środa, 13 kwietnia 2016

#11 Za co ty mnie przepraszasz?

           Otworzyłem powoli oczy, przekręcając się na bok. Zamrugałem, próbując pozbyć się uczucia piasku pod powiekami. Wiedziałem, że jest to skutek histerycznego płaczu, w jaki wpadłem wczoraj wieczorem. A wszystko przez Michaela i jego pomysły. 
            Musiałem jednak przyznać sam przed sobą, że podnosząc się z łóżka, czułem się lepiej. Czułem się tak, jakbym uwolnił się od jakiegoś ciężaru, który nosiłem w sobie od wypadku. Miałem wrażenie, że teraz świat wydaje się być jaśniejszy i barwniejszy, niż dotychczas. Byłem pewny, że mogę zrobić wszystko i wystarczy odrobina chęci, by to osiągnąć. Rezygnacja zniknęła tak, jak wiele negatywnych emocji, jakie w sobie gromadziłem. Wystarczyło, tylko pozbyć się poczucia winy, które gnoiło mnie od środka.
             Złapałem za czyste ubrania, a następnie wyszedłem z sypialni. W mieszkaniu panowała cisza. Kiedy przechodziłem przez salon, by dostać się do łazienki, instynktownie rozejrzałem się, mając nadzieję, że Michael już tu będzie. Jednak pomieszczenie było puste. Zawiedziony poszedłem doprowadzić się do stanu używalności.
              Prysznic jednak nie sprawił, że moja blada twarz i zaczerwienione oczy zniknęły. Wyglądałem, jak ćpun, ale nie było to dla mnie teraz ważne. Liczyło się, tylko to lepsze uczucie, jakie mnie wypełniało. Jakbym był o wiele lżejszy na duchu. Mimo, że to, co stało się wczoraj do przyjemnych rzeczy nie należało, to jednak byłem Cliffordowi wdzięczny, że to zrobił. Że pomógł mi pojąć błąd, zmienić perspektywę i był obok, gdy musiałem się z tym zmierzyć. Byłem pewny, że sam nigdy bym nie doszedł do tego kluczowego momentu.
               Wszedłem do kuchni, prowadzony zapachem kawy. Zatrzymałem się, a pod moim nosem wymalował się lekki uśmiech. Michael krzątał się przy blacie, wykładając na talerze ciepłe jedzenie. Na stole już stały dwie kawy w wysokich tekturowych kubkach. Dokładnie przyglądałem się jego płynnym ruchom, na dłużej zatrzymując wzrok na jego rozpromienionej twarzy. Najwidoczniej był z czegoś mocno zadowolony. Z początku skutecznie potrafił mnie irytować, teraz jednak zareagowałem na jego obecność o wiele spokojniej, a nawet czując ulgę, że był. Że po wczorajszym mnie nie olał.
- Cześć, księżniczko!
- Cześć, Mikey – powiedziałem, podchodząc do stołu. Usiadłem na krześle, będąc pod czujnym okiem skrzydlatego. – Co?
- Jestem pod wrażeniem. Nazwałem cię księżniczką, a ty nie cisnąłeś we mnie, jakiegoś wrednego tekstu i nie kazałeś mi spierdalać. Do tego powiedziałeś do mnie Mikey. – Uśmiechnąłem się lekko pod nosem. - I ty jeszcze się uśmiechasz. Na głowę mego Szefa! Kim jesteś i co zrobiłeś z Hemmingsem?
- Skończyłeś?
- A nie… To dalej ty – mruknął, udając niezadowolonego. Po chwili jednak zaśmiał się, a jego zielone oczy ponownie skupiły się na mnie. – Jak się czujesz?
- Dobrze.
- Dobrze?
- Naprawdę czuję się dobrze.
- Cieszy mnie to – odparł, a następnie odwrócił się. – Jeszcze spałeś, jak się pojawiłem. Nie chciałem cię budzić, więc pomyślałem, że skoczę do pobliskiego baru i wezmę nam coś na śniadanie. Mieli panierowane kurczaki. Uwielbiam panierowane pikantne kurczaki. Może być?
- Pewnie.
- I do tego pieczone ziemniaczki w przyprawach – pociągnął rozmarzonym głosem. – Też je mieli, jakbyś nie zauważył.
             Spojrzałem w dół. Przede mną stał biały parujący talerz z jedzeniem. Powoli zaczynałem się przyzwyczajać do tego, w jaki sposób funkcjonuje Michael i takie nagłe pojawianie się czegoś przed moim nosem, już nie za bardzo mnie dziwiło.
- Wiesz, że przeważnie takie dania je się na obiad?
- Nie wiedziałem, że macie ustalony regulamin – rzucił, siadając obok.- To kurczak w pikantnej panierce – wyjęczał. – Go się je o każdej porze dnia i nocy. Chcesz do tego coli? – Kiwnąłem głową. Michael machnął palcem, a obok talerza zaraz pojawiła się pełna szklana ciemnego napoju. – Smacznego.
- Smacznego – powiedziałem, łapiąc za widelec. 
              Przez chwilę między nami panowała cisza, przerywana tylko szczękiem sztućców. Zerknąłem na niego. Mój wzrok skupił się na jego liliowych włosach i różowych policzkach. Uśmiechnąłem się półgębkiem, wracając do jedzenia.
- Mam dla ciebie dobrą informację – zaczął, kiedy włożyłem do ust kawałek mięsa. – Dzięki wczorajszej akcji… Tak... Myślę, że można to określić mianem akcji, zarobiłeś, aż dziewięć punktów.
- Przynajmniej pokryłem straty z weekendu. – Michael uniósł jedną brew do góry. – Mów dalej.
- Czujesz się dzisiaj na siłach, by wykonać jeszcze jeden krok?
- Czy znowu zamierzasz mnie torturować?
- A czy kiedykolwiek cię torturowałem? – Spojrzałem na niego wymownie. – Ach, wczoraj… Serio, wziąłeś to jako torturę? Ty chyba prawdziwych tortur nigdy nie widziałeś. Morgana kiedyś opowiadała mi, jak to się robi u nich w Piekle i wierz mi, że to z wczoraj nawet nie stało koło tortur i… - Zacisnąłem lekko usta, nie odrywając od niego wzroku. – Ale myślę, że nie jest to dobry temat do posiłku.
- Też tak sądzę- wydusiłem z siebie, dziobiąc widelcem pieczonego ziemniaka.
- Nie mniej jednak, nie zamierzam cię torturować – pociągnął, chichocząc pod nosem, co było całkiem urocze. – Muszę jednak wiedzieć, czy masz w sobie jeszcze odrobinę siły, by zakończyć sprawę z Jackiem.
- Zakończyć?
- Tak to ujmijmy. Nie chcę, byś wymazał swojego brata z pamięci, bo nie o to tu chodzi. Masz go pamiętać. Po prostu jest jeszcze coś do zrobienia.
- Czy to będzie tak samo ekstremalne, jak to wczorajsze?
- Nie, nie będzie. Muszę jednak wiedzieć, czy nie potrzebujesz przerwy i dłuższego odpoczynku. Wiesz… By zrelaksować się psychicznie.
- Jest okej. 
              Michael przyjrzał się mi uważnie, jakby chciał znaleźć, choć jedną oznakę tego, że kłamię. Jednak w tym momencie mówiłem prawdę. Byłem gotowy zrobić kolejny krok na przód, by doszczętnie pogodzić się z przeszłością. A wiedziałem, że Clifford skutecznie mi w tym pomoże.
- W takim razie zjemy i zabieramy się do pracy.

               Stałem w sypialni, mając przed sobą otwartą szafę z ubraniami. Spoglądałem na sam dół. Na ostatniej półce znajdowały się rzeczy Jacka. Zostawił je tu, by nie dźwigać wszystkiego do Sydney, bo miał zamiar jeszcze nie raz odwiedzić mnie w Los Angeles. Niestety… Już nie zdążył. Nie ruszałem ich od czasu jego śmierci. Wcześniej nawet nie potrafiłem na nie spojrzeć. Za każdym razem, jak otwierałem szafę, moje oczy specjalnie omijały tamto miejsce. Dostrzegłem kilka kolorowych koszulek i trzy pary spodni, a do tego dwie grubsze bluzy – szara i czarna. Pamiętałem, jak je nosił.
- Gotowy?
- Mam się ich pozbyć – powiedziałem, a on szybko pokiwał głową. – Okej… To do zrobienia.
- Wszystko ma zniknąć.
- Czy… czy coś może zostać?
- Co konkretnie?
             Wziąłem głębszy wdech i zbliżyłem się do szafy. Ukucnąłem, a następnie wsunąłem dłonie pod kupkę ubrań. Moje palce szybko natrafiły na szorstki papier. Wyciągnąłem spod materiałów książkę, którą u mnie przez przypadek zostawił. Była to powieść Harlana Cobena. Otworzyłem ją. Na pierwszej stronie znajdował się jego podpis, informujący o tym, że lektura należy do Jacka Hemmingsa. Przez chwilę spoglądałem na pochyłe i nieco niechlujne pismo, jakby mój brat wypisywał te kilka wyrazów w pośpiechu. Jack zawsze pożyczał komuś książki i dlatego je podpisywał, aby potem mieć pewność, że jego własność do niego wróci.
- Książka może zostać – powiedział Michael, podchodząc do mnie. – Myślę jednak, że powinna zmienić miejsce.
              Uśmiechnąłem się lekko. Podniosłem się, a potem przeszedłem do salonu. Nadal czułem na sobie spojrzenie Clifforda, który dokładnie obserwował każdy mój ruch. Zatrzymałem się przy regale, na którym sam gromadziłem książki i pudełka z filmami. Wsunąłem ją między inne powieści. Następnie odwróciłem się i ruszyłem do kuchni. Szybko otworzyłem szafkę, wyciągając z niej czarny worek. Z nim, wróciłem do pokoju.
- Wyrzucę je – odparłem stanowczo, wskazując brodą na ostatnią półkę.
- Na pewno?
- Tak. Powinienem był już dawno to zrobić. – Ponownie ukucnąłem przy szafie. Zacząłem wkładać ubrania brata do worka.
- Luke?
- Tak?
- Te rzeczy są używane, ale w bardzo dobrym stanie. Może zrobisz z nimi coś innego?
- Co na przykład? – zapytałem, zawiązując worek.
- Wysil mózg, blondi. Nie mogę ci, aż tak podpowiadać. – Zamrugałem, a Michael wciągnął powietrze w usta, nadymając policzki.
- Wyglądasz idiotycznie.
- Myśl, a nie komentuj mój wygląd. Zresztą… Jestem seksi.
- Och, jesteś – mruknąłem z przekąsem, a on zmrużył na mnie oczy. Zaśmiałem się. Nagle podskoczyłem, kiedy Michael pstryknął mi palcami przed nosem.
- Wracaj na ziemię, Hemmings i myśl. Co jeszcze można zrobić z ubraniami, których się nie chce?
- Można je oddać.
- Gratulacje! Wygrałeś!
- Masz racje. Komuś mogą się przydać.
- Geniuszu ty mój – zaświergotał, zarzucając mi rękę na ramiona. Przyciągnął mnie do siebie, lekko szczypiąc za policzek. – Taki mądry, Lukey!
- Pieprz się – rzuciłem, odpychając go od siebie. Michael zareagował śmiechem. Przestał, gdy doszedł do nas znany dźwięk powiadomienia. Chłopak wyciągnął z kieszeni tablet.
- Masz kolejny punkt, a w zasadzie dwa – poinformował mnie z uśmiechem. – Dobrze ci idzie, oby tak dalej. – Wsadził urządzenie z powrotem do kieszeni ciasnych spodni. W dalszym ciągu nie wiedziałem, jak to się tam mieści. – To, jak? Idziemy je oddać?
- Idziemy – odpowiedziałem, łapiąc za worek.

            Michael nalegał byśmy na kolację zamówili ogromną pizzę. Nie miałem nic przeciwko. Po napełnieniu brzuchów, rozłożyliśmy się na sofie, wlepiając oczy w ekran. Wspólne oglądanie filmów czy granie na konsoli, zaczynało się stawać naszą tradycją. Kiedy skończyła się druga część Koszmaru z ulicy Wiązów, Clifford przetarł dłońmi twarz. Spojrzałem na niego, gdy wstał.
- Będę się zbierał.
- Gdzie?
- Do siebie. 
            Spuściłem wzrok, zagryzając przy tym lekko wargę. Nie chciałem, by jeszcze szedł. Wolałem, by został ze mną. Kiedy był w moim mieszkaniu, nie wydawało się ono być tak przerażająco puste i ciche.
- Co się stało?
- Nic – odpowiedziałem, wyciągając się na kanapie. Teraz moje oczy skupiły się na białym suficie.
- Luke?
- Naprawdę nic.
- Masz jakieś pytania, zmartwienia, cokolwiek? Wiesz, że mi możesz powiedzieć o wszystkim. A nawet powinieneś. – Zacząłem nerwowo skubać zębami dolną wargę. W końcu jednak przełamałem się i znów spojrzałem na chłopaka.
- Musisz iść?
- Nie muszę – odpowiedział powoli, nie odrywając ode mnie swoich zielonych oczu.
- Zostaniesz… zostaniesz jeszcze?
- Pewnie – odparł z uśmiechem. – Jak weźmiesz swój kościsty tyłek i zrobisz mi więcej miejsca na kanapie.
- To moja kanapa.
- Wal się, Luke.
- Sam się pieprz.
- Nie powiedziałem pieprz, tylko wal się.
- Jesteś w przedszkolu?
- Rany… Jaki ty jesteś upierdliwy.
- Skoro już stoisz, to zapodaj kolejną część filmu.
- Już myślałem, że tego nie zaproponujesz – odpowiedział ze śmiechem, a następnie podszedł do regału. 
             Wyciągnął odpowiednie pudełko. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, bo jakby nie patrzeć, stanęło na moim. Clifford ukucnął przy odtwarzaczu, zmieniając płyty. Po chwili usiadł obok, znów skupiając swój wzrok na mojej osobie.
- Co?
- Miałeś się posunąć – mruknął, próbując odrobinę mnie zepchnąć. Byłem rozłożony na niemalże całej sofie, więc miał mniej miejsca, niż przedtem.
- Nic takiego ci nie obiecywałem.
- Posuń się – rzucił, marszcząc nos. Musiałem się złapać oparcia, by nie zlecieć na podłogę, po tym z jaką siłą mnie szarpnął.
- Zmuś mnie.
- To wyzwanie, Hemmings?
- Może?
- Bo będę miał to gdzieś i położę się przed tobą, a ty nie będziesz nic widział.
- Próbuj szczęścia dalej.
             Zdążyłem to powiedzieć, a niewidzialna siła niemalże wcisnęła mnie w oparcie sofy. Mruknąłem niezadowolony, gdy Michael uniósł jedną brew do góry, szczerząc się triumfalnie. Kogo ja próbowałem oszukać? Przecież wiadome było to, że w końcu zacznie używać przeciwko mnie tych swoich anielskich sztuczek. Clifford, jak gdyby nigdy nic położył się przede mną. Podciągnąłem się wyżej, bo jego liliowa czupryna zasłaniała mi ekran.
- Weź się chociaż odrobinę zniż – powiedziałem, klepiąc go po głowie, by jakoś zminimalizować jego odstające na wszystkie strony włosy. – Nic nie widzę.
- Może być? – zapytał, kiedy przesunął się w dół. 
- Może.
             Złapałem za wolną poduszkę, podkładając ją sobie pod głowę. Teraz widziałem wszystko. A oprócz tego miałem go przed sobą. Między naszymi ciałami była niewielka przestrzeń, więc gdybym się pochylił, to dotykał bym jego pleców. Przez chwilę rozważałem taką możliwość, ale w końcu odgoniłem od siebie tę myśl.
- W tej części wraca Nancy – powiedział, a ja zdałem sobie sprawę z tego, że zamiast na ekran, wgapiam się w niego. – Myślisz, że tym razem pokona Freddy’ego? Może już nie wróci?
- Wróci. Przecież są dalsze części.
- Fakt.
              Przekręciłem się, a moja dłoń lekko musnęła jego bok. Jeśli Michael to wyczuł, to w ogóle nie dał tego po sobie poznać. Dokładnie przyjrzałem się jego liliowym włosom. Przejechałem po nimi palcami, chcąc się upewnić, czy faktycznie były takie miękkie, jak mi się wydawało. I były. Uśmiechnąłem się pod nosem, w dalszym ciągu będąc bardziej zainteresowany nim, a nie filmem. Moje opuszki palców delikatnie zsunęły się na skórę na jego karku. Nadal miała w sobie coś, co elektryzowało w kontakcie z nią. Była gładka i ciepła.
- Luke?
- Przepraszam – wydusiłem, czując się odrobinę zażenowany własnym zachowaniem. Szybko zabrałem rękę. Nie wiem, co się ze mną działo, ale kiedy on był tak blisko, to zaczynałem robić z siebie idiotę.
- Może chcesz się zamienić miejscami.
- Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz? – zapytał, odwracając się. Teraz jeszcze lepiej i dokładniej widziałem jego zielone tęczówki, które mi się podobały.
- Ja… Nie powinienem… Przepraszam – wydusiłem z zakłopotaniem.
              Michael zaśmiał się, a następnie zniknął. Zmarszczyłem czoło, będąc kompletnie zdezorientowanym. Podskoczyłem w miejscu, kiedy coś przesunęło mnie do przodu. Po chwili pojawił się za moimi plecami. Poczułem na karku jego ciepły oddech, który przyjemnie mnie połaskotał.
- Zamiana miejsc będzie lepsza.
- Okej – odparłem, wsuwając rękę pod poduszkę, którą nadal miałem pod głową.
              Czułem, jak Michael poprawia pozycję, w jakiej leżał. Nagle jego ramię owinęło się wokół mnie. Z początku odruchowo spiąłem wszystkie mięśnie, ale zaraz się rozluźniłem. To było cholernie przyjemne. Czułem ciepło jego ciała, które stykało się z moim. Przywarł do mnie odrobinę mocniej, opierając swoją głowę o moją. Jego szczupłe palce, lekko musnęły moją skórę na zewnętrznej stronie dłoni. Miałem wrażenie, że moje serce zaraz wyskoczy mi z piersi.
- Może być?
- Może – odpowiedziałem, słysząc jego cichy śmiech, który uwielbiałem. Naprawdę zaczynałem się w tym wszystkim gubić. Sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Dlaczego Michael ma na mnie, aż taki wpływ? I dlaczego ja sam tak do niego lgnę? 


***
Na ostatnie pytania Luke'a mam ochotę mu odpowiedzieć - BO TO FF Z MUKIEM, LUKEY XD
Nasz Hemmo zresztą zaczyna powoli wychodzić na prostą - chyba, że znów coś schrzani. A Mikey mimo wszystko ma do niego sporo cierpliwości :)
Mam nadzieję, że Wam się podobało :)

Standardowo przypominam Wam o Asku, gdzie możecie zadawać mi pytania odnośnie fabuły i bohaterów. Oprócz tego zapraszam na Twittera (yep, Roxy zaczyna buszować i tam, a z zakładaniem tam konta wyszło spontanicznie XD). Znajdziecie mnie klasycznie pod nazwą - @RoxyDonau :) Ja sama chętnie do Was zajrzę - jeśli oczywiście zdradzicie swoje nicki :)

Dziękuję Wam za wszystkie komentarze!

Pozdrawiam i do następnego czwartku!

4 komentarze:

  1. Boska końcówka, czytałam z bananem na twarzy. Nie mogę się doczekać następnego czwartku, do zobaczenia! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że Ci się podobało - szczególnie końcówka ;)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jezu ich relacja jest świetna! Oni się mają ku sobie, Muke się dzieje! A ta końcowa scena z ich przytulaskiem na kanapie awwwwwwwwww *-* muszą to robić częściej! Chcę Muke więcej!
    czekam z niecierpliwością na kolejny genialny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że się porządnie nakręciłaś na Muka XD Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń