środa, 18 maja 2016

#16 Chciałem mieć obok właśnie ciebie

Uwaga! Pojawia się tu mały moment typu - hot scenka +18

             Zaliczyłem kolejną bezsenną noc. Byłem przytłoczony tym wszystkim, co działo się wczoraj. Przez większość czasu starałem sobie to jakoś poukładać, ale moje próby spełzły na niczym. Ponownie pojawiły się we mnie obawy. Obawy, które głównie dotyczyły Michaela. Naprawdę nie chciałem stracić kolejnej ważnej dla mnie osoby. Potem, po tych długich godzinach, prosiłem już w myślach o sen. O to, by choć na chwilę przestać myśleć, jednocześnie odcinając się od tego. Moje prośby zostały wysłuchane nad ranem, gdy na zewnątrz powoli robiło się jasno.
              Mimo wszystko nie zyskałem spokoju. Moją kolejną torturą okazał się być sen. Sen tak prawdziwy, niemalże realistyczny, który wałkował się przez mój mózg, raz za razem odtwarzając tą samą scenkę. A ja w żaden sposób nie potrafiłem tego zatrzymać.
              Śnił mi się Michael. Michael mówiący, że to definitywny koniec naszej znajomości, którą zniszczyłem tym jednym pocałunkiem, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Który nigdy nie powinien być powtórzony, po tej felernej imprezie. Skutkiem tego było to, że Clifford odszedł na zawsze, a wewnętrzna pustka, która temu towarzyszyła, była nie do zniesienia. Nic dziwnego, że obudziłem się jeszcze bardziej zmęczony i wykończony psychicznie.

              Siedziałem na sofie, niemalże wciskając się w poduszki. Przykryty byłem kolorowym kocem, bo z braku snu było mi cholernie zimno. Wolałem nie wiedzieć, jak całościowo się prezentuję. Z pewnością, jak największa porażka ludzkości. Jednak dzisiaj mnie to nie obchodziło. Nie musiałem ruszać się z domu, więc nawet nie miałem zamiaru się bardziej ogarnąć, niż to było konieczne. Zmiana ubrań, prysznic i umycie zębów wystarczało. Od dwóch godzin tępo wpatrywałem się w ekran telewizora, ale i tak moje myśli nie były skupione na programie, jaki nadawali.
- Wyglądasz, jak gówno.
              Drgnąłem, a potem szybko odwróciłem się w stronę głosu. Moje błękitne oczy rozszerzyły się, gdy zobaczyłem Michaela. On również nie prezentował się nad wyraz rześko. Choć nie było z nim, aż tak źle, jak w moim przypadku. Widać jednak było, że coś go gryzie.
              Poruszyłem się po raz kolejny, gdy zielonowłosy usiadł na kanapie, zachowując między nami odpowiednią dość sporą odległość. Spuściłem głowę, koncentrując wzrok na kolorowym kocu. W pewnym sensie odczuwałem złość i gorycz, a te dwa uczucia kierowałem na samego siebie. Było mi też wstyd za to, co zrobiłem. Cholernie źle się z tym wszystkim czułem, bo brałem za to wszystko pełną odpowiedzialność. To nie on zaczął. To nie on znowu wszystko pokomplikował. To byłem ja i musiałem ponieść tego konsekwencje, nawet jeśli kurewsko bolały.
- Luke?
- Jest w porządku - wydusiłem, wzruszając jednocześnie ramionami. Mój ton głosu nie był nazbyt przekonywujący, ale to musiało mi wystarczyć.
- Nie wydaje mi się. Spałeś, chociaż odrobinę?
- Jest w porządku – powtórzyłem, czując na plecach nieprzyjemne chłodne dreszcze. Między nami zapadła cisza, która była dość napięta. Michael w końcu ją przerwał.
- Luke… Chciałem cię przeprosić. – Od razu podniosłem głowę, by móc na niego spojrzeć. Jego zielone tęczówki dokładnie śledziły każdą, nawet najdrobniejsza zmianę w mojej mimice. Wstrzymałem oddech. – Za to, co stało się wczoraj. Nie powinienem był… Nie zachowałem się w porządku. Powinienem ci wszystko wytłumaczyć od razu, a nie uciekać.
- Wytłumaczyć?
- Ja… My nie powinniśmy czuć niczego do ludzi. Nie powinniśmy angażować się w tę relację zbyt emocjonalnie i uczuciowo. Ja to zrobiłem. Naprawdę cię lubię. Pozwalałem sobie na zbyt wiele, w stosunku do ciebie. To nie twoja wina. Sam to po pijaku zacząłem.
- Jest w porządku – odparłem po raz kolejny, bo nic innego nie przychodziło mi do głowy. 
               Jego słowa wcale nie były przyjemne. Dawały mi tylko wyraźnie znać, że z tego nigdy nic nie było i nie będzie. Nie byłem dla niego. On nie był dla mnie. Ulokowałem uczucia w miejscu, którego nigdy nie było i być nie powinno. I to bolało. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że zaczynałem o nim myśleć w tych innych kategoriach już znacznie wcześniej, ale byłem zbyt głupi, by się sam przed sobą do tego przyznać. Może gdybym potrafił wcześniej zareagować, zrobić coś… Ale czy było to możliwe? Z każdym dniem po prostu zakochiwałem się w nim jeszcze bardziej. Czy dałoby się wygrać z tym uczuciem?
- Nie jest – powiedział cicho Michael, spoglądając na swoje dłonie. Po chwili znów zielone tęczówki spoczęły na mnie. – Możemy uznać, że oboje popełniliśmy kilka błędów?
- Możemy – odpowiedziałem beznamiętnym tonem. Ta rozmowa dobijała mnie coraz bardziej, ale naprawdę chciałem ukryć te wszystkie emocje, jakie się we nie kotłowały.
- My anioły… - zawahał się. Kiwnąłem mu głową, by kontynuował. – My anioły też kochamy. Tyle, że to uczucie jest nieco inne, niż wasze. Jest silniejsze, mocniejsze i jest na zawsze. Trwamy przy tej drugiej osobie do końca, nawet nie próbując tego zmienić, bo nie jest to potrzebne. Kiedy wy zmieniacie swoich partnerów, my trzymamy się jednego wybranka lub wybranki. Nie nazywamy tego miłością. Mówimy, że znajdujemy swoją bratnią duszę. Wam też często się to zdarza. Taka… Miłość, aż do grobu. Tyle, że u nas trwa to przez wieczność. Silnie i stale, bez żadnego przerwania. Ta osoba jest częścią nas. Wypełnia nas. Nie liczy się nikt inny. Wtedy żyjesz bardziej dla niej, niż dla siebie samego. I to działa też w drugą stronę. Bratnie dusze się odnajdują i nierozerwalnie są ze sobą połączone. Myślę, że dlatego się wystraszyłem. Przeraziłem się konsekwencji, bo anioł nie powinien czuć, czegoś do człowieka. Przeraziłem się też tego, że gdy takie zbliżenia będą powtarzać się częściej, ja w końcu wpadnę po uszy. Wczoraj… Wczoraj, kiedy wróciłem do Nieba, myślałem nad tym dość długo. Z początku nie chciałem ci o tym mówić, ale w końcu uznałem, że powinieneś wiedzieć. Między nami może być, tylko przyjaźń. Nic więcej.
- Tylko przyjaźń - powiedziałem cicho, a on pokiwał głową. – W porządku. Przyjaźń z tobą też jest dobrą opcją – dodałem, choć w tym momencie próbowałem też przekonać do tych słów samego siebie. 
              W pewnym sensie było mi przykro. Michael miał rację. Nie powinienem był liczyć na nic więcej, szczególnie, że dzielą nas dwa różne światy. Mój i jego. Osobne. Znajdujące się poza zasięgiem tej drugiej strony. Szkoda, że obudziłem się z tą świadomością stanowczo zbyt późno.

              Podniosłem głowę, patrząc z politowaniem na Michaela. Chłopak dokładnie studiował etykietę opakowania makaronu, wczytując się chyba we wszystko, co było tam napisane. A ja tylko poprosiłem go o to, by sprawdził, ile ma się gotować. Analizował z dokładnością każde słowo, a ja nadal nie uzyskałem potrzebnej mi informacji. Za to dowiedziałem się, ile ma kalorii, węglowodanów i co tak naprawdę w sobie zawiera.
               Zarówno mi, jak i jemu, po naszej dzisiejszej rozmowie, odechciało się wychodzenia z domu i pracy nad moją zdruzgotaną i zniszczoną duszą. Clifford uznał, że dzień przerwy dobrze nam zrobi. Za to zaproponował byśmy, jak na prawdziwych przyjaciół przystało, spędzili trochę czasu razem. Byśmy oficjalnie weszli na tą nową drogę, którą powinniśmy podążać. Wiedziałem, że moja odmowa nie będzie dla niego przyjemna, więc zgodziłem się grać przykładnego kumpla. Nadal nie czułem się z tym dobrze, że została nam, tylko ta płaszczyzna.
               Podczas wymyślania tego, jak powinniśmy zmarnować dzisiejszy dzień, Michael wpadł na pomysł, byśmy coś razem ugotowali. Chłopak był całkiem zielony, jeśli chodziło o kuchnię, więc cieszył się, jak dziecko, kiedy się na to zgodziłem. Obaj postawiliśmy na spaghetti, które nie wychodziło mi wcale najgorzej. Skoczyliśmy do pobliskiego sklepu, aby kupić potrzebne nam produkty, a potem przystąpiliśmy do pracy.
- No, co? – wydusił Michael, kiedy zabrałem mu opakowanie, by w końcu uzyskać informację o czasie gotowania tego przeklętego makaronu. Zignorowałem go, na co odpowiedział cichym prychnięciem. Czułem, jak świdrował mnie wzrokiem.
- Osiem minut plus trzy – powiedziałem, rozcinając paczkę.
- Co? Jak? Dlaczego?
- Mama zawsze dodaje do gotowania makaronu trzy dodatkowe minuty, aby wyszedł idealny.
- Wszyscy tak robią?
- Nie mam pojęcia. Każdy ma swoją metodę - odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Podszedłem do garnka, w którym gotowała się woda.
- O! Mogę ja?! Mogę?! – Uśmiechnąłem się, spoglądając na niego. W tym momencie przypominał mi małe, uradowane dziecko. Kiwnąłem głową, podając mu paczkę z makaronem.
- Uważaj, by nie chlapnęło – podpowiedziałem mu.
- To ma się tak pienić?
- Ma – odpowiedziałem, obserwując go. Teraz na torze naszej nowej relacji, zostało mi tylko to. Cicha obserwacja. – Zamieszaj – pociągnąłem dalej. Clifford złapał za łyżkę, a następnie wsadził ją do garnka z makaronem. – Teraz czas na sos.

               Uśmiechnąłem się pod nosem po raz kolejny. Michael siedział po drugiej stronie stołu, zajadając się spaghetti, które ubrudziło mu połowę twarzy. Pod tym względem był naprawdę, niczym dziecko. Urocze, słodkie i idealne. Idealne dla mnie.
- Smakuje ci? – zapytał piąty raz z rzędu. Nie żebym liczył, czy coś…
- Jest naprawdę dobre – powiedziałem, akcentując każdy wyraz. – Wyszło ci.
- Pierwszy raz – przypomniał mi z zadowoleniem. W kuchni pozwoliłem mu na to, by sam zrobił sos. Ja go tylko instruowałem, co ma dodać i przypominałem o mieszaniu, by go nie spalił. – Ugotujemy coś jeszcze?
- Najpierw zjedzmy to, a nad następną potrawą się pomyśli. W sumie… Nigdy nie byłem, jakimś wybitnym kucharzem, więc ode mnie za wiele się nie nauczysz.  
- Możemy zrobić coś prostego – rzucił z uśmiechem, Michael. – Co jest proste?
- Kanapka?
- Bardzo śmieszne, aż mnie zatkało – mruknął, a potem wytknął mi język.
                Nie wytrzymałem i parsknąłem cichym śmiechem, wprost w swój talerz. Wiedziałem, że nie mogę go mocno wkurzyć, bo inaczej pewnie to danie znalazłaby się na mojej głowie, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać. Szczególnie, że miał tak oburzoną minę, jakbym powiedział coś naprawdę niestosownego.
- Skończyłeś? – pociągnął, mrużąc oczy.
- Może… Chyba… Nie – odparłem, a potem znów zachichotałem od nosem, jak nienormalny.
- Jesteś idiotą.
- Wal się.
- Sam się wal.
- Ty się wal.
- Wal się, wal się!
- Ty się wal się, wal się, wal!
- To ty się wal się, wal się, wal!
- Wal się, wal się, wal się, wal się, wal się!
- Może powinniście się walić nawzajem? – Obaj poskoczyliśmy w miejscu, kiedy z boku doszedł do nas głos rozbawionego Irwina.
- Daniel! – warknął z oburzeniem, Ash, patrząc na niego wielkimi oczami. Nawet nie słyszałem tego, jak weszli do mieszkania.
- Przecież żartowałem – odparł i klepnął go w plecy z taką siłą, że chłopak musiał zrobić krok do przodu, by złapać pion i się nie przewrócić. – Co tam, ludzie? Hej, Michael, dawno się nie widzieliśmy.
               Clifford od samego początku, jak tylko pojawił się w moim mieszkaniu miał na swoim palcu aureolę, więc chłopaki mogli go widzieć. Cała trójka podeszła do stołu. Dwójka usiadła obok nas. Ash mamrotał pod nosem przekleństwa, kierowane na swojego brata, które Daniel zupełnie ignorował, skupiając swoją uwagę na moim przyjacielu. Calum, zaś zakręcił się wokół garnka z jedzeniem i po chwili sam się obsłużył, nakładając do głębokiego talerza wielką kupkę makaronu, sosu i sera.
- Wszystko, w jak najlepszym porządku – odpowiedział Michael, wycierając buzię w kawałek ręcznika papierowego, który miał pod ręką. – A u was?
- Jest świetnie. Macie dzisiaj, jakiś wspólny dzień? Chyba nie przeszkadzamy, co?
- Pewnie, że nie – powiedziałem szybko, a Daniel wyszczerzył się szeroko.
               Spuściłem głowę, bo doskonale wiedziałem, o czym sobie pomyślał. W końcu, tylko on wiedział o tym, co działo się w moim życiu. Tym uczuciowym oczywiście. Szkoda tylko, że mój wybór okazał się być totalną porażką.
               Zerknąłem w stronę Michaela, który uśmiechnął się do Caluma. Hood właśnie zabrał się za jedzenie. Ash również wstał i ruszył w kierunku kuchenki. Takim oto sposobem spaghetti szybciej zniknie, niż się pojawiło. Byłem pewny, że Clifford nie może się doczekać oceny pozostałych, w kwestii swojego pierwszego gotowania.
- Smakuje ci?
- Jest okej – odparł Mulat, oblizując wargi.
- Sam robiłem. Pierwszy raz. – Hood zerknął na niego. – Jestem kompletnym beztalenciem, jeśli chodzi o gotowanie.
- Wcale źle nie wyszło. Jest naprawdę dobre – odezwał się Ash, kiedy przyssał się do swojej porcji, która była nieco mniejsza, niż Caluma.
- Luke ci pomagał? – wypalił Daniel, zezując na mnie z dwuznacznym uśmieszkiem.
- Cały czas. Luke to dobry kumpel – odpowiedział Michael, odwracając się w moją stronę. 
                 W tym momencie utkwiłem wzrok w swoim talerzu. Słowo kumpel brzmiało koszmarnie i tak też się czułem, gdy je wypowiedział. Dziabnąłem makaron widelcem, będąc po czujnym okiem skrzydlatego. W końcu wziąłem się w garść, pogrążając się w luźnej rozmowie z Ashtonem. Michael jednak nadal badawczo mnie obserwował.

               Chłopaki wyszli ode mnie wieczorem. Spotkanie było całkiem przyjemne, choć w pewnych momentach nieco krępujące. Wszystko to za sprawą Daniela i jego podtekstów seksualnych. Normalnie nie miałbym nic przeciwko temu i nawet bym się z nich śmiał, jednak będąc w takiej, a nie innej sytuacji, dobijały mnie w jakiś sposób jeszcze bardziej. Irwin, bowiem był pewny, że coś jest między mną a Michaelem. Ale nie wiedział, że jednak zdegradowaliśmy się do zwykłych przyjaciół.
              Usiadłem na drugim końcu kanapy, by zachować odpowiedni dystans między mną a zielonowłosym. Podczas wizyty chłopaków robiłem to niemalże przez cały czas. Sam jednak nie wiedziałem, dlaczego. Może chciałem się od niego odciąć? Albo gdzieś podświadomie byłem przekonany, że tak właśnie powinno być? A może chciałem po porostu stłumić emocje, które zawsze się pojawiały, gdy był za blisko?
- Luke? – Oderwałem wzrok od ekranu telewizora i spojrzałem na Clifforda. Zagryzł lekko wargę. Drgnąłem lekko, gdy przysunął się bliżej. – Co jest?
- Nic nie jest – odpowiedziałem szybko.
- Mam wrażenie, że po dzisiejszej rozmowie wszystko się zmieniło – pociągnął, nie odrywając ode mnie wzroku. – Przy gotowaniu było całkiem okej, ale potem…
- Mieliśmy być przyjaciółmi, Mikey – mruknąłem, przekręcając oczami. – Więc zachowujmy się, jak przyjaciele, a nie jak…
- Mamy grać?
- Ty to powiedziałeś.
- Ale ty tak uważasz!
- Nie podnoś na mnie głosu!
- Sam zacząłeś krzyczeć!
- Bo mnie prowokujesz! – warknąłem, rozkładając ręce. Clifford wstrzymał oddech. – Zresztą… Ja… Pogubiłem się, okej?! Znowu! Nic w sumie nowego! Musisz sobie wbić do głowy, że ja nie radzę sobie tak szybko ze wszystkim, jak robisz to ty! Nie oczekuj ode mnie…
- Luke?
- Co?!
- Uspokój się.
               Zamknąłem usta, wpatrując się w jego zielone oczy. Widać było w nich troskę, może mieszaną z odrobiną smutku. Naprawdę nie wiedziałem już, co jest ze mną nie tak. Co jest z nami nie tak. Dlaczego kurwa to musi być wszystko takie popieprzone? Dlaczego w ogóle tak szybko wybuchłem?
- Przepraszam – wydusiłem, skupiając wzrok na swoich dłoniach. – Ja po prostu… Za dużo się ostatnio dzieje i… Dopiero teraz zrozumiałem, że… Zrozumiałem kilka rzeczy na temat samego siebie. To ty pomogłeś mi do tego dojść. Ale to stało się stosunkowo niedawno i… Jeszcze się z tym całkowicie nie ogarnąłem.
- Szukasz siebie?
- Może – powiedziałem cicho.
- Mów dalej.
- Nie.
- Luke, grajmy w otwarte karty. Mów dalej. – Zacisnąłem zęby. Wziąłem w końcu głębszy oddech. Raz się żyje.
- Okej… Byłem pewny, że w tobie znalazłem coś, czego mi brakowało - pociągnąłem jeszcze ciszej. Michael musiał się bardziej nachylić, by mnie w ogóle zrozumieć. – Jakiegoś elementu, bez którego żyłem od dawna.
- Byłem pewny, że wolisz dziewczyny.
- Gdyby do końca tak było, to pocałowałbym cię wczoraj? – powiedziałem, czując, jak robię się czerwony. Mówienie o takich uczuciach nie było dla mnie łatwe.
- No… W sumie racja. Wiesz jednak, że…
- Wiem – przerwałem mu szybko. Naprawdę nie chciałem po raz drugi wysłuchiwać tej gadki o tym, że nie możemy i nie powinniśmy tego robić.
- Nie jesteś mi obojętny. – Raptownie podniosłem głowę, unosząc z zaskoczeniem brwi. – Naprawdę. Może dla tego tak się cholernie wystraszyłem. Że ty możesz się okazać dla mnie, kimś znacznie więcej, niż ja dla ciebie. Mówiłem ci, jak to u nas działa. – Przytaknąłem cicho, a następnie znów skupiłem się na swoich dłoniach.
- Mikey…
- Tak?
- Może… Może powinniśmy zacząć od nowa i trzymać się dawnych reguł – odparłem, czując w gardle wielki gul. Ledwo co wyduszałem z siebie słowa. Wszystko we mnie krzyczało, bym tego nie mówił na głos, jednak z drugiej strony mały, cichy głosik w głowie podpowiadał mi, że tak powinno być. Powinno być i nigdy się nie zmienić.
- Co masz na myśli?
- Odpuścić sobie to całe bycie przyjaciółmi. Może odpowiednim wyjściem jest znów postawienie na relację typową dla anioła i jego podopiecznego? Zdystansować się, nie spędzać luźnych dni, tylko zrobić to, co trzeba i… potem rozejść się w swoje strony?
- Tego właśnie chcesz?
- Już sam nie wiem, czego chcę - wyszeptałem, przyciskając dłonie do twarzy. – Nie… Nie chciałbym tego, ale co możemy zrobić, aby... – Znowu zacząłem się plątać i gubić. Uczucia do drugiej osoby skutecznie potrafią ci skomplikować życie.
- Luke?
- To cholernie niesprawiedliwe – pociągnąłem z dużą dawką żalu i goryczy w głosie. – Dlaczego wszystko się tak jebie? Ja chciałem, tylko… Chciałem, tylko mieć kogoś obok. Zdałem sobie sprawę, że teraz, nie tylko interesują mnie dziewczyny. Uświadomiłem to sobie, po tym wszystkim, co się między nami działo, że było tak już dawniej, ale… Ale tylko ty… Tylko ty docierasz i działasz na mnie w tak mocny sposób. – Pokręciłem szybko głową. Sam byłem zaskoczony, że to wszystko w końcu wydostało się z moich ust. – Chciałem mieć obok właśnie ciebie – dodałem, ponownie zniżając głos do niemalże szeptu.
- Luke? 
               Podniosłem głowę. Nasze spojrzenia od razu spotkały się ze sobą. Miałem wrażenie, że jestem na skraju psychicznej rozsypki. Jednak obecność Michaela trzymała mnie w kupie. Co zrobię, jak go zabraknie? Chłopak wpatrywał się we mnie w milczeniu. Byłem pewny, że bardzo łatwo odczytuje moje uczucia i emocje. Nadal czekałem na to, co powie.
- Mike? – zapytałem niepewnie, kiedy cisza między nami trwała nadal.
- Pieprzę to wszystko – powiedział w końcu, a potem zrobił coś, co mnie totalnie zszokowało. Po tym wszystkim, co mówiliśmy, on znów obrócił naszą relację o trzysta sześćdziesiąt stopni.
              Jego dłonie ujęły moje policzki. Nie zawahał się, tylko od razu przybliżył, a dystans między nami zniknął zupełnie. Nasze wargi zderzyły się ze sobą, chciwie przechodząc do szybkiego pocałunku, którego pragnąłem, nie tylko ja, ale także i on. Moje ciało wypełniło się przyjemnym ciepłem. Objąłem jego kark rękami, nie chcąc tego w żaden sposób przerwać. Emocje buzowały w mojej głowie, przekrzykując się nawzajem. Jednak te, którym się to podobało, były znacznie głośniejsze. Zagłuszyły racjonalne myślenie, dając mi możliwość skupienia się, tylko na zielonowłosym chłopaku, który pokomplikował wszystko. A ja nie miałem mu tego za złe.
              Przygryzłem jego dolną wargę, na co cicho zamruczał. Rozchylił usta jeszcze bardziej, pozwalając mi na pogłębienie pocałunku. Choć naprawdę byłem gotów przecierpieć to i puścić go wolno, to jednak cholernie się cieszyłem, że on postanowił zrobić zupełnie inaczej. Wiedziałem, że to nie powinno się dziać, ale na daną chwilę również miałem to gdzieś. To było zarazem złe, jak i cholernie dobre. Pałałem się każdym najdrobniejszym jego dotykiem i smakiem jego ust. A on był pod każdym względem idealny.
              Padłem na plecy, gdy Michael naparł na mnie mocniej. Znalazł się tuż nade mną. Spojrzał mi głęboko w oczy, a zieleń jego tęczówek pochłonęła mnie zupełnie. Uśmiechnął się. Uniosłem się, by znów złączyć nasze usta. Pocałunek nadal był zachłanny i szybki, jakbyśmy nadrabiali cały dzisiejszy dzień, kiedy to separowaliśmy się od siebie.
              Na moim ciele pojawiła się gęsia skórka, kiedy poczułem jego ciepłe dłonie pod swoją koszulką. Jego palce muskały moją skórę, co wywoływało przyjemne dreszcze na kręgosłupie. Miałem wrażenie, że dotknięte przez niego miejsca, zaczynają się jeszcze bardziej rozgrzewać. Zrobiło mi się gorąco. Próbowałem się powstrzymać, ale cichy, głębszy pomruk i tak wydostał się z mojego gardła. To było niesamowicie przyjemne, być tak blisko niego.
                Jego usta zjechały w bok. Uśmiechnąłem się, kiedy przejechał nimi po kąciku moich warg. Zaczął składać drobne pocałunki wzdłuż linii mojej szczęki. Zatrzymał się na szyi, lekko przygryzając mi skórę. Wstrzymałem oddech, wsuwając mu jednocześnie dłoń we włosy. Jęknąłem cicho, gdy znalazł to odpowiednie miejsce tuż za uchem, które potrafiło doprowadzić mnie do szału. Zacisnąłem palce na jego zielonych kosmykach. Przymknąłem powieki, rozkoszując się tą chwilą, która była niesamowicie absorbująca i podniecająca.
               Michael westchnął, a jego gorący oddech owiał mój policzek. Przybliżył się bardziej, ocierając się jednocześnie o moje ciało, co zadziałało na mnie podwójnie. Nic dziwnego, że w moich spodniach pojawił się pewien problem. Wiedziałem, że to odczuł i zauważył, bo przycisnął swoje biodra jeszcze mocniej do moich, po raz kolejny wywołując przyjemne tarcie.
- Mike – mruknąłem, a potem zagryzłem wargę. – Przestań.
- Zmuś mnie – odparł rozbawiony.
- Mikey, no – pociągnąłem, kiedy sprawił, że znowu poczułem znany i przyjemny ucisk w podbrzuszu.
- Uwielbiam słyszeć moje imię z twoich ust – powiedział, wsuwając dłonie jeszcze bardziej pod moją koszulkę. – Z tych idealnych ust – dodał, przygryzając mi wargę. 
               Zareagowałem na to od razu, rozchylając je. Chłopak ponownie złączył nas w pocałunku, nie zaprzestając ocierania się o moją twardniejącą z każdą chwilą erekcję. Jeśli on nie przestanie i przeciągnie to jeszcze bardziej, to naprawdę dojdę w spodnie.
- Mikey – ponowiłem próbę.
- Podoba ci się to – powiedział z uśmiechem.
- A dziwisz się?
- Cholernie mnie kręcisz – wyszeptał, podciągając moją koszulkę.
                Zadrżałem, kiedy jego ciepłe usta znalazły się na mojej klatce piersiowej. Zjechał nimi w dół, zatrzymując się w miejscu tuż pod pępkiem. Tam ponownie przygryzł mi skórę. Moje mięśnie spięły się, a palce zacisnęły na poduszce, którą miałem pod głową. Oddech przyspieszył jeszcze bardziej, gdy rozwiązał sznurek w moich spodniach dresowych. Ponownie zrobiło mi się gorąco i duszno. Nie mogłem oderwać od niego wzroku, szczególnie, że powoli dobierał się do tej konkretnej partii mojego ciała.
               Mruknąłem znowu, kiedy jego dłoń wsunęła się, nie tylko pod moje spodnie, ale także i pod bieliznę. Michael znalazł się tuż nade mną, ponownie złączając nasze usta. Ująłem jego twarz w dłonie, wpijając się w jego wargi. Chciwie pragnąłem znów poczuć ich smak. Przejechałem palcami po jego policzku, czując pod opuszkami lekki zarost.
- Dzisiaj zajmiemy się tobą – wyszeptał, muskając raz za razem kąciki moich warg. – Małe kroki. Jesteś w tym świecie nowy.
- Ale… - Jednak nie dane mi było powiedzieć nic więcej, bo z mojego gardła wydobyło się głośniejsze jęknięcie, gdy wziął mojego członka w dłoń. Przejechał kciukiem po nabrzmiałej główce, a ja zassałem powietrze. – Mikey…
                Zacisnąłem jedną rękę na poduszce, drugą, zaś na jego koszulce. Walczyłem z szybszym oddechem, pomrukując pod nosem, kiedy zaczął w równym tempie poruszać dłonią. To było tak cholernie przyjemne, że nie mogłem skoncentrować się na niczym innym, jak tylko na tym, co ze mną robił. Miałem go tak blisko. Chciałem mieć go tak blisko już zawsze.
- Kurwa – mruknąłem, kiedy przyspieszył.
               Odchyliłem głowę, ignorując wszystko wokół. Dałem się porwać i nic nie było w stanie przebić tej chwili. Michael jeszcze bardziej owinął się wokół mojego członka, odrobinę zwiększając tempo. Jęknąłem ponownie wprost w jego usta. Kolejny raz musnął moje wargi swoimi, a potem znowu i znowu, jeszcze bardziej ograniczając mi możliwość wzięcia porządnego wdechu. Zresztą, w tym stanie było to naprawdę trudne. Nie wiem, ile to trwało, ale nagle poczułem, że jestem już na skraju wytrzymałości.
- Mikey… Blisko… Ja…
- Dojdź dla mnie, Lukey.
              Zdążył, tylko to powiedzieć, a wstrząsnął mną duży i dłuższy dreszcz. Moje ciało wygięło się w łuk. Zalała mnie przyjemna i rozluźniająca fala orgazmu, choć moje mięśnie mocno się spięły. Głośniejsze jęki wypełniły pokój, kiedy szczytowałem tuż pod nim. Ciężko sapiąc, wcisnąłem się w poduszkę. Jak tylko rozchyliłem powieki, starając się wyrównać oddech, zobaczyłem przed sobą uśmiechniętą i zadowoloną twarz zielonowłosego.
- Podobało się?
- Serio? – odparłem z niedowierzaniem, oblizując wysuszone wargi. Od tego dyszenia, aż zaschło mi w gardle. Michael wyciągnął dłoń z moich bokserek. – Cały się lepię.
- Takie życie – skwitował ze śmiechem. – Idziemy pod prysznic?
- Chcesz rewanżu?
- Chcę cię przelecieć w łazience – powiedział, a ja zrobiłem wielkie oczy. – Żartowałem, głupku – rzucił rozbawiony. – Idziemy doprowadzić się do porządku. A szczególnie ty.
- To twoja wina.
- Masz lepszy humor? – zapytał, całując mój nos.
- Zdecydowanie, a ty?
- Zdecydowanie.
- Zostaniesz na noc?
- Chętnie.



***
Muke się dzieje XD W końcu mała scena typu hot - pierwsza w tym ff, "lajtowa" na początek - za nami :P Chyba źle nie było, a przynajmniej mam taką nadzieję. Chłopaki nieco pokomplikowali sobie życie, ale... niech się cieszą. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :) 

Standardowo przypominam Wam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Kolejny rozdział tradycyjnie pojawi się w następny czwartek.

Pozdrawiam! 

8 komentarzy:

  1. Jejku ten odcinek jest swietny. Pewnie ze nie bylo zle.
    Super scenka hot ��
    Pozdrawiam i do nastepnego ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się bardzo, że się podobał :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  2. OMG hdhdhdgdbnjfkf ta końcowa scena typu hot była genialna! Jeeeee! W końcu między nimi pojawiły się konkrety :) oni są tacy uroczy razem, chcę by byli parą - pasują do siebie. Luke jest słodki, jak tak się emocjonalnie mota. Błaaaaga niech oni będą razem :)
    Chyba przeczytam ten rozdział jeszcze raz :) jest świetny
    czekam na kolejny :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie obiecuję, ale też nie mówię, że może nie - w kwestii ich bycia razem. Zobaczymy, co przyniesie im los (jak to zabrzmiało hahah) XD
      Cieszę się, że rozdział się podobał
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Podoba mi się, naprawdę i to bardzo :) Fabuła mnie cholernie zaciekawiła - Uwielbiam takie klimaty No nic, biegnę czytać od początku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://innocent-ff.blogspot.com/

      Usuń
    2. Cieszę się, że Ci się spodobało :) Mam nadzieję, że tak będzie dalej i zostaniesz do końca ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń