środa, 4 maja 2016

#14 Między nami jest spoko?

             Leżałem wyciągnięty na kanapie. Na stole stał kubek z zimną już kawą. Czułem się, jak wrak człowieka, choć na wczorajszej imprezie wcale nie piłem. Powodem tego była bezsenność, która dopadła mnie w nocy. A wszystko to za sprawą tego pocałunku. Pocałunku, który mimo wszystko cholernie mi się podobał. Przekręciłem się na plecy, wlepiając oczy w biały sufit. Po raz kolejny zacząłem wszystko analizować od początku.
             Michael szybko odpłynął. Zasnął niemalże od razu. Ja, zaś tkwiłem za jego plecami, obejmując go tak, jak tego chciał. I nie miałem nic przeciwko takiej bliskości. Po mojej głowie błąkały się różne myśli i emocje. Sam nie rozumiałem tego, co się dzieje. Zdałem sobie sprawę, że powoli zaczynam się w tym wszystkim gubić. A Michael… Michael stawał się dla mnie kimś innym, niż tylko upierdliwym przyjacielem aniołem.
             Nad ranem udało mi się uciąć drzemkę, która trwała do godziny dziewiątej. Potem nie potrafiłem na nowo zmrużyć oka, więc cicho wstałem z łóżka. Clifford nie poruszył się, ani razu. Dalej przebywał w krainie snów. Poszedłem pod prysznic, licząc na to, że tchnie on we mnie odrobinę energii, ale nie wyszło. Nadal byłem półprzytomny. Po wyjściu z łazienki, zrobiłem kawę i pacnąłem na kanapę. Nie ruszałem się z niej, aż do tej pory.
              Wielokrotnie analizowałem sam siebie. Próbowałem znaleźć odpowiedź na to, jak to się stało, że zacząłem zwracać uwagę na facetów, a nie jak do tej pory skupiać się, tylko na płci przeciwnej. Dobra, może nie do końca na facetów ogólnie, bo interesował mnie ten jeden konkretny kolorowy wnerwiający mnie dupek. Próbowałem przywołać w myślach przeróżne sytuacje, które mogłyby świadczyć o tym, że to wszystko zaczęło dziać się już wcześniej. 
              Drgnąłem i podniosłem się raptownie do pozycji siedzącej, zdając sobie sprawę z tego, że już jednak zdarzało mi się myśleć o chłopakach w kontekście kogoś seksownego i pociągającego. Przykładu nie musiałem szukać daleko. Przypomniałem sobie, że za każdym razem, jak któryś z chłopaków zrzucał z siebie koszulkę, ja nie omieszkałem przyglądać się im ukradkiem, dodatkowo twierdząc w myślach, że są naprawdę gorący. Szczególnie Calum z tą swoją pieprzoną idealną sylwetką i tatuażami, które zdobiły jego ciało. Co prawda nie był tak nimi mocno pokryty, jak Daniel, ale i tak prezentował się znakomicie. Nie przypominałem sobie jednak żadnego incydentu, w którym mógłbym nieświadomie za bardzo zbliżyć się do mężczyzny. Jednak i tak to wszystko wystarczyło, bym wpadł w panikę. Potrzebowałem rozmowy. Rozmowy z konkretną osobą, która być może pomoże mi się w końcu określić.
               Poderwałem się z miejsca, uderzając kolanami w stojący naprzeciwko mnie stolik. Prawie wylałem kawę. Kubek niebezpiecznie przesunął się po gładkiej tafli szkła, ale ustał w miejscu. Zresztą, w tym momencie miałem to wszystko gdzieś. Czułem, jak moje serce i puls przyspiesza, a ja robię się coraz bardziej zdenerwowany. 
               Wpadłem do sypialni, starając się być cicho. Michael dalej spał, a ja nie chciałem go budzić. Podszedłem do biurka, łapiąc za pierwszą lepszą kartkę i długopis. Napisałem do niego krótką wiadomość, że niedługo wrócę. Położyłem ją na szafce przy łóżku. Następnie odwróciłem się, złapałem za klucze oraz dokumenty i wyszedłem z pokoju.

                Wysiadłem z samochodu, raptownie zamykając drzwi. Zrobiłem to tak szybko, że przytrzasnąłem sobie nimi szarą bluzę, którą narzuciłem na siebie wychodząc z mieszkania. To spowodowało, że prawie wmalowałem się w swój wóz. Przekląłem pod nosem, szarpiąc za materiał. W końcu uświadomiłem sobie, że dopóki nie otworze drzwi, to nic z tego nie będzie. Gratulacje w byciu idiotą, Luke.
                Uwolniony od samochodowych drzwi, ruszyłem pędem w stronę znanego mi budynku. Ten krótki dystans pokonałem niemalże w biegu. Kiedy zatrzymałem się przed frontowymi drzwiami, dyszałem, jak pies. Nie z wysiłku, a raczej z tego wszystkiego, co działo się w mojej głowie. Jakbym miał zaraz dostać pieprzonego ataku paniki. To, co zrobiłem potem, raczej nie można było nazwać pukaniem, bo praktycznie załomotałem w drewno. Ze zniecierpliwieniem przystępowałem z nogi na nogę. W końcu usłyszałem kroki po drugiej stronie. Dla mnie to wszystko trwało zdecydowanie za wolno. Szybciej kurwa, bo się naprawdę uduszę!
- Luke, co ty…
- Jest Daniel? – wypaliłem, wpychając się do środka. Ash uniósł brwi do góry, dokładnie mi się przyglądając. – Gdzie on jest?
- Czy on znowu odpieprzył coś po pijaku?
- Co? Nie… Nie o to mi chodzi. Ja… Muszę z nim, o czymś poważnie porozmawiać – powiedziałem szybko, rozglądając się po salonie, jakby młodszy bliźniak miał mi się zaraz zmaterializować przed oczami.
- Życzę ci powodzenia. Jeszcze nie wrócił do świata żywych po wczorajszym.
- Jest u siebie?
- Tak, właśnie tam znajdowały się jego zwłoki, gdy do niego zaglądałem – odparł perkusista. – Chcesz coś do picia?
- Nie, nie – rzuciłem, kierując się w stronę schodów.
- Miłej rozmowy.
- Um… Dzięki – mruknąłem, nawet się nie odwracając.
               Wszedłem na górę. Znałem ten dom, jak swoje własne mieszkanie, więc nic dziwnego, że wiedziałem, dokąd powinienem iść. Słyszałem Asha, który krzątał się na dole. Byłem pewny, że starszy Irwin nie będzie nam przeszkadzał, ani też nie będzie podsłuchiwał. To raczej było w stylu Caluma, ale nie jego. Ashton szanował prywatność innych.
               Podszedłem do odpowiednich drzwi. Nawet nie pukałem, tylko od razu wparowałem do pomieszczenia. Domyślałem się, że Daniel jeszcze śpi. I wcale się nie pomyliłem. Chłopak tkwił rozwalony na swoim łóżku. Miał otwartą buzię. Pochrapywał cicho, obejmując ciasno skotłowaną kołdrę. Robił to zarówno rękami, jak i nogami. Wyglądał, jak miś koala uczepiony drzewa.
                Skrzywiłem się lekko, czując unoszący się w powietrzu zapach alkoholu. Dodatkowo w pokoju było duszno. Dostrzegłem uchylone okno. Najwidoczniej Ashton musiał je niedawno otworzyć. Minie trochę czasu, aż ten smród w końcu stąd uleci. 
                Podszedłem do niego. Pochyliłem się, a następnie szturchnąłem go mocniej w ramię. Daniel mruknął coś niezrozumiałego przez sen. Ponowiłem próbę pobudki, wkładając w nią odrobinę więcej siły. Poskutkowało. Przekrwione ciemne oczy, spojrzały wprost na mnie. Gitarzysta jęknął pod nosem, oblizując spierzchnięte wargi.
- Czego chcesz? Czemu mnie do cholery budzisz? I co tu kurwa robisz, Hemmings?
- Musimy pogadać.
- Jezu… Teraz?
- Potrzebuję cię do cholery – syknąłem, siadając na łóżku. – Bądź dobrym kumplem.
- Jestem dobrym kumplem, ale nie rano.
- Jest po dwunastej.
- To jest kurwa rano. – Zmarszczył nos. – Jezu… Bania mi pęka.
- Daniel – jęknąłem, kiedy na nowo przymknął powieki.
- Daj mi jeden dobry powód, bym naprawdę musiał zwlec się z wyra. Niech to tylko będzie coś wystrzałowego. Bo jak przyszedłeś z jakąś błahostką, z którą pomógłby ci mój brat, to się wkurwię. I naprawdę wtedy przestanę być dobrym przyjacielem. 
               Jego wzrok, a raczej jedno oko, bo drugie było zamknięte, wpatrywało się we mnie. Miałem wrażenie, jakby przeszywał mnie na wylot. Chciałem jakoś mu odpowiedzieć, ale nie byłem pewny, jak powinienem to wszystko zacząć. 
- O kurwa – wydusił z siebie. Powoli dźwignął się do pozycji siedzącej. Przetarł dłońmi bladą twarz. Uniosłem brwi do góry, nie wiedząc, o co mu chodzi. – Nie… Serio?
- Jeszcze nic nie powiedziałem – wydusiłem, rozkładając jednocześnie ręce.
- Daj spokój, masz minę, jakbyś miał psychicznie wykitować. Coś cię cholernie mocno trapi. Chyba wiem nawet co.
- Jasne – mruknąłem, przekręcając oczami.
- Znam cię od małego kurdupla, Hemmings. Wiem o tobie wszystko. Na przykład to, że nadal nosisz kolorową bieliznę z motywami z kreskówek i filmów animowanych. – Zacisnąłem usta. Miał rację. – Chodzi o Michaela? – Drgnąłem na dźwięk imienia zielonowłosego, co nie uszło uwadze Daniela. – Wyduś to z siebie i będzie po sprawie. Co zrobił lub co ty zrobiłeś?
- W sumie… ja… to tak jakoś wyszło… że… bo… sam nie wiem jak…
- Ta, fascynująca historia. Jakaś trylogia czy co? – przerwał mi, a ja warknąłem pod nosem. Chłopak zaśmiał się, a następnie poklepał po plecach. – Spokojnie, Hemmo, ogarniemy to razem. Tylko się nie zapowietrz. Nie chcę, byś mi tu padł na zawał czy coś. Powoli i po kolei. 
               Musiałem przyznać, że jak na faceta na mocnym kacu, to Daniel całkiem nieźle kontaktował. Uśmiechnął się lekko, łapiąc za stojącą butelkę z wodą, która znajdowała się na szafce. Odkręcił ją i przyssał się do niej, jakby nie pił od tygodnia. Kiedy skończył, przetarł wierzchem dłoni usta, odstawiając wodę na bok. Spojrzał na mnie, czekając, aż w końcu pozbieram się w sobie i powiem mu po co tu przyszedłem.
- To może głupio zabrzmi…
- Nie ma głupich pytań, Hemmo – powiedział, zakrywając się kołdrą. – Mów. Wyduś to z siebie. Obiecuję, że nie będę się śmiał, ani cię oceniał. – Kiwnąłem głową, biorąc głębszy oddech.
- Jak… jak się zorientowałeś, że jesteś gejem?
- Chciałbym powiedzieć, że mnie zaskoczyłeś, ale nic z tego.
- Co?
- Wiedziałem, że w końcu to z ciebie wyjdzie.
- Co? 
              Teraz to już w ogóle nic z tego nie rozumiałem. Dodatkowo byłem w tak wielkim szoku, że mogłoby koło mnie przebiec stado jednorożców, a ja i tak byłbym bardziej zdziwiony tym, co powiedział Daniel. Nie wiem, czy w ogóle bym je zauważył, bo cała moja uwaga była pochłonięta Irwinem. 
- Co? – powtórzyłem, kiedy się uśmiechnął.
- Dobra, może nigdy nie brałem cię za stu procentowego geja, ale wiedziałem, że nie jesteś w pełni hetero. – Zamrugałem, patrząc na niego, jakbym widział go pierwszy raz w życiu. – Daj spokój, mam dobry gej radar i kilka pewnych momentów w pamięci. – Nie wiedziałem, czy w tym momencie mam zacząć się śmiać czy jednak postawić na rozpłakanie się, jak mała dziewczynka. – Nie rób takiej miny – dodał, po raz kolejny klepiąc mnie po plecach. – Bycie innym to nic złego. I to nie tylko w kwestii orientacji seksualnej.
- Ale mi podobają się także dziewczyny.
- Obstawiam, że jesteś biseksualny. – Przekręcił oczami, a potem zaśmiał się, widząc moją zszokowaną minę. – Widziałem, jak się ślinisz na widok facetów.
- Że, jak?
- Ta twoja druga strona wychodziła z ciebie zazwyczaj po pijaku. Wierz mi, że kilka razy odklejałem cię od chłopaków na imprezach. Zresztą, nie tylko ja. Calum i Ash też. Oni jednak nie komentowali tego w żaden sposób. Cała nasza trójka postanowiła przeczekać, aż sam się z tym ogarniesz.
- Zaraz się przekręcę – mruknąłem, zakrywając twarz rękami. – Jeszcze mi powiedz, że poszedłem z jakimś do łóżka, a chyba sobie naprawdę strzelę w łeb.
- Nie… Do niczego z nimi nie doszło, bo i tak zawsze kończyłeś, z jakąś panną. Niemniej jednak widać było, że twoje zainteresowanie mężczyznami nadal jest dość spore.
- I nic mi nie powiedzieliście?
- Byłeś zalany. Nie pamiętałeś niczego.
- To… było po wypadku w Sydney?
- Tak. Ale wcześniej też zauważyłem kilka takich momentów. Zawsze się gapiłeś, gdy ktoś zrzucał z siebie ubranie. Nawet my. Calum i Ash mieli to gdzieś. W końcu ja jestem gejem. Przywykli do tego, że w zespole nie wszyscy lecą na dziewczyny. No i nieraz zawieszałeś oko, na jakimś przystojniaku. I wierz mi, że nie był to wzrok heteroseksualnego gościa.
- Matko…
- Nie załamuj się, Luke – pociągnął i znów poklepał mnie, tym razem jednak po ramieniu. – Czyżby Michael uświadomił tobie, że masz to drugie oblicze?
               Spojrzałem na niego wymownie. W tym momencie nie byłem w stanie wydusić z siebie nic konkretnego. Czułem się tak skołowany i niepewny. Nadal gubiłem się w tym wszystkim i nie wiedziałem, czy to faktycznie dźwignę psychicznie. Chyba zbyt dużo działo się ostatnio w moim życiu. Jakbym nie mógł mieć przerwy. Dodatkowo cholernie bałem się opinii innych. Mimo wszystko bałem się tego, jak odbierze to moja rodzina, Calum, Ashton i cała reszta.
- Luke?
- Coś w tym stylu – powiedziałem cicho, a głos niebezpiecznie mi zadrżał, zdradzając Danielowi wszystkie emocje, jakie się we mnie kłębiły.
- Posłuchaj… Wiem, że nie jest łatwo. Mi też nie było. Długo dojrzewałem do tego, by w końcu przyznać się kim tak naprawdę jestem. Nie chciałem niczego zepsuć. Czułem strach, bo byłem pewny, że ty i Calum możecie tego nie zrozumieć. Że nie zrozumie mnie moja rodzina. O Asha się nie martwiłem. Kurwa… On jakby wiedział od początku. W końcu jednak nastąpił ten moment, gdzie pieprzyłem wszystko. Dlaczego mam się ukrywać? Co jest złego w byciu gejem? Nic. Absolutnie nic. Nikt nie powinien wcinać się w to, kogo kochasz. I nie ważne, czy jest to osoba tej samej płci. Ludzie są różni. Jeśli jesteś dobrym człowiekiem, to nikt nie powinien wieszać na tobie psów, tylko dlatego, że wolisz mieć w sypialni faceta. Rób to, co robisz i mniej wszystko gdzieś. Wiem, że może na tym etapie nie wygląda to zbyt prosto i łatwo, ale w końcu ci się odmieni. W końcu będziesz miął to głęboko w dupie. Będziesz tym, kim jesteś naprawdę. Bez żadnego ukrywania się. I będziesz z siebie dumny. – Zagryzłem wargę, wpatrując się w swoje dłonie. – Musisz to sobie na spokojnie przemyśleć.
- Jak ty się zorientowałeś? – wydusiłem, odwracając się. W końcu zebrałem się na odwagę, by na niego spojrzeć. Daniel uśmiechał się lekko, dodając mi tym otuchy.
- Wiesz, że od samego początku jakoś nie ciągnęło mnie do dziewczyn. Bardziej interesowali mnie chłopaki ze szkoły – powiedział ze śmiechem, a ja pokiwałem głową. Tą część historii akurat znałem, czekałem tylko na to, aż powie coś, co do tej pory ukrywał. – Któregoś dnia postanowiłem, że zrobię mały eksperyment.
- Eksperyment?
- Zacząłem się z nimi umawiać tak, jak wy umawialiście się z dziewczynami – odpowiedział ze śmiechem. – I wiesz co… Podobało mi się to. Wtedy ogarnąłem cały temat odnośnie swojej orientacji. Byłem gejem. Stuprocentowym gejem. Kobiety nie są dla mnie. Nie pociągają mnie. Wolę panów. – Uśmiechnął się po raz kolejny. – Podoba ci się Michael?
- Co? – odparłem od razu, a po jego minie wnioskowałem, że zrobiłem to zdecydowanie za szybko. 
- Wiedziałem – powiedział z pewnością w głosie. – On patrzy się na ciebie, a ty na niego w taki sposób… - Urwał, szukając odpowiedniego słowa. Jednak po chwili machnął ręką. – Mniejsza o to. Wykorzystaj to, że masz go obok.
- Mam przeprowadzić na nim eksperyment?
- Wiem, że go lubisz. On ciebie też i to bardzo. Powiedz mu wprost, że nadal pod tym względem szukasz siebie. Że chcesz spróbować, jak to jest spotykać się z facetem. Jeśli się zgodzi, w porządku, jeśli nie, też okej. Zostaniecie na płaszczyźnie przyjaźni, dopóki sam się z tym nie uporasz. Zresztą, nie musisz od razu wchodzić w poważne związki.
- Mam go wykorzystać?
- Nie, nie, nie. Chodzi mi o to, że on może ci pomóc. Macie coś do siebie, więc możecie wspólnie się pod tym względem ogarnąć. Kto wie, co z tego wyjdzie. Michael już wie kim jest, ty nie. Ma większe doświadczenie, więc jest dobrym kandydatem do tego, by cię wprowadzić.
- Jestem biseksualny?
- Jesteś.
- Możesz nie…
- Pewnie, nikomu nie powiem o tej rozmowie. Poczekam, aż sam będziesz na to gotowy.
- Dzięki.
- Od tego mnie masz.

             Sam nie byłem pewny, czy po rozmowie z Danielem jest mi lepiej. Uświadomił mi kilka rzeczy, jednocześnie prezentując brutalną prawdę o mnie samym. Brutalną względem własnego ja, bo do tej pory byłem zbyt ślepy, by sam wszystko zobaczyć, takim jakim jest naprawdę. Mimo to i tak byłem mocno skołowany. Wiedziałem, że Irwin ma rację, a ja muszę sobie to naprawdę na spokojnie przemyśleć i poukładać.
             Wszedłem do mieszkania, odkładając klucze na szafkę stojącą przy dużym lustrze. Podniosłem głowę, rozglądając się dookoła. Do moich uszu doszedł dźwięk włączonego telewizora. Po chwili rozległy się kroki. Wiedziałem, kto to. Moje mięśnie spięły się, kiedy przede mną pojawił się zielonowłosy chłopak. Twarz Michaela była blada, a oczy przekrwione. Zamrugał, odwracając się. Przez chwilę nasze spojrzenia spotkały się ze sobą.
- Już jesteś – powiedział lekko zachrypniętym głosem.
- Byłem u Asha i Daniela – odparłem, idąc w stronę salonu. Po drodze zgarnąłem ze stołu puszkę z Colą. Zanim dotarłem do sofy, zdążyłem ją otworzyć i upić kilka łyków słodkiego napoju.
- Chłopak żyje?
- Żyje, choć z pewnością będzie miał ciężki dzień - odpowiedziałem ze śmiechem. Usiadłem na kanapie.
- Coś o tym wiem – powiedział, zajmując miejsce obok. 
              Poczułem na sobie jego wzrok. Odwróciłem się. Clifford zagryzł wargę, co było naprawdę uroczym widokiem. I do tego cholernie pociągającym. Dobra, ewidentnie na niego lecę. Nawet nie mogę temu zaprzeczyć. 
- Musimy porozmawiać.
              Skrzywiłem się. To zdanie zazwyczaj nie wróżyło niczego dobrego. W pewnym sensie wystraszyłem się, że przez to, co stało się wczoraj Michael odejdzie i już nie wróci. Że znajdzie kogoś na zastępstwo, a jedyne co mi po nim pozostanie, to tylko garść wspomnień. Ta obawa zagnieździła się w moim mózgu tak mocno, że naprawdę bałem się tego, że schrzaniłem po całości. Clifford musiał jednak coś zauważyć w moim zachowaniu, bo jego wzrok zmienił się na ten typowo badawczy, jakby oceniał mój poziom emocji i samopoczucia.
- Wyglądasz, jak zombie. – Zacisnąłem lekko usta. – Spałeś w ogóle?
- Odrobinę…
- Dobra, w takim razie nie przedłużam. Przejdę od razu do tego, co chcę ci powiedzieć, a potem wrócę do siebie, byś ty mógł się w końcu wyspać. – Patrzyłem na niego z uwagą, wyłapując każde pojedyncze słowo. Gdzieś w środku cholernie bałem się tego, co mogę usłyszeć. – Chodzi o wczoraj. – Drgnąłem, choć Clifford udał, że tego nie widział. – Nie powinienem był się tak upijać.
- Daj spokój – rzuciłem, wymuszając niewielki uśmiech.
- Nie, nie… Mówię serio. Trochę przegiąłem. Powinienem był trzymać, jakiś fason. A to, co się stało po powrocie…
- Jest w porządku, Mikey – wydusiłem, a on spojrzał na mnie zaskoczony.
- Przepraszam, nie chciałem cię w żaden sposób skołować, ani zrobić coś wbrew tobie…
- Odpowiedziałem na to, więc nie musisz się martwić moim stanem psychicznym – rzuciłem, a on zaśmiał się. – Mogłem cię przecież odepchnąć.
- Ale nie zrobiłeś tego.
- Nie zrobiłem… Sam nie wiem, dlaczego. – W tym momencie naginałem odrobinę prawdę, bo po rozmowie z Danielem miałem pełniejszy obraz tego wszystkiego. Michael jednak nie musiał o tym wiedzieć.
- Okej, więc… Między nami jest spoko?
- Jest spoko – odpowiedziałem, kiwając dodatkowo głową.
- W takim razie będę się zbierał. Widzimy się w poniedziałek.
- Mikey?
- Tak?
- Nie chcesz obejrzeć, jakiegoś filmu?
- Nie powinieneś się przespać?
- Może później – rzuciłem, patrząc na niego z nadzieją. 
              Naprawdę nie chciałem, aby znów zostawił mnie samego. Będąc z nim, czułem się lepiej i pewniej. A to, co zaszło między nami jeszcze bardziej sprawiało, że chciałem jego towarzystwa. Jakby Michael wypełniał tą jedną z pustek, które w sobie miałem. Jakby był jakimś brakującym elementem, którego jeszcze nie do końca potrafiłem rozgryźć.  Może podświadomie sam zaczynałem swój eksperyment, o którym mówił Daniel?

~***~
              Uśmiechnąłem się pod nosem, czując, jak jego palce zacisnęły się na mojej koszulce. Z pewnością coś mu się śniło. Miałem nadzieję, że jest to jeden z tych dobrych snów. Podniosłem dłoń i zawahałem się. W końcu jednak delikatnie przejechałem nią po jego rozczochranych blond włosach. Zmarszczył nos, a ja zaśmiałem się cicho. Wyglądało cholernie słodko i uroczo, szczególnie, gdy był opatulony kolorowym kocem.
              Od samego początku zauważyłem, że Luke był zmęczony. Było to po nim widać, że ta nieprzespana noc dała mu się we znaki. Byłem też pewny, że coś go gryzło, choć chłopak w tej kwestii nie pisnął, ani jednym słowem. Już pod koniec pierwszego filmu, dostrzegłem, jak powoli zamykają mu się oczy. Jak walczy z ciężkimi powiekami, starając się nie zasnąć. Tą nierówną walkę przegrał w połowie drugiej produkcji. Ja jednak nie miałem nic przeciwko temu. Szczególnie, że blondyn zasnął tuż obok mnie. Kiedy poprawiałem pozycję, w jakiej sam leżałem, niechcący trąciłem go łokciem, co doprowadziło do tego, że Luke – w dalszym ciągu śpiąc – objął mnie, wtulając się w moją klatkę piersiową. Co mogło być lepszego, od takiego bliskiego kontaktu?
              W czasie oglądania filmów, analizowałem jego całe zachowanie. Nie trzeba było być Einsteinem, by się domyślić, co spowodowało jego bezsenność i wewnętrzne rozbicie. Jakby nie patrzeć sam przyłożyłem do tego rękę. Ja i moja ochota zdobycia, czegoś więcej. Pod wpływem alkoholu nie miałem zahamowań, by odrobinę zamieszać w naszej relacji. Nie pomyślałem wtedy jednak o skutkach swojej pijackiej decyzji. Wprowadziłem w jego życie odrobinę zamętu, pomagając mu zburzyć to, co miał już zbudowane. Luke był pewny, że był hetero. Odpowiedział jednak na pocałunek. Nie odepchnął mnie, ani nie miał mi tego za złe – chyba, że te wszystkie emocje skrywał głęboko w sobie. Miałem jednak nadzieję, że znów nie sprawę, że zacznie uciekać i się gubić. Że znów nie cofnie się do punktu, z którego startował. To by była z mojej strony prawdziwa katastrofa. Chciałem wierzyć, że da radę sobie to wszystko po swojemu ułożyć.
              Nie potrafiłem jednak od tak przestać myśleć o tym, co się stało po imprezie. Miałem wrażenie, że do tej pory czuje smak jego ust, które mieszały się z lekką słodyczą, która swoje źródło miała w tych wszystkich kolorowych napojach, jakie wypił tej nocy. Z początku był nie pewny, ale wcale mu się nie dziwiłem. Byłem pierwszym mężczyzną, z którym połączyło go takie doświadczenie. Potem, gdy odrobinę zmieniłem tempo, poddał się temu. Na samą myśl o tym pocałunku, dostawałem gęsiej skórki i uderzenia przyjemnego ciepła. Nie miałbym nic przeciwko temu, by to powtórzyć. Wiedziałem jednak, że rzeczywistość wcale nie przedstawia się tak kolorowo, jak bym tego chciał. To, co się stało, nigdy nie powinno się wydarzyć. Jednak całą winę brałem na siebie. To ja byłem prowokatorem. Ja to zacząłem i to ja będę musiał posprzątać ten bałagan, jaki stworzyłem wokół siebie.


***
Nasz biedny Hemmo się odrobinę pogubił, ale na szczęście Daniel pomógł mu się, choć odrobinę ogarnąć :) Mamy też małą perspektywę Michaela :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu.

Standardowo przypominam Wam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau :)

Kolejny rozdział pojawi się tradycyjnie w następny czwartek.

Pozdrawiam!

5 komentarzy:

  1. Luke słoneczko w końcu to do ciebie dotarło, co prawdDaniel musiał cię skutecznie naprowadzić XD Hemmo jest taki uroczy, gdy jest nieporadny - z tym samochodem i bluzą było genialne. Czemu do cholery przeczuwam w powietrzu dramę, przez to co powiedział, a raczej pomyślał Michael? Roxy jak ty coś tu między nimi sknocisz to się chyba popłaczę ;P
    czekam na kolejny rozdział :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam nic nie obiecuję i nic nie zdradzam. Zobaczysz, co będzie dalej :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. lovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelovelove Wiedziałam! Od początku, kiedy tylko przeczytałam,że Miki bd "nawracał" Luka wiedziałam, że po między nimi coś będzie. To takie SWEEEEEEEEEET i HOOOOOOOOT I wg NDISIZJSIAJ. Ten pocałunek był najlepszy. Hemmo w końcu idkryl prawdę. Mam nadzieje, ze Miki szybko się o tym dowiedzieć. No wiesz. Może sprawdzić jego orientację małym "eksperymentem" *mina pedofila* wyznanie na końcu było urocze. Takie słodkie i wg. Ta aaaaaaaaaaaaaaaa... Oni czują do sb mięte ;** tak. Tak. Wiem. To co napisałam nie ma składu, ładu i normalności ale Kit. Walić to. Wiedz,że twoja czytelniczka nie jest normalna. BTW! Czytam to koło 1 w nocy. Życzę miłego pisania następnego rozdziału. ;** ~Luan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha. Nie mogłam skomentować rozdziału! XD komentarz zawierał za dużo znaków. Haha chyba przesadziłem z love bo miał on koło 2000 za dużo. :D to się nazywa bezgraniczna miłość. :P

      Usuń
    2. Muszę przyznać, że jest to jeden z oryginalniejszych komentarzy jakie dostałam :D BARDZO MI SIĘ PODOBA - DZIĘKUJĘ!!! <3 :*
      Może Lukey sam zacznie eksperymentować "używając do tego" Michaela XD
      Co tam, dla mnie Twój komentarz był w pełni zrozumiały :)
      Raz jeszcze bardzo dziękuję za tak cudowny komentarz! Ta masa "love" jest przesłodka <3
      Pozdrawiam!

      Usuń