czwartek, 9 czerwca 2016

#19 Denerwujesz się, tak?

              Uśmiechnąłem się pod nosem, nadal będąc gdzieś na granicy wybudzania się i snu. Przyjemny dreszcz przebiegł po moim kręgosłupie, kiedy po raz kolejny poczułem ciepłe usta na swoich plecach. Usłyszałem cichy śmiech, który od razu rozpoznałem. Jego wargi zjechały lekko w dół. Przygryzł mi skórę, przez co na ramionach pojawiła mi się gęsia skórka. Po chwili zrobił to ponownie, koncentrując się na moim karku. Mruknąłem z zadowoleniem, przez co Michael zachichotał po raz kolejny
- Dzień dobry, Lukey – powiedział cicho, wdrapując się na moje ciało. Przez to jeszcze bardziej wcisnąłem się w pościel.
- Mikey… Jeszcze pięć minut – poprosiłem, obejmując poduszkę.
- Miałeś iść z chłopakami na śniadanie – przypomniał mi, przeczesując palcami moje rozczochrane blond włosy. – Mamy bardzo ładny dzień i…
- Chcę spać…
- Rany, jesteś niereformowalny – skwitował, a potem ześlizgnął się ze mnie. 
               Byłem pewny, że mi odpuści i faktycznie wyrwę jeszcze kilka minut snu. Michael jednak miał inne plany. Jak tylko o tym pomyślałem, on zerwał ze mnie kołdrę, a potem uderzył mnie w prawy pośladek, przez co podskoczyłem w miejscu. Wstrzymałem oddech, czując, jak moje serce przyspiesza. Naprawdę kiedyś przez niego padnę na pieprzony zawał.
- Powaliło cię – jęknąłem, przekręcając oczami.
- Wstajemy. Phoenix na ciebie czeka.
- Mikey…
- Bo zrzucę cię z łóżka – zagroził, dźgając mnie palcem w plecy.
- No, weź – rzuciłem, kiedy ponownie wcisnął mnie w materac. 
                 Przetoczył się po mnie, jakbym był przeszkodą na jego drodze, a potem padł na miejsce tuż obok. Spojrzałem na chłopaka. Uśmiechnął się i nachylił w moją stronę. Cmoknął mnie w czubek nosa.
- Wstajemy i to bez gadania. Masz się zachowywać idealnie, jak na dobrego podopiecznego przystało. Więc skoro każę ci wstać, to masz podnieść z wyra swój seksowny tyłek, przykleić na twarz uśmiech i zachwycać się mną, aż do końca dnia.
- Padło ci na łeb – podsumowałem go. Na oślep wyciągnąłem rękę, ale kołdra gdzieś zniknęła. Zmarszczyłem nos z niezadowoleniem. Gdzie ona się podziała? Byłem pewny, że Clifford maczał w tym palce.
- Tobie padło na łeb, bo moja uroda cię powala. Jestem… seksi.
- Dobry Boże – wydusiłem, podciągając się do pozycji siedzącej. Wiedziałem, że przegrałem tą nierówną walkę. Zresztą, obawiałem się tego, co może zrobić Michael, gdy przeciągnę wstawanie i nadwyrężę jego cierpliwość. – Kurwa! – warknąłem, kiedy trzepnął mnie w ramię. I nie… To wcale nie było nazbyt delikatne, bo prawie poleciałem do przodu na twarz. – Co?
- Nie wymawiaj imienia Szefa nadaremno.
- Skończ z tym.
- Drogi podopieczny…
- Z tym też.
- Jesteś do kitu – mruknął, wysuwając dolną wargę do przodu. Jego usta uformowały się w podkówkę, więc teraz przypominał mi nadąsane trzyletnie dziecko, które nie dostało wymarzonej zabawki. Nie wytrzymałem i zacząłem się śmiać. 
               Szybko tego pożałowałem. W jednej chwili zauważyłem, jak Michael mruży oczy, a w drugiej lewitujące poduchy zaczęły okładać mnie z każdej strony. I nie przestały, dopóki nie wyskoczyłem z łóżka i nie wbiegłem do łazienki, uciekając przed nimi. Zamknąłem drzwi, a kilka z nich i tak obiło się o białe drewno. 
               Tak… Nasza relacja była dość specyficzna i dziwna. Zważywszy na to, że czuliśmy do siebie coś więcej, ja byłem jego pracą, a on nie był człowiekiem. Całkiem popieprzone, prawda? Ale w sumie oboje nadal mieliśmy to gdzieś. Nadal było to ekscytujące, przyjemne, dobre i złe zarazem.  I do tego całkowicie pochłaniające. Żaden z nas nie planował na daną chwilę tego przerywać. I to nam pasowało, choć gdzieś w zakamarkach naszych myśli formowały się obrazy konsekwencji, jakie możemy ponieść. Jednak na razie nie pozwalaliśmy im przejmować kontroli. Cieszyliśmy się sobą nawzajem. A ja dzięki niemu stawałem się lepszy. Małymi krokami zdobywałem swój cel i to było naprawdę satysfakcjonujące.

                 Byliśmy w Phoenix. Przyjechaliśmy tu wczoraj wieczorem, aby pierwszy raz od naszego powrotu wystąpić na scenie. Ten koncert na szybko zorganizowało tutejsze radio, które również zaplanowało nasze krótkie spotkanie z fanami. Oprócz tego mieliśmy też wywiad z organizującą to wszystko stacją. 
                 Stresowałem się. Zawsze stresowałem się przed tego typu wystąpieniami, ale teraz to uczucie było większe. Powodem tego było to, że dawno nie stałem na scenie. Miałem wrażenie, jakbym zaczynał wszystko od początku. Bałem się tego, że coś nie wyjdzie. Że zapomnę słów czy akordów, do jakieś piosenki, że w pewnym momencie się zatnę i nie będę w stanie dalej ruszyć z utworem. Miałem też wizję tego, że się potykam i przewracam, albo robię po prostu z siebie kompletnego głupka. To wszystko było silniejsze ode mnie. A im bliżej koncertu, tym mocniej strach przejmował nade mną kontrolę.
                  Wywiad przebiegł szybko i gładko. Zaraz po nim mieliśmy spotkanie z fanami, które też upływało w naprawdę miłej i spokojnej atmosferze. Ludzie wypytywali nas o dalsze plany, nowe piosenki i klipy, które zamierzamy wydać. Pojawiło się też kilka pytań odnośnie naszego samopoczucia, spędzania wolnego czasu i tego, jakie kraje chcemy odwiedzić. Następnie zrobiliśmy sobie wspólne zdjęcia, wymieniając ze sobą kilka słów, będąc już bardziej na luzie.
                 Ustawiłem się do kolejnego zdjęcia, obejmując ramieniem wysoką brunetkę, która miała niesamowicie przyjazny i miły uśmiech. Odpowiedziałem szybko tym samym, patrząc w stronę wyciągniętego aparatu, który trzymała jej koleżanka. Dziewczyna podziękowała mi, prosząc dodatkowo o uścisk. Zgodziłem się od razu. Jej dłonie owinęły się wokół mojego pasa.
- Cieszę się, że wróciłeś, Luke – wyszeptała, patrząc na mnie.
- Ja też. Tęskniłem za tym – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.
- Mogę zapytać o coś jeszcze? – Kiwnąłem głową. - Kim jest ten kolorowy chłopak, z którym często można cię zobaczyć w Los Angeles? – Wstrzymałem oddech, unosząc lekko brwi do góry. – Przepraszam, nie chciałam być wścibska.
- W porządku. To mój bliski przyjaciel. – Dziewczyna uśmiechnęła się po raz kolejny. – Wiele mu zawdzięczam.
- Wyglądacie razem naprawdę uroczo.
- Zmiana! – krzyknął dziennikarz, aby mogła do nas podejść kolejna grupa.
- Ale my nie… - wydukałem, ale nie byłem w stanie skończyć, bo dziewczyna szybko mi przerwała.
- Pasujecie do siebie. Dziękuję za wszystko.
- Ja… Jasne, nie ma sprawy – odparłem, będąc w lekkim szoku. 
                Brunetka po raz kolejny uśmiechnęła się, a potem ruszyła z resztą w stronę wyjścia. Podskoczyłem lekko, kiedy przede mną zatrzymała się kolejna fanka. Mimo, że ona nie poruszała tego tematu, to w głowie ciągle na nowo odtwarzały mi się słowa nieznajomej. Wyglądacie razem naprawdę uroczo, pasujecie do siebie. Czy na zdjęciach zrobionych przez wścibskich paparazzi wyglądamy, jak coś więcej, niż tylko para przyjaciół?

                Apogeum stresu nastąpił tuż przed koncertem. Żołądek ścisnął mi się do tego stopnia, że obawiałem się tego, że zaraz zwymiotuję. Do tego zrobiłem się blady. Nie mogłem skontrolować drżenia rąk. Chłopaki zerkali na mnie, pewnie obawiając się tego, że zaraz po prostu zemdleję. Co i rusz powtarzali mi, że będzie dobrze i że nie ma, co się denerwować, bo w końcu robiliśmy to już wcześniej. Ja jednak nadal miałem wrażenie, jakbym wychodził przed publikę po raz pierwszy.
- Luke? – Usłyszałem niepewny głos Caluma.
- Dam radę, nic mi nie będzie – odpowiedziałem automatycznie. – Pójdę do łazienki.
                 Zanim którykolwiek z nich zdążył zareagować, odłożyłem gitarę na stojak, a potem pospiesznie wyszedłem z pomieszczenia. Przeszedłem przez wąski korytarz, docierając do męskiej toalety. 
                 Wpadłem do środka, zamykając za sobą drzwi. Spojrzałem w lustro, widząc swoją przerażoną minę. Kilka kropel potu pojawiło się na moim czole. Wyglądałem, jak ćpun na delirce. Odkręciłem zimną wodę. Przemyłem nią twarz, mając wrażenie, że na nowo zacznę wyglądać, jak człowiek.
- Hej, kotku.
                  Podskoczyłem w miejscu, słysząc znany mi głos. Dłoń chłopaka przejechała po moich plecach. Zakręciłem wodę, odwracając się w jego stronę. Chłodne krople spłynęły mi po nosie. Michael zaśmiał się, wciskając mi w dłoń kawałek papieru, który wyciągnął z podajnika obok. Wytarłem się nim, nie odrywając od niego wzroku.
- Wyglądasz, jakbyś zobaczył ducha – pociągnął ze śmiechem.
- Myślałem, że nie przyjdziesz.
- Jak mógłbym ominąć wasz koncert? – powiedział z uśmiechem. – Oczywiście będę stał w pierwszym rzędzie. Chcę wszystko dobrze widzieć. – Zacisnąłem usta. – Co jest? Denerwujesz się, tak?
- Trochę.
- Wyglądasz na więcej, niż trochę – skwitował, ściągając z głowy aureolę. Ona od razu zmniejszyła się. Michael wcisnął ją na palec. Zanim zdążyłem się zorientować, już obejmował mnie ciasno. Poczułem jego przyjemny zapach. Odwzajemniłem zaraz ten gest, przymykając oczy i chowając twarz w zagłębieniu jego szyi. – Przypomnij sobie, jak fantastycznie czujesz się na scenie. Jak dobrze się tam bawisz razem z chłopakami i fanami.
- A jak…
- Co z tego, że zapomnisz tekstu czy coś pomylisz. Jesteś, tylko człowiekiem. Zresztą, gdybyś zapomniał słów, to wasi fani pociągną piosenkę dalej. Zafałszujesz? To nic, bo nie zawsze wszystko wychodzi tak perfekcyjnie, jak byśmy tego chcieli. Pomylisz akordy? To też nic takiego, chłopaki utrzymają właściwą melodię, a ty szybko do niej wrócisz. Takie potknięcia się zdarzą i nic na to nie poradzisz. – Spojrzałem na niego, a on uśmiechnął się. – Będzie dobrze. Dasz radę. Skup się na tym przyjemnym uczuciu, jakie ci zawsze tam towarzyszy. Przypomnij sobie uśmiechnięte twarze osób, które śpiewają razem z wami. Nie myśl o złych rzeczach, bo to ci w niczym nie pomaga.
                    Z każdym jego słowem czułem się lepiej. Może stres nie malał, ale one i tak dawały mi tą pozytywną siłę i wrażenie, że mimo wszystko powinno być dobrze. Zawsze przecież było. A wpadki… Wpadki zdarzały się każdemu z nas. To było częścią naszej pracy i nie mogliśmy tego przeskoczyć. Pojawiały się znienacka, ale my nie przywiązywaliśmy później do nich wagi. Pomagaliśmy sobie nawzajem, a potem, gdy było już po wszystkim, śmialiśmy się z tego. Dlaczego teraz miałoby być inaczej?
                   Michael uśmiechnął się do mnie po raz kolejny. Odpowiedziałem tym samym, nie odrywając wzroku od jego zielonych tęczówek. Chłopak przybliżył się jeszcze bardziej. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. Zamknąłem oczy, gdy poczułem jego usta na swoich. Ujął moje policzki w dłonie, całując powoli i z czułością, od której zrobiło mi się gorąco. Potrzebowałem tego. Potrzebowałem jego. Moje palce zacisnęły się na jego koszulce, kiedy odrobinę pogłębił pocałunek, nadal nie przerywając spokojnego tempa.
- Będzie okej – wyszeptał, wprost w moje wargi. Przejechał palcami po moich włosach. Wziąłem głębszy oddech, ciesząc się tym, że miałem go tak blisko. – Powtórz to.
- Będzie okej – odpowiedziałem, ponownie wywołując na jego twarzy szeroki uśmiech.
- Luke!
                  Odskoczyłem od Michaela, jak oparzony, gdy Daniel załomotał w drzwi. Nie mógł nas razem zobaczyć. Michael zaśmiał się cicho, a następnie szybko ściągnął z palca aureolę, by umieścić ją nad głową. Zrobił to w ostatniej chwili, bo zaraz po tym drzwi od łazienki otworzyły się. Na progu pojawił się Irwin.
- Co jest? – zapytałem, mając nadzieję, że nie wyglądam na osobę przyłapaną na czymkolwiek. A tym bardziej na całowaniu się z niewidzialnym dla niego gościem. Daniel zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu. Jego brązowe oczy na dłużej zatrzymały się na mojej twarzy, która pewnie była wściekle czerwona, bo moje policzki zrobiły się gorące. A wszystko to przez pocałunek i nagłe pojawienie się gitarzysty. Zagryzłem lekko wargę.
- Masz amnezję czy co? Zaraz mamy koncert, więc dobrze by było, gdybyś się ruszył. Wiesz… Potrzebujemy klauna na scenie.
- Pieprz się – mruknąłem, przekręcając oczami. Daniel roześmiał się. Michael szybko mu zawtórował, choć on nie mógł tego usłyszeć.
- Z kim rozmawiałeś? – zapytał, kiedy oboje wyszliśmy na korytarz. Clifford szedł za nami, uważnie i z ciekawością przysłuchując się tej rozmowie.
- Z nikim.
- Słyszałem głosy.
- To się leczy – odparłem z satysfakcją, że teraz to ja mu się odgryzłem.
- I to mówi ten, który pił kawę z niewidzialnym kumplem - powiedział, unosząc jedną brew. Po raz kolejny przekręciłem oczami. Oni mi to będą wypominać do końca życia, czy jak? Michael zachichotał, przypominając sobie pewnie te nasze początki, gdzie naprawdę mogłem wyjść na obłąkanego. Szczególnie, że byłem święcie przekonany, że chłopaki również widzą mojego Anioła Stróża. Szybko się jednak okazało, że to nie prawda, więc wyszedłem na kompletnego świra do kwadratu.
- Jesteś gotowy? – zapytał Ashton, kiedy wróciliśmy do reszty zespołu. Podał mi gitarę.
- Jestem.
- To szybki grupowy uścisk, bo zaraz wychodzimy! – zarządził starszy Irwin, zarzucając mi dłoń na ramię.
- Idę zaklepać najlepsze miejsce! – zawołał Michael, a potem zniknął. Uśmiechnąłem się do pozostałych. Będzie dobrze. Musi być.

               Odświeżeni po koncercie, który przebiegł bezproblemowo i naprawdę się udał, poszliśmy na późną kolację. Cała nasza czwórka była cholernie głodna, więc nic dziwnego, że rzuciliśmy się na jedzenie, jakbyśmy nie tknęli niczego do tygodnia. 
                Nasza rozmowa szybko skierowała się na nasz występ. Wymienialiśmy uwagi, przypominaliśmy sobie śmieszne sytuacje, których trochę było. Szczególnie jedna zapadła nam w pamięć, kiedy to Daniel chciał dokuczyć swojemu bratu, wchodząc na podest, na którym znajdował się Ashton wraz z perkusją. Chłopak próbował go sparodiować. Za karę dostał rozpędzoną pałeczką, która trafiła go w ramię. Młodszy Irwin podskoczył, a potem wyłożył się jak długi, zaplątując się w leżące na ziemi kable. Wszyscy ryknęli śmiechem, a Calum był najgłośniejszy z nas. Dodatkowo Mulat zalał się łzami, wytykając bliźniaków palcem. Od zawsze uważałem, że nie należymy do nazbyt normalnych ludzi, a dzisiejszy nasz pokaz idealnie to odzwierciedlał. Nigdy nie schrzaniliśmy tak mocno utworu Amnesia, który zagraliśmy zaraz po tym incydencie. Żaden z nas nie mógł nabrać wystarczającej powagi, by odśpiewać to, jak należy. Oczywiście przeprosiliśmy za to naszych fanów, mając nadzieję na to, że nie byli nami rozczarowani.
                Po kolacji zabraliśmy swoje rzeczy i udaliśmy się do wynajętego busa. Czekała nas teraz ponad pięciogodzinna jazda do Los Angeles. Nie powiem, ale chętnie zostałbym w Phoenix jeszcze dzień dłużej, by móc zobaczyć to miasto. Dzisiaj nie było czasu na zwiedzanie i przechadzkę po jego ulicach, czego żałowałem. Lubiłem wykorzystywać te podróże, nie tylko do spotkań z fanami, ale także zobaczenia różnych ciekawych miejsc, których nie miałem na co dzień. Oby udało się to nadrobić następnym razem.
                 Michael był obok. Był obok niemalże przez cały czas. Widziałem go w pierwszym rzędzie, tuż obok jednego z ochroniarzy, którzy pilnowali przednich bramek. Śpiewał razem z nami, uśmiechał się i śmiał, a ten widok skutecznie podnosił mi pewność siebie. Zerkałem w jego stronę naprawdę często, jakbym bał się tego, że chłopak zniknie. Ale nie zniknął. Był na koncercie od początku do końca. Krótka przerwa od jego towarzystwa nastąpiła, tylko w porze naszego późnego posiłku. Potem pojawił się na nowo, pakując się razem z nami do srebrnego busa. Samochód miał trzy rzędy siedzeń. Pierwszy zajęli bliźniaki, na drugim rozłożył się Hood, a ja i mój niewidzialny kompan, wepchnęliśmy się do tyłu.
                 Michaelowi nie zamykała się buzia. Musiałem w końcu wyciągnąć telefon i odpowiadać mu na pytania w taki sposób, by znów przed resztą nie zrobić z siebie wariata, który gada sam do siebie. Cliffordowi to najwidoczniej nie przeszkadzało, bo za każdym razem cierpliwie czekał, aż dokończę zdanie i mu je pokażę.
- Piszesz z Michaelem?
                Podniosłem zaskoczony głowę, by spojrzeć na zaciekawione spojrzenie Caluma. Po tym pytaniu, nie tylko on zainteresował się moją osobą. Bliźniaki automatycznie odwrócili się. Daniel niemalże zawisł na siedzeniu, by móc mnie lepiej widzieć. Usłyszałem tuż przy uchu cichy śmiech Michaela. Skrzydlaty od jakiegoś czasu, opierał głowę na moim ramieniu. Jego palce przejechały po zewnętrznej stronie mojej dłoni.
- Może – wydusiłem, nie do końca wiedząc, czy powinienem poruszać jego tematy przy nim.
- Ostatnio coraz częściej się widujecie – pociągnął Hood.
- Jesteś zazdrosny, Hoodini, że Luke odstawił cię na dalszy plan? - zapił Daniel.
- Nie odstawiłem was – powiedziałem szybko, marszcząc przy tym nos.
- Nie jestem zazdrosny – pociągnął Calum, patrząc na gitarzystę. – Ty pierwszy byłbyś zazdrosny. Skoro jednak nie jesteś, to wiem, że nic się nie dzieje i Luke nie wymieni nas na Michaela.
- Chyba, że będziesz chciał mu się wepchnąć do łóżka, to musisz mieć pewność, że kotek postawi na mnie – odparł zadowolony z siebie, Clifford. Wstrzymałem oddech. Boże… Zaraz się zacznie komentowanie wszystkiego, a ja będę musiał udawać, że wszystko jest okej.
- Wierz mi, że to nie o to chodzi – powiedział ze śmiechem, Irwin. Głowa Hooda wystrzeliła do góry. Mulat ponownie utkwił swoje ciemne oczy w gitarzyście. – O spieprzaj! Nic ci nie powiem i wal się, odczep się, nie gap się, daj mi spokój i… Przestań się do chuja tak szczerzyć!
- Dzięki wielkie – mruknąłem, kręcąc nosem. Zaraz zaczną się niewygodne pytania. Na razie nikt oprócz Daniela nie widział o moim nowym ja.
- Jest coś, o czym nie wiemy – zauważył Ashton.
- Zejdźcie ze mnie…
- I to ma związek z Michaelem – rzucił Calum, pukając się palcem w policzek. 
                Odruchowo spiąłem się. Dłoń Michaela zaczęła gładzić moje udo. Pewnie chciał, bym się rozluźnił, ale to było niemożliwe, bo oni wchodzili na ten trudny i ciężki dla mnie temat. Nadal bałem się ich reakcji, dlatego siedziałem cicho i nic im nie mówiłem. Czyżby nadszedł moment mojej spowiedzi?
- Zostawcie mnie i Michaela – jęknąłem, wciskając się jeszcze bardziej w ciało chłopaka, którego oni nie widzieli.
- Wyluzuj – wyszeptał Clifford. – Mając odmienną orientację wcale nie jesteś gorszy. Daniel jest tego najlepszym przykładem. Ty go akceptujesz, akceptuje go Calum i Ash. Akceptują go wasi fani, jego rodzina i inni. To nic złego.
- Jedno pytanie – rzucił Calum, wystawiając w moją stronę wyciągniętego palca. – Jesteście czymś więcej, niż przyjaciółmi?
- Ja… - zawahałem się.
- Czemu drążysz ten temat? – pociągnął Daniel.
- A czemu tak bardzo ci zależy, bym tego nie robił? – odparł Calum, zerkając na niego. – O matko! Ty wiesz!
- Nic nie wiem, więc się pierdol – warknął gitarzysta.
- Luke – zaczął Ash, spokojnym tonem. – Jesteś gejem? – Wciągnąłem powietrze z cichym świstem.
- Ja… Ja nie…
- Jesteście idiotami – mruknął Daniel, padając na swoje siedzenie i krzyżując dłonie na klatce piersiowej. – Dobijajcie go dalej.
- Nie, jest w porządku - powiedziałem, bo w sumie Michael miał racje. Czemu miałbym się tego wstydzić? Skoro Daniel potrafił się przyznawać do swojej orientacji, to czemu ja nie mógłbym również tego zrobić? Szczególnie, że to moi bliscy przyjaciele, którzy pod tym względem naprawdę byli tolerancyjni. Nie oceniali i ja nigdy też tego nie robiłem. Nigdy żaden z nas nie oceniał pod tym względem Daniela. Po prostu taki był i tyle. – Jestem biseksualny – odparłem cicho, a potem zwiesiłem głowę. Mimo wszystko bałem się na nich spojrzeć.
- Wiedziałem! – krzyknął Calum, a potem trzepnął Ashtona w ramię. – Wiedziałem!
- Zabieraj te swoje łapy, Hood!
- Wiedziałem – powiedział z uśmiechem. Zerknąłem na niego dość niepewnie. – Spoko, Luke. Jest w porządku. 
               Przełknąłem ślinę. Ashton również się uśmiechnął. Daniel wyjrzał zza oparcia fotela. Czułem się, jak w jakimś reality show. Dłoń Michaela mocniej zacisnęła się na mojej. Czułem od niej przyjemne ciepło, które uspokajało. 
- Czyli ty i on…
- Nie jesteśmy razem – odpowiedziałem zgodnie z prawdą, bo nadal żaden z nas nie deklarował się temu drugiemu. Byliśmy wolni, ale w jakiś sposób związani ze sobą. Nie wyobrażałem sobie tego, by ktoś mógł zająć jego miejsce, choć wiedziałem, że bycie razem tak naprawdę raczej też nigdy nie będzie możliwe. Żyliśmy złudzeniem i było nam z tym dobrze.
- Ale kręcicie ze sobą? - dopytał się Calum.
- Można tak powiedzieć – wydusiłem, nie do końca będąc pewny, czy to faktycznie dobre określenie.
- W porządku. Lubię go – skwitował Mulat, a potem padł na swoje miejsce, ponownie rozciągając się na całym siedzeniu.
- Nie było tak źle, prawda? – zapytał z uśmiechem Michael.
- Nie było – wyszeptałem najciszej, jak u miałem.
                I musiałem to przyznać przed samym sobą, że po tym zrobiło mi się lżej. Jakbym ściągnął z siebie kolejny niewidzialny ciężar. Moi przyjaciele dowiedzieli się o mnie prawdy i nie osądzali mnie. Przyjęli to na luzie, jakby nie było to nic wielkiego. Poczułem się znacznie pewniejszy siebie. Nic dziwnego, ze mały uśmiech wymalował się pod moim nosem. Zerknąłem na Clifforda. Jego zielone tęczówki dokładnie mi się przyglądały. Uniósł się lekko by szybko musnąć moje usta swoimi. Teraz zrobiło mi się jeszcze lepiej. 


***
Chłopaki wrócili na scenę, a do tego Calum i Ash dowiedzieli się czegoś ważnego o Hemmo. Zdradzę Wam tylko tyle, że szykuje się teraz mała wycieczka Muke'a :) 
Mam nadzieję, że rozdział przypadł Wam do gustu :)

Standardowo przypominam o Asku i Twitterze - @RoxyDonau

Kolejna część w następny czwartek :)

Pozdrawiam!

4 komentarze:

  1. BFGHKZNCBFEGUWKXMCNBFHEJSKMNCVBFHEJKSCMNVBFHDJKSLCNFBHEJ

    jedyne co mogę na ten rozdział napisać..
    CHCE NASTĘPNY ROZDZIAŁ TERAZ ZARAZ NATYCHMIAST
    A tak poważnie to, rozdział mega jak zawsze
    Przyznam,że TGA, PJD, TGE, BROKEN i 2+1 to są moje ulubione FF o nich..
    Jeszcze pytanko jedno małe takie hihi kiedy mniej więcej planujesz zacząć Stay Alive? Bo nie powiem, ale zwiastun mega mnie zaciekawił i czuje że wejdzie to tego grona ulubionych.
    Czekam na następnyy <3 I oczywiscie dużo weny w pisaniu życze hihi :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało i że lubisz nie tylko tę historię, ale także inne moje ff - aż mam "zaciesz" na twarzy :)
      Co do Stay Alive - to planowałam zacząć to publikować w czerwcu, ale jednak nie dam rady. Ciągle jestem do tyłu z innymi rozdziałami i ostatnio ledwo się wyrabiam, a nie chcę robić zaległości. Muszę SA niestety przesunąć na inny termin :( Mimo wszystko mam nadzieję, że gdy SA już się pojawi, to faktycznie Ci się spodoba :)
      Dziękuję bardzo za komentarz!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Uwielbiam ich razem a Michael zawsze ma coś dobrego lub motywującego do powiedzenia. Są słodcy :) dobrze,że chłopaki dowiedzieli się o jego orientacji:)
    Czekam na nn
    Pozdrawiam Milena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki bardzo za komentarz :)
      Pozdrawiam!

      Usuń