sobota, 15 października 2016

#28 Wierzę, Mikey. Naprawdę w to wierzę

              Wcisnąłem się bardziej w klatkę piersiową Michaela, czując przyjemne ciepło. Mruknąłem pod nosem z aprobatą i zadowoleniem, zakopując się pod pościelą. Usłyszałem jego cichy śmiech, który sprawił, że moje serce przyspieszyło, a na ustach pojawił się zadowolony uśmiech. Kochałem ten dźwięk. Jego palce musnęły skórę na moich plecach, powodując lekką gęsią skórkę.
- Wiem, że już nie śpisz.
- Śpię.
- Wcale nie.
- Właśnie, że tak – odparłem zachrypniętym głosem.
- To jakim cudem ze mną rozmawiasz?
- Gadam przez sen. – Michael po raz kolejny zaśmiał się. – Śpię i ty mi nie wmówisz, że jest inaczej.
- Nie udawaj. - Puknął mnie w ramię.
- Będę udawać. Jak powiem, że jest inaczej, to każesz mi się ruszyć z wyra. A ja nie chcę tego robić. Chcę się nadal do ciebie przytulać.
- Jesteś czasami uroczy – powiedział, a ja wyczułem, że musiał się w tej chwili uśmiechnąć.
- Spieprzyłeś to. Nie jestem uroczy – mruknąłem, odpychając go od siebie. – Jestem seksi.
- Jesteś idiotą.
- Wzajemnie. – Podniosłem się, by móc na niego zerknąć. – Co robisz?
- Sprawdzam twoje postępy.
- Jezu…
- Nie jezuj mi tu. – Przekręciłem oczami, padając z powrotem na poduszki. Przetarłem dłońmi twarz. – Straciłeś trochę punktów za wczoraj, ale też zyskałeś za przyznanie się do błędu i chęć popraw…
- Tak, tak, jasne, jasne, bla, bla, bla.
- Jesteś okropny – stwierdził, odkładając tablet na bok. – Przypominam ci, że nadal pracujemy nad naprawą twojej duszy, więc dobrze by było, gdybyś się tym interesował i… Na Szefa, Luke!
               Aż poskoczył, kiedy niespodziewanie odgarnąłem kołdrę i rzuciłem się w jego kierunku. Wdrapałem się na jego ciało, na nowo obejmując go ramionami. Przycisnąłem policzek do jego obojczyka, czując, jak szybko bije mu serce. Musnąłem ustami jego skórę, a potem uśmiechnąłem się triumfalnie, wyczuwając dreszcz, który przebiegł po jego ciele.
- Przytulaj się ze mną!
- Przestraszyłem się, kretynie i…
- Przytul mnie!
- Czasami zachowujesz się, jak dziecko.
- Wszyscy jesteśmy dziećmi, tylko w większych rozmiarach – podsumowałem, podnosząc głowę. Spojrzałem w jego zielone tęczówki. – To, że jesteśmy dorośli nie oznacza, że musimy zachowywać się, jak drętwe dziadki pełne powagi.
- Dobrze powiedziane – skwitował, obejmując mnie. Znów poczułem jego dłonie na plecach. – Za to cię uwielbiam.
- Myślałem, że mnie kochasz.
- Za to cię kocham – poprawił się, uśmiechając się szeroko. – Za to, jaki jesteś. No i do tego jesteś nawet przystojny.
- Jeb się – rzuciłem, chcąc się podnieść.
- Teraz nie uciekaj! – Jego ramiona owinęły się wokół mnie jeszcze mocniej. – Przytulamy się.
- To powiedz, że jestem przystojny.
- Tak od jeden do dziesięć, jesteś mocną trójką.
- Pierdol się!
- Skoro ja jestem poza skalą to…
- Tym bardziej się pierdol!
                Michael parsknął śmiechem. Chciałem udać, że mnie to dogłębnie uraziło, dlatego czym prędzej starałem się wyswobodzić z jego objęć. On jednak nadal mocno trzymał mnie w ramionach. W końcu skapitulowałem, opadając z powrotem na jego ciało. Chłopak zachichotał cicho. Złapał mnie za brodę, unosząc moją głowę ciut do góry. Podniósł się, przybliżając się jeszcze bardziej. Po chwili poczułem jego ciepłe i miękkie wargi na swoich. Podciągnąłem się wyżej, by było nam wygodniej, nie zaprzestając wolnego i spokojnego pocałunku, w którym nas połączył.
- Jesteś idealny – powiedział cicho, dotykając opuszkami palców mojego policzka.
- Ty też jesteś idealny, Mikey.

                  Miałem dzisiaj totalnego lenia. Nic dziwnego, że chciałem spędzić cały wolny czas, tkwiąc na kanapie i nie ruszając się z miejsca. Oprócz tego uśmiech nie schodził mi z twarzy, a to za sprawą nocnego wyznania Michaela. Czułem, że jestem szczęśliwy. A była to naprawdę miła odskocznia od uczuć, jakich doświadczałem przez kilka ostatnich dni. Miałem go obok. Był mój, a ja byłem jego. To sprawiało, że świat nabierał ostrzejszych i wyraźniejszych barw. Stawał się jeszcze bardziej kolorowy. Byłem zaskoczony, że obecność jednej osoby może tak na mnie wpłynąć i zmienić perspektywę patrzenia na wszystko. Dla niego chciałem stać się lepszy.
                 Michael postawił na stole dwa parujące kubki z herbatą. Przesunąłem się, by mógł usiąść. Zrobił to od razu, choć po chwili zupełnie zmienił pozycję. Nachylił się, całując czubek mojego lekko zadartego nosa. W tym momencie naprawdę czułem się, jak zakochana po uszy nastolatka, którą można oglądać w tych wszystkich podkoloryzowanych filmach. Kiedy chciał zrobić to po raz kolejny, usłyszałem dźwięk dzwoniącego telefonu. Chłopak podniósł się, a następnie sięgnął w stronę urządzenia, leżącego na stole.
- To Ash – poinformował mnie, spoglądając na wyświetlacz. Wyciągnąłem dłoń, przejmując od niego telefon. Odebrałem.
- Tak?
- Jak się czujesz?
- Nic mi nie jest. Wczoraj naprawdę byłem…
- Nie kłam, Luke.
- Naprawdę jest wszystko w porządku.
                  Zerknąłem na Michaela, czując, że ani na moment nie odrywa ode mnie swoich zielonych oczu. Zauważyłem w nich ten znany błysk. Chłopak uśmiechnął się ukradkiem. Zagryzłem lekko wargę, gdy znów zawisł nade mną. Moje mięśnie odrobinę się spięły, kiedy podciągnął mi koszulkę do góry.
- Chcę ci wierzyć, ale…
- Ash, błagam. Nigdy nie miałem się lepiej i…
- Czyżby?
- Wierz mi, że tak jest – powiedziałem, zaciskając wargi.
                 Musiałem to zrobić, by nie mruknąć mu do słuchawki, bo Michael w tej chwili przyssał się do skóry na moim brzuchu. Muskał ją ustami, co jakiś czas lekko ją podgryzając. Wiedziałem, że robi to specjalnie, by jak najbardziej mnie rozkojarzyć. Chciał też pewnie, bym wyszedł przed Irwinem na głupka. 
- Martwię się.
- Niepotrzebnie. Naprawdę czuję się dobrze. Wszystko jest okej.
- I tak to zweryfikuję po swojemu.
- Nie musisz bawić się w detektywa.
                 Moje palce zacisnęły się mocniej na włosach chłopaka, który rysował ustami niewidzialną ścieżkę na moim brzuchu. Było to tak cholernie przyjemne uczucie. Musiałem jednak trzeźwo myśleć, w końcu rozmawiałem przez telefon. Na szczęście Michael nie robił innych rzeczy, które by mnie bardziej zdekoncentrowały.
- A co z tamtym chłopakiem?
- Nie chcę o tym rozmawiać. Zachowałem się, jak idiota.
- Um… W porządku. Do zobaczenia.
- Do zobaczenia, Ash – odpowiedziałem, chcąc się rozłączyć. Nie oderwałem jednak telefonu od ucha, więc wychwyciłem jeszcze słowa, zapewne skierowane do jego brata. – Ja mu i tak nie wierzę. – Dopiero po tym nastąpiło przerwanie połączenia.
                 Zerknąłem na telefon z niedowierzaniem. Ashton był chyba za bardzo przewrażliwiony albo tak często kłamałem, że perkusista postanowił nie wierzyć w moje słowa, dopóki nie przekona się na własne oczy, jak jest naprawdę.
                Przestałem jednak o tym myśleć, w momencie kiedy Michael wyrwał mi telefon z ręki. Odłożył go na stolik. Przez chwilę spoglądał na mnie z uśmiechem, który sprawił, że sam zacząłem się szczerzyć, jak nienormalny. Pochylił się po raz kolejny, muskając moje usta swoimi. Objąłem go, kiedy przygryzł mi dolną wargę. Mruknąłem z zadowoleniem pod nosem.
- Nie wkurzaj się na niego. On się o ciebie po prostu martwi – odparł cicho, całując kąciki moich ust.
- Tak, wiem. Powiedział mi to.
- Słowa to jedno, odczucia to drugie. On naprawdę się o ciebie boi.
- Wiem. Widział mnie w różnych stanach. Za dużo też odwalałem niezafajnych numerów. Teraz jest inaczej, ale wiem, że jego nastawienie do mnie jeszcze się nie zmieniło.
- To dobry przyjaciel.
- Nigdy w to nie wątpiłem.
                  Michael po raz kolejny obdarzył mnie uśmiechem, a potem wdrapał się na kanapę, by było mu wygodniej. Nadal jednak pozostawał blisko. Dotknąłem jego twarzy, nie odrywając oczu od jego zielonych tęczówek. Pochylił się po raz kolejny, łącząc nasze usta. Od razu odpowiedziałem na tę pieszczotę, mocniej przyciskając go do siebie. Po chwili nasz pocałunek zmienił się w nieco szybszy i bardziej zachłanny, niż wcześniej.
- Ściągaj koszulkę – powiedziałem, czując, jak mój oddech przyspieszył. Zrobiło mi się też cholernie gorąco.
- Nabrałeś na coś ochoty?
- Ta… Na pizzę i chcę ją zjeść z twojej gołej klaty. – Michael przekręcił oczami. – Będziesz moim żywym stolikiem.
- Nie wiem, co ja w tobie widzę.
- Jestem piękny, mega przystojny, do tego świetnie gram na gitarze i cudnie śpiewam. Mam też super ekstra tyłek i jestem dobry w łóżku.
- Masz też przerośnięte ego, które w końcu cię rozsadzi od środka.
- Poskładasz mnie wtedy w jedną całość?
- Zawsze – zapewnił mnie ze śmiechem, ponownie łącząc nasze usta. Od razu przeszliśmy do szybszego tempa, a nasz pocałunek stał się bardziej niechlujny.
                 Poczułem, jak moje mięśnie znów się spinają, kiedy wsunął mi dłonie pod koszulkę. Pokręciłem nosem z niezadowoleniem, widząc, że Michael nie kwapi się do tego, by zdjąć swoją górną część garderoby. Pociągnąłem za nią, domagając się tego, by w końcu zrobił to, czego chciałem. Kiedy owinąłem nogi, wokół jego bioder, drzwi od mojego mieszkania otworzyły się.
- Witaj królestwo Hemmingsa! – krzyknął Daniel, wpadając do środka. – Gdzie pan tego zacnego domostwa?!
                Ja i Michael jednocześnie wychyliliśmy się zza oparcia kanapy. Oparłem o nie dłonie, podciągając się wyżej, by móc ich zobaczyć. Wtedy też wszystkie trzy pary oczu spojrzały w naszą stronę. Na ich twarzach pojawiło się zaskoczenie i zmieszanie. Pierwszy do normalności wrócił Daniel. Wybuchł śmiechem, a ja poczułem mocne wypieki na policzkach. Calum zerkał to na mnie, to na Michaela, jakby próbował zrozumieć, co się właściwie dzieje. Ash też wyglądał tak, jakby nie do końca wszystko rozumiał. Wtedy też zorientowałem się, że nie powiedziałem mu o tym, że ja i Michael żyjemy już w wielkiej miłosnej zgodzie. No… W samej zgodzie by wystarczyło, bo perkusista sam dodałby dwa do dwóch, odpowiadając sobie na to pytanie.
                Michael grzecznie zszedł ze mnie, siadając na kanapie. Przywitał się też z chłopakami, udając, że nie przyłapali nas na dość osobistym momencie, w którym byliśmy bardzo zajęci sobą. Ja natomiast zastanawiałem się, jak wybrnąć z tej sytuacji, nie wychodząc przy tym na głupka. A w tym momencie tak się poczułem.
- Nie wiedziałem, że będziemy przeszkadzać – odparł Daniel, powstrzymując śmiech. – Nie wiedzieliśmy, że masz gościa.
- Jak wy…
- Znaleźliśmy się tu tak szybko? – Kiwnąłem głową. - Ash dzwonił do ciebie, kiedy już byliśmy w drodze – pociągnął Irwin, padając na wolny fotel. – Szykowała się, jakaś zabawa?
- Chcieliśmy grać w warcaby – rzuciłem, odruchowo przeczesując palcami włosy.
- Dla mnie to wyglądało, jak twister dla bardzo zaawansowanych – skwitował Daniel, a potem wybuchł śmiechem, kiedy Michael niekontrolowanie zaczął cicho chichotać pod nosem.
- Widzisz – odezwał się w końcu Calum. – Nic mu jednak nie jest i…
- Zejdź ze mnie do cholery! Musiałem to sprawdzić – odpowiedział Ash, krzyżując dłonie na klatce piersiowej. Jego wzrok skupił się na mnie. Nadal, bowiem wisiałem na oparciu kanapy, aby lepiej ich widzieć. – Nie tak miało być. Ja…
- Tak, wiem – powiedziałem, uśmiechając się. – Nie musisz mi się tłumaczyć.
- Mamy sobie iść? – wydusił Calum, wskazując na drzwi.
- Pewnie, że nie.
- Całe szczęście, bo w taksówce zamówiliśmy żarcie. Pewnie niedługo powinni je przywieźć.
- Nie wiedzieliśmy tylko, że będziesz z Michaelem – pociągnął Daniel, zerkając na Clifforda. – Wzięliśmy cztery zestawy.
- Podzielimy się – powiedział Ash, wzruszając ramionami.
                 Na jego twarzy w końcu pojawił się uśmiech, kiedy i ja wyszczerzyłem się szeroko. Puścił mi oczko, a ja powstrzymałem się od śmiechu. Nie musiałem nic mu mówić. On już doskonale wiedział, że wszystko się ułożyło. Że wszystko jest w porządku, a ja znów stałem się pozytywnym i szczęśliwym gościem. Jak na razie koniec dram. A przynajmniej miałem taką nadzieję.

                 Chłopaki wyszli ode mnie późnym wieczorem. Musiałem przyznać, że było to udane spotkanie. Co chwilę śmialiśmy się i pogrążaliśmy w długich rozmowach, poruszając różne tematy. Czułem się tak swobodnie, jakbym wcześniej oszukiwał sam siebie. I tak było. Grałem przed nimi, kontrolując każdy swój kolejny ruch, byleby tylko nie dać po sobie poznać, jak koszmarnie się czułem. Teraz było inaczej. Wiedząc, na czym konkretnie stoję, odzyskując osobę, którą kochałem i godząc się z przeszłością, byłem w końcu w pełni rozluźniony. Jakbym dostał niewidzialnych skrzydeł, które gwarantowały też wolność. Psychiczną wolność. I to było fantastyczne uczucie.
                Zamknąłem drzwi, a potem wróciłem do salonu. Spojrzałem na Michaela, który rozsiadł się na kanapie. Oparł się o poduszki. Kiedy zauważył, że mu się przyglądam, uśmiechnął się. Odpowiedziałem tym samym, podchodząc bliżej.
               Zająłem miejsce obok niego. Przez chwilę między nami panowała przyjemna cisza. Michael przesunął dłoń, by po chwili spleść swoje palce z moimi. Jego dotyk spowodował przyjemny dreszcz, który przebiegł mi po plecach. Ponownie poczułem znajome ciepło, które rozchodziło się wzdłuż całej ręki. Jakby jego skóra ogrzewała moje ciało.
- Mam pytanie.
- Słucham? – Odwrócił się, by móc znów na mnie spojrzeć.
- Co będzie z nami, kiedy twoja praca się skończy? – Zacisnął lekko usta. – Nie chcę, by to…
- To nie będzie koniec nas. – Przysunął się bliżej. Wolną dłonią przejechał po mojej dolnej wardze. – Znajdę w końcu ten pieprzony sposób, by z tobą być. Już na zawsze. By bez żadnych obaw i przeciwności być obok ciebie.
- Dziękuję.
- Za co?
- Bo sprawiasz, że jestem lepszy.
- Nie – powiedział, kręcąc głową. – Ty zawsze taki byłeś. Po prostu po stracie brata pogubiłeś się. Ja tylko pomogłem ci się odnaleźć na nowo. – Trącił mój nos swoim. – Nie myśl o tym, co będzie później. Skupi się na chwili obecnej. Tak będzie łatwiej.
- A ty?
- Jak będę z tobą, to też będę to robił. Gdy mnie przy tobie nie będzie, będę myślał o sposobie na pozbycie się naszego…
- Problemu? – zapytałem, cicho śmiejąc się.
- Tak, uznajmy, że to jest nasz problem – odpowiedział z uśmiechem. – Wierzę w to, że się uda. Ty też musisz w to wierzyć.
-Wierzę, Mikey. Naprawdę w to wierzę. 


***
Muke, Muke, Muke - pełno Muke'a XD
Niestety, jest to przedostatni rozdział tej historii. To opowiadanie - i wzywanie w jednym - dobiega końca. Tu też czas mi strasznie szybko zleciał. Mam wrażenie, jakbym dopiero rozpoczynała to ff. 
Mam nadzieję, że rozdział się Wam spodobał :)

Standardowo zapraszam Was na Aska i Twittera - @RoxyDonau
Tam informacje o tym, co i kiedy jest dodawane :)

Dziękuję również za wszystkie komentarze! Uwielbiam je!

Pozdrawiam i do następnego!

#TheGuardianAngelFF

2 komentarze: