środa, 1 czerwca 2016

#18 Nie zgrywaj świętego, Clifford

Uwaga! Rozdział zawiera scenkę +18

                Wyszedłem z łazienki, od razu kierując się do kuchni. Marzyłem o ciepłej kawie. Oprócz tego pragnąłem przestać myśleć. Dzisiaj, bowiem mieliśmy mieć pierwszy wywiad od długiej przerwy, do której się przyczyniłem. Denerwowałem się. Stresowałem się tym, o co mogą nas zapytać w siedzibie redakcji. Bałem się pytań o wypadek, o moje załamanie i powrót, choć menadżer zapewnił mnie, że nic takiego się nie pojawi, a dziennikarz ma się skupić, tylko na naszej aktualnej pracy. Miałem nadzieję, że jego słowa okażą się prawdą. Chciałem zostawić wszystkie przykre rzeczy za plecami i do nich nie wracać. Nie chciałem ich wywlekać w mediach. Nie było to nikomu potrzebne.
              Złapałem za czajnik i podszedłem do kranu. Odkręciłem kurek. Mój wzrok skupił się na płynącej wodzie. Nagle podskoczyłem ze strachu, kiedy ciepłe wargi musnęły moje odsłonięte ramię. Czajnik z wodą wyleciał mi z rąk, a ja niemalże wcisnąłem się w kuchenne szafki.
Usłyszałem za plecami cichy śmiech, który od razu rozpoznałem. 
               Odwróciłem się w stronę zielonowłosego chłopaka, który zasłonił usta dłonią, nadal chichocząc pod nosem. Byłem pewny, że jestem przyzwyczajony do tego jego nagłego pojawiania się, ale najwidoczniej bardzo się myliłem. Prawie miałem przez niego pieprzony zawał!
- Bardzo śmieszne – mruknąłem, przekręcając oczami.
- Nie dąsaj się, księżniczko – powiedział, przybliżając się. Wstrzymałem oddech, kiedy jego twarz znalazła się, tylko kilka centymetrów od mojej. – Zarumieniłeś się.
- Wcale nie, głupku – odparłem, odpychając go od siebie. Skłamałbym jednak, że ta jego bliskość nie wywołała przyjemnego ciepła, które powoli rozniosło się po moim ciele. Michael uśmiechnął się triumfalnie. Wyciągnął w moją stronę dłoń. Dopiero teraz dostrzegłem w niej siatkę. A stamtąd wydobywał się przyjemny zapach przypraw.
- Przyniosłem nam śniadanie – pociągnął zadowolony. - Musisz się najeść i rozluźnić przed wywiadem.
- Nawet mi nie przypominaj – mruknąłem, odwracając się. Złapałem za leżący w zlewie czajnik. Nalałem do niego wody, by w końcu odstawić go na podstawkę. Włączyłem go.
- Będzie dobrze, ja to wiem. – Zerknąłem na niego, nie mając zbyt tęgiej miny. – Musisz się, tylko uspokoić. On zada wam kilka pytań i będzie po sprawie.
- A jak zapyta o… Wiesz, o co.
- Z tego, co mówiłeś, miał nie pytać.
- Ale może to zrobić – jęknąłem tonem małego dziecka.
- Wyluzuj, Lukey – pociągnął Michael. Jego dłoń znalazła się na moim policzku. Potarł moją skórę palcami, a ja westchnąłem cicho. Nawet nie próbowałem ukryć tego, że było to cholernie miłe i przyjemne uczucie. – Będzie okej - powtórzył, a ja mimowolnie kiwnąłem głową.
                Miałem wielką nadzieję na to, że jego przypuszczenia się sprawdzą i wywiad przebiegnie gładko i prosto. Że dziennikarz naprawdę skupi się tylko na naszej pracy, a nie na życiu prywatnym. A tego naprawdę chciałem.

                Faktycznie wywiad nie wypadł tak źle, jak myślałem. Dziennikarz, ani razu nie zapytał o wypadek, o moje załamanie i stoczenie się. Nie wypytywał o tą dłuższą przerwę, jaką mieliśmy. Skupił się na powrocie zespołu, interesując się głównie naszymi planami – zarówno tymi bliskimi, jak i dalszymi. Wspomnieliśmy, że pracujemy nad nowymi piosenkami i że już niedługo znów staniemy razem na scenie, grając długo wyczekiwany przez naszych fanów koncert. Atmosfera w redakcji była dość luźna i swobodna, więc szybko przestałem się tak mocno stresować. Prawdziwą ulgę poczułem, gdy wszystko obiegło końca.
                Po wywiadzie postanowiliśmy udać się do pobliskiej restauracji, aby coś zjeść. Daniel od samego początku jęczał, że jest głodny. To jego marudzenie przeszło także na nas, więc szybko i nam zaczęło burczeć w brzuchach.
                 Weszliśmy do lokalu. W powietrzu unosił się zapach różnych potraw. Szybko zajęliśmy najbardziej oddalony od drzwi stolik. Po chwili obok nas pojawił się uśmiechnięty kelner, który wręczył nam menu, oprawione w gładkie brązowe okładki. Od razu przystąpiłem do sprawdzania tego, co można tu zjeść. I każde danie wydawało się smaczniejsze od poprzedniego. Nie mogłem się zdecydować.
- A może… Marynowana pierś z kurczaka z serem i pieczone ziemniaki? – wymamrotał pod nosem, Ashton.
- Chcę to – powiedziałem, pukając go w ramię.
- Ja stawiam na wieprzowinę w sosie własnym – odezwał się Calum.
- Wezmę to, co Hoodini – rzucił Daniel, zamykając kartę. – Jezu, już czuję to jedzenie w gębie.
               Zdążył to powiedzieć, a przy naszym stoliku na nowo pojawił się kelner. Zebrał nasze zamówienia, a następnie odszedł w stronę kuchni. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, skupiając wzrok na czarnych dodatkach i wstawkach, jakie znajdowały się na ścianach. Były to różne wzory i mozaiki, które praktycznie nie przypominały niczego konkretnego. Mimo wszystko przyciągały wzrok. Zagapiłem się na nie, odcinając się od tematu, jaki poruszyli chłopaki.
- Co ty na to, Luke?
- Co? – wydusiłem, odwracając się w stronę Ashtona. Irwin pokręcił nosem. Niezbyt był zadowolony z faktu, że się myślowo odłączyłem.
- Co myślisz o tym, by zabrać się za muzykę do piosenki napisanej przez Caluma i Daniela? – powtórzył powoli, jakbym miał problemy z rozumowaniem mowy ludzkiej.
- Tej o złamanym sercu?
- Dokładnie – odparł Ash.
- W sumie to nie jest zły pomysł. Tekst jest naprawdę świetny – powiedziałem, a dwójka autorów tego przyszłego utworu szeroko się uśmiechnęła. – Podobają mi się te słowa.
- Moglibyśmy wrzucić to w spokojną melodię, ale żeby nie zrobić z tego typowej smętnej ballady - odparł Daniel.
- Albo z robić z tego szybki kawałek na przekór słowom – rzucił Calum, obracając w dłoniach telefon, z którym się nie rozstawał.
- Potem moglibyśmy wziąć się za ten kawałek o miłości – pociągnął Ash, pukając się palcem w policzek. – Ten, który napisałem z Danielem…
- Luke, a ty ostatnio coś napisałeś? - zapytał Calum, zerkając na mnie z ciekawością.
- Nie – odpowiedziałem zawiedziony.
- Spoko, nie spiesz się. Wena w końcu wróci – powiedział z ciepłym uśmiechem, Hood, klepiąc mnie jednocześnie po ramieniu. – Wszystko w swoim czasie.
- Może mózg mi się w końcu odblokuje – mruknąłem cicho. 
              I naprawdę miałem nadzieję na to, że przyjdzie ten czas, że znów będę mógł swobodnie pisać. Ostatnio jakoś nie miałem do tego głowy. Słowa nie chciały w ogóle ze mną współpracować, a to, co wychodziło spod mojego pióra, było tak beznadziejne, że nie miałem odwagi pokazać tego innym. Teraz wiedziałem, że muszę na nowo nad tym popracować, by znów wnieść do tego zespołu coś więcej. By nie zostawiać tej pracy całkowicie na ich barkach.

              Michael podniósł głowę, jak tylko wszedłem do salonu. Nie zdziwiło mnie to, że chłopak leżał rozłożony na mojej kanapie. W tle cicho grał telewizor, a ja dostrzegłem, że musiał oglądać jakąś część Gwiezdnych Wojen. Widziałem na jego ubraniu okruszki po popcornie. Na stole stała duża miska po tejże właśnie przekąsce. Zerknąłem kontrolnie w stronę mikrofali. Urządzenie - tak samo, jak kuchnia - nie nosiło śladów Armagedonu, więc uspokoiłem się, wiedząc, że nic tu nie wystrzeliło i nie wybuchło.
- Co ty masz taką minę? – zapytał Clifford, przeciągając się na sofie. Podrapał się po brzuchu, posyłając w moją stronę jeden ze swoich uśmiechów, które uwielbiałem.
- Chcę wrócić do pisania piosenek.
- Dzisiaj?
- Nie, dzisiaj nie, ale niedługo – powiedziałem, podchodząc do niego. Michael przesunął się, by zrobić mi miejsce. Usiadłem. – Chłopaki cały czas coś piszą, a ja… Czuję się, jakbym pod tym względem stał w miejscu.
- Brak weny?
- I chyba też skupienia.
- Odblokujesz się w końcu – pociągnął, przejeżdżając dłonią przez moje plecy. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem, patrząc w jego zielone tęczówki. – Nie spiesz się. Pośpiech nic ci nie da. Wtedy będziesz się wkurzał sam na siebie.
- Małe kroki…
- Są najlepszą metodą – dokończył, nadal uśmiechając się szeroko.
              Podskoczyłem w miejscu, kiedy Clifford dla rozrywki uszczypnął mnie w biodro. W ramach rewanżu przyłożyłem mu ozdobną poduchą, którą akurat miałem pod ręką. Chłopak roześmiał się, a ja przez chwilę wsłuchiwałem się w ten przyjemny dla ucha dźwięk. Przy nim zyskiwałem spokój i rozluźnienie. Przy nim wszystko wydawało się być łatwiejsze i prostsze. Miałem wrażenie, że dla niego nie ma rzeczy niemożliwych. No… Chyba, że chodziło o nas. O nas, jako jedno. Tu pojawiały się problemy, ale na daną chwilę nie chciałem o tym myśleć.

               Michael wszedł do pokoju. Spojrzałem na niego, odkładając komórkę na stół. Domyślałem się, że musiał wpaść na jeden ze swoich genialnych lub ekstremalnych pomysłów, bo szczerzył się, jak osoba nie do końca zdrowa na umyśle. Podbiegł do mnie, zatrzymując się na oparciu kanapy. Zawisł na niej, przechylając się w moją stronę. Wygiął się tak, że jego twarz znalazła się na wysokości mojej.
- Co jest?
- Jak bardzo jesteś zmęczony?
- Nie jestem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Ekstra! W takim razie wstawaj – rzucił, ciągnąc mnie za koszulkę.
              Zdążyłem zmarszczyć ze zdezorientowaniem czoło, gdy nagle coś pacnęło mnie w tył głowy. Dostrzegłem fragment czarnej bluzy z kapturem. Złapałem za nią i powoli dźwignąłem się na nogi. Ubrałem ją, nadal nie wiedząc, co będziemy robić, ani tym bardziej dokąd idziemy. Spojrzałem na chłopaka. Właśnie wciskał na swoje stopy czarne trampki. Podszedłem do niego, by również ubrać buty.
- Powiesz mi, co będziemy robić?
- Pomyślałem, że odrobina ładnego widoku przyda ci się w odblokowywaniu weny twórczej – powiedział zadowolony z siebie.
- Gdzie idziemy?
- Tajemnica.
- Michael! – warknąłem ze strachem.
               Bowiem, gdy tylko się odwróciłem do niego plecami, na moich oczach pojawiła się chusta, która przysłoniła mi wszystko. Wokół mnie zapanowała ciemność. Chciałem ją ściągnąć, ale zaraz pożałowałem tego ruchu, bo dostałem od niego po rękach. Syknąłem cicho z bólu, bo nie było to z jego strony nazbyt delikatne.
- Będę cię prowadził.
- I to ma mnie niby uspokoić?
- Miej we mnie więcej wiary, kotku. Krzywda ci się przy mnie nie stanie.
- Nad tym bym polemizował.
- Luke, no! – jęknął, niczym małe dziecko. Żałowałem, że nie mogę teraz zobaczyć jego twarzy. Z pewnością była naburmuszona i przypominała zdenerwowanego pięciolatka.
- Dobra, prowadź.
- Takie nastawienie jest dużo lepsze.
- Jeśli zrobisz coś, co mi się nie spodoba, to…
- Jasne, księżniczko. Te groźby wsadź sobie w tyłek.
- Jak ja cię czasami nie cierpię – mruknąłem, kiedy złapał mnie pod ramię.
- Dobrze, że tylko czasami. Dobre i tyle.
               Nie miałem wyboru, więc pozwoliłem mu się wyprowadzić na korytarz. Wiedziałem, że znajdujemy się na klatce schodowej, bo poczułem znany chłód, jaki tu zawsze panował. Michael pociągnął mnie gdzieś przed siebie, a ja dopiero wtedy zorientowałem się, że idziemy w stronę schodów. Wspięliśmy się na kolejne piętro. Tam zatrzymaliśmy się. Usłyszałem cichy szczęk, jakby zamka, a potem cichy brzdęk, który przypominał mi metal. Poczułem, jak delikatny wiatr trąca końcówki moich włosów.
- Teraz ostrożnie. Pomogę ci wejść na górę.
- Gdzie i po czym?
- Po drabinie.
- Ty żartujesz!
- Nie – odpowiedział, a ja po jego tonie wnioskowałem, że musiał się uśmiechnąć. – Dajesz, Luke. To naprawdę warte zobaczenia.
              Pociągnął mnie w stronę przytwierdzonej do ściany drabiny. Teraz zaskoczyłem, dokąd dokładnie mnie prowadził. Naszym celem był dach. Dach mojego mieszkalnego budynku. Nie był on najwyższy z tych wszystkich bloków, jakie można znaleźć w okolicy, ale z pewnością widok z samej góry też mógł być naprawdę ciekawy.
              Michael pomógł mi stanąć na pierwszym szczebelku. Kilka razy z rzędu zapewnił mnie, że będzie tuż za mną i nie pozwoli mi spaść. Uwierzyłem mu, więc nieco śmielej zaczynałem wspinać się na górę. Faktycznie chłopak był niemalże obok, bo ciągle czułem, jak klepie mnie po łydce lub udzie.
              Kiedy tylko dotarłem na górę, poczułem chłodne powietrze na twarzy. Lekki wiatr rozwiał mi włosy. Wyciągnąłem ręce przed siebie, próbując znaleźć cokolwiek, co może stanąć na mojej drodze. Nie próbowałem ściągać chusty, by po raz kolejny nie oberwać po rękach od Michaela. Jednak, gdy tylko o tym pomyślałem, poczułem, jak jego dłonie majstrują przy materiale. Po chwili chusta zsunęła się z moich oczu, a ja znów odzyskałem możliwość widzenia.
- Powinno ci się spodobać – szepnął Michael, nachylając się w moją stronę.
- Wiesz, że nie powinno nas tu być?
- Nikt się nie dowie. Już się o to postarałem.
- Co?
- Nikt nas nie zobaczy, ani nie usłyszy.
- Zrobiłeś te swoje anielskie czary mary? – Clifford pokiwał głową. – Dobra, przynajmniej żadna policja nas stąd nie ściągnie.
- Dla innych nie istniejemy – powiedział uśmiechnięty Michael. – Chodź.
               Złapał moją dłoń. Poczułem kolejną falę przyjemnego ciepła, kiedy jego skóra zetknęła się z moją. Byłem pewny, że moje ciało przyzwyczaiło się do takiego kontaktu, ale nadal mocno na niego reagowałem. Michael pociągnął mnie w stronę początku dachu. Kiedy byliśmy przy murku, odrobinę się zawahałem. Chłopak jednak bez strachu wskoczył na niego, a potem przerzucił nogi na drugą stronę. Teraz dyndały w powietrzu.
- Siadaj obok. Obiecuję, że nic ci się nie stanie – zapewnił mnie, klepiąc murek tuż obok siebie. 
              Wziąłem głębszy oddech, a potem kiwnąłem głową. Powoli zająłem wskazane przez niego miejsce. Skłamałbym, gdybym zaprzeczył temu, że nie miałem cykora. Prawda była taka, że jednak wysokość robiła swoje, a ja nie miałem żadnego zabezpieczenia, które uchroniłoby mnie przy upadku. Musiałem jednak uwierzyć w słowa Michaela i po porostu mu zaufać.
               Wstrzymałem oddech, patrząc na oświetlone Los Angeles. Musiałem przyznać, że widok był naprawdę niesamowity. Nie liczyłem, że będzie, aż tak piękny. Mimo, że nie siedzieliśmy na najwyższym bloku, to i tak to, co można było zobaczyć, cieszyło oko. Dokładnie przyjrzałem się sąsiednim budynkom, chodnikom i ulicom, na których pojawiały się kolorowe samochody. Można było wyłapać nieliczne cienie, które pojawiały się za pomocą świateł. Mogłem śmiało powiedzieć, że teraz zobaczyłem to miasto z nieco innej perspektywy. Poderwałem głowę do góry. Nad nami znajdowało się ciemne niebo. Na nim wymalowane były małe gwiazdy. Jedne świeciły mocniej, inne odrobinę słabiej.
- Podoba się?
- Jest idealnie – powiedziałem, nie odrywając oczu od księżyca. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem.
               
              Najpierw siedzieliśmy w komfortowej ciszy. Potem zaczęliśmy ze sobą rozmawiać, by po chwili znów zamilknąć. Oderwałem wzrok od sąsiedniego budynku, by spojrzeć na czerwony samochód, przejeżdżający ulicą. Wtedy też Michael postanowił zrobić mi mały dowcip.
               Kiedy byłem zajęty spoglądaniem w drugą stronę, ten dla zabawy pukną mnie w plecy. Zakołysałem się, pochylając się do przodu. Wrzasnąłem ze strachu. Zacząłem machać rękami, w obawie przed tym, że naprawdę spadnę. Przed oczami już wymalował mi się obrazek tego, jak lecę w dół, a potem wgniatam się w chodnik, jak w klasycznych kreskówkach. Tyle, że tam bohaterowie wychodzą cało z takich akcji, a ja z pewnością nie miałbym tyle szczęścia. Przez przypadek uderzyłem Michaela w ramię. Dzięki temu przypomniałem sobie o tym, że nadal siedzi obok, więc przylgnąłem do niego, wciskając się w jego ciało. Najwyżej spadniemy oboje.
                Do moich uszu doszedł jego śmiech. Będąc tak blisko, poczułem znany mi zapach chłopaka. Michael objął mnie, gładząc dłonią moje plecy. Przez chwilę moje palce zaciskały się na jego ubraniu. Twarz schowałem w zagłębieniu jego szyi. Musiała minąć dłuższa chwila, zanim się uspokoiłem, a moje serce zwolniło do normalnego rytmu. Powoli odsunąłem się.
- Czy ciebie doszczętnie popieprzyło?
- Mała adrenalina nie jest zła.
- Wal się, Clifford.
- Sam się wal.
               Przekręciłem oczami. Zerknąłem na nasze złączone dłonie. Dopiero wtedy zadałem sobie sprawę, że chłopak ujął moją rękę i delikatnie gładził jej zewnętrzną stronę. To wywołało przyjemny dreszcz, który przebiegł wzdłuż mojego kręgosłupa. Podniosłem głowę, by spojrzeć w jego zielone tęczówki. Uśmiechnął się, a potem lekko przygryzł dolną wargę. Przez moment wpatrywałem się w jego pełne usta.
- Pocałujesz mnie w końcu czy będziesz się tak gapić do rana?
- Nie zasłużyłeś – mruknąłem, odwracając się od niego. Mimo wszystko mały, triumfalny uśmieszek wymalował się pod moim nosem, gdy Michael prychnął z niezadowoleniem.
- To był żart i…
                Ale nie dokończył. W końcu postanowiłem na nowo się do niego zbliżyć. A ten bliski kontakt był czymś, czego naprawdę pragnąłem. Michael najpierw wytrzeszczył oczy, kiedy wpiłem się zachłannie w jego wargi. Wyczułem, że wstrzymał oddech. Po chwili jednak odpowiedział na pocałunek, ujmując mój kark wolną dłonią.
               Naparł na mnie mocniej, przechodząc do szybszego tempa, od którego zrobiło mi się gorąco. Przygryzł moją wargę, na co zareagowałem cichym mruknięciem. Rozchyliłem usta jeszcze bardziej, a on wykorzystał to, by pogłębić pocałunek. Moje palce musnęły jego policzek, który był nieco szorstki. Przywarłem do niego jeszcze bardziej, przejeżdżając dłonią po jego udzie. Poczułem, jak chłopak spina mięśnie. W tym momencie nawet nie próbowałem zaprzeczyć temu, że najnormalniej w świecie się na niego nakręciłem.
              Odsunąłem się, by złapać oddech. Nadal jednak pozostałem blisko. Michael uśmiechnął się, gdy musnąłem ustami kącik jego warg. Zjechałem odrobinę niżej, by delikatnie przygryźć mu skórę na szyi. Jego dłonie mocniej zacisnęły się wokół mojego ciała.
- Luke – mruknął, kiedy wsunąłem dłoń pod jego koszulkę. – Jesteś niegrzecznym chłopcem…
- Nie zgrywaj świętego, Clifford – odpowiedziałem, wykonując palcami okrężne ruchy na jego ciepłej skórze.
- Prowokujesz mnie?
- Możliwe.
- Serio?
- Nie wiem, sam się o tym przekonaj – rzuciłem zadziornym tonem.
- Kurwa, te twoje gierki są podniecające – warknął, marszcząc nos.
- Naprawdę? – pociągnąłem z cwanym uśmieszkiem. Moja ręka, która znajdowała się na jego udzie, powędrowała odrobinę wyżej.
- Nie będziemy uprawiać seksu – powiedział cicho. Uniosłem zaskoczony brwi do góry. Chłopak zaśmiał się, a potem musnął ustami czubek mojego nosa. – Nie jesteś gotowy.
- Skąd ty to możesz wiedzieć?
- Małe kroki, Luke. Niedawno odkryłeś siebie.
- I? Uważasz, że nie będę wiedział, co robić?
- Ja będę na górze, więc ta wiedza nie będzie ci potrzebna.
- Ty na górze? – prychnąłem z niedowierzaniem. – Bo? Podaj jeden argument, który nie będzie całkowicie wyciągnięty z dupy.
- Jestem bardziej doświadczony.
- Gówno prawda!
- Oczywiście! Jestem w tym dłużej.
- I to niby ma ci dawać górę?
- Będę wiedział, co robić…
- Do edukuję się – rzuciłem, wzruszając ramionami.
- Do edukujesz się? – powtórzył, a potem zaczął się śmiać. – Niby gdzie?
- Jeśli trzeba będzie, to odpalę sobie gejowskie porno – walnąłem pierwsze lepsze, co przyszło mi do głowy. 
              Michael uniósł jedną brew do góry. Nadal był pewny siebie. Ponownie przysunąłem się do niego, raz za razem przejeżdżając dłonią po jego udzie. Moje palce pięły się coraz wyżej. W końcu dotarłem do takiego miejsca, które spowodowało, że Michael zadrżał. 
- Może obejrzymy sobie taki film razem, a potem poeksperymentujemy?
- Jesteś naprawdę niemożliwy…
- I to we mnie uwielbiasz – odparłem zadowolony z siebie.
- Co nie zmienia faktu, że i tak nie jesteś jeszcze na to gotowy – powiedział, ujmując moją twarz w dłonie. – Doceniam chęci, ale daj sobie na to trochę czasu. Nie chcę, byś robił coś wbrew sobie. Powoli. Nie spiesz się.
- Ale…
- Jesteś napalony?
- Wal się, Clifford.
- Jesteś! – rzucił ze śmiechem, pukając mnie palcem w klatkę piersiową. – Mój biedny…
               Ale znów nie dokończył. Postanowiłem go uciszyć, aby już więcej nie chłapał jęzorem. I wykorzystałem do tego najprostszą metodę. Pocałowałem go po raz kolejny. Michael nie zawahał się, tylko znów odpowiedział na to nagłe zbliżenie, mocniej przywierając do mojego ciała. Jęknął pod nosem, kiedy moja dłoń dotarła do centralnego miejsca w jego spodniach. Nawet nie zaprzeczę temu, że to nakręciło mnie na niego podwójnie.
- Dobra, namówiłeś mnie na małą zabawę – wyszeptał, wprost w moje usta. Uśmiechnąłem się triumfalnie. – Pieprzony prowokator.
- I to cię kręci.
- Zgadłeś – rzucił, a następnie dosunął się. Zszedł z murka, wyciągając w moją stronę rękę.- Idziemy do domu?
- Jasne.
               Pomógł mi zejść. Nadal trzymając moją dłoń, pociągnął mnie w stronę klapy. Zeszliśmy po drabinie, a następnie skierowaliśmy się na odpowiednie piętro. W czasie tej krótkiej drogi nie zaprzestaliśmy wspólnych pieszczot, jeszcze bardziej wywołując w tej drugiej osoby silne uczucie podniecenia.
              Wpadliśmy do mieszkania. Zamknąłem drzwi. Zdążyłem to zrobić, a Michael ponownie złączył nas w szybkim i namiętnym pocałunku. Popchnąłem go lekko, przez co oparł się o ścianę. Przywarłem do niego, ocierając się swoim ciałem o jego. Chłopak po raz kolejny zamruczał, nie zaprzestając oddawania pocałunków. Wsunąłem dłonie pod jego ubranie, czując, jak zadrżał. Przejechałem paznokciami po jego plecach, wydobywając z jego gardła cichy jęk.
- Luke, do czego dążysz? – zapytał, przejeżdżając palcami po mojej brodzie. Przełknąłem ślinę, nie mogąc oderwać wzroku od jego zielonych tęczówek, które przyciągały mnie, niczym magnez.
- Nie jestem gotowy na prawdziwy seks – wydusiłem zgodnie z prawdą. Faktycznie prowokowałem go do zbliżenia, ale nadal czułem barierę i obawę przed pełnym stosunkiem.
- Mówiłem – rzucił z uśmiechem. – Jest w porządku. Nie będziemy się spieszyć.
- Ale i tak chcę, byś pozbył się koszulki – pociągnąłem, trącając rąbek czarnego materiału, w który był ubrany.
               Chłopak zaśmiał się, wyciągając ręce do góry. Również odpowiedziałem śmiechem, a następnie chwyciłem za jego bluzkę. Ściągnąłem ją z niego, a następnie odrzuciłem na bok. Po chwili również i ja straciłem górą część garderoby. Zagryzłem wargę, podziwiając jego odsłoniętą klatkę piersiową. To nie był pierwszy raz, gdy mogłem go takiego zobaczyć. Ale uwielbiałem ten widok. Był idealny. Jak cały on.
               Jego ręce przejechały po moim torsie. Przez chwilę śledziłem niewidzialną drogę, którą rysował palcami na moim ciele. Poczułem kolejny dreszcz na plecach. Na moich ramionach pojawiła się gęsia skórka. Przywarłem do niego mocniej, a nasze ciała ponownie się o siebie otarły, wywołując następne uderzenie przyjemnego gorąca.
               Szybko rozpiąłem jego pasek i rozporek. Michael raz za razem muskał moje usta swoimi, by w ostateczności ponownie przygryźć mi dolną wargę. Wstrzymałem powietrze, gdy przeniósł się na moja szyję. Przez to zsuwanie z niego spodni, stało się naprawdę ciężkim zadaniem. Do tego dochodziły jego dłonie na moich plecach i brzuchu, które co i rusz zmieniały swoje położenie, doprowadzając mnie tym do szału. Jego dotyk cholernie na mnie działał. Miałem wrażenie, że jego palce wypełnione są małymi elektrycznymi punkcikami, które delikatnie wybuchają w kontakcie z moją skórą.
                Michael jęknął, wbijając mi paznokcie w ramiona, gdy wsunąłem dłoń w jego bieliznę. Moje palce szybko odnalazły jego twardego członka. Przejechałem kciukiem po główce. Chłopak zassał powietrze. Jego oddech przyspieszył. Spojrzałem na niego, gdy odchylił głowę do tyłu, lekko uderzając w ścianę, którą miał za plecami. Przymknął oczy, pomrukując pod nosem, kiedy zacząłem wykonywać powolne ruchy.
- Szybciej. – Spełniłem jego prośbę, zwiększając odrobinę tempo. Jednak w końcu przestałem, odsuwając się. Michael spojrzał na mnie z niezadowoleniem.
- No, co?
- Serio?!
- Nie denerwuj się… - Ale zamiast dokończyć, wybuchłem śmiechem, gdy pociągnął mnie w stronę sypialni. Widziałem na jego twarzy zniecierpliwienie połączone z pożądaniem. Był tak samo mocno nakręcony na mnie, jak ja na niego.
               Weszliśmy do pokoju. Michael włączył światło. Zanim dążyłem się zorientować, popchnął mnie na łóżko. Byłem pewny, że zaraz znajdzie się tuż nade mną, ale on jednak miał inny plan. Dobrał się do moich spodni. Po chwili zostałem w samych bokserkach. Dopiero wtedy zbliżył się do mnie, po raz kolejny łącząc nasze usta.
- Ej - mruknął, kiedy zamieniłem nas miejscami. – To ja chciałem być na górze.
- Peszek.
- Mówiliśmy o tym i…
- To nie będzie seks, więc…
- To nic nie zmienia i…
- Przymknij się w końcu, Clifford – rzuciłem, ponownie wpijając się w jego wargi. Znów bez protestów odpowiedział na pocałunek.
              Poruszyłem biodrami, ocierając się o niego. Mruknęliśmy w tym samym momencie. Chciałem więcej. Chciałem o wiele więcej jego. Zrobiłem to ponownie. Obaj byliśmy już cholernie twardzi, więc to tarcie, wywoływało przyjemny ucisk w podbrzuszu. Podobało mi się to i nawet nie mogłem temu zaprzeczyć. Odrobinę zwiększyłem tempo, czując, jak mój oddech spłyca się i przyspiesza. 
              Jego palce mocniej zacisnęły się na mojej skórze. Podobał mi się widok, jaki miałem pod sobą. Na czole chłopaka pojawiły się małe kropelki potu, gdy starał się unosić biodra w takim samym tempie, w jakim ja wykonywałem płynne ruchy w przód i w tył. Zwiększał tym tarcie, potęgując doznania. Jego źrenice były rozszerzone, a policzki zaróżowione. Mój pokój wypełniał się pojedynczymi pomrukami, stęknięciami, aż w końcu każdy z nas zaczął pojękiwać pod nosem. Chciałem dotrzeć już do finału, więc przyspieszyłem jeszcze bardziej.
- Luke – wydusił z siebie Michael, a ja wyczułem, że jego ciało zaczyna drżeć.
- Poczekaj na mnie – odparłem, starając się pokonać płytki oddech. – Poczekaj…
- Luke, ja…
              Nie zdążył jednak dokończyć. Widziałem, jak wstrząsa nim mocna fala orgazmu. Jego ciało wygięło się w łuk, gdy zaczął szczytować tuż pode mną. Jego jęki wypełniły moje uszy i był to cholernie podniecający dźwięk. Wbił mi paznokcie w plecy, na co syknąłem pod nosem. Poczułem, jak jego bokserki robią się wilgotne, gdy skończył przede mną.
- Pomóż mi dojść – rzuciłem, całując jego wargi. Byłem już w takim stanie, że mógłbym go nawet o to błagać, byleby tylko pomógł mi skończyć tą słodką torturę.
              Michael wziął głęboki oddech, a potem przewrócił mnie na plecy. Zacisnąłem usta, kiedy najnormalniej w świecie ściągnął ze mnie bieliznę. Przez chwilę nie wiedziałem, co się dzieje, bo jego ruchy były szybkie, płynne i pewne. Głośny jęk wydobył się z mojego gardła, jak tylko poczułem jego gorące wargi wokół swojego członka. Musnął ustami główkę, wywołując kolejny dreszcz, który rozszedł się po moim ciele. Od razu zabrał się do roboty, przenosząc mnie w całkiem inny świat. Miałem wrażenie, że odrywam się od rzeczywistości. To było tak cholernie przyjemne.
               Moje palce zacisnęły się na jego włosach. Zwiększył tempo, a ja po raz kolejny jęknąłem. Byłem pewny, że i tak długo tego nie wytrzymam. To, co robił, było tak pochłaniające, że nie potrafiłem skupić myśli na niczym innym. Czułem, jak moje mięśnie mocno się spinają. Zacząłem się lekko trząść, nie mogąc tego powstrzymać.
- B-blisko – wydusiłem, a potem przygryzłem wargę.
               Ucisk w podbrzuszu zwiększał się z każdą chwilą. Od tego dyszenia zaschło mi w gardle, bo teraz normalne oddychanie było niemożliwe. Jęknąłem znowu, a potem po raz kolejny, nawet nie próbując być cicho. W końcu poczułem przyjemną falę rozkoszy i rozluźnienia, gdy doszedłem w jego usta. Zrobiło mi się cholernie gorąco.
- Matko… Mikey – odparłem, otwierając oczy. Chłopak wyprostował się i spojrzał na mnie z uśmiechem. – To było…
- Boskie.
- Było boskie – powiedziałem ze śmiechem.
- Uwielbiam cię takiego oglądać – odparł, przybliżając się. Cmoknął czubek mojego nosa i znów uśmiechnął się.
             Tym razem to ja powaliłem go na plecy. Zawisłem tuż nad nim. Przejechałem palcami po jego gorącym policzku. Obaj byliśmy spoceni i czerwoni na twarzy. Nasze włosy od turlania się po łóżku, były rozczochrane na wszystkie strony. Byłem pewny, że prezentujemy się, jak dwa bałagany. Mój oddech powoli wracał do normalnego rytmu.
- Nie wiedziałem, że dochodzisz tak szybko – zaśmiałem się, drocząc się z nim. Michael zmrużył oczy, a potem mocno odepchnął mnie od siebie.
               Nie utrzymałem równowagi. Skutkiem tego było to, że ześlizgnąłem się z łóżka, lecąc w dół. Mój gołe pośladki zaliczyły bliski kontakt z chłodną podłogą. Warknąłem pod nosem, na co Michael zareagował głośnym śmiechem, który wypełnił całą sypialnię. Spojrzałem na niego z wyrzutem.
- Popieprzyło cię?!
- Nie dochodzę tak szybko.
- Och, czyżby?
- Zacząłeś się ze mną zabawiać już na korytarzu! Co ja mogłem?! – odparł, machając rękami.
- Nie unoś się.
- To mnie nie wkurzaj. – Uśmiechnąłem się pod nosem. Wymieniliśmy spojrzenia, a potem oboje zaczęliśmy się śmiać, jak nienormalni. – Idziemy pod prysznic?
- Idziemy.



***
Macie kolejne zbliżenie Muka, Wy moje małe zboczuszki XD Chłopaki raczej święci nie są, a do tego jeden i drugi lubi się zabawić w taki sposób, więc... poniosło ich szybko po raz drugi :)

Standardowo przypominam Wam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Dziękuję Wam za wszystkie otrzymane komentarze! :)

Następny rozdział klasycznie pojawi się w kolejny czwartek. 

Pozdrawiam!

6 komentarzy:

  1. Cieszę się, że u chłopaków wszystko dobrze. Niedługo Luke wróci do koncertowania i ideolo (znając ciebie zrobisz jakąś dramę xD)
    Rozdział oczywiście świetny:)x
    Mam pytanie; bo na asku pisałaś, że rozdzialy dodajesz w czwartki. Dlaczego mi wszystkie pokazuje, że w środę?
    Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie może być kolorowo przez cały czas :) Cieszę się, że się podobał :)
      The Guardian Angel jest dodawane w czwartki. Ale sama teraz zauważyłam, że Blogger od dwóch rozdziałów pokazuje środę O_o Może to u nich jakiś błąd czy coś takiego, bo nie zmieniłabym terminu, bez wyraźniej informacji :) Rozdziały są w czwartki - bloger nie zna się na dniach tygodnia :)
      Dzięki bardzo za komentarz
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Aww ten odcinek jest taki słodki :P ale znając Ciebie pewnie zbliża się drama time.
    Czekam na kolejny i powodzenia w pisaniu :) Czasami też miałam problemy z odpaleniem laptopa i trzeba mieć trochę cierpliwości.
    Mam nadzieje, że dziś dodasz odcinek na TWZPNS :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może się zbliża, może nie - nic nie powiem :D Dzięki bardzo!
      Ja już do mojego kompa tracę cierpliwość, nadal nic :( Możliwe, że dzisiaj nie pojawi się nowy rozdział i pewnie będę go musiała napisać na nowo :(
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. OMG OMG OMGhdbsjdhdhhxdjs jak ja uwielbiam twoje hot scenki!! Oni do siebie tak cholernie pasują, że nie wyobrażam sobie tego by nie byli oficjalnie razem - walić to, że Michael nie jest człowiekiem :) tylko Muke! Czekam na kolejny rozdział :) ten był cudowny
    pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heheh wiedziałam, że Ci się spodoba XD
      Cieszę się, że przypadł Ci do gustu
      Pozdrawiam!

      Usuń