czwartek, 26 maja 2016

#17 Zakochałeś się we mnie, Lukey?

             Wiedziałem, że jeszcze bardziej namieszałem. Moja decyzja skutecznie usunęła stabilny i bezpieczny grunt pod naszymi stopami. To, co wydawało się być słuszne, zostało zastąpione chęcią posiadania tego, czego się pragnęło. Uczucia, którego wcześniej nie miałem, a które tak chciwie chciałem pozyskać. Pozyskać od tej jednej konkretnej i wyjątkowej dla mnie osoby. Od niego.
             To, w co oboje się wpakowaliśmy, nie będzie należeć do łatwych. On był człowiekiem, ja nie. On nie będzie żył wiecznie, a ja tak. Ani on, ani ja nigdy nie powinniśmy się w sobie zauroczyć, a tym bardziej zakochać. Właśnie - zakochać. Po tym wszystkim, co się stało, byłem już w stu procentach pewny, że zakochałem się w tym zagubionym i skrzywdzonym przez los i własne decyzje, blondynie. Pragnąłem mu pomóc za wszelką cenę, biorąc w zamian uczucie, o które mi chodziło. Choć Luke nie powiedział mi tego wprost, domyślałem się, że je odwzajemnia. A to przysłoniło wszystko inne. Nawet ustalone zasady i racjonalne myślenie. Istniało, tylko to. I sprawiało, że czułem się naprawdę fantastycznie.
             Przenosząc naszą relację na wyższy szczebel, wiedziałem, że prędzej czy później wpadnę na całego. Że Luke w końcu przeistoczy się dla mnie w kogoś, bez którego normalna egzystencja będzie trudna. Bałem się, że stanie się moją bratnią duszą, a potem okaże się, że jednak mylił się odnośnie tego, co naprawdę poczuł. Miałem, co do tego domysły, lecz nie miałem pełnej pewności. Dlatego musiałem wiedzieć, czy to uczucie względem mnie jest prawdziwe. Aby to sprawdzić, użyłem najprostszej w tym wypadku metody. Luke miał zakaz, jakichkolwiek kontaktów seksualnych z osobami, których nie obdarzył tym szczególnym i wyjątkowym uczuciem. Podpuściłem go, doprowadzając do tej intymnej sytuacji, która miała miejsce w salonie. Potem tylko czekałem na ostateczny werdykt. Musiałem jednak wziąć się na wstrzymanie, by nie nabrał podejrzeń. Musiałem wybrać odpowiedni moment, by to w końcu sprawdzić.
              Po wzięciu prysznica, stałem przed lustrem, wciskając się w czystą koszulkę i bokserki, które należały do Hemmingsa. Nawet nie próbowałem ukryć tego, że zerkam w kierunku zaparowanej kabiny, w której był. Widziałem, tylko zarys jego sylwetki, malujący się na szklanych drzwiach. Nie musiałem jednak zbyt długo myśleć, by wyobrazić sobie to, jak wygląda. Wyszedł po jakiś dziesięciu minutach, owinięty w pasie białym puchatym ręcznikiem. Kropelki wody spływały po jego klatce piersiowej. Przygryzłem lekko wargę, odwracając się. Byłem pewny, że to widział, bo doszedł do mnie jego cichy śmiech. Zdecydowanie uśmiechnięty i zadowolony Luke, był moją ulubioną wersją Luke'a.
              Zaraz po prysznicu, zabunkrowaliśmy się w jego sypialni. Rozmawialiśmy o wszystkim i zarazem o niczym konkretnym. Sam w końcu straciłem poczucie czasu, a o tym, że był już środek nocy, zorientowałem się dopiero słysząc jego powolny i spokojny oddech. Miałem lepszy wzrok od ludzi, więc dokładnie widziałem jego twarz, mimo, że na około panowała ciemność. Obejmowałem go, a jego policzek dotykał mojego ramienia. Zarzucił mi rękę przez pas. Jego palce muskały materiał koszulki, w którą byłem ubrany. Właśnie to był idealny moment na to, by sprawdzić rezultaty mojego małego testu, jaki na nim wykonałem.
              Jak najdelikatniej tylko potrafiłem, zabrałem rękę. Luke poruszył się, jeszcze bardziej wciskając się w moje ciało. Wsunął kolano między moje nogi, przyczepiając się do mnie, niczym miś koala do drzewa. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu, który wypłynął na moje usta. Wystarczyło tylko, że był tak blisko mnie, a ja już czułem się lepiej.
              Odczekałem jeszcze kilka długich minut, by mieć pewność, że blondyn faktycznie się nie obudził. Wymamrotał coś przez sen, a jego długie palce raz za razem zaciskały się na rąbku koszulki. W końcu jednak nie wytrzymałem. Byłem cholernie ciekawy ostatecznego wyniku.
              Powoli wyciągnąłem rękę przed siebie. Po chwili urządzenie zmaterializowało się w mojej dłoni. Zacząłem sunąć palcami po ekranie. Miałem wrażenie, że tablet nie nadąża za moimi ruchami. To wszystko dla mnie trwało stanowczo za długo. Chciałem już wiedzieć. Czy Luke zakochał się we mnie tak, jak ja w nim? Czy może tylko wydaje mu się, że czuje coś więcej?
              Wszedłem w odpowiednią tabelkę, gdzie widniały jego dobre i złe uczynki, łącznie z całą punktacją. Nadal szło mu nieźle, choć było kilka potknięć. Mimo to, Luke zyskiwał i małymi krokami zbliżał się do celu, który będzie naszym wspólnym sukcesem. Przejechałem wzrokiem po całej kolumnie, próbując odszukać ten jeden najbardziej mnie interesujący wpis. Jednak go nie znalazłem. Sprawdziłem wszystko raz jeszcze i kolejny, ale nigdzie nie widziałem odjętych punktów ze wczorajszego zbliżenia.
              Moje oczy momentalnie zrobiły się wielkości spodków. W tym momencie miałem ochotę go obudzić i najnormalniej w świecie wyściskać. Zrobiło mi się cholernie ciepło, a serce przyspieszyło. On czuł to samo. On naprawdę czuł to samo. Zerknąłem na blondyna, który dalej spał tuż obok. Zacząłem się szeroko uśmiechać. Ale nie mogłem tego powstrzymać. Nie, gdy wiedziałem, że on też wszedł na ten wyższy level. Rozpierała mnie z tego powodu niesamowita radość. To było cholernie przyjemne wiedzieć, że ktoś odwzajemnia twoje uczucie.  

~***~
              Przebudziłem się, choć nadal jednak bujałem się gdzieś na granicy jawy i snu. Na oślep wyciągnąłem przed siebie rękę. Jednak dłoń trafiła na pustkę. Miejsce obok było zimne, jakby nigdy nikogo tam nie było. Otworzyłem oczy. Omiotłem wzrokiem pokój, ale nigdzie nie było śladu Michaela. Uniosłem się na łokciach, po raz kolejny przyglądając się pomieszczeniu, jakbym mógł chłopaka za pierwszym razem przeoczyć. Jednak zielonowłosy zniknął.
              Padłem z powrotem na poduszki. Zakopałem się pod kołdrą, która dawała mi przyjemne ciepło. Mimo tego, że byłem zaspany, to mój mózg już włączył szybsze obroty. Moje myśli skierowały się na tą konkretną osobę, której mi brakowało. Co jeśli Michael się rozmyślił? Co jeśli odszedł na zawsze?
              Po chwili zacząłem sobie gratulować tak pesymistycznych rozważań. W końcu przecież nie byliśmy razem, więc Clifford mógł robić, co chciał. A to, że wczoraj odrobinę nas poniosło i przekroczyliśmy kolejną granicę, o niczym nie musi świadczyć. Był wolny. Był wolny tak samo, jak ja. Mimo wszystko chciałem wierzyć w to, że jednak może być inaczej. Że chłopak jednak czuje do mnie coś więcej. Może tak samo zatapia się w tym uczuciu, które ja kieruję do niego.
              Jęknąłem cicho pod nosem, czując, jak od tego wszystkiego, aż ścisnęło mnie w żołądku. Stanowczo za często myślę o tym wszystkim i kreuję scenariusze, które mogą się nie sprawdzić. Byłem pewny, że jeśli pociągnę te wszystkie analizy dłużej, to w końcu naprawdę zwariuję. Ile można, Hemmings? Odpuść. Co ma być, to będzie.
              Wynurzyłem głowę spod kołdry. Zerknąłem w kierunku zegarka. Było po jedenastej. Najchętniej przeleżałbym w łóżku cały dzień. Jednak, jak tylko o tym pomyślałem, usłyszałem jakiś dźwięk dochodzący z kuchni. Wytrzeszczyłem oczy, podnosząc się szybko z materaca. Od razu ruszyłem w stronę drzwi.
              Jak tylko wyszedłem z sypialni, poczułem zapach przypalanych jajek. Zmarszczyłem nos, zatrzymując się w kuchni. Moje błękitne oczy natrafiły na krzątającego się przy kuchence Michaela. Na jego twarzy malował się szeroki uśmiech, kiedy próbował usmażyć jajecznicę. Chłopak nigdy nie gotował, więc wspomagał się filmową instrukcją, którą włączył na swoim tablecie. Urządzenie było oparte o karton mleka, a zielonowłosy co i rusz spoglądał w ekran, starając się jednocześnie mieszać to, co miał na patelni. Musiałem przyznać, że ten obrazek prezentował się nad wyraz ciekawie i uroczo. Pomijam oczywiście totalny bałagan, jaki tu panował, bo kuchnia wyglądała, jakby uderzyła w nią bomba. Mimo wszystko było to z jego strony cholernie miłe, że podjął się zrobienia śniadania w pojedynkę.
- Luke! – rzucił z entuzjazmem, wyłączając kuchenkę.
             Wytarł dłonie w kuchenną ścierkę, a następnie podszedł do mnie. Po chwili już czułem jego usta na swoich. Odruchowo objąłem go w pasie, ignorując fakt, że przed chwilą wstałem i nie zdążyłem nawet umyć zębów. Michaelowi najwidoczniej to nie przeszkadzało. Przysunął się jeszcze bliżej, dotykając palcami mojego policzka. Przez kręgosłup przebiegł mi przyjemny dreszcz.
- Mam nadzieję, że dobrze spałeś – wyszeptał, odsuwając się odrobinę. Jego palce nadal gładziły moje policzki. – Zrobiłem jajecznicę! Sam!
- Mikey, ja…
- Wiem, to wszystko obrało zupełnie inny kierunek – przerwał mi, przechodząc do tematu, który i tak chciałem właśnie poruszyć. – Wiem, że nie powinniśmy. Nigdy nie powinniśmy do tego dopuścić. Ale wiesz, co? Mam to gdzieś. Naprawdę mam to gdzieś. Sprawiasz, że… Sprawiasz, że jestem szczęśliwy. – Spojrzałem w jego zielone tęczówki, które przepełnione były radością i czymś, co rozszyfrowałem dopiero po chwili. Uczuciem. Tym, o którym właśnie mówił. – To wszystko nie będzie łatwe, ale chcę spróbować. Chcę dać nam szansę. Nie wiem, co z tego wyjdzie i na razie o tym nie myślę. Nie chcę cię w żaden sposób uwiązać. To będzie luźna i swobodna relacja. Próba sprawdzenia samych siebie.
- Tego chcesz?
- Jeśli i ty tego chcesz.
- Ale ty kiedyś i tak odejdziesz i…
- Wymyślę sposób, by być. – Jego palce ponownie musnęły moją skórę. – Znajdę w końcu sposób, by z tobą zostać. Może minie trochę czasu, ale wierzę, że jest coś, co zburzy bariery, które są między nami.
              Moje serce biło tak szybko i mocno, że byłem pewny, że zaraz wyskoczy mi z klatki piersiowej. Na twarzy pojawiły się rumieńce. Zresztą, Michael też je miał. Jego oczy, aż błyszczały z ekscytacji, kiedy czekał na mój ruch. Przełknąłem cicho ślinę. Miałem totalny mętlik w głowie, bo nie spodziewałem się takich deklaracji z jego strony. Byłem zadowolony, ale też odrobinę przerażony. Wszystko działo się szybko. W końcu jednak postanowiłem posłuchać serca, a nie głosu rozsądku, który szeptał mi, że to może zniszczyć mnie po raz kolejny. Na daną chwilę byłem tak samo nastawiony do tego wszystkiego, jak on. Miałem to gdzieś. Liczył się, tylko Michael. Zielonowłosy chłopak, w którym coraz bardziej się zakochiwałem.
- Wierzę w to, że znajdziesz ten sposób – powiedziałem, uśmiechając się. Clifford rozpromienił się jeszcze bardziej. Musnął ustami moje usta, ponownie powodując w moim ciele pojawienie się przyjemnej fali ciepła.
- Właśnie to cholerne chciałem od ciebie usłyszeć – odpowiedział, a potem pstryknął mnie dla zabawy w nos. Podskoczyłem i spojrzałem na niego z wyrzutem. Zaśmiał się. –  Chodź, zrobiłem nam śniadanie, pingwinku.
- Czy to ten moment, w którym ty używasz wobec mnie tych wszystkich określeń, po których można rzygać tęczą, a ja się wkurzam?  
- Może?
- Świetnie – mruknąłem, choć i tak na twarzy wymalował mi się mały uśmiech, którego nie potrafiłem powstrzymać. – Co tam przygotowałeś, mój Aniele…
- Zrobi…
- Stróżu?
- Uzdrowicielu! Kurwa, no! Naprawdę?! Myślałem, że już o tym zapomniałeś, Hemmings!
- No, cóż… - Wzruszyłem ramionami, udając niewiniątko. Michael zmrużył oczy. Musiałem mocniej zacisnąć usta, by nie wybuchnąć śmiechem na widok jego oburzonej miny.
- Co było złego w pingwinku?
- Czasy Luke'a Pingwina są już za mną i… - Urwałem, gdy chłopak prychnął, krzyżując dłonie na klatce piersiowej.
- Czy to teraz jest ten moment, kiedy wymyślamy sobie te głupie ksywki, których będziemy wobec siebie używać?
- Może?
- Zjedzmy już to śniadanie, blondi, bo zaraz ostygnie.
- Nie zgadzam się na żadne blondi! – warknąłem, a Michael uśmiechnął się triumfalnie. – Poddaję się – dodałem, podnosząc dłonie w geście kapitulacji.
              Clifford zaśmiał się po raz kolejny, a następnie podszedł do kuchenki. Przekręciłem oczami, bojąc się tego, że jednak zostanie przy tym pieprzonym blondi. Chyba już wolałem pingwinka. Usiadłem na krześle, czekając, aż mój początkujący nowy kucharz poda mi to, co udało mu się stworzyć.
              Po chwili postawił przede mną pełen talerz jajecznicy z szynką i dwoma świeżymi bułkami, które z pewnością kupił w pobliskim sklepie. Spojrzałem na swoje śniadanie. Nie byłem do końca pewny, czy to przeżyję, choć aż tak źle nie wyglądało. Szynka była dość mocno spieczona. Po jajkach było widać, że gdzieniegdzie mu się przypaliły. Nie chciałem mu jednak robić przykrości, szczególnie, że był tak mocno zadowolony z siebie. Złapałem za widelec. Wbiłem go w ściętą jajecznicę. Michael usiadł obok, nie odrywając ode mnie wzroku. Podniosłem widelec do góry, a następnie włożyłem go z całą zawartością do buzi. Nie smakowało najgorzej, choć ewidentnie miało mały posmak spalenizny. No i było odrobinę przesolone.
- I jak?
- Da się zjeść – powiedziałem zgodnie z prawdą. 
             Skrzywiłem się, gdy coś chrupnęło mi w buzi. Moje zęby natrafiły na coś twardego. Przesunąłem tę niespodziankę językiem, by w końcu ją wyciągnąć. Zerknąłem na to, co trzymałem między palcami.
- Niechcący mi wpadło – rzucił przepraszającym tonem.
- To nic takiego – odparłem, pozbywając się skorupek po jajkach. – Naprawdę, jak na pierwszy raz, to wcale nie wyszło ci źle.
- Może następnym razem zrobimy coś razem?
- Jasne, nie ma problemu.

              Michael musiał zasiąść do mojego komputera, aby napisać szybki raport z postępów, jakie odnosiłem. Mogłem się założyć, że gdyby nie wiadomość głosowa od jego przełożonego, to tym razem anioł by zapomniał, o czymś tak ważnym, jak cotygodniowe sprawozdanie na mój temat. Zresztą, wcale mu się nie dziwiłem, że wypadło mu to z głowy. Ostatnio raczej nie myślał konkretnie o pracy, a o czymś zupełnie innym. Jednak kiedy donośny i dudniący głos Zachariasza (Clifford wytłumaczył mi, że jest to Anioł Szansy, który kieruje działem uzdrowień), pojawił się w kuchni – a od niego miałem wrażenie, że zatrząsł się cały budynek – chłopak od razu zabrał się do pracy.
              Michael siedział na sofie z laptopem na kolanach. Jego palce szybko stukały w klawisze, kiedy tworzył raport. Ja, zaś znajdowałem się tuż obok, zgłębiając się w powieść Stephena Kinga, którą niedawno zacząłem czytać. Mój policzek przyciskał się do jego ramienia, które było praktycznie nieruchome. Dokładnie wczytywałem się w drobny druk, domyślając się, że nawet najmniejszy podany w książce  szczegół, może być ważny przy końcowej akcji.
- Lukey?
- Mikey? – wymamrotałem pod nosem, nie odrywając błękitnych oczu od tekstu.
- Pomyślałem, o czymś.
- O czym konkretnie?
- Wiem, że teraz znów zacząłeś pracować z chłopakami. Wracacie do grania. – Pokiwałem głową. – Myślisz, że na początku miesiąca uda ci złapać trochę wolnego, by wyrwać się do Sydney?
- Co? – Raptownie spojrzałem na niego, starając się ukryć lęk, który poczułem na samą myśl o moim rodzinnym domu.
- Myślę, że jesteś gotowy, by zrobić kolejny duży krok.
- Ta… Tak uważasz?
- Jestem tego pewny.
               Zagryzłem wargę. Perspektywa powrotu do Australii była dość przerażająca i przytłaczająca. W końcu naprawdę mocno schrzaniłem na linii dziecko-rodzice. Bałem się, że moja rodzina mimo wszystko odwróciła się ode mnie, a ja nie będę mógł tego naprawić. Bałem się, że po prostu nie wybaczą mi tego, co robiłem.
- Będzie dobrze. Mogę tam lecieć z tobą, jeśli chcesz.
- Naprawdę? – wydusiłem z nadzieją.
- Oczywiście, że tak. Jeśli tego właśnie potrzebujesz.
- Chcę, byś poleciał tam ze mną.
- Świetnie. Zaklepię nam odpowiedni termin, a ty zabukujesz bilety.
- Bilety?
- Chcę w końcu się przelecieć tą wypasioną maszyną.
- Samolotem?
- Dokładnie. 

             Kiedy Michael zakończył swoją pracę nad raportem, wpadliśmy na pomysł, by udać się na miasto. Chciałem zaliczyć kilka dobrych uczynków, by nadrobić punktację. W drodze powrotnej mieliśmy wstąpić do pizzerii, aby zjeść późny obiad. Te plany jednak pokrzyżowała nam pogoda, która zmieniła się tak szybko, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od rana na dworze mocno prażyło słońce, jednak w południe zaczęło wiać i grzmieć. Zdążyłem wciągnąć na siebie kurtkę, kiedy lunęło. Trzeba było przełożyć nasze wyjście, a pizzę zamówić przez telefon.
             Po zjedzeniu pizzy, ponownie zalegliśmy przed telewizorem. To było nasze stałe miejsce, gdy przebywaliśmy w moim mieszkaniu.  Staraliśmy się ignorować Armagedon, który rozpętał się na zewnątrz. Była burza. Głośna i donośna, jakby naprawdę miała się rozpocząć, jakaś Apokalipsa. Nagle huknęło tak mocno, że aż podskoczyłem w miejscu. Wszystko zgasło, a wokół nas zapanowała totalna ciemność. Wysiadł prąd.
             Michael podciągnął się wyżej. Od dłuższego czasu praktycznie na mnie leżał, przyciskając głowę do mojej klatki piersiowej. Mruknął niezadowolony pod nosem, bo właśnie przerwano nam oglądnie kolejnej produkcji ze Spider-Manem. Ponownie przejechałem palcami po jego plecach. Po chwili błysnęło światło, gdy jego słynny tablet zmienił się w latarkę. Położył urządzenie na stole, dzięki czemu znowu mogłem go zobaczyć. Uśmiechnął się.
- Mogę cię o coś zapytać? – odezwałem się, nie odrywając wzroku od jego zielonych oczu, tym razem o wiele ciemniejszych, niż zazwyczaj.
- O co konkretnie?
- To nie jest związane z Niebem – powiedziałem powoli. – A może trochę?
- Mów – pociągnął, układając się na mnie, jakbym był wygodnym materacem.
- Jesteś misiowaty – skwitowałem, gdy objął mnie mocniej.
- Misiowaty?
- Przytulasz się, jak miś.
- Lubię się przytulać.
- Ogólnie czy…
- Do ciebie uwielbiam się przytulać – dodał ze śmiechem, a potem musnął swoimi ustami moje. Przymknąłem oczy, mając nadzieję, że zrobi to po raz kolejny lub że przejdzie do pełnego pocałunku. On jednak poprzestał, tylko na tym. Byłem tym odrobinę rozczarowany, licząc na coś więcej. – Jesteś taki cieplutki. Masz coś przeciwko?
- Oczywiście, że nie.
- Więc, co to było za pytanie?
              Zamrugał, nadal wpatrując się we mnie z nieukrywaną ciekawością. Dotknąłem jego policzka, na co uśmiechnął się jeszcze szerzej. Odpowiedziałem tym samym. Dopiero teraz tak naprawdę zdałem sobie sprawę, że tego właśnie chcę. By był obok. By już zawsze był obok mnie, bez względu na to, co będzie się działo. Wcześniej obstawiałem, że pragnąłem tego z taką samą siłą, jednak to właśnie ten moment utwierdził mnie  w tym w stu procentach. Był wszystkim, czego potrzebowałem. Właśnie teraz postanowiłem zawalczyć o swoje i przestać w końcu się wahać. Chciałem wejść całym sobą w tą inną relację, którą mieliśmy. Mimo tego, że była dla mnie nowa.
- Co to za pytanie, Lukey?
- Czy… Znalazłeś kiedyś swoją bratnią duszę?
- Nie. Gdyby tak było, ty i ja… To by się wtedy nie udało. Tak, jak mówiłem, bratnia dusza jest na zawsze. Niema nic poza nią.
- Nawet, gdy ta druga osoba odejdzie?
- Nie odejdzie tak po porostu. Ty też jesteś jej bratnią duszą. To, tak jakby transakcja wiązana. Chyba tylko śmierć jest w stanie to przerwać.
- Wy też umieracie?
- Można to tak nazwać. Nie umieramy, jak wy. Po was zostają dusze, po nas nie ma nic. Jakbyśmy nigdy nie istnieli. Jakby nigdy nas nie było. Znika nawet nasza łaska. Ale to rzadkie przypadki. Przeważnie spotyka te anioły, które mocno się buntują i działają przeciwko Niebu.
- A buntują się?
- Teraz już nie. Są oczywiście pojedyncze przypadki, ale jest ich tak mało, że po jakimś czasie nikt już o tym nie pamięta.
- Czym jest ta łaska, o której wspomniałeś?
- Coś, co czyni nas aniołami. To dzięki niej jesteśmy tym, kim jesteśmy. To ona pozwala nam robić te wszystkie bajeranckie rzeczy, jednocześnie wykonując polecenia Szefa.
- Spotykałeś się kiedyś z kimś, bo myślałeś, że to może jest twoja bratnia dusza?
- Skąd te pytania?
- Tak z ciekawości – odpowiedziałem, wzruszając ramionami. Chłopak zaśmiał się.
- Spotykałem, ale to nie była ta właściwa osoba.
- Skąd wiesz?
- Bo on w końcu znalazł swoją bratnią duszę. I to nie byłem ja.
- To było dawno temu?
- Dawno – powiedział, ponownie się uśmiechając.
- A czy ludzka dusza może być z aniołem?
- Nie.
- To, co będzie, jak…
- Jesteś młody. Nie myśl o śmierci – rzucił, krzywiąc się.
- Ale przypadki chodzą po ludziach…
- Luke, to właśnie przypadki. Zresztą, nie pozwolę ci tak szybko umrzeć.
- Ponoć nie możesz ingerować w takie rzeczy.
- Przez tak długi czas próbowałem ci wpoić to, że nie jestem Aniołem Stróżem i twój mózg pod żadnym pozorem nie mógł tego ogarnąć, ale z całego mojego wywodu zapamiętałeś właśnie to?
- Jestem, tylko ciekaw.
- Ciekaw? – Kiwnąłem głową. – Dlaczego mam wrażenie, że ta ciekawość łączy się z obawą? – Wzruszyłem ramionami. 
              Wiedziałem, że tak łatwo go nie oszukam. Faktycznie gdzieś w środku bałem się tego, że po mojej śmierci wszystko się skomplikuje jeszcze bardziej. Wiem, że miałem przed sobą jeszcze długie życie – pomijając oczywiście pieprzone przypadki – ale po tym, co stało się z moim bratem, ludzkie istnienie wydawało mi się być cholernie kruche i niestabilne.
- Wymyślę taki sposób, że nawet po tym, jak odejdziesz z tego świata, to i tak będziemy razem.
- Obiecujesz? – zapytałem cicho.
- Zakochałeś się we mnie, Lukey?
- Może odrobinę – wydusiłem ze śmiechem.
             Michael po raz kolejny obdarzył mnie szerokim uśmiechem. Przysunął się bliżej, a potem w końcu złączył nasze usta. Odpowiedziałem na pocałunek od razu, pałając się tą chwilą czułości i przyjemności. Wsunąłem mu dłoń we włosy, lekko zaciskając palce na zielonych kosmykach. Rozchyliłem wargi jeszcze bardziej, pozwalając mu na pogłębienie pocałunku. I niech mnie ktoś strzeli, jeśli skłamię, że nie mógłbym tego robić przez cały czas.
- Obiecujesz? – wyszeptałem wprost w jego usta, kiedy zawisł tuż nade mną.
- Obiecuję.



***
Chłopaki się ogarnęli względem siebie - może coś z tego naprawdę będzie XD To się okaże :) Nie mniej jednak Luke oficjalnie wraca do pracy, a oprócz tego szykuje się im wycieczka do Sydney :)
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo zapraszam i przypominam o Asku i Twitterze- @RoxyDonau

Dziękuję również za wszystkie Wasze komentarze, które naprawdę motywują do pracy :)

Następny rozdział w kolejny czwartek.

Pozdrawiam!

3 komentarze:

  1. Luke jest uroczy, gdy tak się gubi w tym co myśli i czuje :) super, że postanowili spróbować, a Mikey jaki był szczęśliwy : ) t ich muke momenty są idealnie - chcę ich więcej :) cudowny rozdział :) liczę na to, że ich wyprawa do sydney się powiedzie i Luke odzyska rodzinę :)
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może mu się uda naprawić kontakty :) To się okaże :)
      Cieszę się, że się podobało :)
      Dzięki za komentarz
      Pozdrawiam

      Usuń