środa, 10 sierpnia 2016

#24 Powiedz mi wprost, że mam cię zostawić w spokoju!

Uwaga! Rozdział zawiera scenę +18!

                Bezsenność. Ponownie doskwierała mi bezsenność. Zauważyłem, że jak tylko zaczyna się coś dziać, ja nie potrafię normalnie zasnąć. Mój mózg raz za razem wałkuje wszystko wciąż na nowo i na nowo, powodując, że nie potrafię skupić myśli na niczym innym. Na niczym przyjemniejszym. Na niczym, co mogłoby mnie rozluźnić i uspokoić. Katowałem się tak prawie do rana, w końcu wchodząc w niespokojny sen. Nie pamiętam dokładnie, co mi się śniło. Wiem, że na pewno w tym śnie pojawił się on. Michael.
                Wstałem z łóżka, przecierając oczy. Zatrzymałem się w połowie drogi do drzwi. Usłyszałem cichą krzątaninę, która dochodziła z kuchni. W jakiś sposób odetchnąłem z ulgą. Pojawił się. Znów się tu pojawił. Najwidoczniej Michael zdołał załatwić tą ważną sprawę, o której mówił wczoraj. Dopiero po chwili zorientowałem się, że uśmiecham się sam do siebie, jak kretyn. A taką reakcję wywoływał we mnie Clifford.
                Ruszyłem szybko w stronę drzwi. Wypadłem na korytarz, zatrzymując się w progu. Zielonowłosy mnie nie słyszał. Siedział przy stole, odwrócony do mnie plecami. Pochylał się nad swoim tabletem. Był całkowicie skoncentrowany na tym, co wyświetlało mu się na ekranie.
                Podszedłem bliżej, starając się być, jak najciszej. Michael puknął palcem w urządzenie. Zajrzałem mu przez ramię. Dostrzegłem, że analizuje tabelę z moimi wynikami dobrych uczynków – a trochę się ich nazbierało. Jak widać nie byłem, aż tak beznadziejnym przypadkiem. Istniała dla mnie szansa na poprawę, a ją wykorzystywałem. A przynajmniej starałem się to robić. Jak tylko chłopak wyprostował się, objąłem go. Musnąłem ustami jego kark. Poczułem, jak szybki dreszcz przebiega mu plecach. Oparłem brodę na jego ramieniu, czując znajomy zapach. Uśmiech nie schodził mi z twarzy.
- Cześć – powiedziałem cicho, muskając palcami jego skórę na szyi.
- Cześć, Lukey – odpowiedział, odrywając swoje zielone oczy od kranu urządzenia.
- Stęskniłem się za tobą. Wiem… To kiczowate i durne, ale przyzwyczaiłem się, że jesteś obok, jak zasypiam.
- To nie jest kiczowate i durne. To urocze – stwierdził, odwracając się. Ujął moją twarz w dłonie, zostawiając na moich wagach czuły, acz delikatny pocałunek.
- To jest kiczowate.
- Może odrobinę.
- Wszystko w porządku? – zapytałem, kiedy Michael posłał mi lekki uśmiech. Całkiem inny, niż ten, który zawsze gościł na jego twarzy. Czyżby znów miał, jakiś problem? A może nie rozwiązał jeszcze poprzedniego? Dobra, Luke, weź w końcu wyluzuj!
- Nic się nie dzieje – zapewnił mnie.
                 Byłem przekonany, że właśnie to od niego usłyszę. Jego odpowiedź nawet mnie nie zdziwiła. Puściłem go, podchodząc do kuchennego blatu. Nastawiłem wodę. Potrzebowałem kawy. Podwójnej kawy, która jeszcze bardziej postawi mnie na nogi. Odwróciłem się, by na niego zerknąć. Michael znów skupił się na urządzeniu. Minę dalej miał zagadkową, jednak ja gdzieś w środku czułem, że dalej coś go gryzie. Nie wiedziałem tylko, jak go podejść, by w końcu to z niego wyciągnąć. Clifford raczej nie był skory do tego, by się tym ze mną podzielić. Miałem wrażenie, że odgrywamy podobną scenę, jak wczoraj, tylko zmieniliśmy miejsce jej akcji. Dlaczego on mi nie ufał?
                  Podczas śniadania Michael rozmawiał ze mną całkiem normalnie. Zauważyłem jednak, że kiedy gestem próbowałem nawiązać z nim, jakiś bliższy kontakt, ten zaraz się wycofywał. Starałem się nie brać tego do siebie. Starałem się odrobinę mu odpuścić i nie zamęczać go kolejnymi pytaniami, na które i tak pewnie nie uzyskałbym odpowiedzi. Przecież każdy może mieć kiepski dzień. Każdy potrzebuje przestrzeni i dystansu. Postanowiłem to uszanować i zostawić go w spokoju.

                   Po powrocie z Sydney nie miałem dodatkowych dni wolnych. Dzisiaj, bowiem spotykaliśmy się z chłopakami w studiu, aby popracować nad nowymi kawałkami. Zauważyłem, że muzyka znów stała się częścią mnie. Stała się też w pewnym sensie ucieczką. Ucieczką od niego. Pochłonęła mnie na tyle, że oddałem się jej w stu procentach. Przez ten czas moje myśli krążyły, tylko wokół tego, co aktualnie robiliśmy. Dzięki temu mogłem, w jakiś sposób psychicznie odpocząć. Przygaszony obraz Michaela zniknął, a zastąpiły go dźwięki. Wiedziałem jednak, że on wróci, a ja znów będę próbował, jakoś rozgryźć to, co się z nim dzieje.
                  Włożyłem gitarę do czarnego futerału. Zapiąłem zamek. Zarzuciłem pasek na ramię. Odwróciłem się, w momencie kiedy inni spojrzeli wprost na mnie. Uniosłem brwi, czekając na to, co chcą mi powiedzieć. A wiedziałem, że coś chcieli. Znałem ich za dobrze. W końcu jednak westchnąłem pod nosem i odezwałem się pierwszy.
- Co jest?
- Chcemy wyskoczyć na piwo – poinformował mnie Calum. – Idziesz oczywiście z nami. Już dawno nie wychodziliśmy nigdzie razem. Czas to nadrobić.
- W porządku, ale ja nie piję.
- Jasne. Grunt, że będziesz tam z nami –odpowiedział z uśmiechem Ash. Kiwnąłem głową, czując, że faktycznie taka odskocznia mi się przyda. I naprawdę dawno nigdzie razem nie byliśmy.
- Odstawimy samochody do domu – pociągnął Daniel, kiedy cała nasza czwórka wyszła na korytarz. – Spotkamy się w pubie Black Pearl. Można tam też coś zjeść.
- Będę – zapewniłem go, ruszając razem z nim w stronę schodów.
- Zaproś Michaela - powiedział Hood.
- Myślałem, że wychodzimy, tylko zespołem.
- Zaproś go – powtórzył Calum, ignorując moją uwagę.
- Michael raczej nie przyjdzie, bo ostatnio…
- Pokłóciliście się? – wtrącił się Daniel.
- Nie, to nie to. On tylko…
- To go zaproś – odparł Hood, a potem zaczął schodzić po schodach.
                Zacisnąłem usta. Najwidoczniej nie miałem nic do gadania. Musiałem skontaktować się z Michaelem i zaproponować mu wyjście. Z drugiej strony może to go trochę rozluźni i zrelaksuje, dzięki czemu przestanie się przejmować tym, co ostatnio zaprząta mu myśli? Miałem taką nadzieję. Cholernie chciałem, by mój dawny Anioł Stróż wrócił.

               Siedzieliśmy w Black Pearl już od jakieś godziny. Spoglądałem, co i rusz na Michaela, nie mogąc zrozumieć tak szybkiej zmiany. Znów zachowywał się, jak dawniej. Jakby nic go nie martwiło. Jakby tego problemu nie było. I ta nagła zmiana spowodowała, że zacząłem na nowo się w tym wszystkim gubić. Wychodziłem z założenia, że Michael grał przed chłopakami wyluzowanego kolesia. Nie chciał, by coś podejrzewali. Wtedy pojawiłyby się pytania, na które on nie miał ochoty odpowiadać. W sumie się temu nie dziwiłem.
- Luke?
- Tak? - odpowiedziałem, odrywając wzrok od zielonowłosego. Clifford spojrzał na mnie z uśmiechem. Daniel zamrugał, wpatrując się we mnie z oczekiwaniem. – Co jest?
- Zadałem pytanie – powiedział powoli.
- Nie słuchałem, dobra – mruknąłem, wzruszając ramionami. Przysnąłem szklankę z sokiem pomarańczowym do ust. Upiłem mały łyk.
- Chciałem wiedzieć, czy w tych sprawach, wolisz być na górze czy na dole – rzucił, ze złośliwym uśmieszkiem.
                 Na moją reakcję nie musiał długo czekać. Od razu zakrztusiłem się sokiem. To pytanie tak mnie wybiło z rytmu, że zapomniałem, jak normalnie się przełyka. Parsknąłem w szklankę, a potem zacząłem kaszleć. Michael poklepał mnie szybko po plecach, nadal mając na twarzy swój znany uśmiech. Czułem, jak oczy zaszły mi łzami, a gardło zaczęło piec. Byłem pewny, że zaraz się uduszę. Po chwili jednak wszystko minęło. Daniel ryknął śmiechem, zwracając tym uwagę innych klientów, którzy spojrzeli na nas z ciekawością.
- Jesteś dupkiem – podsumował go Ash, podając mi garść chusteczek. Tym nagłym atakiem, oblałem białą koszulkę i czarne spodnie, które miałem na sobie. – Nieraz naprawdę mam wątpliwości, czy ty na pewno jesteś moim bratem.
- Spójrz w lustro, braciszku. Wyglądamy tak samo. Mnie się nie wyprzesz – odparł zadowolony Daniel, rozsiadając się bardziej na swoimi miejscu. – Kochasz mnie.
- Jesteś wrzodem na dupie.
- Twoim ukochanym wrzodem na dupie, braciszku.
- Mam nieraz ochotę spakować cię w karton i odesłać do matki.
- Kto by wtedy grał wam na gitarze, takie przepiękne solówki – powiedział Daniel, a potem zabębnił palcami w uda, udając werble. Calum i Michael zaśmiali się cicho. – Jestem zajebisty.
- I wkurwiający – dodałem, a Ash szybko przyznał mi rację. Jego bliźniak przekręcił oczami. – Co to było za pytanie?
- Powtórzyć ci je? – zapytał, poruszając znacząco brwiami.
- Możemy go, gdzieś oddać? – odparłem, patrząc na Asha.
- Nie mam nic przeciwko. Boję się tylko, że musiałbyś komuś dopłacić za to, by go zabrał – pociągnął perkusista.
- Michael mnie przygarnie, co nie, stary? – rzuci, zerkając na Clifforda.
- Ty masz dzisiaj, jakiś dzień, w którym wziąłeś sobie za cel wkurwianie wszystkich? – odezwał się Calum, upijając łyk piwa. – Bo wszystko na to wskazuje, że tak.
- Tobie nic nie zrobiłem…
- Obkleiłeś mi bas taśmą i gumą do żucia! – warknął Calum, mrużąc na niego oczy.
- Niedługo dostaniesz nagrodę za bycie największym jełopem w naszym zespole – powiedział Ash.
- Tak? Myślałem, że to miejsce jest już zajęte przez ciebie…
- Mikey, jak długo pójdziemy do pierdla, jeśli będziemy chcieli go zamordować? – wypalił perkusista, odwracając się w stronę zielonowłosego.
- Zabójstwo z premedytacją?
- Udamy, że to wypadek przy pracy – dodałem, na co ten zaśmiał się cicho.
- Z dobrym adwokatem unikniecie dożywocia – odparł Michael, uśmiechając się do nas.
- Świetnie, to mi wystarczy – mruknął Calum, a następnie pokazał środkowy palec Danielowi. Gitarzysta nadął policzki z oburzeniem, a my parsknęliśmy śmiechem.

                 Po powrocie do domu, postanowiliśmy, że obejrzymy razem, jakiś film. Sam wyszedłem z tą inicjatywą, aby zatrzymać na dłużej Michaela. Wystarczyło tylko, że napomknął o jednej sprawie, którą musi zrobić, a ja szybko złożyłem mu taką propozycję. O dziwo się zgodził. Odetchnąłem, więc z ulgą, bo najwidoczniej ta jego sprawa, mogła jeszcze trochę poczekać.
                 Niemniej jednak nie uśmiechało mi się spędzenie kolejnej nocy w samotności. Naprawdę przyzwyczaiłem się do tego, że chłopak przeważnie był obok mnie. Czy to w nocy czy o poranku. Teraz jednak Michael znów nakreślał między nami dystans, a ja nie wiedziałem, co mogę zrobić, by to wszystko naprawić. Czułem, że moim wyznaniem coś zawaliłem. Nie wiedziałem tylko dokładnie, co i w jakim aspekcie. Brałem jednak całą winę na siebie. W pewnym momencie zaczynałem czuć irytację i złość, która kierowała się na niego. Wybuchłem w połowie produkcji o zombie.
- Mikey – mruknąłem, przysuwając się do niego bliżej.
                 Chłopak nerwowo drgnął, kiedy oparłem brodę na jego ramieniu. Dzięki temu zminimalizowałem prawie do minimum dzielącą nas odległość. Spojrzał na mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy. W danej chwili nie wiedziałem, czy postąpiłem słusznie czy nie. Ale cholernie chciałem się do niego przytulić.
- Mikey – powtórzyłem, muskając ustami skórę na jego szyi.
- Lukey… Proszę cię, nie teraz.
- Nie teraz? – odparłem, unosząc się na łokciu. – Powiedz mi w końcu, co się dzieje.
- Nic się nie dzieje.
- Nic? Nic się nie dzieje? – warknąłem cicho pod nosem, podrywając się do pozycji siedzącej. Zielonowłosy usiadł obok mnie. – Nie rób ze mnie idioty! Myślisz, że jestem ślepy? Ja to widzę!
- Nie wiem, o czym mówisz. Nie dramatyzuj i…
- Wiec, co? Pieprz się – odparłem przez zaciśnięte zęby. – Od momentu kiedy… kiedy ci powiedziałem… To, co powiedziałem w Sydney ty… Jesteś inny! Zmieniłeś się! Nie chciałem cię odstraszyć, ale najwidoczniej to zrobiłem!
- Lukey…
- Przestań!
- Luke, uspokój się – powiedział, dotykając mojej dłoni. Nie wyrwałem jej.
- Jak mam się uspokoić, jak od tamtej pory zachowujesz się tak dziwnie, tak… Jak nie ty! Dlaczego nie powiesz mi wprost, że mam się odczepić, tylko mydlisz mi oczy, że wszystko jest w porządku – pociągnąłem, czując narastającą gorycz. – Powiedz mi wprost, że mam cię zostawić w spokoju! Powiedz mi, że nie chcesz tego, czego ja oczekuję od ciebie i będzie po sprawie!
- To nie tak…
- Mam dość tego dziwnego podejścia! A jeśli nie chcesz tego przerywać, to chociaż powiedz, co powoduje, że tak się zachowujesz!
- Przestań na mnie krzyczeć!
- Zmuś mnie, ty pieprzony Aniele Stróżu, który boi się otworzyć jadaczki, by powiedzieć, czego tak naprawdę chce!
- Luke!
- No, co? Zabrakło ci odwagi?! Mam tego dość, mam dość tego…
                    Urwałem, kiedy jego usta przycisnęły się do moich. Zrobił to tak szybko i tak nagle, że przez chwile nie wiedziałem, co się dzieje. Po krótkiej chwili mój mózg w końcu zaskoczył, a ja pogrążyłem się w tym błogim uczuciu, jakie we mnie wywoływał.
                  Oplotłem jego kark rękami, kiedy wciągnął mnie na swoje kolana. Przycisnąłem się do niego jeszcze bardziej, z chciwością odbierając tą czułość, jaką mnie obdarzał. Mruknąłem z aprobatą, kiedy jego palce wsunęły się w moje włosy. Michael pogłębił pocałunek, a ja poddałem się temu całkowicie.
- Przepraszam, że taki jestem… Przepraszam. Mam ostatnio tyle na głowie – powiedział szeptem, praktycznie się nie odsuwając. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. Kiedy wypowiadał te słowa, jego wargi muskały, co jakiś czas moje. Poczułem, jak zrobiło mi się gorąco.
- Dlaczego nic mi nie mówisz?
- Nie chcę cię martwić.
- Ty masz mnie martwić – odparłem, przejeżdżając palcami po jego policzkach. Michael spuścił głowę, by po chwili znów na mnie spojrzeć. Byłem pewny, że zaraz zatopię się w tych jego intensywnie zielonych oczach. A on mi na to pozwalał. - Bo martwię się jeszcze bardziej, kiedy unikasz odpowiedzi. Chodzi o pracę? Oni… Oni się dowiedzieli i…
- Nie – powiedział, całując czubek mojego zadartego nosa. – Nie wiedzą. Po prostu… Ta cała biurokracja potrafi wykończyć.
- Okej… Może… Może mogę ci, jakoś pomóc?
- Nie. Niestety, nie. Ale dziękuję.
- Za co?
- Za to, że chociaż to zaproponowałeś – odparł, a  na jego twarzy pojawił się uśmiech. Ten uśmiech, w którym się zakochałem. Ten, który powodował, że miałeś ochotę ciągle się na niego patrzeć i nigdy nie mieć dość.
                  Ponownie złączyłem nasze usta. Michael zareagował od razu, odpowiadając na pocałunek. Jego palce znów zatopiły się w moich włosach. Zamruczałem po raz kolejny, gdy lekko pociągnął za ich końcówki. Jego druga ręka mocniej zacisnęła się na moim biodrze. Nie wiele myśląc wsunąłem dłonie pod jego koszulkę, czując pod palcami jego ciepłą i miękką skórę. W tym momencie nasz pocałunek zmienił tempo na szybsze i bardziej zachłanne, niż to które mieliśmy wcześniej.
                  Przesunąłem się po jego udach. Wyczułem twarde wybrzuszenie w jego spodniach. Zresztą, sam byłem w takim samym stanie. Naparłem na jego ciało jeszcze mocniej, czując na plecach przyjemny dreszcz. Przylgnąłem do niego jeszcze bardziej, choć nie sądziłem, że jest to jeszcze w ogóle możliwe. Jego dłonie znalazły się na moich pośladkach, a ja poczułem, że chcę więcej. Chcę znacznie więcej jego. Chcę więcej tego, co zazwyczaj od niego otrzymywałem. Uświadomiłem sobie, że chcę wykonać ten kolejny krok. Oderwałem się od niego, ponownie wpatrując się w zielone tęczówki, które miałem przed sobą.
- Luke?
- Chcę to zrobić – powiedziałem od razu, przesuwając palcami po jego dolnej wardze. – Chcę to z tobą zrobić.
- Jesteś pewny?
- Jestem. Jestem w stu procentach tego pewny. Nie chcę nikogo innego. Chcę ciebie… Całego – wydusiłem, czując narastające podekscytowanie. 
                Mój oddech przyspieszył. Michael przez moment dokładnie obserwował każdą moją reakcję. Byłem pewny, że to jego milczenie ciągnie się w nieskończoność. W końcu jednak uśmiechnął się do mnie.
- W takim razie chodź – odparł, łapiąc mnie za dłoń.
                Zszedłem z jego ud, a następnie wstałem z kanapy. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że nogi mam, niczym z waty. Gdyby nie ręką chłopaka, to z pewnością nie utrzymałbym równowagi. Michael pstryknął palcami, a telewizor i światło w salonie zgasło.
                Pozwoliłem mu się poprowadzić w stronę sypialni. Tam zapalił małą lampkę, która stała na szafce nocnej. Spojrzał na mnie po raz kolejny. Podszedł bliżej, obejmując mnie w pasie. Ponownie zaczął obdarowywać mnie pocałunkami. W pewnym momencie złapał za moją koszulkę. Uniósł materiał do góry, a ja pomogłem mu ją ściągnąć. On również szybko stracił górną część garderoby.
                Padłem na łóżko, odbijając się lekko od materaca. Michael znalazł się tuż nade mną. Przejechał dłonią po mojej klatce piersiowej, wywołując kolejny dreszcz. Jego ruchy były spokojne i delikatne, kiedy obdarowywał mnie kolejnymi pieszczotami. A one cholernie mi się podobały. Zatrząsłem się, gdy jego usta zjechały na mój brzuch. Czułem, jak rozpina mi pasek, a potem guziki i rozporek. Uniosłem biodra, by ułatwić mu ściąganie spodni i bokserek.
- Daj znać, jak będziesz chciał przerwać – powiedział, ponownie nachylając się do mnie. Pokiwałem głową, podciągając się trochę do góry, by skraść mu kolejny szybki pocałunek. – Powiedz, jak tylko poczujesz, że tego nie chcesz.
- Zrób to w końcu – odparłem, sunąc dłońmi po jego plecach. – Po prostu to zrób.
- Będę delikatny.
- No, ja myślę, bo inaczej nie omieszkam ci przywalić – rzuciłem, mrużąc dla zabawy oczy. Chłopak zaśmiał się. Odgarnął mi z czoła pojedyncze kosmyki blond włosów.
- Jesteś idealny – wyszeptał, nie odrywając ode mnie wzroku. Machnął w powietrzu ręką. W jego dłoni pojawiła się nieduża butelka z lubrykantem. Zagryzłem lekko wargę. – Jeśli chcesz się wycofać, to powiedz mi to wprost. Nie będę się wkurzał.
- Mikey, zacznij to w końcu – jęknąłem, przekręcając oczami. – Chyba, że lubisz być proszony.
- O tak… To mnie kręci.
- Mikey…
- Twoje Mikey jest tak cholernie podniecające – powiedział, ponownie łącząc nasze usta.
               Przerwał pocałunek, by się podnieść. Nie odrywałem od niego oczu, dokładnie śledząc każdy jego ruch. Otworzył butelkę. Usiadłem, obejmując jego pas rękami. Zacząłem muskać i podgryzać jego skórę na brzuchu. W końcu dobrałem się do jego spodni. Powoli rozpiąłem guzik i zamek, a następnie zsunąłem je z jego pośladków.
- To niesprawiedliwe, że ja jestem nagi, a ty nie – odparłem, patrząc na klęczącego przede mną chłopaka. Musiałem zadrzeć głowę, by móc na niego spojrzeć. W takiej pozycji górował nade mną, co nawet mi się podobało. Michael po raz kolejny zaśmiał się, a następnie pozbył reszty garderoby.
- Na plecy…
- Rozkazujesz mi?
- Jak mnie cholernie kręcisz, ty wyszczekany blondynie – rzucił, popychając mnie. Po raz kolejny padłem na materac. Wylał odrobinę lubrykanta na swoje palce. Przybliżył się do mnie. – A teraz postaraj się rozluźnić.
                Kiwnąłem tylko głową, starając się skupić, na czymś przyjemnym. Poczułem, jak jego palec przejeżdża po moim wejściu. Wstrzymałem oddech, kiedy lekko wsunął go we mnie. Nie, to nie było przyjemne. To bolało. Moje dłonie zacisnęły się na poduszce, którą miałem pod głową.
- Luke?
- Jest okej – wydusiłem. – Jest w porządku.
- Zrelaksuj się – powiedział, powoli poruszając nim we mnie. – Jesteś spięty…
- A dziwisz się – mruknąłem, zanim zdążyłem się powstrzymać.
              Michael pocałował mnie po raz kolejny, co odrobinę oderwało moje myśli od tego, co mi robił. Jednak po chwili, to wszystko zaczynało mi się podobać. Ból zmieniał się w przyjemność, a ja chciałem więcej. Chłopak musiał to zauważyć, bo zaraz po tym dodał kolejny palec.
- Kurwa – syknąłem, zaciskając powieki. Poczułem jego usta na swoich policzkach i nosie. Ból wrócił na nowo.
- Luke?
- Jest okej – odparłem, biorąc głębszy oddech.
- Jeśli chcesz…
- Nie przerywaj – pociągnąłem, a potem znów zacisnąłem palce na poduszce, kiedy zaczął wykonywać powolne ruchy w przód i tył. Po dłuższej chwili przyzwyczaiłem się i do tego. Moje podniecenie wzrosło, a ja znów chciwie pragnąłem więcej.
- Mikey – jęknąłem, obejmując jego kark. Spojrzał na mnie, dokładnie przyglądając się moim reakcjom. Miał rozchylone wargi, a jego oddech był niemalże tak szybki, jak mój. – Przyspiesz…
- To jeszcze nie ta konkretna zabawa…
- Zrób coś.
- Co mam zrobić?
- Jak ja cię w tym momencie nie cierpię – warknąłem, a on zaśmiał się cicho. – Mikey… Kurwa! – Znów zaczęło boleć, gdy dodał trzeci palec. Zacisnąłem zęby. – Teraz cię nienawidzę…
- Uwielbiasz mnie...
- No, nie wiem...
- Jesteś takim dupkiem. Mogę?
- Już możesz – powiedziałem, wiedząc, co ma na myśli. Na mój znak zaczął na nowo poruszać delikatnie palcami.
                  Złączył nasze usta, a ja od razu odpowiedziałem na pocałunek, starając się nie myśleć o tym, co się dzieje. Jednak tak jak wcześniej i to zaczynało sprawiać mi przyjemność. Tym razem jednak Michael przedłużył ten moment, doprowadzając mnie do takiego stanu, w którym prawie byłem skłonny błagać go o to, by w końcu przeszedł do konkretów.
- Mikey…
- Jest w porządku, kochanie?
- Chcę już… Chcę… - Byłem już takim bałaganem, że nie potrafiłem do końca sformułować zdania. Na szczęście zielonowłosy doskonale wiedział, czego teraz potrzebuję.
               Wziąłem głębszy oddech, kiedy wysunął ze mnie palce. Uklęknął między moimi nogami. Obserwowałem go dokładnie, starając się skupić wzrok na jego twarzy. Wszystkie emocje i ekscytacja znów wypełniły mnie od środka, więc było to trudne. Widziałem, jak ponownie machnął ręką. W jego dłoni pojawiła się paczuszka z prezerwatywą. Otworzył ją zębami, a następnie nałożył na swojego członka. Dodał do tego kolejną warstwę lubrykanta. Pochylił się, całując oba kąciki moich ust.
- Gotowy?
- Zrób to wreszcie, bo inaczej zostawię cię tu, a sam pójdę i zamówię sobie pizzę.
- Uwierzyłbym, gdybyś powiedział, że sobie pójdziesz i sam zrobisz sobie dobrze pod prysznicem.
- Nie będę się zabawiać bez ciebie.
- Słusznie – odparł ze śmiechem. – Lubię myśleć, ze to ciało – przejechał językiem po moim obojczyku – jest, tylko moje.
- Polizane zaklepane?
- Na Szefa, jak ty potrafisz spieprzyć nastrój.
- Tak już mam i… Ty wredna małpo! – warknąłem, kiedy Michael lekko we mnie wszedł. Na szczęście nie wsunął się we mnie cały, bo z pewnością popłakałbym się z bólu. Chociaż i tak łzy stanęły mi w oczach, ale udało mi się je jakoś skontrolować. – Powiedz, że następne razy są lepsze i łatwiejsze.
- Są – zapewnił, muskając moją skórę ustami. - Musiałem odwrócić twoją uwagę.
- Wyszło ci to.
- Jest okej?
- Tak… Ale poczekaj… Daj mi chwilę, dobra?
- Masz chwilę – powiedział, ponownie całując moją szyję. Odgiął się w bok, a jego dłoń zawinęła się wokół mojej twardej erekcji. Zaczął poruszać nią w górę i w dół, pomagając mi tym sposobem skutecznie się rozluźnić.
- Mikey…
- Tak?
- Już… Już możesz.
                 Początek zupełnie nie był przyjemny. Jednak kiedy przestałem się skupiać na bólu, koncentrując się w całości na Michaelu, którego miałem przed sobą, odprężałem się. Zaczynałem też odczuwać przyjemność. Podniecenie wzrosło jeszcze bardziej, kiedy z jego ust wydobyło się ciche jęknięcie. Ponownie objąłem jego kark, mocniej przyciągając go do siebie. Mruknął wprost do mojego ucha. Przyjemny ucisk w podbrzuszu rósł. Michael zmienił kąt, a ja jęknąłem głośniej, kiedy trafił w to jedno konkretne miejsce.
- Kurwa…
- Lukey?
- Nie przestawaj, nie przestawaj – wymamrotałem, jakbym był, na jakimś haju.
- Jest dobrze?
- Zapytaj się… mnie o to jeszcze raz… a odgryzę ci ucho…
- Jesteś okropny…
- Przyspiesz.
- Ale…
- Przyspiesz – poprosiłem, a on od razu spełnił moją prośbę.
                Oplotłem jego biodra nogami. Michael przywarł do mnie jeszcze bardziej. Wsunął dłoń między nasze ciała, by owinąć ją wokół mojego członka. Zaczął nią poruszać. Jego ruchy synchronizowały się z pchnięciami, a ja myślałem, że najnormalniej w świecie oszaleję. W tym momencie nie istniało nic poza nim i tym, co mi dawał. Tym, czym mnie obdarzał i tym, co przede mną odkrywał.
- O cholera – wymruczał, a potem głośniejszy jęk wydobył się z jego ust.
                 Nasze głosy mieszały się ze sobą, ale na szczęście nie byliśmy tak głośni, jak moglibyśmy być. Wcisnął głowę w moje ramię, pomrukując cicho, ale nie zaprzestając nadanego tempa. Zacisnąłem mocniej powieki, czując, ze sam jestem już na skraju. Po chwili doszedłem tuż pod nim, jęcząc i wbijając paznokcie w jego plecy. On skończył zaraz za mną.
- Luke? – Dźwignął się na rękach, by móc na mnie spojrzeć. Widziałem na jego czole małe krople potu. Sam byłem w podobnym stanie.
- Podobało mi się – skwitowałem z uśmiechem, walcząc z szybszym oddechem.
                 Michael obdarzył mnie szerokim uśmiechem, a potem musnął ustami moje drżące wargi. Miałem wrażenie, że teraz minęliśmy kolejną granicę, która między nami istniała. Że weszliśmy w zupełnie inną strefę. Teraz wiedziałem, że Michael jest tą osobą, której mi od dawna tak brakowało. Tą, z którą byłem szczęśliwy. Zależało mi na nim i tak cholernie nie chciałem go stracić. Chciałem, by ze mną był. Już na zawsze. By był tylko mój, a ja tylko jego.


***
Witam drogie Panie!

Otom ja... Alter Ego - znów
Roxy niestety jest zajęta buszowaniem po kuchni i przyrządzaniu jedzenia, więc dzisiaj to ja wrzucam rozdział. Z takową scenką - w sumie ona zostało jakoś tam nazwana, ale nie pamiętam tego słowa, którym określiła go Roxy

Lók i Majkul dużo gadają w czasie łóżkowych sen, cnie?

wg dzisiaj jest wielkie mega wielkie święto - mam urodziny! Jakieś życzenia? Ktoś coś?... Nie?... No, w porządku :(

W imieniu Roxy zapraszam na Aska i Twittera
@RoxyDonau

Co ja tam jeszcze miałem... Chyba wszystko już...

A tak!

MIŁEGO WIECZORU WAM ŻYCZĘ!
Ja i R pozdrawiamy! 


R - jak drużyna R z pokemonów. Roxy kolorystycznie włosami by tam pasowała XD

Wiecie, jak długo myślałem nad tym całym tekstem do was? Nie? To teraz już wiecie! :D

Roxy jest uzależniona od emotek.  ja naliczyłem tu trzy od siebie. Gdybyście widziały jej sms-y...

4 komentarze:

  1. 💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜
    OMG! Tak, to oficjalnie najlepszy rozdział Ever! 😮😍 Wszystkiego Najlepszego! ❗❗❗ 😁😁
    To było genialne. Musze to przeczytać jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz.... XD oni rzeczywiście sporo gadają w łóżku. 😂 Pozdrawiam i życzę Weny. 😙😙😙😙😙

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. SERDUUUUUSZKAAAAAAAAAAA!!! *-*

      Cieszę się bardzo, że tak się podobał :)
      Fakt, ale to Luke i Michael - tego nie ogarniesz XD
      Alter Ego bardzo dziękuję za życzenia!
      Pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Dobra, kocham ten rozdział. Czekałam na niego od samego początku haha
    Mam nadzieję, że Michael jakoś poradzi sobie z problemami i znów będzie tak radosny jak kiedyś x

    Och, Alter Ego.. Jak mogłabym o tobie zapomnieć xD wszystkiego najlepszego! Dużo zdrowia, szczęścia i miłości (której dzisiaj dużo dostaniesz hehe) oraz innych gównien których się życzy. Aby twoje rysunki scen z ff jeszcze kiedyś zagościły na tt Roxy haha. Spełniaj swoje marzenia, Spełniaj się życiowo etc.
    Jeszcze raz sto lat!
    Dzisiaj specjalne pozdrowienia dostaniesz tylko ty! :)x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe Bardzo się cieszę, że się podoba :) Możliwe, że Clifford się w końcu ogarnie - Luke zresztą też.

      Hahahah Twoje życzenia były bezbłędne XD Możliwe, że ten artysta jeszcze kiedyś dostanie weny i coś narysuje XD

      Przekazuję także, że Alter Ego bardzo dziękuje Ci za życzenia!

      Pozdrawiam!

      Usuń