środa, 31 sierpnia 2016

#25 A co, jeśli oboje się cholernie mylimy?

            Obudziłem się, ale jeszcze nie otworzyłem oczu. Wziąłem głębszy wdech, odruchowo wyciągając przed siebie dłoń. Moje palce przejechały po chłodnej pościeli. Ta pustka obok wcale mi się nie spodobała. Zmarszczyłem lekko nos, rozchylając powoli powieki. Dopiero teraz zorientowałem się, że leżę prawie na środku łóżka. Jednak to nie było w tym momencie ważne. Istotne dla mnie było to, że druga połowa materaca jest zupełnie pusta.
- Mnie tak szukasz?
             Drgnąłem, kiedy usłyszałem przy uchu znany głos. Pod moim nosem od razu wymalował się szeroki uśmiech. Wtedy też zorientowałem się, że Michael leży za moimi plecami, obejmując mnie w pasie.
- Szukałem, jakiegoś jedzenia – odparłem zachrypniętym głosem, jednocześnie sprzedając mu drobne kłamstwo. Nie chciałem, by chłopak pomyślał, że mam na jego punkcie zbyt wielkiego bzika. Ale… Chyba na to było za późno, bo już nie raz mi odbijało, kiedy w grę wchodził on.
- Oczywiście – wyszeptał, a na moich plecach pojawił się przyjemny dreszcz. – Co ci się dzisiaj śniło?
- Co? – zapytałem, powoli odwracając się.
- Strasznie się rzucałeś.
- Nawet nie pamiętam – skłamałem, wpatrując się w jego klatkę piersiową, którą miałem przed oczami. Przejechałem palcem po jego jasnej skórze. – Oberwałeś?
- Z jakieś dwa razy – powiedział, dokładnie mi się przyglądając.
              W końcu odważyłem się na to, by podnieść odrobinę głowę i spojrzeć w jego zielone tęczówki. Michael uśmiechnął się lekko. Przysunął się bliżej, by musnąć delikatnie moje wargi swoimi. Poczułem znane mi ciepło, które rozeszło się po całym ciele. A ono pojawiało się za każdym razem, gdy obdarowywał mnie nawet najmniejszą czułością i pieszczotą.
- Naprawdę nie pamiętasz? – zapytał, przerywając chwilową ciszę, jaka się między nami pojawiła. Zagryzłem wargę, znów unikając jego wzroku. Przejechał dłonią po moich blond włosach. – Jak dla mnie wyglądało to na koszmar.
- Było, aż tak źle?
- Płakałeś – odparł cicho. Wstrzymałem oddech. – Uspokoiłeś się dopiero wtedy, kiedy mocno cię objąłem i zacząłem nucić jedną z piosenek. – Przełknąłem nerwowo ślinę. Michael lekko przechylił głowę, nadal lustrując mnie swoim czujnym wzrokiem. – Pomogło też głaskanie po plecach.
- Więc to musiał być naprawdę koszmar – rzuciłem, odsuwając się od niego. – Co takiego mi nuciłeś?
- Wasz kawałek: Amnesia – powiedział, przybliżając się do mnie na nowo. – Na pewno nie pamiętasz tego snu?
                Pokręciłem szybko głową, dalej udając, że nie mam zielonego pojęcia, co takiego mogło mi się przyśnić. Prawd jednak była inna. Doskonale pamiętałem ten koszmar. Znów śnił mi się wypadek. Byłem pewny, że odkąd pojawił się Michael i pomógł mi zamknąć rozdział z poczuciem winy, te sny odejdą. I przez pewien czas tak było. Tej nocy jednak nieprzyjemny sen wrócił na nowo. Z pewną dość sporą zmianą. W samochodzie oprócz Jacka i mnie, był także Michael. Michael, który był człowiekiem. Nie trzeba wielkiej dedukcji, by wiedzieć, jak on się dla mnie skończył. Zginął nie tylko mój brat. Zginął także i on. A ja stałem z boku, oglądając to wszystko z całkiem innej, nowej perspektywy.
- Luke?
- Tak? – odpowiedziałem, próbując ukryć drżenie głosu. Zamrugałem oczami, gdy tylko poczułem pieczenie. Nie chciałem się rozkleić.
- Wszystko w porządku?
- Tak.
- Mam nadzieję, że to nie był koszmar związany z naszą wczorajszą łóżkową zabawą, bo się kompletnie załamię, że jednak nie było ci tak dobrze, jak mi.
                Spojrzałem na niego, jak na kretyna. Michael przez moment udawał powagę, a potem roześmiał się. Jego śmiech sprawił, że od razu poczułem się lepiej. Rozluźniłem się, szybko do niego dołączając. Odwróciłem się, jednocześnie znów zmniejszając dystans między nami. Oparłem głowę o jego ramię, a chłopak ponownie objął mnie ciasno. Teraz było mi cholernie przyjemnie. Najchętniej w ogóle nie ruszałbym się z łóżka.
- Było okej.
- Okej? Weź… - Popukał mnie palcem w czoło. Skrzywiłem się, próbując odepchnąć jego rękę. Michael znów się zaśmiał, co wywołało u mnie szeroki uśmiech. – Powinieneś powiedzieć, że to był najlepszy seks w twoim życiu.
- Wiesz… Ciężko mi porównać. Jesteś jedynym facetem, z którym się przespałem. Jak zaliczę jeszcze jednego gościa, to będziemy mogli na ten temat podyskutować.
- Pieprz się – warknął, a następnie odepchnął mnie od siebie.
- Ej, Mikey…
- Wal się.
- Mikey – rzuciłem, przeciągając ostatnią sylabę. Clifford odwrócił się, a ja przez moment mogłem podziwiać jego odsłonięte plecy i znamię w kształcie skrzydeł na łopatkach. – Mikey – powtórzyłem, podciągając się. Zawisłem na nim. Wsunąłem dłoń pod jego ramię. Moje palce przejechały po jego brzuchu. – Żartowałem.
- Nie śmieszne.
- Mikey… Nie zachowuj się, jak zazdrosna dziewczyna.
- To ty zachowujesz się, jak baba.
- Wcale nie. To twoja rola.
- To ja wczoraj byłem na górze, Barbie.
- Uch… Pierdol się – warknąłem, a potem padłem na plecy, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Kątem oka widziałem, jak Michael się odwraca, by na mnie zerknąć. Zrobiłem nadąsaną minę.
- Kto teraz zachowuje się, jak rozhisteryzowana panienka? – W odpowiedzi pokazałem mu środkowy palec. – Bardzo dojrzałe.
- Zgred.
- Kretyn.
- Idiota.
- Chcesz z rana małe, co nie co?
- Myślałem, że już tego nie zaproponujesz – powiedziałem ze śmiechem, a następnie wczołgałem się na jego ciało. – Może zjemy naleśniki ociekające czekoladą albo… Nie! Naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną!
- Jesteś w ciąży?
- Mój Anioł Stróż to jednak idiota – mruknąłem pod nosem.
- Jestem uzdrowicielem! – warknął, a potem jednym szybkim ruchem zepchnął mnie z siebie. Znowu padłem na materac.
- Drogi Aniele...
- Czego?
- Dasz buziaczka w pysiaczka?
- Jezu, Luke jesteś okropny.
- Jak będzie, pysiu misiu? – pociągnąłem, kiedy Michael skrzywił się z obrzydzeniem. – Pączusiu?
- Padło ci na łeb – skwitował, kręcąc szybko głową. Nie zdążyłem się dobrze ułożyć na materacu, a chłopak poderwał się na równe nogi.
- Niezły tyłek – podsumowałem, widząc jego nagie pośladki. – Idziesz po te naleśniki?
- Ta… Bo inaczej od tego twojego przesłodzonego gadania puszczę pawia.
- Elegancko. Zawołaj mnie, jak będziesz z powrotem.
- Jesteś naprawdę cholernym dupkiem.
- Odwdzięczę ci się po śniadaniu.
- Zgoda – rzucił ze śmiechem, a następnie ruszył do łazienki.


Tydzień później

               Przekręciłem oczami, kiedy kolejna warstwa pudru została nałożona na moją twarz. Dzisiaj mieliśmy wywiad i musieli nas przysłowiowo przyklepać, abyśmy się nie świecili w oku kamery. Zakręciło mnie w nosie, kiedy młoda kobieta po raz kolejny uderzyła mój policzek dużą gąbeczką. Małe drobinki, jasno brązowego pudru opadły na moje czarne ubranie.
- Gotowe – powiedziała zadowolona z siebie. – Możesz już wstać.
- Nareszcie – pomyślałem, zsuwając się z krzesła. Przyczepiłem na twarz swój znany uśmiech. – Dziękuję – rzuciłem, a następnie ruszyłem w kierunku reszty zespołu. W drodze, otrzepałem swoją koszulkę.
               Chłopaki odwrócili się, jak tylko zatrzymałem się obok. Ashton zabębnił palcami w uda, będąc już zniecierpliwionym. Reszta wyglądała bardziej na znudzonych, niż podekscytowanych wywiadem. Usiadłem na wolnym miejscu naprzeciwko Daniela, który mruknął coś pod nosem. Zdążyłem się rozsiąść, kiedy nagle pojawił się nasz menadżer. Adam spojrzał na nas z politowaniem, kręcąc głową.
- Gdzie wasze dobre humory, panowie? – zapytał, jak zwykle tryskając energią.
- Mój dobry humor został w łóżku i jeszcze śpi. Jest siódma rano, człowieku – zajęczał Daniel, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Teraz jego kolorowe tatuaże na tle czarnej koszulki były jeszcze lepiej widoczne i bardziej wyeksponowane. – Siódma rano, gościu – powtórzył powoli, jakby był pewny, że Adam za pierwszym razem w ogóle go nie zrozumiał.
- To poranny program – pociągnął mężczyzna, machając na niego palcem. – Nikt nie zmieni ramówki, bo pan Irwin musi się wyspać. Trzeba było nie siedzieć do późna.
- Nie siedziałem – odparł Daniel. Zaśmiałem się cicho. Doskonale wiedziałem, że kłamie. Cała nasza czwórka – a raczej piątka, bo Michael był razem z nami – do drugiej w nocy urzędowała u bliźniaków, nie robiąc nic produktywnego. Głównie objadaliśmy się niezdrowym żarciem i graliśmy w gry na konsoli.
- Macie jeszcze pięć minut, więc weźcie się w garść.
- Jasne – rzucił Ashton, który był najbardziej rozbudzony z nas wszystkich. – Będziemy gotowi.
- Pamiętajcie o tym, by wspomnieć o pracy nad nową płytą, którą powoli planujecie wydać. I o dużej trasie, która ma się odbyć w następnym roku.
- Wiemy, wiemy – rzucił Calum. Adam przeniósł wzrok z Hooda na mnie. Uniosłem brwi do góry. Mężczyzna jednak milczał.
- Co? Nic ostatnio nie zrobiłem! Jestem grzeczny!
- I tego się trzymajmy – powiedział, kiwając szybko głową. Prychnąłem pod nosem. Chyba będę do końca życia uważany za czarną owcę w tym zespole. No… Ja i Daniel, bo najwidoczniej stoimy na podobnym poziomie.

              Wyszedłem ze studia, nie będąc do końca zadowolonym z przebiegu wywiadu. Z początku wszystko szło tak, jak było to zaplanowane i zakładane. Reporterka pytała nas o nasze plany na przyszłość, podyskutowaliśmy dłużej o muzyce i powrocie na scenę. Na sam koniec jednak zaczęła się dopytywać o Michaela. O tajemniczego zielonowłosego chłopaka, który tak często kręci się obok mnie. Byłem pewny, że nie zostanie poruszona dzisiaj sfera prywatna, więc te pytania nieco wytrąciły mnie z równowagi. Z pomocą przyszli mi chłopaki, raz za razem powtarzając, że Michael jest naszym wspólnym bliskim przyjacielem.
              W sumie sam nie potrafiłem dokładnie określić tego, kim ja i Michael jesteśmy. Nadal żaden z nas nie deklarował się oficjalnie drugiemu, więc nie byliśmy prawdziwą parą. Choć każdy doskonale wiedział, co ten drugi czuje, żaden z nas nie wypowiedział na głos tego, co by zaważyło na całości. Wciąż niby razem, a jednak osobno. Może po prostu byliśmy przyjaciółmi z bardziej rozszerzoną granicą? Mimo wszystko nie okłamywałem sam siebie. Chciałem, by Michael był moją drugą połówką. Bym mógł myśleć o nim, jako o swoim chłopaku. Wiedziałem jednak, że nie jest to tak proste i łatwe, jak w przypadku innych par.
               Po wywiadzie zaszyliśmy się w studiu, więc do domu wróciłem dopiero wieczorem. Jak tylko wszedłem do środka, usłyszałem odgłos włączonego telewizora. Michael był już na posterunku. Oparłem gitarę o ścianę, a na szafce zostawiłem klucze. Ściągnąłem buty, a potem powoli przeszedłem do salonu, w którym znajdował się skrzydlaty. Jak tylko znalazłem się w zasięgu jego wzroku, Michael uśmiechnął się szeroko. Leżał rozłożony na kanapie, a w jego dłoni znajdował się pilot od telewizora.
- Zmęczony?
- Tak – odparłem, podchodząc do sofy.
               Wlepiłem w chłopaka wzrok, ale Michael nie raczył się przesunąć, by zrobić mi trochę miejsca obok siebie. Wzruszyłem ramionami i niewiele myśląc, położyłem się na nim. Clifford cicho jęknął pod nosem, kiedy sprzedałem mu niechcący nie za mocny cios łokciem w żebra. Ułożyłem się na nim wygodnie, chowając głowę w zagłębieniu jego szyi. Jego ramiona od razu owinęły się wokół mnie.
- Jak było w telewizji? – Westchnąłem ciężko pod nosem. – Oglądałem was.
- Więc wiesz, jak było.
- Przejmujesz się tymi ostatnimi pytaniami?
- Chyba nie jestem gotowy na to, by powiedzieć światu, że kręcą mnie też faceci. – Michael kiwnął głową. – I to nie tak, że się tego wstydzę. Że się ciebie wstydzę.
- Rozumiem, Lukey…
- Nie chcę, by wciskali nosy w moje prywatne życie. W nasze życie. Już i tak od tych wszystkich przeklętych zdjęć, jakie nam zrobili, krążą różne plotki na nasz temat. – Podniosłem się do góry, by móc na niego spojrzeć. – Wiesz, jak na nas mówią?
- Jak?
- Muke.
- Muke?
- Michael i Luke. Muke.
- Fanki połączyły nas tak, jak was w zespole – powiedział ze śmiechem. – Mimo że nawet w nim nie jestem.
- Przepraszam.
- Za co ty mnie przepraszasz?
- Za to całe zamieszanie.
- Przestań, to nie twoja wina.
- Moja.
- Lukey…
- Może moja?
- Luke – rzucił, przejeżdżając dłonią po moich włosach. Zamruczałem cicho, bo uwielbiałem, jak to robił. – To nie twoja wina. Tak wygląda twoje życie i wiedziałem, że może do tego dojść. Cena sławy.
- Gówno nie sława.
- Luke!
                 Zaśmiał się cicho, a ja znów spojrzałem w jego zielone tęczówki. Na mojej twarzy pojawił się uśmiech, gdy wsłuchiwałem się w dźwięk, jaki z siebie wydawał. Nie dorywałem od niego wzroku, dokładnie lustrując jego okrągłą twarz, zielone rozczochrane włosy i małe zmarszczki przy oczach, gdy zmienił odrobinę ton, chichocząc teraz cicho pod nosem. Dotknąłem palcami jego szorstkiego policzka.
                Michael zamilkł, wpatrując się we mnie z taką samą intensywnością, jak ja w niego. Przybliżyłem się, a następnie połączyłem nas w spokojnym i dość leniwym pocałunku. Poczułem, jak jego palce zaciskają się lekko na mojej koszulce. I w tym momencie poczułem, że mam przed sobą cały mój świat, do którego tak często uwielbiałem uciekać. Świat, tylko mój. Jakbym nie widział nic poza nim. Jakby Michael był osobą, która trzyma mnie w całości i nie pozwala upaść.
- Kocham cię – powiedziałem cicho. Nie zdążyłem dokładnie tego przemyśleć, bo te słowa same wypłynęły z moich ust bez żadnej kontroli.
               Wstrzymałem oddech, widząc, że Michael zamarł. Jego twarz momentalnie pobladła. Zdecydowanie nie była to reakcja, jakiej oczekiwałem. Jego oczy zrobiły się wielkości spodków. Przełknąłem nerwowo ślinę, czując, jak zaschło mi w gardle.
- Nie… Nie, nie, nie – wyrzucił z siebie tak gwałtownie, że aż podskoczyłem w miejscu. Raptownie podniosłem się, a on zrobił to samo. – Nie możesz mnie kochać, Luke!
- Ale…
- Po prostu nie możesz! Nie tak powinno być!
- O co ci chodzi? Sam mówiłeś, że się we mnie zakochujesz i…
- A co, jeśli oboje się cholernie mylimy?! Co… To się nie uda… Ja…
- Mikey…
                Clifford wstał z kanapy. Chciałem złapać go za rękę, ale chłopak na czas odsunął się na taką odległość, że nie mogłem go dosięgnąć. Moje palce zacisnęły się w powietrzu, a ja poczułem się, jakby ktoś mocno mi przyłożył. Jakby ktoś brutalnie wyrwał mnie ze słodkiego snu, jaki tworzyliśmy razem.
- Musimy to skończyć – oznajmił, odwracając się w moją stronę. – Nie sądziłem, że twoje uczucia zachodzą tak daleko!
- Mogłem ci tego nie mówić i…
- Bardzo dobrze się stało – pociągnął, kiwając głową. – To wszystko, co jest między nami, musi się definitywnie skończyć!
- Nie, proszę…
- Tak będzie lepiej.
- A co z tym planem, by znaleźć rozwiązanie na granicę, która jest między nami? To było, tylko głupie pieprzenie i mydlenie mi oczu?!
- To nie tak…
- Zmieniasz swoje zdanie, jak chorągiewka! Ja za tobą nie nadążam! Dobrze się przez ten czas bawiłeś, co?
- To zupełnie nie jest tak, jak myślisz…
- A jak mam to inaczej rozumieć, kiedy wyskakujesz mi, z czymś takim?!
- Zabrnęliśmy w to zbyt daleko i za szybko. Nie możemy tego dłużej ciągnąć…
- Ale…
- Wracamy na dawne tory.
- Co? – zapytałem z niedowierzaniem, słysząc wyraźnie, jak w tym momencie załamał mi się głos.
- Tak będzie lepiej – powiedział, a potem zniknął.
               Przez dłuższą chwilę wpatrywałem się tępo w miejsce, w którym stał. Dopiero kiedy poczułem, że brakuje mi powietrza, zrozumiałem, że przez ten czas wstrzymywałem oddech. Wtedy też doszło do mnie to, że moje policzki moczą się słonymi łzami, nad którymi zupełnie nie panuję. W środku czułem olbrzymią pustkę i ból. Miałem wrażenie, jakby Michael wyrwał mi serce i zdeptał je na moich oczach, zostawiając je całkowicie roztrzaskane i zgnojone. W tym momencie poczułem się cholernie rozbity, rozgoryczony i zarazem wściekły na niego za to wszystko, do czego doprowadził. Miałem też ochotę się uderzyć sam siebie za to, że w ogóle otworzyłem usta i wypowiedziałem te dwa pieprzone słowa, które zniszczyły wszystko. Zniszczyły nas. Choć nas tak naprawdę nigdy przecież nie było.

~***~
               Pojawiłem się w Niebie. Jednak zamiast skierować się do domu, ja odbiłem w bok, by usiąść na niewielkiej ławeczce. Wokół mnie panowała cisza. Nikogo nie było w pobliżu. Mogłem, więc na spokojnie przemyśleć i przeanalizować to, co się stało. Otarłem dłońmi wilgotne oczy. Miałem nadzieję, że nie rozkleję się na dobre. Musiałem, jakoś się trzymać i choć to wszystko cholernie bolało, jakoś mi się udało nie rozpaść kompletnie.
              Przestałem rozumieć samego siebie. Czułem się, jak jeden wielki paradoks. Jedna wielka sprzeczność. Jakbym miał w głowie dwie osoby, które krzyczą, a ich słowa są całkowicie różne i inne. Jeden Michael tak mocno pragnął usłyszeć to, co powiedział mu Luke. Tak cholernie chciał poczuć, to przyjemne uczucie, gdy bliska osoba wyznaje ci miłość. Jak po tych słowach przyspiesza ci serce, by w końcu wybuchnąć w euforii. Drugi Michael twierdził zaś, że nie tak powinno być. Że wchodząc w to uczucie głębiej i mocniej, zranię tylko chłopaka, na którym tak bardzo mi zależy. Bo żyjemy w dwóch światach, których nie da się ze sobą pogodzić. A ten widoczny podział, doprowadzi tylko do cierpienia i bólu. Jakby te dwa uczucia były nieuniknione w naszym przypadku.
              Posłuchałem słów drugiego, sam nie będąc pewny, czy postępuję słusznie. Teraz jednak musiałem wziąć to na swoje barki. Zmierzyć się z tym, co ja czuję i co czuje Luke. To, co się stało, nie było przyjemne. Zerwanie bliskiej więzi, jaką mieliśmy było bolesne. Gdzieś jednak w głowie świtała mi myśl, że tak będzie lepiej. Że tak będzie prościej, kiedy nasze drogi się rozejdą. Ale czy warto zawsze wybierać te łatwiejsze wyjścia? Czy nie warto walczyć? Nie potrafiłem sobie na te pytania odpowiedzieć. Byłem tchórzem. Tchórzem, który boi się trwać przy tym, co zyskał. Strach przed miłością wziął górę. I wiedziałem, że będę cierpiał. Że być może nigdy się z tym nie pogodzę, a wewnętrzna pustka będzie mi towarzyszyła zawsze i wszędzie. Miałem jednak nadzieję, że z Lukiem będzie inaczej. Że on, jako człowiek, który nie doświadcza syndromu bratniej duszy, zapomni o mnie i skieruje uczucia na osobę, która będzie w stanie z nim być już na zawsze. Że dostanie od niej to, na co zasługuje. To, co jest najlepsze. Luke był idealny dla mnie, ale wiedziałem, że ja nigdy nie będę idealny dla niego. Między nami nadal była granica, której nie potrafiłem pokonać i przejść, by z nim być. 


***
Można śmiało powiedzieć, że nasz Michael znów się pogubił, przestraszył i uciekł i ponownie ma jazdy. Jak myślicie, przejdzie mu to w końcu? Oprócz tego był mały przeskok w czasie i te dwa ważne słowa, jakie powiedział mu Luke :) 
Mam nadzieję, że rozdział się podobał :)

Standardowo zapraszam na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy się pojawia.

Zaczęłam się też zastanawiać nad datą publikacji "Stay Alive" i drugiego ff. Zobaczymy, co z tego wyjdzie :)

Pozdrawiam!
Wszystkim uczniom życzę przy okazji spokojnego i bezstresowego roku szkolnego! 
Trzymam kciuki za Wasze oceny i o to, by Was nauczyciele nie wkurzali. A jak będą to napuścimy na nich naszego Anioła Stróża :D

4 komentarze:

  1. Po prostu złamałaś mi serce. Jak mogłaś to zrobić? No jak? Oni muszą być razem. Pasują do siebie jak mysz do sera. Nie wiem czemu ich rozdzieliłaś, ale mam nadzieję, że znowu będą razem. Jak nie będą razem to Luke przecież znowu się załamie i będzie katastrofa, a miało być dobrze. Mam nadzieję, że następny rozdział będzie weselszy. Rozdział mimo tej końcowej sceny jest bardzo fajny i trzyma w napięciu. Zniecierpliwiona czekam na kolejny, mam nadzieję, że weselszy. Pozdrawiam i życzę weny. Karolina

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chciałam, wybacz mi :(
      Zobaczymy, jak to się potoczy między nimi. Może się ogarną, a może nic z tego nie będzie - ja oczywiście nic nie zdradzę :)
      Dziękuję za komentarz!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Idealny kurde *-*
    Bardzo mnie zaciekawiłaś ;)

    Istniałaby możliwość abyś wpadła do mnie? ;c Dopiero zaczynam i przydał by się komentarzyk i obserwacja :)

    http://story-by-livia.blogspot.com

    Livia xoxoxo

    OdpowiedzUsuń