ustaleń? Nadal gdzieś po drodze wałkowany jest temat Caluma - ale Hood tymczasowo zniknął z LA.
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Dziś jest ostatni dzień, w którym można oddawać głosy na swoje ulubione opowiadanie i bohaterkę! Nadal zachęcam do wzięcia udziału w sondach. Naprawdę jestem ciekawa wyniku końcowego :)

Standardowo przypominam Wam również o Asku :)

Kolejny rozdział pojawi się klasycznie w następny czwartek.

Pozdrawiam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz