środa, 27 kwietnia 2016

#13 Uwielbiam błękit twoich oczu

            Wczoraj siedziałem u Caluma prawie do późnego wieczora, jakbyś oboje nadrabiali stracony przez kłótnię czas. Nie byliśmy jednak sami, bo jak tylko bliźniaki usłyszeli o naszej zgodzie, od razu zapowiedzieli się, że wpadną. Żaden z nich nie krył ciekawości, więc po przyjściu wpadliśmy w wir pytań obu braci. Odpuścili dopiero wtedy, gdy Calum zagroził, że dosłownie wykopie ich z mieszkania. Przy okazji całą czwórką omówiliśmy szczegóły naszego dzisiejszego wyjścia. Naszym celem był klub Vibe.
             Mimo tego, że Michael miał dzisiaj wolne (w końcu trwał weekend), to jednak pojawił się u mnie w mieszkaniu. Chciał dokładnie przedyskutować ze mną raz jeszcze wszystkie reguły, abym tym razem nie dał plamy po całości. Jak to określił, był to kolejny mój sprawdzian, który miał wykazać, czy coś dotarło w końcu do mojej mózgownicy. Zawziąłem się w sobie i postanowiłem, że tej nocy będę grzecznym uczestnikiem zabawy, siedzącym przy soczku. Zero alkoholu, zero przypadkowego seksu, zero upadlania się i robienia głupot. Nowy ja.
             Spojrzałem z politowaniem na Michaela. Dzisiaj chłopak prezentował na swojej głowie bałagan w odcieniu mocnej zieleni. Podobał mi się ten kolor, szczególnie, że tak bardzo przypominał barwę jego tęczówek. Przekręciłem oczami, kiedy Clifford zaczął mamrotać coś pod nosem, starając się dobrać odpowiedni dla mnie strój na dzisiejsze wyjście. W tym momencie przypominał mi typową pannę, która nie może się zdecydować, co na siebie założyć. Zastanawiałem się, czy wziął sobie za punkt honoru ubranie mnie w sposób nienaganny i właściwy, abym nie prezentował się, jak gamoń bez gustu. Naprawdę tak fatalnie dobieram sobie garderobę? W sumie przypominając sobie dotychczasowe zdjęcia zrobione przez paparazzi, kiedy to opuszczałem klub ledwo kontaktując ze światem rzeczywistym, bardziej od gamonia bez gustu przypominałem sponiewieranego kolesia bez przyszłości, który dotyka dna. Patrząc na to z perspektywy czasu, wcale nie byłem od tego wizerunku tak daleko.
- Mikey…
- Myślę, że czarna koszula będzie w porządku – rzucił, odwracając się w moją stronę. – Albo… albo może…
- Mikey – powtórzyłem, machając do niego ręką, aby w końcu zwrócić na siebie jego uwagę.
- Nie, nie… Czarna koszula odpada – ciągnął dalej.
             Oderwałem od niego wzrok, by rozejrzeć się wokół siebie. Niewiele myśląc złapałem za jedną z koszulek, którą na początku wyciągnął z szafy. Zgniotłem ją w dłoni, tworząc ubraniową pigułę. Ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy, wycelowałem, a następnie zamachnąłem się. Biała bluzka pacnęła go w tył głowy, a potem opadła niewinnie na podłogę. Reakcja ze strony zielonowłosego była natychmiastowa. Podskoczył i raptownie odwrócił się, mrużąc na mnie oczy. Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem, padając plecami na łóżko.
- Czego, Hemmings?!
- To nie pokaz mody – zacząłem, przecierając policzki rękami.
- Chcę, by mój podopieczny wyglądał schludnie i z klasą.
- A na co dzień nie wyglądam schludnie i z klasą? – zapytałem, opierając się na łokciach, by móc go widzieć.
- Udam, że nie słyszałem pytania.
- Ranisz me serce.
- Wal się – wysyczał, odwracając się z powrotem w stronę szafy.
- Od kiedy to nazywasz mnie podopiecznym?
- Luke?
- Tak?
- Przymknij się. Chcę dobrze. – Podrapał się po brodzie. Nagle podskoczył, uśmiechając się szeroko. – Już wiem.
- Zabijcie mnie.
- Dopiero, jak przejdziesz cały proces, a ja…
- Tak, tak... Wrócisz na dawne stanowisko i bla, bla, bla... bla, bla… bla, bla, bla…
- Skończyłeś?
- Nie, dopiero się rozkręcam – odparłem, rozbawiony jego miną.
- Powinni mi przy tej robocie fundnąć, jakiegoś dobrego psychologa – skwitował, wyciągając z szafy kolejne ubrania.
- Uważasz, że nie mam gustu? – pociągnąłem, kiedy podszedł do mnie, prezentując nowy zestaw. Podał mi klasycznie rurki, a do tego bluzkę bez nadruku z rękawem trzy czwarte oraz cienką kurtkę z nadrukiem Sex Pistols ze słynną królową Elżbietą na plecach. Wszystko było w kolorze czarnym. – Mike?
- Masz gust, Luke.
- Więc czemu mnie ubierasz?
- Lubię się bawić żywymi lalkami.
- Pieprz się.
- Z tobą, Barbie – rzucił, pokazując mi środkowy palec. 
              Mimo tego, że wszystko było w formie żartu, to i tak poczułem nagły przypływ gorąca. Moje policzki oblały się czerwienią, a ja odruchowo odwróciłem głowę, by tego nie widział. Zacisnąłem usta, udając, że zainteresował mnie stojący na szafce zegarek, który wskazywał godzinę szóstą. Nie wiem czemu tak mocno zareagowałem na to, co powiedział. Nigdy przecież nie myślałem, o aż takim kontakcie z Cliffordem. Zresztą, byłem hetero do cholery!
- Pasuje ci taki zestaw?
- Pasuje – odpowiedziałem, nadal na niego nie patrząc.
- W porządku. Będę się zbierał. Daj znać, jak było. – Po tych słowach w końcu odważyłem się na niego spojrzeć. Zielone tęczówki nadal bacznie mnie obserwowały. – Masz jeszcze jakąś sprawę, problem, cokolwiek?
- Nie chcesz iść z nami?
- Z wami?
- Jako… jako…
- Jako kto?
- Mój przyjaciel? – Clifford uśmiechnął się szeroko. – Chyba, że masz…
- Chętnie pójdę. Nie mam żadnych planów na dzisiaj – powiedział z nieukrywanym entuzjazmem. – Lubię ziemskie imprezy.

             Wysiadłem z samochodu, rozglądając się w poszukiwaniu pozostałej części 5 Seconds of Summer. W końcu dostrzegłem bliźniaków stojących niedaleko wejścia, a kawałek dalej znajdował się Calum, palący papierosa. Michael pojawił się obok mnie, wciskając dłonie do kieszeni spodni. Uśmiechnął się lekko, kiedy na dłużej zatrzymałem na nim wzrok. Kiwnął mi głową. Wziąłem głębszy oddech. Próbę numer dwa czas zacząć. Oby tym razem wypaliło.
             We dwójkę ruszyliśmy w stronę chłopaków. Pierwszy zauważył nas Daniel. Uniósł brwi do góry, a następnie wyszczerzył się szeroko, machając do nas. Jakby na prawie pustym chodniku był za mało widoczny. Większość ludzi kłębiła się z drugiej strony budynku, gdzie znajdowały się główne drzwi. My jednak po znajomości, mogliśmy wejść do środka tyłem. Właściciel klubu znał się z naszym producentem, dzięki czemu było możliwe dostanie się na imprezę bez konieczności wzbudzania większego zainteresowania ze strony oczekujących na wejście klientów.
- Cześć – rzucił szybko Daniel, odgarniając z czoła brązowe kosmyki włosów. – Ty jesteś… Michael, tak?
- Zgadza się, jestem kumplem…
- Tak, kolega z terapii – przerwał mu, zaciekawiony nową znajomością, Irwin. – Ej! Dupku jeden i dwa, poznajcie się z Michaelem!  - krzyknął w stronę pozostałych. – Ał! – jęknął pod nosem, kiedy Ashton zamachnął się i trzepnął go w tył głowy.
- Mam brata kretyna – podsumował, przekręcając oczami. Następnie wyciągnął dłoń. - Jestem Ashton.
- Calum – odezwał się Mulat, ściskając dłoń Clifforda, zaraz po Irwinie. 
             Musiałem się powstrzymać, by nie zacząć się śmiać. Scenka ta była dość zabawna, zważywszy na to, że Michael bardzo dobrze ich znał i nie pierwszy raz był w ich towarzystwie. Oczywiście moi przyjaciele nie byli tego świadomi. 
- Właźmy do środka – zarządził Daniel, trącając barkiem brata. Ash zrewanżował mu się mocnym popchnięciem, przez co chłopak prawie w malował się w drewniane drzwi.
- Nie zwracaj na nich uwagi – zaczął Calum, nachylając się do Michaela. - Oni tak zawsze, ale to nie jest zaraźliwe. – Skrzydlaty parsknął cichym śmiechem, zasłaniając usta dłonią.

              Pomimo tego, że nie mieliśmy wcześniejszej rezerwacji, to udało nam się dorwać większą lożę, która mieściła się na drugim końcu wielkiej sali. Ludzi przybywało, a muzyka huczała z głośników. Klimat był całkiem przyjemny, choć dla mnie zdecydowanie było tu za dużo różnokolorowych świateł, które atakowały cię z każdej strony.
              Złapałem za szklankę z sokiem pomarańczowym. Moje błękitne oczy na dłużej zatrzymały się na Michaelu. Zmarszczyłem nos i czoło, widząc, jak zielonowłosy ukradkiem dolewa sobie czegoś do swojego drinka. Dopiero, kiedy się dokładnie przyjrzałem, zauważyłem, że w ręku trzyma małą buteleczkę. Puknąłem go lekko w ramię, a on od razu odwrócił się w moją stronę.
- Co ty robisz?
- Wasz ziemski alkohol jest dla mnie za słaby, więc przyniosłem coś mocniejszego dla siebie – powiedział rozbawiony.
- Chcesz się upić?
- Nie, oczywiście, że nie.
- Możesz pić, a ja nie?
- To nie ja tu mam problemy z procentami, a poza tym mam wolne i mogę robić, co chcę. W czasie pracy nie piję, ale dzisiaj nie jestem twoim Uzdrowicielem, a ziemskim kumplem.
- Michael – odezwał się Ash, a my od razu spojrzeliśmy na perkusistę. – Poznałeś Luke'a na terapii, tak?
- Dokładnie - odpowiedział, kiwając głową.
- Czy ty też nie powinieneś pić soku?- zainteresował się rozbawiony, Daniel.
- Leczę się na coś innego. Znam Luke'a z korytarza. Pokoje, w których mamy terapie sąsiadują ze sobą.
- W takim razie… Mogę wiedzieć, czemu tam chodzisz? – pociągnął powoli, Ash.
- Jestem seksoholikiem – rzucił Michael, wzruszając ramionami. – Gejem seksoholikiem.
               To nie był dobry pomysł, abym pił w trakcie tej wymiany zdań. Clifford odezwał się w momencie, kiedy w mojej buzi znajdował się sok pomarańczowy. Jego odpowiedź, zaś spowodowała, że się nim zakrztusiłem, oblewając sobie przy tym spodnie. Zielonowłosy szybko zabrał mi szklankę, a następnie poklepał po plecach, kiedy ja dusiłem się kaszlem. Calum i Ash patrzeli na mnie z niepokojem, pewnie zastanawiając się, czy padnę czy może się jednak odratuję, zaś Daniel chichotał, jak nienormalny.
- Już jest okej… Dzięki – powiedziałem zachrypniętym głosem. Gardło paliło mnie od soku i kaszlu, a w oczach zebrały się łzy, wywołane zakrztuszeniem.
- Będzie żył – rzucił Daniel, zerkając na mnie dwuznacznie. Przekręciłem oczami, odwracając się od niego. Żadnych tego typu insynuacji. Jestem hetero.

              Bawiłem się całkiem nieźle. Optymizmem napawało mnie także to, że do tej pory nie tknąłem, ani kropelki alkoholu. Był to mój sukces, szczególnie, że nawet nie miałem na niego ochoty. A wychodząc do klubu, obawiałem się tego, że będzie inaczej. Pokusy nie było, więc i trzymanie się reguł było prostsze i łatwiejsze.
              Spojrzałem w bok. Moje błękitne oczy zatrzymał się na dwójce kumpli, którzy od dłuższego czasu ciągle ze sobą paplali. Zacisnąłem mocniej dłoń na szklance, tym razem z Coca-Colą, kiedy Daniel jeszcze bardziej pochylił się w stronę Michaela. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że mierzę ich dokładnie wzrokiem, wstrzymując jednocześnie oddech.
              Poczułem niemiłe ukłucie w klatce piersiowej, a żołądek skręcił mi się w supeł, kiedy gitarzysta przejechał palcem po tatuażu, który pokazywał mu Clifford. Odpowiedział mu coś z uśmiechem, podciągając wyżej rękaw swojej koszulki. Teraz to skrzydlaty dokładnie oglądał ozdoby młodszego Irwina. Jednak, kiedy Michael był skupiony na obrazach na jego ciele, Daniel nie odrywał oczu od twarzy swojego towarzysza. Zrobiło mi się duszno. Zęby zacisnęły się jeszcze bardziej. Oderwałem wzrok od tamtej dwójki, czując narastającą wściekłość i irytację. Do tego byłem też wkurzony sam na siebie, bo nie powinienem być zazdrosny o niego. Ale byłem i cholernie bałem się do tego przyznać, nawet przed samym sobą.
- Co jest? – drgnąłem na dźwięk głosu Caluma, który pojawił się obok.
- Nic. Wytańczony?
- Wytańczony. Panna umie się ruszać.
- Gdzie Ashton?
- Został wyrwany przez dwie blondynki – odpowiedział ze śmiechem. Uśmiechnąłem się pod nosem, odstawiając szklankę na stolik. Zerknąłem w stronę Michaela i Daniela, ale tamta dwójka gdzieś zniknęła.
- Luke?
- Tak?
- Powiesz mi, co się stało? Masz minę, jakby ktoś miał cię zaraz zamordować. Chociaż, to raczej ty wyglądasz, jakbyś miał kogoś udusić.
- Nic się nie stało – odparłem, skubiąc dół bluzki. – Jest w porządku. – Calum przyjrzał się mi uważniej. – Mówię serio, jest okej – pociągnąłem, wymuszając kolejny uśmiech. Musiał wyglądać na przekonywujący, bo Hood w końcu odpuścił.

              Przetrzymałem Daniela, kiedy ten wytoczył się z jednej z kabin w męskiej toalecie. Chłopak zawisł na moim ramieniu, parskając śmiechem wprost w moją szyję. Przekręciłem oczami. Z drugiej jednak strony ja też musiałem być cholernie upierdliwy i irytujący po pijaku. W tym momencie rozumiałem chłopaków, którzy za każdym razem kiedy zalewałem się w trupa, musieli mnie niańczyć. Wybaczyłem mu to od razu.
- Lukey – wymruczał, obejmując mnie. – Tak bardzo cię kocham.
- Stój spokojnie, to może uda mi się zapiąć ci spodnie.
- Robiłem siku – rzucił, wzruszając ramionami. – W toalecie. Jezu… Jestem zajebisty. Ty też jesteś zajebisty, wiesz?
- Dzięki.
- Nie, nie, nie – powiedział, odpychając się od mojej klatki piersiowej. Wykorzystałem ten moment, aby w końcu zapiąć mu guzik i rozporek. Daniel zakołysał się i wpadł tyłkiem w umywalkę. – Posłuchaj mnie, tylko tak dokładnie, okej?
- Co znowu?
- Michael jest świetny. Jest… jest takim cholernie fajnym gościem. I ma zielone włosy. Lubię niebieski kolor. Ale nie to jest ważne. Bo wiesz, co jest ważne? – Ponownie uwiesił się na mnie, obejmując ciasno moją klatkę piersiową. – On ciągle o tobie gada.
- Co?
- No, twój Michael… To znaczy ten Michael… Twój kolega z terapii, wiesz który, nie? – Kiwnąłem głową. – On ma coś do ciebie. Mówił o tobie w taki sposób… Taki… taki fajny… Taki… Też chciałbym żeby ktoś o mnie tak mówił. Z takim ciepłem i… On i ty… To by było fajne.
- Jestem hetero.
- Ta… Powiedzmy.
- Daniel – jęknąłem, kiedy dostał czkawki.
- Chcę do domu – wydusił z siebie.
- Chodź, znajdziemy Asha i…
- Nie, nie, nie… Po chuj mi Ash - wymamrotał, uczepiając się mnie, jak rzep. – Jesteś ładny, Hemmo. Znajdź mi gorącego faceta.
- Pewnie, znajdziemy – odpowiedziałem dla świętego spokoju, a następnie ruszyłem z nim w stronę drzwi.

              Calum i Ashton jakoś nie byli mocno wstawieni, więc to oni zajęli się Danielem, który zaczął przysypiać. Na moich barkach został Michael, który też do najtrzeźwiejszych osób nie należał. Chłopak jednak całkiem nieźle trzymał się na nogach, choć często go zarzucało na różne strony. Dodatkowo humor go nie opuszczał i w czasie drogi do domu, nie omieszkał śpiewać na głos w taksówce jeden z przebojów Britney Spears. Najlepsze było to, że kierowca dołączył do Clifforda, a ja musiałem znieść ich wersję Toxic, którą zmasakrowali po całości.
              Nie chciałem puszczać Michaela w takim stanie do domu, gdziekolwiek by się to nie znajdowało. Bałem się tego, że coś mu odbije, a on zrobi coś głupiego, przez co będzie mieć kolejne kłopoty. Nie byłem też pewny, czy znalazłby się tam ktoś, kto mógłby się nim zająć. Trzeźwy Michael miał ekstremalne pomysły, a co dopiero Michael pod wpływem czegoś, co dodawał sobie do drinków. Byłem pewny, że to było coś, jak nasz alkohol tyle, że zwalało z nóg anioły. Pewnie człowiek po jednej dawce padłby trupem.
              Wszedłem z nim do cichego i ciemnego mieszkania. Zapaliłem światło, ciągnąc go w stronę sypialni. Michael co chwilę chichotał pod nosem, jakby to wszystko niesamowicie go bawiło. Musiałem przyznać, ze ten jego śmiech był naprawę uroczy. I do tego zaraźliwy, bo sam zacząłem się uśmiechać.
               Kiedy dotarliśmy do pokoju, podszedłem do szafy. Otworzyłem ją, wyciągając z środka białą koszulkę i krótkie spodenki, które posłużą zielonowłosemu za piżamę. Odwróciłem się, a kilka poduszek zawirowało wokół mnie. Prychnąłem pod nosem, spoglądając na chłopaka. Uśmiechnął się niewinnie.
- Nie rób tak.
- Nic nie robię – pociągnął, a potem zachwiał się i wpadł na szafkę, prawie zwalając przy tym zegarek i lampkę. W ostatniej chwili doskoczyłem do niego, ratując go przed upadkiem.
- Mikey.
- Co? – Duża poducha, na której zazwyczaj spałem, trzepnęła mnie w tył głowy.
- Przestań lewitować poduszkami!
- Oj.
- Michael! – warknąłem, kiedy dostałem poduchą po raz kolejny. Tym razem dużo mocniej.
                Wypuściłem z dłoni ubrania. Aby ustać na nogach, złapałem się jego ramion. Clifford jednak nie był dobrą podporą, bo niczym człowiek bez kości, poleciał razem ze mną w bok. Zrobiłem kilka kroków do tyłu, starając się uchronić przed upadkiem. Skutkiem tego było to, że grzmotnąłem w ścianę, a Michael poleciał na mnie. Zauważyłem, że poduszki przestały latać, gdy chłopak wtulił się w moje ciało.
- Jesteś cieplutki – wymamrotał, z ustami przyciśniętymi do mojej koszulki. – Taki cieplutki.
- Idziemy spać.
- Okej.
- Teraz.
- Luke – podniósł głowę.
                Wstrzymałem oddech, zdając sobie sprawę, jak blisko mnie był. Jego zielone oczy wpatrywały się w moje, a ja nie mogłem zerwać tego kontaktu. Nie tyle, że nie mogłem, ile cholernie tego nie chciałem. Mogłem się tak na niego patrzeć godzinami. Jego tęczówki hipnotyzowały i przyciągały mnie, niczym magnez. W mojej głowie huknęło, kiedy odezwały się we mnie dwie sprzeczności. Jedna dobitnie krzyczała o tym, że nie powinniśmy być tak blisko siebie. Druga, zaś mówiła, że nie ma w tym nic złego, potęgując ochotę zostania tak na dłużej.
- Luke?
- Mikey?
- Jesteś cholernie uroczy – powiedział, dotykając mojego policzka. Miałem wrażenie, że jego palce rozpalają miejsca, w których mnie dotknął. Poczułem przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa.
- Mikey, ja…
- Uwielbiam błękit twoich oczu – wydusił z siebie.
              Na moich policzkach pojawiły się rumieńce. Michael w dalszym ciągu opierał się na moich biodrach, a ja poczułem, jak jego palce mocniej zaciskają się na bokach. Zagryzłem wargę, zdając sobie sprawę z tego, że i ja go obejmuję. Jednak o wiele lżej i mniej zdecydowanie, niż on. Przymknąłem oczy, kiedy jego dłoń przesunęła się na moją szyję. Uderzyła we mnie kolejna fala ciepła. Serce zaczęło mi mocno łupać w klatce piersiowej. Byłem pewny, że on to słyszy. Uśmiechnął się.
              To była krótka chwila, kiedy zerknąłem na jego pełne wargi. Gdy podniosłem wzrok z powrotem na jego zielone oczy, spostrzegłem, że i on skupił się na moich ustach. Niekontrolowanie przejechałem po nich językiem, a Michael wstrzymał oddech. Dystans między nami zmniejszył się, a po chwili zniknął zupełnie.
               Poczułem emocjonalną eksplozję głowie, kiedy miękkie wargi chłopaka znalazły się na moich. Nie były tak delikatne, jak u dziewczyn, ale chciało się je całować. I tego nie przerywać. Kompletnie przestałem myśleć nad wszystkimi za i przeciw. Przestałem myśleć w ogóle, bo jedyne, na czym mogłem się skupić, to ten pocałunek, który był powolny i dość niepewny. Jakby każdy z nas sprawdzał tego drugiego i to, na co może sobie pozwolić.
              Smakował inaczej. Jego smak był inny i niepowtarzalny. Wiedziałem jednak, że jest to najlepszy smak, jaki czułem kiedykolwiek. Z lekką domieszką, jakiegoś słodkiego alkoholu. Michael odrobinę przyspieszył, a ja nie protestowałem poddając się temu w całości. Mimo tego, że był to nasz pierwszy pocałunek, nasze języki szybki odnalazły wspólny rytm i synchronizację. Pozwoliłem na to, by przysunął się do mnie bliżej, nawet na moment nie przerywając tego, co się działo.
               W końcu Michael odsunął się. Dopiero po tym zorientowałem się, że oddycham przerywanie i płytko, jakbym miał problemy z zaczerpnięciem odpowiedniej ilości tlenu. Moja twarz była już cała czerwona. Czułem przyjemne mrowienie w dole brzucha. Na skórze pojawiła się gęsia skórka. Ciepło wywołane tą nagłą bliskością, powoli zaczynało się zmniejszać i znikać.
- Chyba… chyba powinniśmy iść spać – wydusiłem z siebie.
              Clifford tylko kiwnął głową, odwracając się. Podszedł do łóżka, a następnie machnął palcami. Jego ubrania zmieniły się w te, które wyciągnąłem dla niego z szafy. Jego garderoba pojawiła się idealnie złożona na krześle, stojące po drugiej stronie sypialni. Zaraz po tym Michael padł na materac, rozkładając się na jego lewej części.
- Luke?
- Tak.
- Przyjdziesz do mnie? - zapytał, wciskając twarz w poduszkę, którą zgarnął z brzegu.
- Przyjdę, tylko się… - Podskoczyłem, kiedy Michael pstryknął palcami. Moje ubrania również zniknęły, zastąpione tymi, w których ostatnio spałem. – Dzięki. Dobry… dobry i szybki sposób.
- Luke?
- Tak?
- Bardzo mnie teraz nie lubisz?
- Nie gadaj głupot – powiedziałem, gasząc światło. Podszedłem do łóżka. Położyłem się na swoim miejscu, zakrywając siebie i jego kołdrą. Michael odwrócił się do mnie plecami.
- Luke?
- Tak?
- Bardzo mnie nie lubisz?
- Przestań, Mikey. Lubię cię.
- Luke? – Przekręciłem oczami.
- No, co?
- Przytulisz się do mnie?
- Przytulę – odpowiedziałem, przybliżając się do niego. Objąłem go ramieniem, przywierając do jego pleców. Jego palce szybko odnalazły moje. – Może być?
- Tak jest idealnie.


***
Jak widać Luke zdał egzamin i był grzeczny. Za to ktoś inny się rozbrykał. No i mamy kolejny MUKE moment XD Mam nadzieję, że ich first kiss Wam przypasował :) Hemmo niby taki hetero, a nie wyglądał, jakby miał coś przeciwko XD

Standardowo przypominam Wam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau :)

Kolejny rozdział pojawi się klasycznie w następny czwartek.

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. OMG DJEHBDBDJSJDNFJDD ROXY KOCHAM CIĘ! !!!! MUKE SIE KURNA DZIEJE!!!!
    Ich pierwszy kiss, jezuuuuuuuu oni są słodcy i pasują do siebie. Hemmo przestań pieprzć, że jesteś hetero. Ciebie do niego ciągnie, jak misia do miodu, więc nie wal nam tu ściemy XD
    I do tego Lukey był o niego zazdrosny. ..awwww *-* ♡ kocham to!
    Chcę więcej i z niecierpliwością czekam na kolejny
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
  2. Em... dopiero teraz do mnie dotarło co się stało... OMG KAJSJSJ MUKE KISSSSS!!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Em... dopiero teraz do mnie dotarło co się stało... OMG KAJSJSJ MUKE KISSSSS!!!!

    OdpowiedzUsuń